15.10.2023, 20:26 ✶
- Trzynaście - przyznała Brenna bez oporów. Była na swój wiek wysoka, bo jej mama nie należała do osób niskich, a ojciec, jak wszyscy bracia, był wręcz wielki. A że w dodatku jadła dużo i ruszała się jeszcze więcej, to rosła jak na drożdżach. - No. Jest. W książce - wyjaśniła Brenna. - Zrobił wieeelkie przedstawienie na urodziny swojego przyjaciela, i stworzył fajerwerki, takie najbardziej niesamowite, że nawet nasi czarodzieje takich nie potrafią... Ale to był Gandalf, a on naprawdę miał tysiąc lat. Albo więcej.
Tu Brenna nie była całkiem pewna, bo mimo całej miłości do Władcy Pierścieni, była trochę za młoda,aby zrozumieć wszystkie zawiłości świata stworzonego przez Tolkiena.
- Mugole potrafią wymyślać lepszą magię niż mamy my - stwierdziła, odrywając wzrok od noża, wbitego w tarczę, trochę celniej niż ten, który cisnęła jako pierwszy, by spojrzeć na Alexa z uśmiechem. - Mają tam gadającego smoka na przykład.
Brenna była bardzo rozczarowana, kiedy najpierw mama, potem tata i wreszcie nauczycielka w Hogwarcie stanowczo zapewnili, że smoki w ich świecie potrafią zionąć ogniem, ale nie potrafią mówić. Jaki sens miał smok, który nie umiał gadać? No odkąd przeczytała Hobbita, była pewna, że ŻADEN.
– Nie mogę? A chciałam iść porzucać w kuzynkę – westchnęła Brenna z udawanym rozczarowaniem. Chociaż rzecz jasna, nigdy nie rzuciłaby nożem w kuzynkę. Tata dobitnie jej wyjaśnił, dlaczego z bronią trzeba obchodzić się ostrożnie, i tylko jeden z argumentów na liście czyli „bo mama będzie zła” już wystarczył, aby Brenna była gotowa zachować ostrożność. – Pewnie, że nie. Wtedy cię aresztują – zgodziła się. Była jeszcze naiwnym dzieckiem i wierzyła, że każdy oprych kończy za kratami – że w życiu jak w bajkach, wszystko kończy się dobrze. Dopiero w kolejnych latach miała zacząć pojmować, że nie wszystko jest tak piękne jak w baśniach.
– Dzięki za wskazówkę. A ten miecz… – powiedziała, sięgając po stępioną broń, którą wcześniej jej groził. Była trochę dla niej za długa, ale to nie przeszkadzało w pokazaniu odpowiedniego ułożenia. – Trzeba trzymać tak. Uwaga na kąt nadgarstka. I na palce, nie używa się we wszystkich takiej samej siły – poinstruowała z powagą, powtarzając to samo, co ojciec powtarzał jej niby mantrę kilka lat temu. Szpady, rapiery… to było interesujące, ale Brenna i tak najbardziej lubiła miecze. – A przy cięciu… ręka pracuje tak – dodała, pokazując podstawowy ruch. - Spróbuj – oświadczyła, zwracając broń rękojeścią w jego stronę.
Tu Brenna nie była całkiem pewna, bo mimo całej miłości do Władcy Pierścieni, była trochę za młoda,aby zrozumieć wszystkie zawiłości świata stworzonego przez Tolkiena.
- Mugole potrafią wymyślać lepszą magię niż mamy my - stwierdziła, odrywając wzrok od noża, wbitego w tarczę, trochę celniej niż ten, który cisnęła jako pierwszy, by spojrzeć na Alexa z uśmiechem. - Mają tam gadającego smoka na przykład.
Brenna była bardzo rozczarowana, kiedy najpierw mama, potem tata i wreszcie nauczycielka w Hogwarcie stanowczo zapewnili, że smoki w ich świecie potrafią zionąć ogniem, ale nie potrafią mówić. Jaki sens miał smok, który nie umiał gadać? No odkąd przeczytała Hobbita, była pewna, że ŻADEN.
– Nie mogę? A chciałam iść porzucać w kuzynkę – westchnęła Brenna z udawanym rozczarowaniem. Chociaż rzecz jasna, nigdy nie rzuciłaby nożem w kuzynkę. Tata dobitnie jej wyjaśnił, dlaczego z bronią trzeba obchodzić się ostrożnie, i tylko jeden z argumentów na liście czyli „bo mama będzie zła” już wystarczył, aby Brenna była gotowa zachować ostrożność. – Pewnie, że nie. Wtedy cię aresztują – zgodziła się. Była jeszcze naiwnym dzieckiem i wierzyła, że każdy oprych kończy za kratami – że w życiu jak w bajkach, wszystko kończy się dobrze. Dopiero w kolejnych latach miała zacząć pojmować, że nie wszystko jest tak piękne jak w baśniach.
– Dzięki za wskazówkę. A ten miecz… – powiedziała, sięgając po stępioną broń, którą wcześniej jej groził. Była trochę dla niej za długa, ale to nie przeszkadzało w pokazaniu odpowiedniego ułożenia. – Trzeba trzymać tak. Uwaga na kąt nadgarstka. I na palce, nie używa się we wszystkich takiej samej siły – poinstruowała z powagą, powtarzając to samo, co ojciec powtarzał jej niby mantrę kilka lat temu. Szpady, rapiery… to było interesujące, ale Brenna i tak najbardziej lubiła miecze. – A przy cięciu… ręka pracuje tak – dodała, pokazując podstawowy ruch. - Spróbuj – oświadczyła, zwracając broń rękojeścią w jego stronę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.