- Oczywiście, wygrana tylko dla tych najbardziej zaangażowanych, to prawodpodobne, wcale by mnie nie zdizwiło, że jest to tak ustawione, żeby Ci fanatycy kowenu najlepiej wypadali. - Heath miała podobne zdanie, co przyjaciel.
Mogłaby spędzić z Cameronem całą noc, leżąc na trawie, pijąc wino, oglądając niebo. Zresztą wiele razy już spędzali czas w ten sposób. Heather oparła się o dłoń i wpatrywała się w swojego przyjaciela. Była szczęśliwa, że spotkali się tu jeszcze przed tym wszystkim. W końcu nie miała pewności, że nie jest to ostatni raz. Postanowiła się zaangażować w coś większego - sama nie wiedziała w co, miała świadomość jedynie, że może być potrzebna. Czuła dziwny niepokój, choć właściwie - może nic się nie wydarzy, a te wszystkie spekulacje były niepotrzebne. Było już dosyć późno i do tej pory nic ich zaniepokoiło.
Usłyszała strzyknięcie, które pojawiło się gdy Cami wygiął głowę. - To rzeczywiście mogło Cię wykończyć. - Skomentowała jeszcze, zastanawiała się, kiedy ostatnio Lupin był aż tak akytwny fizycznie jak tego dnia.
- Cami, słońce, najchętniej to w ogóle bym z Tobą poszła w ten gęsty las, z Charliem, chociaż nie wiem, gdzie go wywiało. - Słychać było lekkie rozczarowanie w jej głosie. - Dzisiaj nie możemy sobie na to pozwolić, ale obiecuję, że nadrobimy, jak najszybciej jak się da. - Nie przyjmowała w ogóle do wiadomości, że coś się może stać komuś z jej bliskich.
- Twoje wsparcie jest nieocenione, zawsze, ale nie chciałabym, żeby stała Ci się krzywda Cameron. - Wolałaby, żeby Lupin poszedł już do domu, byłaby wtedy spokojniejsza.