Miała mu zaufać? Wahała się. I było to aż nadto widoczne w spojrzeniu, którym studiowała swojego przyjaciela. Jego oblicze. Ile to już razy widziała, jak Terry wciskał kit swoim klientom? Sypał bajeczkami prosto z rękawa, a Ci to łykali. Tak po prostu. Zdawali się wierzyć w każde jedno słowo. A czasami wracali nawet po więcej. Nie chciała się popisać taką głupotą! Dać się tak dziecinnie nabrać. Tyle tylko... czy Trelawney mógł ją tak bezczelnie oszukać? Zwłaszcza po tym, jak już obiecał kupno tej nieszczęsnej bransoletki. Byli przecież przyjaciółmi, a na przyjaciołach powinno się polegać.
Jeszcze chwila i od tych rozważań zacznie ją boleć głowa. Dlaczego dała się w to wciągnąć? Może już faktycznie, dla świętego spokoju, powinna sobie darować tą kolejną błyskotkę? W końcu świat się na tym nie kończy. Co najwyżej będzie przez najbliższe godziny odrobinę bardziej szaro-bury.
Pozwoliła, żeby pociągnął ją za sobą, możliwie najdalej od tego stoiska. Może odrobinie niechętnie, ale większego oporu nie stawiała.
- Wisisz mi za to dokładnie 1 galeona. - zamarudziła po drodze, rozglądając się po okolicy. Była lekko przygaszona. Rozczarowana? Zdecydowanie rozczarowana. Gdyby tylko mogły, z tego smutku by jej teraz oklapły uszy. Nieciekawy widok. A do tego jeszcze jakiś taki nieprzyjemny dla oczu. Tylko czy dla Trelawneya stanowił on coś nowego? - Naprawdę chciałam tę bransoletkę, wiesz? Tamte kamienie miały to coś. A poza tym obiecałeś. A skoro obiecałeś i nie kupiłeś, to ten galeon mi się teraz należy.
I zapewne każdy sąd by jej w tym momencie przyznał prawdę. Tylko po to, żeby się uspokoiła. Przestała robić tę smutną minkę. Pokazywać jaka to jest smutna. Rozczarowana. Jak bardzo ją to zabolało. Bo zabolało prosto w same serduszko, które bynajmniej nie było wykonane z kamienia.
Oddalając się od straganu z błyskotkami, zbliżali się do innych. Naturalna kolej rzeczy, wszak znajdywali się na terenie festynu. Na jednym sprzedawali łakocie, na kolejnym jakieś przedmioty o niecodziennych właściwościach. O, czy ten czajniczek odzywał się, informując o tym, że woda jest już wrząca? Na dłuższą metę coś takiego musiałoby być cholernie uciążliwe. Ale gdyby korzystała z niego w sklepie, na zapleczu. Tak, piłaby herbatę o każdej pełnej godzinie. Po to tylko, żeby podnieść ciśnienie Terry'emu. Tak od czasu do czasu. Dla zabawy.
- Ciasteczka! Zobacz! - pociągnęła go za rękę, kiedy w oczy rzucił jej się wózek, za którym stała starsza Chinka. Kobieta rzeczywiście sprzedawała ciasteczka i do tego były to takie z wróżbami. W dodatku nie drogie, o ile wywieszona cena była aktualna. O to zawsze warto było jednak dopytać. Tak dla pewności, żeby się przypadkiem jednak nie rozczarować. - Powinieneś mi kupić. A nawet powiem inaczej. Masz mu kupić, inaczej nigdy Ci nie wybaczę i nie zapomne tej bransoletki, Terrance Trelawney. - starała się zabrzmieć poważnie, ale te iskierki w spojrzeniu... no nie oszukujmy się, poważna to ona wcale nie była. Co rzecz jasna nie zmienia tego, że na te ciasteczka zamierzała go naciągnąć. Ot, taka nagroda pocieszenia, która jej się bezsprzecznie należała.