23.03.2023, 20:26 ✶
Dlaczego każdy krok stawiany w jej towarzystwie sprawiał, że czuł się jak w jakiejś niebezpiecznej grze?
- Trochę tak. Nadal mam słabość do blondynek - ale gdzieś tam pewnie cmoka właśnie ustami twój mąż. I chociaż nie dokończył zdania, nie brzmiał wcale, jakby się nad tym wahał, oj nie. Alastor pozostawił te słowa niewypowiedziane celowo, bo egzystencja Williama Lestrange stała się dla niego tak marginalna, że nie chciał nikomu o niej przypominać. Ani jej, ani sobie. Z każdym kolejnym krokiem, jaki stawiali w tym tańcu, Moody odpychał świadomość jego istnienia coraz bardziej.
- Na pierwszy rzut oka pewnie tego nie widać - nie brzmiało to jak żart, chociaż faktycznie żartował - ale jestem już całkiem dużym chłopcem, Eden. Myślę, że dam radę udźwignąć twoją prawdę. - Nawet jeżeli miała wybrzmieć w tym szorstkość. Może ta szorstkość by go odgoniła od tych piekielnych myśli krążących wokół tematów, których pewnie nie powinien z nią poruszać, od historii, w których nie powinna być główną bohaterką. - Nie chcesz mnie zranić... Nawet gdybym spróbował sprzedać ten tekst do Proroka Codziennego, to nikt o zdrowych zmysłach by mi nie uwierzył.
Bo to była Eden Lestrange. Ta, która kojarzyła się z podejmowaniem wyborów na przekór wszystkim, na przekór takim bzdurom jak moralność i konwenanse. Koncepcja tego, że to akurat dla niego miałaby zrobić wyjątek, kruszyła cały ten image, który skrupulatnie budowała latami, próbując uczynić się najbardziej znienawidzonym właścicielem ziemskim w stolicy. No bo dlaczego niby? Jakby na to spojrzeć biorąc pod uwagę kolosalny upływ czasu, zdaniem niektórych byliby sobie wręcz obcy. Można by to wziąć tylko i wyłącznie za żart. Na pewno nie za groźbę, bo wypowiedziała to bez cienia jadu. Można by. Owszem. Ale Alastor wolał zakodować w swojej głowie, że nie tylko w nim ostała się spora porcja nostalgii.
- Mam - przyznał. Zastanowił się nad punktacją, ale nie dłużej niż dwie sekundy. - Dwa. Bo nie pozwala mi robić sobie krzywdy. - Uniósł jej dłoń, pomagając obkręcić się wokół własnej osi. - Słyszałem, że wykupiłaś już połowę Pokątnej?
- Trochę tak. Nadal mam słabość do blondynek - ale gdzieś tam pewnie cmoka właśnie ustami twój mąż. I chociaż nie dokończył zdania, nie brzmiał wcale, jakby się nad tym wahał, oj nie. Alastor pozostawił te słowa niewypowiedziane celowo, bo egzystencja Williama Lestrange stała się dla niego tak marginalna, że nie chciał nikomu o niej przypominać. Ani jej, ani sobie. Z każdym kolejnym krokiem, jaki stawiali w tym tańcu, Moody odpychał świadomość jego istnienia coraz bardziej.
- Na pierwszy rzut oka pewnie tego nie widać - nie brzmiało to jak żart, chociaż faktycznie żartował - ale jestem już całkiem dużym chłopcem, Eden. Myślę, że dam radę udźwignąć twoją prawdę. - Nawet jeżeli miała wybrzmieć w tym szorstkość. Może ta szorstkość by go odgoniła od tych piekielnych myśli krążących wokół tematów, których pewnie nie powinien z nią poruszać, od historii, w których nie powinna być główną bohaterką. - Nie chcesz mnie zranić... Nawet gdybym spróbował sprzedać ten tekst do Proroka Codziennego, to nikt o zdrowych zmysłach by mi nie uwierzył.
Bo to była Eden Lestrange. Ta, która kojarzyła się z podejmowaniem wyborów na przekór wszystkim, na przekór takim bzdurom jak moralność i konwenanse. Koncepcja tego, że to akurat dla niego miałaby zrobić wyjątek, kruszyła cały ten image, który skrupulatnie budowała latami, próbując uczynić się najbardziej znienawidzonym właścicielem ziemskim w stolicy. No bo dlaczego niby? Jakby na to spojrzeć biorąc pod uwagę kolosalny upływ czasu, zdaniem niektórych byliby sobie wręcz obcy. Można by to wziąć tylko i wyłącznie za żart. Na pewno nie za groźbę, bo wypowiedziała to bez cienia jadu. Można by. Owszem. Ale Alastor wolał zakodować w swojej głowie, że nie tylko w nim ostała się spora porcja nostalgii.
- Mam - przyznał. Zastanowił się nad punktacją, ale nie dłużej niż dwie sekundy. - Dwa. Bo nie pozwala mi robić sobie krzywdy. - Uniósł jej dłoń, pomagając obkręcić się wokół własnej osi. - Słyszałem, że wykupiłaś już połowę Pokątnej?
fear is the mind-killer.