Widząc jego radość w serduszku Aveliny rozpływało się przyjemne ciepełko. Mimo swojej aspołeczności lubiła, gdy ludzie wokół niej radowali się. Była specyficzną osobą, która z własnej woli często urywała kontakt z innymi, ale gdy poznawała nowe osoby starała się tryskać energią. Teraz nie miała szansy poznać Godryka, ale to jej nie przeszkadzało. Beltane miało swoją magię i czerpała z niej garściami.
— Polecam się w takim razie na przyszłość! – odpowiedziała starając się rpzekrzyczeć hałas panujący wokół. Gdy złapał jej dłoń nie wyrwała jej, pozwoliła mu na to, aby ją zaciągnął do tańca. — Czekaj, czekaj! – krzyknęła i w biegu zdjęła swoje buty, które wrzuciła w pośpiechu do torebki bez dna.
Dawno się tak dobrze nie bawiła, radowała się całą sobą tańcząc i pozwalając się mu prowadzić. Pozwoliła sobie mu zaufać, aby tego wieczora w tym tańcu prowadził ją jak tylko mu się podobało. Taniec był dziki, nieprzewidywalny, szalony, a Avelina wesoła i pełna energii. Przysuwała się do niego, odsuwała, okręcała, skakała i wesoło się śmiała. Jej kolorowa suknia w kwiaty wirowała wokół niej sprawiając wrażenie jakby Theodore tańczył z rusałką.