Informacje o kole roku i zasłonie, która staje się cieńsza czy rozmyta, były dla Victorii nowością. Nigdy się w temat nie wgłębiała, nigdy mocno nie interesowała, więc teraz słcuhała tego małego wykładu z żywym zainteresowaniem. Nigdy nie była wierząca, lecz gdy sama dotknęła Limbo i zobaczyła żyjące tam dusze – zrozumiała. I uwierzyła. Uwierzyła w cykl, w powrót do niego, zejście do Limbo po śmierci i tak dalej. Jednak informacje o tym, że granice są podczas Beltane zamazane… Czy to dlatego w dymie zobaczyła odbicie Limbo? Ale dlaczego nikt prócz niej tego nie zobaczył…? I to niewypowiedziane słowo, rzeczywiście zawisło pomiędzy nimi… Bo skoro na Samhain granice są cieńsze…
– W Limbo błękitny ogień wciągał wszystko, co było wokół. To on powodował, że drzewa, kamienie, krzewy, wszystko leciało do środka, to tam było centrum tej wichury – powiedziała po chwili, właściwie dopowiadając do zastanowienia Sarah odnośnie tego, dlaczego Voldemort wybrał Beltane, a nie Samhain. Znaczy Victoria też nie znała na to odpowiedzi… Ale dlatego powiedziała kilka słów więcej, bo może kapłance to cokolwiek powie? – On… Robił coś z ogniem za pomocą kamienia. Tak jakby… Rozrywał nim coś? Przecinał? Na ziemi powstały rysy, jakby przerwać kartkę papieru – ale co to był za kamień… nie wiedziała. Albo już jej się mieszało, jak to faktycznie wyglądało? To było takie surrealistyczne uczucie, to wszystko od momentu, gdy odwróciła cykl i postać jej babci zniknęła.
– Teraz po Kniei nie ma się co włóczyć. Nie jest tam bezpiecznie, jakieś potwory się tam zagnieździły, albo widma, albo cholera wie co. Badamy tę sprawę – widziała, że Sarah nie jest zadowolona z takiego obrotu sprawy, ale biorąc pod uwagę ostatnie zdarzenia – tak faktycznie było bezpieczniej, nawet jeśli z innego powodu. Dopiero wieczorem przyjdzie jej do głowy, że może jednak warto byłoby zapytać kapłankę o to i owo… lecz nie wyprzedzajmy faktów.
Wizja, jaką przedstawiła przed sobą Sarah, sprawiła, że Victorię na moment zmroziło. Beltane, Samhain, boski pierwiastek – ukradziony. To właśnie chciał zrobić Voldemort? Czy popsuli mu plany, niszcząc ten dziwny kamień? Nie wyglądał wtedy na zdenerwowanego. Mówił o tym, że zaciera granicę między życiem a śmiercią…To wszystko mocno do siebie pasowało i Victoria była pewna, że jakiś gram przerażenia musiał się w jej twarzy odbić. – Czemu? – zapytała w końcu. Nie rozumiała teorii Macmillan, choć cholernie pewne, że sprawdzi te dane, przynajmniej, żeby potwierdzić jedną część jej teorii, bo drugą będą mogli sprawdzić dopiero za rok… Nie urodzą się prawie żadne dzieci… – Sarah… Mogę ci mówić po imieniu? – zapytała jeszcze po chwili. – Myślisz, że… Myślisz, że mogłam stamtąd coś zabrać? – to miało być jej ostatnie pytanie. Ostatnia część puzzli, jej niepewności i strachu, że traci rozum.