• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[10.06.1972] Wielkie pranie | Heather & Cameron

[10.06.1972] Wielkie pranie | Heather & Cameron
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#11
12.02.2024, 22:06  ✶  

- Taaak, zdecydowanie potrzebowałam wolności, trafiłam do szkoły i zachłysnęłam się nią okropnie. - Ciągnęła temat, bo wydawało jej się to zabawne. Tak naprawdę, to Ruda nigdy nie mogła narzekać na swoich rodziców. Dawali jej sporą przestrzeń, mogła robić to, na co miała ochotę, do tego dosyć wcześnie uzyskała dostęp do rodzinnego skarbca. Nie ma to jak bycie rozkapryszoną jedynaczką, walczyła z tymi cechami do dzisiaj, bo wiedziała, że są bardzo trudne w odbiorze dla innych. Na przestrzeni lat dosyć mocno się zmieniła, kiedyś jeszcze bardziej zadzierała nosa i prowokowała.

- Mocne kości to chyba efekt uboczny eliksirów, które we mnie wlewałeś od lat. - Dobrze, że rozmowa zeszła na nieco bardziej przyjemny ton, bała się, że znowu się pokłócą, bo temat jej pracy i obowiązków był dosyć drażliwy, może udało już im się dotrzeć w tym temacie? Mieli szanse o tym dyskutować naprawdę wiele razy i każde najwyraźniej miało swoje zdanie, którego nie zamierzało zmienić. Pozostawało się pogodzić z tym, że tak już musi być, postawić kropkę, i nie wracać do tego bez potrzeby.

Ukuło ją to odrobinę, Cameron wiedział gdzie ją uszczypnąć. - W ten sposób najbardziej lubię pozbywać się negatywnych emocji, uważaj, bo jeszcze zaleję twój pokój. - Przekomarzała się z nim nadal, miała wrażenie, że z jej klątwą ostatnio jest lepiej. Jej efekty nie pojawiały się zbyt często, potrafiła wyczuć nadchodzące niebezpieczeństwo i je zwalczyć, bo było naprawdę sporym postępem, bo kiedyś zdarzało jej się co chwila wybuchać, przy okazji mocząc wszystko w koło. Było to dla niej mocno niekomfortowe, bo nie chciała nikomu zrobić krzywdy, a sama nigdy nie wiedziała jak silny będzie atak.


Cameron nie sztachnął się tym wspaniałym specyfikiem, co nie umknęło jej czujnemu oku. Nie skomentowała tego jednak, pewnie po takiej reakcji sama też wolałaby uniknąć podobnych wrażeń. Podniosła teraz tyłek z podłogi i stanęła za chłopakiem z Domestosem w ręku, przyglądała się temu co robi z ogromną ciekawością. Pralka okazała się być ogromnie interesującym okazem, nigdy chyba nie widziała żadnej, aż z tak bliska. Niby mieli jakąś w domu, ale Ruda nie zajmowała się takimi przyziemnymi rzeczami jak pranie. - Wiesz co robisz, prawda. - Próbowała jakoś się pocieszyć, chociaż znała odpowiedź na to pytanie, Lupin również nie był specjalistą. To nie mogło być jednak takie trudne, szczególnie, że radziły sobie z tym skrzaty domowe. - Weź może dorzuć jeszcze tego proszku, co jeśli jest go za mało? - Więcej znaczy lepiej, prawda? Przynajmniej zdaniem Heather. - Już nalewam. - Przesunęła się przed niego i odkręciła butelkę, odsunęła głowę do tyłu, aby przypadkiem nie zaciągnąć się ponowne tym zapachem, bo nie wytrzymałaby tego po raz kolejny. Nalała jakieś pół butelki do środka, wierząc, że dzięki temu pranie będzie lepiej pachniało. Później zamknęła pralką. Wpatrywała się w to ustrojstwo dłuższą chwilę i zaczęła naciskać wszystkie guziki, które się na nim znajdowały. Tyle, że to nie zadziałało. - Nie umiem chyba. - Odwróciła się do Camerona, dawno nie widział jej takiej bezradnej, zdecydowanie nie była to jej dziedzina.

Nieoceniony Stażysta
god gives his silliest battles to his most tragic of clowns
wiek
20
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
stażysta, szpital św. munga
zdezorientowane spojrzenie; ciemnobrązowe oczy; ciemnobrązowe włosy w wiecznym nieładzie; cienkie usta; przeciętny wzrost 174 cm; dobrze zbudowany, jednak wynika to raczej z diety i ciągłego latania z jednego zakątka szpitala św. Munga w drugi niźli intensywnym ćwiczeniom fizycznym; wada wymowy (jąkanie się) objawiające się w sytuacjach stresowych

Cameron Lupin
#12
12.02.2024, 23:06  ✶  
— Dokładnie! Cały zamek do twojej dyspozycji, szkolne błonia...

Zaczął wyliczać, wspominając jeszcze między innymi o nauczycielach, koleżankach z dormitoriów, tajnych przejściach za obrazami, całą masą zajęć dodatkowych oferowanych przez Hogwart, zatrzymując się na niedozwolonych wyjściach do Zakazanego Lasu. Jakby to kiedykolwiek mogło powstrzymać Rudą. Równie dobrze mogliby postawić między drzewami znak ''Zapraszamy cię tu, Heather!".

— Nawet postarali się o to, żebyś dalej mogłaś rywalizować z innymi i przez siedem lat organizowali Puchar Domów, żeby dostosować się do twoich potrzeb. Eh, po prostu żyć nie umierać. W klasztorze kowenu nie miałabyś takich atrakcji.

Wątpił, aby kapłani faktycznie przetrzymywali swoje dzieci w takich instytucjach, jednak istniało przecież nauczanie domowe, prawda? A na dobrą sprawą większość członków kowenu Whitecroft była ze sobą spokrewnionych, więc kto wie, może coś takiego nawet by przeszło? Jedna kapłanka byłaby od Historii Magii, inna od OPCM-u, a arcykapłanka wykładałaby Zielarstwo. W sumie ciekawe czy gdyby taki scenariusz faktycznie zaistniał, to Ministerstwo zainterweniowałoby. Czy obawialiby się tego, czego dzieciaki mogłyby się dowiedzieć od grona głęboko uduchowionych czarodziejów i czarownic?

— Mikstura super-brygadzistki? — zaśmiał się krótko, odpędzając jednak chwilowo natrętne myśli co do Brygady Uderzeniowej na bok. — W sumie, może w tym coś być. Gdzie częściej realizowałaś recepty, u mnie czy u tej przeklętej wiedźmy ze Skrzydła Szpitalnego? — Chociaż obecnie to z Florence Bulstrode miał chyba najbardziej na pieńku, tak szkolna piguła dalej zajmowała zaszczytne drugie miejsce w rankingu. Wariatka pozbawiona polotu i kreatywności. — No właśnie!

Nie chwalił się w szpitalu wszem wobec, że podczas swojego czasu w Hogwarcie nielegalnie leczył uczniów bez wiedzy kadry, jednak w gruncie rzeczy był z tego nad wyraz dumny. Nie tylko udało mu się kontynuować ten proceder przez kilka dobrych lat, to jeszcze wyniósł z tego tyle wiedzy, ile tylko się dało. Nie wspominając o licznych przysługach, jakie wisiało mu pół rocznika. Jakby się tak nad tym zastanowić, to gdy Heather i Charles opuścili już szkolne mury, to nie licząc egzaminów, to na tym właśnie skupiał się Cameron w wolnym czasie.

— Mało kreatywnie jak na ciebie — odparł, starając się nie uśmiechać pod nosem. — Wiem, że to mały metraż i mama bałagan w pokoju, ale są dużo ciekawsze rzeczy, które możemy tam robić, niż podtapianie moich starych pluszaków. — Nachylił się w jej stronę. — Mam zabunkrowane komiksy z mugolskiej dzielnicy. I chrupki serowe!

Czy tego oczekiwała? Miał nadzieję, że się nie zawiedzie. Poza tym, jeśli kolorowe obrazki i niezdrowe przekąski jej nie przekonają, to miał w zanadrzu jeszcze parę pomysłów. Na tym oświadczeniu postanowił jednak urwać ich zaciętą wymianę zdań. Mieli większe problemy, czyli... Domyślenie się, jak uruchomić pralkę. Że też czarodzieje nie zdołali wymyślić czegoś jeszcze bardziej zautomatyzowanego. Cameron w życiu nie widział tylu przycisków w jednym miejscu.

— No... Oczywiście! — wymamrotał nieco piskliwym głosem, kiwając z powagą głową, gdy jego oczy prześlizgiwały się po kolejnych przyciskach na pralce. — Setki razy widziałem, jak moja mama wstawia pranie. I czynności zawsze były te same, nie? Dlatego tak szybko jej z tym idzie: bo za każdym razie robi się to tak samo, więc wchodzi w głowę. Trzeba tylko... znać początkową kombinację przycisków i giatara, wszystko działa.

Skinął jednak głową na jej sugestię. Im więcej proszku, tym czyściejsze będą ciuchy, a przecież o to im chodziło. A im więcej płynu, tym dłużej zachowają świeżość. Wszystko było proste i logiczne, zostało więc tylko... Cameron wysunął czubek język, licząc w myślach, aż... przekręcił jedno pokrętło do połowy, potem drugie na 3/4, a na koniec - nieco mniej pewnie - wcisnął jeden z czterech białych przycisków pozbawionych jakiegokolwiek oznaczenia.

Pralka zaczęła trzeszczeć, gdy jej zużyte mechanizmy zaczęły budzić się do życia, po czym podskoczyła parę razy w miejscu, a chwilę później... Zaczęło się pranie! Lupin klasnął w dłonie, obserwując, jak bęben pralki wypełnia się wodą. Przybił piątkę Heather.

— No i ogarnięte, możemy iść sortować resztę! — Podniósł się i podał Rudej rękę, aby mogła elegancko wstać z zimnej podłogi. — Jesteśmy super zespołem.

Para wróciła do pokoju najmłodszego Lupina zupełnie nieświadoma tego, że w ciągu niecałej godziny Gaia Lupin postanowi sprawdzić, co się dzieje w mieszkaniu i natknie się na tę parodię prania. Krzyki, jakie wtedy rozległy się w mieszkaniu, na długo pozostaną w pamięci Heather i Camerona. Gwoli ścisłości; to oczywiście syn kobiety dostał największy opieprz, gdy matka zaczęła go wypytywać jakim cudem dostał pracę w Mungu, skoro nawet ze wstawieniem fartuchów do prania sobie nie radzi. Za to dla Panny Wood miała same ciepłe słowa pokroju "to nie twoja wina, dziecko, cieszymy się, że wpadłaś. Może ciasta śliwkowego, kochana?". Sprawiedliwość. Huh.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (3555), Heather Wood (2894)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa