Grunt to po prostu znaleźć sobie coś, w czym było się dobrym. Ona miała łatwiej, od dziecka wiedziała, że będą to miotły, to płynęło w jej krwi. Jej matka zawodowo grała, a ojciec tworzył najwspanialsze miotły w całej Wielkiej Brytanii i tak dziwne, że skończyła jako magiczny policjant, po tym, jak rozpoczęła swoją karierę. Nie narzekała jednak, nie przestawała fruwać, latanie na zawsze będzie ważną częścią jej życia, nawet jeśli nie będzie się tym zajmowała zawodowo.
- Ciekawe, czy one jedzą tylko żywe, czy też martwe. - Zdecydowanie nie znała upodobań smakowych pająków, niestety. Tak właściwie to nawet jakoś za mocno nad tym nie ubolewała. Nie sądziła, że są warte jej zainteresowania.
- Oczywiście, jak w każdej dziedzinie życia najważniejsza jest systematyczność. - Pewnie będzie miała problem, aby o tym pamiętać. Ruda nie za bardzo przejmowała się swoim wyglądem, oczywiście korzystała z kosmetyków, ale tylko wtedy, gdy sobie o tym przypominała, nie udało jej się nigdy nauczyć stałych nawyków. Póki była młoda nie miało to większego znaczenia, gorzej będzie, jak zacznie się starzeć i pojawią się zmarszczki, ciekawe, czy wtedy Cameron nadal będzie chciał z nią być.
- Wolę chyba pozostać tylko przy nim, mieszanie brzmi zbyt czasochłonnie. - To zdecydowanie by ją zniechęciło z korzystania z darów matki natury.
- Kaktus, na głowie? ALE CZAD. - Rzeczywiście uważała to za ciekawe doświadczenie, ciekawe, jak sobie z nim poradził, czy kuł go w głowę? Nie zadała jednak tych pytań, bo wydało jej się to niegrzeczne, szczególnie przy pierwszej rozmowie.
Wstała w momencie, w którym spytał o te jezioro. Wyciągnęła rękę, aby pokazać mu w którym kierunku powinien się kierować. Sama dzisiaj nie miała zamiaru pakować się do lasu, zresztą musiała wrócić do domu. Wieczorna zmiana już niedługo, a wypadałoby coś zjeść i się umyć.
- Tam, życzę udanych łowów. - Otrzepała jeszcze trawę ze swoich spodni. - Na mnie już czas. - Ruszyła w stronę swojej miotły, która była oparta o drzewo. Wzięła ją w dłonie, by po chwili zniknąć w przestworzach pozostawiając chłopaka na łące.