• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[03/1972] Prywatka - Desmond & Oleander

[03/1972] Prywatka - Desmond & Oleander
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#11
28.05.2023, 04:15  ✶  
Szalony pęd. Czuł satysfakcję, czuł moc, czuł lekkość. Czuł ulgę, jakiej dotąd nie potrafił sobie wyobrazić. Jakby nareszcie uwolnił napięcie, o istnieniu którego nawet nie wiedział, a które zbierało się w nim przez lata. Dotąd był przekonany, że ten wiekuisty ciężar, który musiał dźwigać, stanowił część jego osobowości. Że był wrodzony.
Ogarniała go intensywna radość, której nie mógł ani opisać, ani nawet wyrazić. Stał tylko w rozkroku nad zwijającym się z bólu Oleandrem i wpatrywał się w niego szeroko otwartymi oczami. Oddychał szybko, niemal dyszał, jego ciało lekko drżało. Widok pierwszej kropli krwi uderzył go zimną falą szoku, która nie różniła się praktycznie niczym od fali euforycznej przyjemności, znanej mu ze skrajnie innych sytuacji.

Jego dziki wzrok błądził po twarzy przyjaciela, on chyba coś mówił. Nie rozumiał ani słowa, oczyma wyobraźni dalej oglądał tę samą, zapętloną scenę tego, gdy ciało Oleandra przyjęło na siebie siłę jego ciosu. Nie był w stanie nawet na chwilę zapomnieć bezwładu, z jakim osunęło się ono po kanapie. Nie potrafił pojąć przyczyny, ale to właśnie był ten moment, który ujął go dogłębnie. Kontemplował surrealistyczny spokój tych paru sekund, ich lekkość, nieważkość. Zachwycały go. Czuł wtedy kompletną władzę. Jakby zmiażdżył ostatni cień oporu.

Olśniło go i w tej chwili olśnienia chwycił do ręki otwartą butelkę ginu. Powoli podnosił ją, przygotowywał się do ataku. Miał już plan, prosty plan: potrzebował dwóch uderzeń.
Trigger Warning: przemoc, śmierć (Odkryj)
Pierwszego, żeby zbić szkło i ogłuszyć Oleandra, drugiego, żeby rozpłatać mu gardło. Potrafił wyobrazić sobie jego oczy, gdy bezwolnie wypluwał z siebie kolejne szklanki rzadkiej jak woda posoki. Widział w nich ten sam elektryzujący terror i niedowierzanie, co u najzwyklejszych zwierząt. Oh, jak błogo byłoby przeżyć z nim to finalne kilkanaście sekund kompletnej dezorientacji, podczas których ciemność stopniowo pożerałaby jego wizję.

Rozsypane na dywanie szkło zachrzęściło pod jego podeszwami, ale ostatecznie cofnął się. Nie potrafił pogodzić reszty swojego świata z myślą, że naprawdę chciał zabić Oleandra. Nawet nie rozumiał dlaczego. Uśmiechnął się szeroko, ale jego ofiara wiedziała, że nie okazywał tak szczęścia, tylko ból.
Siadał znowu na kanapie, pił później prosto z butelki i chyba zaczynał płakać.
- Co się właśnie wydarzyło do cholery - burknął niewyraźnie. - Czego ty ode mnie chcesz.
Patrzył przed siebie, w pustą przestrzeń. Gdy jego emocje stopniowo opadały, zorientował się, że nie jest w stanie spojrzeć przyjacielowi w oczy.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#12
28.05.2023, 04:21  ✶  
Nie potrafił sobie przypomnieć kiedy ostatnim razem widział tak wyraźny kalejdoskop zmieniających się emocji Desmonda. Satysfakcja jaką czerpał z tego krótkiego momentu miała zostać z nim jeszcze na długo. Dreszcz, który przeszedł jego ciało sprawił, że jedynie cudem powstrzymał się, aby nie przybliżyć się do drugiego mężczyzny, wystawić na większe niebezpieczeństwo. Zaintrygowany, odnotował szaleństwo i szybkie oddechy, jakie towarzyszyły całemu procesowi. Niemalże sam poczuł część przepełniającej tę chwilę euforii, prawie że namacalnej w gęstniejącej atmosferze pomiędzy nimi. Nie był w stanie stwierdzić czy była to miłość, podniecenie, strach czy nienawiść. Wszystkie te uczucia buzowały w nim tworząc mieszankę, jaka z odpowiednim naciskiem mogła bardzo szybko wybuchnąć.

Wydawał się zadowolony. Takim chciał go widzieć. Takim chciał go mieć.

Bardzo szybko zachłysnął się pierwszą dawką euforii i adrenaliny, bo już po chwili cień padający na bladą, w nienaturalnym świetle wręcz porcelanową, twarz blondyna wydał mu się przerażający. Poczuł, że traci panowanie nad sytuacją, że jest w prawdziwym niebezpieczeństwie. Nie rozumiał dlaczego, przecież był w towarzystwie najbliższej sobie osoby, która przecież nie zrobiłaby mu poważnej krzywdy - tak sobie wmawiał, ostatkiem zdrowego rozsądku, który wydawał się konać.
Nie rozumiał, na co właściwie patrzy. Przerażenie ogarnęło go tak samo zaskakująco, jak ból po niespodziewanym ciosie. Sparaliżowany był w stanie jedynie patrzeć z wyczekiwaniem w oczy swojego oprawcy-przyjaciela i czekać. Rozszerzył powieki w przerażeniu, oczami wyobraźni dostrzegając ciężkie szkło rozbijające się o własne czoło. Był skonfundowany. Przecież właśnie tego chciał, ale czy do tego stopnia? Chciał ufać Desmondowi, ale gdy tylko paraliż go opuścił, uniósł ręce w obronnym geście, nie będąc w stanie panować nad naturalnymi odruchami.
Przyspieszony oddech, tłukące się w klatce piersiowej serce.
Dopiero chrzęszczące pod podeszwami szkło ogładziło jego zmysły na tyle, że był w stanie zrozumieć, że napastnik odpuścił, że nic się nie stanie.
Beżowy golf był ubrudzony krwią spływającą z nosa, podekscytowanie opadało, adrenalina była w odwrocie, a Oleander czuł jak jego ciało zaczynało się trząść. Nie mógł tego opanować, nie potrafił.
Bliżej niezidentyfikowany jęk, przypominający głośne westchnienie wydobył się spomiędzy jego warg.
Zabrał ręce sprzed twarzy i dopiero teraz przetarł strużkę krwi spod nosa i ust, brudząc jeszcze bardziej materiał odzieży. Na jasnej skórze pozostały rozmazane smugi czerwieni, ból w prawej części twarzy wciąż do niego nie docierał, był na to zbyt roztrzęsiony.
– Ch-chciałem żeby na chwilę ci ulżyło – wydusił z siebie. Nie brzmiał dobrze, słowa plątały się z ciężkimi oddechami, przez które klatka piersiowa unosiła się nieregularnie.
– Przepraszam, Des? Przepraszam, słyszysz mnie? – wydawał się bardziej spanikowany o stan przyjaciela, niż swój. Potrzebował skupić na czymś myśli, a na pewno nie chciał analizować swojego stanu, swojego przerażenia.
Z trudem podniósł się do pozycji całkiem siedzącej, tylko po to, aby spojrzeć na Malfoya. Wciąż chciał go dotknąć, ale strach przed ciężkością uderzenia i butelką z ginem skutecznie go powstrzymywały.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#13
28.05.2023, 04:22  ✶  
Nie szlochał, nie łkał, w zupełnej ciszy ronił łzy; powoli dochodziło do niego, że jego nowo odkryta nadzieja okazała się złudna. Napięcie wracało, znowu czuł narastający gniew. To wszystko chyba było jakimś rodzajem głodu, apetytu wymagającego cyklicznego, nieustającego zaspokajania. Jeszcze przed chwilą myślał o tym, jak zwierzęcy był strach Oleandra, ale czymże różniła się jego żądza od żądzy drapieżnika? Nie rozumiał nawet, skąd brały się jego uczucia, wiódł go czysty instynkt.

Oczywistym było, że usłyszał te przeciągły bólu. Nie zareagował na niego nijak, z wyjątkiem ledwo dostrzegalnego wstrzymania oddechu i zakończonego gorączkowym pociągnięciem sporego haustu z butelki. Nadtrawiona tarta już któryś raz podchodziła mu do gardła, ale nie zamierzał przestać pić. To było bardzo istotne, żeby nie wyglądał, jakby przysłuchiwał się teraz Oleandrowi. Musiał wyglądać absolutnie beznamiętnie, musiał pozostać niewzruszony.
Słabość w jego głosie i ciężkość jego oddechu w kółko go rozpraszały; czuł je w dreszczach na plecach, czuł je w krwi szumiącej mu w skroniach. To nie była tamta euforia, ale to dalej była przyjemność, a przynajmniej jej blady cień. Zupełnie, jakby go prowokował.

Albo tylko mu się to wydawało, bo zaczynał coraz mocniej mijać się z rzeczywistością. Nie mógł uwierzyć, że pozwolił sobie na to, żeby do tego stopnia stracić kontrolę. Czuł wstyd i czuł lęk, bo dopiero teraz uświadomił sobie, jak gorliwie musiał pilnować ponurej rutyny swojej pozornej normalności, żeby zupełnie nie stracić połączeniach ze społeczeństwem. Ciągle kroczył po linie zawieszonej nad przepaścią.

Gdy zauważył, że Oleander podciąga się do siadu, westchnął. Bał się jego dotyku, nie chciał, żeby się zbliżał; już w tym momencie musiał radzić sobie ze zbyt wieloma bodźcami, przerastało go to.
- Tylko prawdą mi ulżysz - odparł oschłym tonem. - Możemy wymienić się prawda za prawdę tak jak wtedy kiedy byliśmy dziećmi.
Chciałby móc z nostalgią pomyśleć, że kiedyś wszystko było prostsze. Ale nie było. Już od dzieciństwa przemoc przyciągała go, już wtedy czuł zalążek swojego głodu. Był cholernym zwierzęciem.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#14
28.05.2023, 05:02  ✶  
Nawet jeżeli nie byłby nękany echem odczuwanego przed chwilą przerażenia i tak nie wyciągnąłby w jego stronę ręki. Nie przysunąłby się i nie naruszył bariery, którą blondyn nawykł się otaczać, gdy świat zewnętrzny zdawał się być za dużym ciężarem, w różnym tego stwierdzenia znaczeniu. Przynajmniej nie teraz, gdy wcale nie chciał go prowokować, a zrozumieć, ułożyć w jakimś sensownym porządku rozrzucone po planszy wieczora akty dokonane i te tylko pomyślane.
Wciągnął powietrze nosem, czując, że gdy rusza ustami zaczyna boleć go szczęka. Ciężkość osadzona na klatce piersiowej nie odeszła, nawet gdy wypuścił powietrze ustami, pozwalając mu płynąć między wargami najdelikatniej jak potrafił. Dopiero teraz docierała do niego siła paniki, którą odczuł, bądź wciąż odczuwał - nie był pewny. Zdezorientowanie podkusiło o sięgnięcie ręką po butelkę wina - otwartą, w połowie pustą. Wypił pare dużych łyków, korzystając z tego, że mniej procentowy trunek nie piekł aż tak w podniebienie. Kwaśny smak jasnych winogron rozlał mu się w żołądku, acz miała minąć jeszcze chwila nim ponownie omami zmysły.
Przygarbił się, nie będąc w stanie podtrzymać swojej zwyczajowej postury, wciąż się trzęsąc, chociaż pewny chwyt szkła odrobine mu pomógł, aby przywrócić choć częściową kontrolę nad zmysłami.
Słowa Desmonda dotarły do niego jakby zza ściany czy okna, jakby wołał go z innego świata, znad tafli wody, pod którą Crouch próbował złapać oddech.
Mimo bólu i przerażenia nie potrafił pozbyć się ostrego smaku podniecenia, który towarzyszył całej sytuacji, przelewał się w słodkość satysfakcji, a potem w gorycz niedopełnienia.
– Powiedz mi czego najbardziej pragniesz. Nie mówię tu o chwilowych zachciankach, o zaspokojeniu się półśrodkami. Chcę wiedzieć, czego pożądasz całym swoim istnieniem. Czy to to nie pozwala odstawić ci butelki z ginem? – możliwe, że zabrzmiał dramatycznie, ale wciąż był roztrzęsiony, w połowie pijany alkoholem, a w połowie swoim stanem, rozkruszonym na milion małych uczuć, sprzecznych, układających się w sieć szaleńczego pędu.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#15
28.05.2023, 06:16  ✶  
Czuł, jak pośpiesznie wypity gin nareszcie uderzył. Drętwiały mu palce, usta, język i gorąco mu było, ale ogarniał go coraz większy spokój. Zaczynał być senny, dziwnie lekki. Nic nie wydawało mu się w pełni realne, wszystkie wydarzenia z tego wieczoru zaczynały tracić na znaczeniu, bez względu na to, jak bardzo były ekstremalne.

Poczuł lekką ulgę, kiedy usłyszał jego pytanie. Zaproponował tę grę tylko dlatego, że chciał (że potrzebował) opowiedzieć mu właśnie o tym, ale nie potrafił sam się przełamać.
Krótką chwilę zastanawiał się jeszcze, czy aby na pewno Oleander nie miał teraz na myśli kwestii Mayi Chang, ale przecież wiedział o niej wystarczająco, słuchał o niej przez lata. Znał jednak wyłącznie bezpieczną, znacząco okrojoną wersję wydarzeń.
- Pożądam. Śmierci. - Z trudem artykułował słowa, zupełnie nie kontrolował tonu głosu. - Chcę poczuć jak umierasz i tak właśnie to nie pozwala mi. Jej odstawić.

Wtedy w końcu znowu spojrzał na niego. Z jednym okiem przymkniętym walczył z zawrotami głowy, żeby móc przyglądać się jego mimice z tym samym beznamiętnym chłodem, co zawsze. To było skrajnie nieodpowiedzialne z jego strony, ale miał w sobie trochę nadziei, że Oleander zareaguje szokiem. Mógłby przynajmniej porozkoszować się jego strachem, skoro i tak nie istniało ani jedno dobre rozwiązanie tej sytuacji.

Mdliło go coraz mocniej; ostrożnie pochylił się do przodu i wyciągnął chwiejnie dłoń po możliwie największe puste naczynie stojące na skraju ławy. Okazała się być nim zwykła szklanka. Ledwie parę razy w życiu miał okazję wymiotować, nigdy jeszcze do cholernej szklanki.
- Bardzo. Kwieciście. Zadałeś to pytanie - mruknął gorzko. - Musiałeś wiązać duże nadzieje z odpowiedzią na nie.
Miał ochotę go przeprosić, ale uznanie istnienia swojego błędu to było wszystko, na co było go teraz stać.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#16
28.05.2023, 06:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2023, 07:09 przez Oleander Crouch.)  
Dokończył butelkę wina czując jak wszystko wywraca mu się w żołądku od tempa w jakim je w siebie wlał. Odstawił puste szkło na stolik, ale mdłości nie przyszły. Jedyne co zaczynał powoli odczuwać to odłączenie się od rzeczywistości, odszczepienie od negatywnych uczuć. Potrzebował procentów, aby stłumić nadchodzący ból w twarzy; pulsujący, piekący coraz bardziej i intensywniej. Trunek nie był wystarczająco mocny, aby całkowicie zdławić objawy uderzenia, ale na pewno pomagał z roztrzęsieniem - te wciąż nie ustało w pełni, ale było znacznie mniejsze niż chwilę temu.
Nie spojrzał na Desmonda, gdy zadawał mu pytanie, ani gdy dostawał na nie odpowiedź. Chłonął sentencje upojonym alkoholem i mocą odczuwanych emocji umysłem. Bardzo trudno byłoby mu pojąć sens dłuższych zdań, więc poczuł niejaką ulgę słysząc, że przyjaciel jest, jak zwykle, oszczędny w słowach; sama treść rownież przyniosła przyjemną lekkość dla spiętej sylwetki. Siedział z pochyloną nad kolanami głową i opierał łokcie na kolanach, włosy zasłaniały mu twarz, więc jakiekolwiek odczytanie ekspresji było w tym momencie niemożliwe.
Nagła potrzeba rozdzwoniła się w jego umyśle - potrzebował zapalić. Bezceremonialnie wyciągnął papierośnice z marynarki, aby dobyć brązową cygaretkę. Złapał ją mocno zębami, prawie że przegryzając bibułkę i unosząc głowę do góry. Na jego twarzy na daremno można było doszukiwać się strachu, raczej pokłosie dyskomfortu płynącego z braku zaspokojenia i bliżej niezidentyfikowanego zrozumienia.
Odpalił papierosa różdżką, którą schował w marynarce wraz z papierośnicą.
Twarz go bolała. Nie mógł tego uniknąć, ale wraz z tym uczuciem przypominał sobie o szaleństwie, pędzie, przerażeniu, które, niestety, wzbudzało w nim podekscytowanie, jakiego nie wzbudziło dotychczas nic innego.
Rozumiał jak to jest chcieć kogoś zabić, skrzywdzić, poczuć ostatni wydawany przez ofiarę oddech.
Pozwolił mu w spokoju zwrócić zawartość żołądka do szklanki. Uniósł odrobinę brwi, ale poza tym, pozostał niewzruszony. Silne emocje, rozgoryczenie i alkohol właśnie w ten sposób działały na człowieka, zdawał sobie z tego sprawę. Dopiero odgłos wymiotowania obudził w nim mdłości, których nie gasiła nawet wypalana cygaretka. Nie potrzebował niczego zwracać, było mu tylko niedobrze. Złapał za stojącą najbliżej miskę i wysypał z niej zawartość kruchych ciasteczek na stół, podsunął ją Malfoyowi, jeżeli szklanka okazałaby się za mała.
– Niczego z nią nie wiązałem. Nie wiedziałem czego mam się spodziewać – odparł szczerze. Jego wypowiedź mogła wydawać się szorstka, ale faktyczne emocje starał się przekazać w spojrzeniu, przyjmując i doceniając nieme przeprosiny.
Nie był pewny czego pragnął Desmond, nie po tym, co przed chwilą przeżyli. Wcześniej wydawało mu się, że była to miłość Mayi Chang, ale teraz... Teraz po prostu nie był pewien czy obsesja do dziewczyny nie posunęłaby się za daleko. Czy nad nią też by się zawahał? Czy jej też pozwoliłby żyć? Poczuł wzrastającą na tę myśl zazdrość, więc zaciągnął się papierosem wypuszczając dym nozdrzami. Przygryzł wnętrze policzka, niezadowolony.
– Nawet w tym stanie się powstrzymałeś, czyli nie chcesz mnie faktycznie zabić. To mi wystarczy. – skłamał, chciał więcej. Nawet jeżeli miało boleć, nawet jeżeli miał otrzeć się o śmierć. Jeżeli to miało sprawić, że Desmond cokolwiek do niego poczuje, był na to gotowy.
– Twoja kolej - spokojem w głosie starał się opanować wciąż odrobine roztrzęsione ciało.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#17
28.05.2023, 08:21  ✶  
Wpatrywał się w opuszczoną głowę przyjaciela z narastającą frustracją. Nawet mu nie nakazał na siebie spojrzeć, więc nie powinien się gniewać, nie było w tym żadnego nieposłuszeństwa, ale męczyło go tak strasznie, że ukrywał przed nim informacje o tym, jakie uczucia wywołało w nim jego wyznanie.
Nie cierpiał też, kiedy ktokolwiek palił tytoń w należącej do niego przestrzeni. Ciężki zapach dymu psuł aromat dań, perfum, kwiatów i mebli, nie wspominając już o podrażnianiu płuc wszystkich przebywających w pobliżu. Nie był jednak w stanie zaprotestować; wziął od niego miskę, skinąwszy mu lekko głową w podziękowaniu.

Ze świstem zaciągnął powietrza; nie spodziewał się, że po wszystkim poczuje się tak dobrze. Otarłszy usta serwetką, włożył zużytą szklankę do nie-pustej miski, którą następnie wsunął pod ławę. Miał wrażenie, że... wyzdrowiał. Nie był pewny z jakiej choroby.
Spojrzał na Oleandra, z wyraźnym zaskoczeniem natrafiając na przyjazne emocje na jego twarzy.
- Doc-... - Przetrzeźwiał tylko trochę, dalej miał problem z przekładaniem swoich myśli na wspólny język. - Dziękuję.

Pozytywna atmosfera rozwiała się w ciągu minuty, może dwóch, kiedy przyjaciel wrócił do tematu zakazanych pragnień. Cóż, jego ulga nigdy nie mogła trwać długo.
Z początku fizycznie nie był w stanie się odezwać i w ciszy zmagał się ze swoimi niezrozumiałymi, dziwacznymi myślami. Prawie go to bolało, że Oleander tak lekko podszedł do kwestii tego, co wydarzyło się ledwo przed chwilą. To było takie złudne, to jego poczucie bezpieczeństwa, na którym ciągle się opierał. Wyraźnie nie rozumiał, jak to wszystko wyglądało z perspektywy Desmonda, i nie potrafił sobie wyobrazić, czym było tak wszechogarniające, tak nieustające pragnienie.
Nie zdawał sobie też sprawy z tego, że gratyfikacja wcale nie kończyła się wraz z momentem śmierci. On, poniekąd, był tylko początkiem; nawet gdyby Oleander przestał oddychać, to wciąż przecież pozostawałby z nim w jednym pokoju, na osobności, kompletnie spokojny, wiotki i uległy. Nie miał pewności, dlaczego ekscytowała go taka perspektywa. Obstawiał, że chodziło o coś związanego z patroszeniem. Przy Mayi uwielbiał o tym fantazjować, właściwie nigdy nie przestał tego robić.
- Muszę ci kiedyś pokazać obrazy - rzekł ostatecznie. - Te które przed tobą chowałem.
Zastanawiał się, czy zmieni zdanie, jak wytrzeźwieje.

Przez cały ten czas nie wypuścił z ręki prawie pustej butelki. Napił się z niej znowu - wciąż czuł w ustach smak wymiocin, alkohol przynajmniej go wymyje. Później odkaszlnął, bo gin wydawał się parzyć mu gardło znacznie mocniej, niż wcześniej.
Wbił zmęczony wzrok w ciemne oczy przyjaciela i zaczął:
- Co ukrywasz. Dlaczego kłamiesz. Wiem że nie czujesz się przy mnie komfortowo to przecież oczywiste.  Czego ode mnie chcesz.
Zamierzał dobrze wykorzystać swoją kolej, więc zadał więcej, niż jedno pytanie. Nie chciał dać mu zbyt dużego pola do manewru.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#18
29.05.2023, 01:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.05.2023, 01:06 przez Oleander Crouch.)  
Niewiele kwestii przedłożyłby nad komfort Desmonda, ale papieros po uderzeniu i przeżyciu tak intensywnych emocji, w tak krótkim czasie po prostu mu się należał. Zaciągnął się cygaretką słysząc jak goździki zmieszane z tytoniem trzaskają przyjemnie, przypominając pykające drewno w domowym kominku. Do tego, co palił rownież był niesamowicie wymagający; kupował trudno dostępne, indyjskie papierosy o korzennym smaku za horendalne kwoty. Były tego warte. Ich dym, mimo że wciąż zabarwiony aromatem tytoniu, przypominał korzenną mieszanką przypraw stosowaną do słodkich potraw na Yule.
Wypuścił dym w przeciwną od rozmówcy stronę. Ten zmaterializował się na chwilę w pomieszczeniu, tworząc mętną zasłonę i uleciał, wpierw po prostu znikając z pola widzenia, a potem ulatując nieszczelnością angielskich okien.
Pragnienia Desmonda, mimo jego krótkiej i enigmatycznej odpowiedzi na ich temat, wciąż pozostawały dla Oleandra za mgielną zasłoną. Zdawał sobie sprawę, że coś za nią jest, ale jednocześnie była tak gęsta, że nie był w stanie wykonać kroku w przód z pewnością, że po drodze się nie zgubi i już nie wróci.
– Trzymam za słowo. Jak będziesz próbował się wykaraskać z tej obietnicy to się obrażę – przestrzegł, acz uniósł kącik ust, sygnalizując, że wypowiedź nie jest formułowana całkowicie serio. Zdawał sobie sprawę, że Malfoy miewa trudności z rozumieniem różnych śmieszności, więc starał mu się dawać dyskretne sygnały, przez które nie musiał czuć się zażenowany swoim brakiem pojmowania tego obszaru kontaktów towarzyskich.
Faktycznie zaintrygowały go obrazy. Wiedział, że przyjaciel wkłada dużo pracy w ich wykonanie, więc założył, ze stały się jego medium wyrazu, zupełnie jak dla niego samego pianino. Niektóre z napisanych utworów zagrał może raz, bo wydawały mu się tak przygnębiające, psychodeliczne i nieludzko drastyczne, że jego samego przyprawiały o gęsią skórkę. Ekscytowały go drastyczne podtony własnej duszy; takowe dostrzegał też u Desmonda, po dzisiejszym wieczorze w wyraźniejszych barwach. Jednocześnie poczuł ukłucie zazdrości - czy pokazywał je komuś innemu? Czy było więcej rzeczy, które przed nim ukrywał? Chęć znania każdego sekretu swojej najbliższej osoby zabijała go na codzień, ale w tym momencie wydawała się wyglądać na wierzch, jak spragniona promieni słonecznych trawa po długiej zimie.
Podniósł się powoli, sądząc, że nie będzie sprawiało mu to najmniejszych problemów, ale ciało wciąż było zdruzgotane po intensywnym przeżyciu; o wiele słabsze niż bystry umysł. Zachwiał się i oparł o stolik, przez co odrobina popiołu spadła na talerz. W tej samej sekundzie poczuł trzęsące się nogi, ale zacisnął zęby i zignorował niesubordynacje kończyn dzielnie kontynuując swoją krótką podróż. Z lekkimi mroczkami przed oczyma znalazł się przy oknie, otworzył je wpuszając do pomieszczenia chłód, wilgoć i lepki zapach nocy. Strzepnął resztkę popiołu za granicę pomieszczenia i oparł się o ścianę, czując jak jej chłód przeszedł mu po kręgosłupie.
Jeżeli chciałby pozostać tajemniczy z łatwością mogłby się wykręcić z odpowiedzi. Słowa Desmonda były bardzo niefortunnie dobrane, Crouchowi przyszło do głowy tysiąc i jeden wymówek, zaprzeczeń. Przecież go nie okłamywał, po prostu nie mówił mu całej prawdy. Przecież nie czuł się przy nim niekomfortowo, po prostu jego obecność sprawiała, że serce chciało wyrwać się z klatki piersiowej, a jego utrzymanie kosztowało sporo wysiłku. Przecież 'nic od niego nie chciał', to w ogóle nie o jego własne pragnienia się rozchodziło, a o zaspokojenie tych Malfoya.
– Czuję się przy tobie najlepiej, to mnie gubi. Przy nikim nie powinienem czuć się tak komfortowo. Chcę cię zadowolić, chcę cię dla siebie. Nikt inny nie jest warty twoich wysiłków, bo nikt inny ich nie docenia. Chcę żebyś spojrzał na siebie, tak jak ja cię widzę. – chcę żebyś się pokochał, tak jak ja cię kocham, ugrzęzło mu w gardle. W tym samym momencie znów zaciągnął się, już dogasającą cygaretką i wypuścił dym za okno. Ten złączył się w jedno z podrygami miejskiej nocy.
– Nie obchodzi mnie ból. Chcę żebyś mnie dotknął, nie odsuwał się, żebyś patrzył na mnie w ten sam, wyrazisty sposób jak chwilę temu, kiedy próbowałeś mnie zatłuc butelką ginu. – zrobiło mu się gorąco. W trzymającej papierosa dłoni poczuł pierwszą wilgoć potu, którą zgasił niewielki powiew wieczornego powietrza.
– Chciałeś prawdy. – podsumował, zawierając w tym krótkim stwierdzeniu również niedopowiedziane 'teraz musisz sobie z nią poradzić'.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#19
29.05.2023, 03:05  ✶  
Patrzył biernie, jak Oleander chwiejnie wstawał i jak brnął w kierunku okien. Nie mógł otrząsnąć się z wrażenia, że zrobił to wszystko tylko po to, aby po raz kolejny schować przed nim swoją twarz, swoje emocje.
Wypuścił z dłoni pustą butelkę, później skorzystał z ulgi, którą dał mu powiew świeżego, miejskiego powietrza i również spróbował podnieść się z kanapy. Zaskoczyła go łatwość, z jaką stanął na nogach; jego ciało wydawało się lekkie, jakby wraz z deserem wyrzygał z niego wszelkie wnętrzności, płyny i szpik kostny. Ciężko mu było wyhamować w czas zamaszystość swoich ruchów, ale kontrolował kończyny wystarczająco dobrze, by w końcu dotrzeć do parapetu i uwiesić się na nim. Od wtedy słuchał przyjaciela z bliska, niemalże stykając się z nim łokciami. Patrzył głównie przed siebie, na ulicę, ale raz po raz zerkał spode łba na profil twarzy Oleandra.

"Przy nikim nie powinienem czuć się tak komfortowo"? W pierwszej chwili pomyślał, że przyjaciel próbuje podtrzymać swoje kłamstwo, że wcale nie mówi na poważnie, że żartuje sobie z niego. Jeśli faktycznie znowu chciał go na to złapać, to tym razem nie zamierzał się irytować; zamierzał ciągnąć to jego przedstawienie.
Ale nie mógł odmówić mu tego, że mówił ładnie, pięknie nawet. Poetycko. Nie ukrywał swoich uczuć, nigdy nie był w tym dobry. Gdy stał tak blisko niego, czuł każdy przypływ jego emocji. Tęsknota. zazdrość, rozczarowanie. Ale dlaczego? Dlaczego wywoływał w nim tak duże emocje? Był tylko jego kolegą z dzieciństwa. Gdyby nie to, że ich rodzice się znali, to nigdy nawet nie przyciągnąłby jego uwagi. Zerwałby z nim kontakt zaraz po ukończeniu szkoły, tak jak wszyscy inni.

W pewnej chwili zawiało na niego wszystkim, czym Oleander pachnął, i nie były to już tylko perfumy, wino czy cygaretki. Czuł zapach jego ciała, czuł w nim zmęczenie, strach i ekscytację. Czuł w nim ten moment, w którym był pewny, że go zabije.

Podniecenie?

Westchnął ciężko, dalej trawiąc to wszystko, co mu powiedział. Jego twarz nie wyrażała niczego poza znudzeniem. Tak bardzo kusiło go, żeby nie wierzyć w żadne ze swoich obserwacji, jakkolwiek nie wydawałyby mu się ewidentne. Byłoby to znacznie łatwiejsze, a przecież był taki wyczerpany.
- Chcę. Żebyś mnie dotknął - powtórzył sucho. - Dotknął jak co masz na myśli.
Jeśli aż tak potrzebował pezytulenia, mógł mu je dać. Nie byłby to pierwszy raz, ale na pewno pierwszy w tym roku.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#20
31.05.2023, 01:41  ✶  
Świeże powietrze łagodziło objawy nieszczęśliwie mocno odczuwanego zakochania; spoconych dłoni i motyli w brzuchu podbudowanych strachem, który niespodziewanie przyniósł też ekscytacje. Zaciągnął się cygaretką po raz ostatni i wypuścił dym za okno. Zetknął się przy tym łokciem z przyjacielem, rękaw, wcześniej ubrudzony krwią spod nosa, teraz zaschniętą na ciemnym materiale, w świetle ulicznych lamp wydawał się bardziej bordowy niż czarny. Zgniótł niedopałek w dłoni, nie zważając na rozżarzony popiół na jego końcu, ten wydał z siebie ostatni szelest zanim Oleander wyrzucił go na pastwę nokturnu centralnego Londynu. Jego własne ciało było tak rozgrzane i roztrzęsione, mimo ogromnej chęci kontroli emocji i całości swoich zachowań, że nie wyczuwał znajomego ciepła drugiej osoby, nawet gdy znaleźli się tak blisko siebie; mógł jedynie polegać na empatycznym zmyśle, na komforcie zaspokojenia chęci bliskości. Zwalczył chęć oparcia głowy na jego ramieniu.
Byli swoimi przeciwieństwami. W wyrażaniu emocji, w ekspresji twarzy, kolorze oczu, włosów, ubrań. Ale czy przeciwieństwa się nie przeciągają? Jedyne co mogło zdradzić ich pozorne podobieństwo do siebie to głębie w spojrzeniu, choć nawet one wydawały się kontrastować. Jasne oczy Desmonda wydawały się lodową pustynią, gdy pożar w tych Oleandra przypominał ognie Beltane; obydwa żywioły parzyły, pozostawiały skórę piekącą.
– Zadałeś pytanie i dostałeś odpowiedź – odparł enigmatycznie i rozciągnął usta w figlarnym uśmiechu, czego zaraz pożałował, bo zmniejszony poziom adrenaliny pozwolił odczuwać więcej bólu w twarzy. Przesunął językiem po zębach, wciąż czując na języku metaliczny posmak krwi, mimo że starał się zapić go winem i wypalić tytoniem z przyprawami.
– Teraz moja kolej. – nie odsunął się, ale również niespecjalnie poruszył. Roztrzęsienie ciała zdołało zelżeć do minimum, więc czuł miarowe oddechy blondyna. Wydawał się spokojny, ale krok, jakim podszedł do okna był zbyt pewny siebie, zbyt rozpędzony, aby Oleander uznał, że wewnątrz był tak samo znudzony, jak przybrany wyraz twarzy.
– Czy ukrywałeś przede mną coś poza obrazami?


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desmond Malfoy (5771), Oleander Crouch (7095)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa