23.03.2023, 08:03 ✶
Oczywiście, że nie była świadoma tego, jak spłoszyła Darcy’ego, który stał się jej ofiarą. W pewnym sensie. Bo to też nie tak, że przymuszała chłopaka – ot, zasugerowała, że może jednak się w ten sposób zabawi i… to byłoby na tyle. Mógł odmówić, choć oczywiście Malfoy wtedy by się nie ucieszyła tak jak teraz, kiedy Lockhart podjął wyzwanie.
Odebrała od niego aparat i stanęła w pobliżu, żeby dopingować Darcy’ego w zmaganiach. Najpierw biedny zjechał (och, trudno, zdarza się, nie każdy potrafił jednak dokonać tej sztuki wspinaczki na pal!), a potem dokonał czegoś, co już zaczynała sądzić, że w tym roku się nie wydarzy.
Na Morganę i Merlina, udało mu się!
I jak mogła nie rzucić mu się na szyję, kiedy wrócił, no jak? Szepcząc przy tym na ucho, że wiedziała, że da sobie radę, że jest wspaniały i…
… w całej tej beltańskiej euforii skojarzyła jedno. Taka wspinaczka (i zjazd!) mogły – musiały raczej – być niezwykle bolesne dla rąk… toteż odstąpiła od chłopaka i delikatnie złapała go za nadgarstki, żeby zobaczyć wnętrze dłoni.
- Och, moje biedactwo – rozczuliła się, odkrywając, iż podejrzenia był jak najbardziej słuszne – Chodź, powyciągam ci to wszystko... – zaoferowała, zmierzając na ubocze, gdzie faktycznie miała zamiar zatroszczyć się o dłonie kolegi. Nie mogła ich tak zostawić i to nawet nie dlatego, że była uzdrowicielką; ot, po prostu zwykła, koleżeńska przyzwoitość. A potem? To już częściowo zależało od niego – mogli posiedzieć jeszcze przez chwilę na uboczu, odsapnąć, lub…
… popłynąć wraz z magią Beltane i dołączyć do tancerzy.
Po drodze spotkali Szeptuchę; raczej unikała tej kobiety, tym razem jednak się nie udało. Uniosła brwi, gdy ta się odezwała. Rozczarowanie – jakby powtarzała jej własne, niedawne słowa, przez co poczuła zimny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Przerażenie? Och, była Malfoy, oczywiście że jeszcze zapłonie… W każdym razie, odprowadziła wieszczkę spojrzeniem, potrząsnęła głową i podążyła z Darcym po prostu dalej.
Odebrała od niego aparat i stanęła w pobliżu, żeby dopingować Darcy’ego w zmaganiach. Najpierw biedny zjechał (och, trudno, zdarza się, nie każdy potrafił jednak dokonać tej sztuki wspinaczki na pal!), a potem dokonał czegoś, co już zaczynała sądzić, że w tym roku się nie wydarzy.
Na Morganę i Merlina, udało mu się!
I jak mogła nie rzucić mu się na szyję, kiedy wrócił, no jak? Szepcząc przy tym na ucho, że wiedziała, że da sobie radę, że jest wspaniały i…
… w całej tej beltańskiej euforii skojarzyła jedno. Taka wspinaczka (i zjazd!) mogły – musiały raczej – być niezwykle bolesne dla rąk… toteż odstąpiła od chłopaka i delikatnie złapała go za nadgarstki, żeby zobaczyć wnętrze dłoni.
- Och, moje biedactwo – rozczuliła się, odkrywając, iż podejrzenia był jak najbardziej słuszne – Chodź, powyciągam ci to wszystko... – zaoferowała, zmierzając na ubocze, gdzie faktycznie miała zamiar zatroszczyć się o dłonie kolegi. Nie mogła ich tak zostawić i to nawet nie dlatego, że była uzdrowicielką; ot, po prostu zwykła, koleżeńska przyzwoitość. A potem? To już częściowo zależało od niego – mogli posiedzieć jeszcze przez chwilę na uboczu, odsapnąć, lub…
… popłynąć wraz z magią Beltane i dołączyć do tancerzy.
Po drodze spotkali Szeptuchę; raczej unikała tej kobiety, tym razem jednak się nie udało. Uniosła brwi, gdy ta się odezwała. Rozczarowanie – jakby powtarzała jej własne, niedawne słowa, przez co poczuła zimny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Przerażenie? Och, była Malfoy, oczywiście że jeszcze zapłonie… W każdym razie, odprowadziła wieszczkę spojrzeniem, potrząsnęła głową i podążyła z Darcym po prostu dalej.