- To dlatego, że nie miałeś zbyt wielu okazji ze mną współpracować. - odpowiedziała szybko posyłając mu lekki uśmiech, a jedna z jej brwi uniosła się do góry w zaczepnym geście. To była prawda; Giovanniego znała i ceniła, choć ich znajomość była raczej przelotna i ograniczała się do przypadkowych spotkań w trakcie bankietów lub posiadłości Longbottomów. Być może dzisiejszy wieczór był zwiastunem nadchodzących zmian w tym zakresie?
Nie spodziewała się, że Gio tak poważnie podejdzie do jej prośby. Oczywiście, wiedziała że nie odmówi jej pomocy, jednak zakładała, że będą musieli poczekać kilka dni, nim wszystko uda się uzgodnić i pozałatwiać. Urquart zdawał się być gotowy do działania natychmiast, z czego zdała sobie sprawę, gdy jak gdyby nigdy nic wstał i zaczął zapinać płaszcz. Szybko dopiła resztę herbaty i odstawiła filiżankę, by tak jak jej rozmówca, podnieść się z krzesła i narzucić na siebie odzież wierzchnią. Kompletnie zignorowała palący ból języka i gardła dający jej do zrozumienia, że temperatura napoju była odrobinę za wysoka, by wypić ją na raz. Nieistotne.
- Wydaje mi się Gio, że jesteś bardziej charyzmatyczną osobą ode mnie. I masz większy dar przekonywania.- potwierdziła, zgodnie z tym, co uważała. - Więc jest szansa, że uda Ci się na nią wpłynąć. - dodała, narzucając na szyję ciepły szalik. Obym się tylko nie myliła i oby nie było za późno. Lekkim skinieniem głowy pożegnała się za stojącą za ladą barmanką i wyszła z lokalu, przytrzymując za sobą drzwi, by Urquart również mógł wyjść na zewnątrz. Lekkim ruchem podbródka wskazała, w którą stronę powinni się kierować.
Choć miała ochotę biec, powstrzymywała się, a jej krok był pewny, ale spokojny. Mimo wszystko zależało jej, by nie zwracać na siebie uwagi. Wystarczało, że sama obecność Giovanniego przyciągała pojedyncze spojrzenia zaintrygowanych mieszkańców wioski. Kiedy przechodzili obok Miodowego Królestwa, mimowolnie uśmiechnęła się.
- Brenna mnie tu wyciągnęła po raz pierwszy. Wpadłam w taki szał zakupów, że przez kolejne cztery dni odmawiałam jedzenia czegokolwiek, co nie było słodyczami kupionymi właśnie tutaj. Oczywiście, mój żołądek miał inny pogląd na ten temat i dał mi solidnie popalić... - rzuciła. Mimo poważnej sytuacji, nie opuszczała ją chęć rozmowy, nawet na najbzdurniejsze tematy.