• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 9 Dalej »
[18 czerwca 1972] Ciastko z wróżbą | Penny & Terry

[18 czerwca 1972] Ciastko z wróżbą | Penny & Terry
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#11
05.03.2024, 18:37  ✶  

Miała mu zaufać? Wahała się. I było to aż nadto widoczne w spojrzeniu, którym studiowała swojego przyjaciela. Jego oblicze. Ile to już razy widziała, jak Terry wciskał kit swoim klientom? Sypał bajeczkami prosto z rękawa, a Ci to łykali. Tak po prostu. Zdawali się wierzyć w każde jedno słowo. A czasami wracali nawet po więcej. Nie chciała się popisać taką głupotą! Dać się tak dziecinnie nabrać. Tyle tylko... czy Trelawney mógł ją tak bezczelnie oszukać? Zwłaszcza po tym, jak już obiecał kupno tej nieszczęsnej bransoletki. Byli przecież przyjaciółmi, a na przyjaciołach powinno się polegać.

Jeszcze chwila i od tych rozważań zacznie ją boleć głowa. Dlaczego dała się w to wciągnąć? Może już faktycznie, dla świętego spokoju, powinna sobie darować tą kolejną błyskotkę? W końcu świat się na tym nie kończy. Co najwyżej będzie przez najbliższe godziny odrobinę bardziej szaro-bury. 

Pozwoliła, żeby pociągnął ją za sobą, możliwie najdalej od tego stoiska. Może odrobinie niechętnie, ale większego oporu nie stawiała.

- Wisisz mi za to dokładnie 1 galeona. - zamarudziła po drodze, rozglądając się po okolicy. Była lekko przygaszona. Rozczarowana? Zdecydowanie rozczarowana. Gdyby tylko mogły, z tego smutku by jej teraz oklapły uszy. Nieciekawy widok. A do tego jeszcze jakiś taki nieprzyjemny dla oczu. Tylko czy dla Trelawneya stanowił on coś nowego? - Naprawdę chciałam tę bransoletkę, wiesz? Tamte kamienie miały to coś. A poza tym obiecałeś. A skoro obiecałeś i nie kupiłeś, to ten galeon mi się teraz należy.

I zapewne każdy sąd by jej w tym momencie przyznał prawdę. Tylko po to, żeby się uspokoiła. Przestała robić tę smutną minkę. Pokazywać jaka to jest smutna. Rozczarowana. Jak bardzo ją to zabolało. Bo zabolało prosto w same serduszko, które bynajmniej nie było wykonane z kamienia.

Oddalając się od straganu z błyskotkami, zbliżali się do innych. Naturalna kolej rzeczy, wszak znajdywali się na terenie festynu. Na jednym sprzedawali łakocie, na kolejnym jakieś przedmioty o niecodziennych właściwościach. O, czy ten czajniczek odzywał się, informując o tym, że woda jest już wrząca? Na dłuższą metę coś takiego musiałoby być cholernie uciążliwe. Ale gdyby korzystała z niego w sklepie, na zapleczu. Tak, piłaby herbatę o każdej pełnej godzinie. Po to tylko, żeby podnieść ciśnienie Terry'emu. Tak od czasu do czasu. Dla zabawy.

- Ciasteczka! Zobacz! - pociągnęła go za rękę, kiedy w oczy rzucił jej się wózek, za którym stała starsza Chinka. Kobieta rzeczywiście sprzedawała ciasteczka i do tego były to takie z wróżbami. W dodatku nie drogie, o ile wywieszona cena była aktualna. O to zawsze warto było jednak dopytać. Tak dla pewności, żeby się przypadkiem jednak nie rozczarować. - Powinieneś mi kupić. A nawet powiem inaczej. Masz mu kupić, inaczej nigdy Ci nie wybaczę i nie zapomne tej bransoletki, Terrance Trelawney. - starała się zabrzmieć poważnie, ale te iskierki w spojrzeniu... no nie oszukujmy się, poważna to ona wcale nie była. Co rzecz jasna nie zmienia tego, że na te ciasteczka zamierzała go naciągnąć. Ot, taka nagroda pocieszenia, która jej się bezsprzecznie należała.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#12
05.03.2024, 19:42  ✶  
Z każdym kolejnym krokiem, z jakim oddalali się od stoiska z biżuterią, poszerzał się uśmiech na twarzy Terry'ego. Tak dla kontrastu dla tego obrazu smutku i rozpaczy, jaki prezentowała w tym samym czasie Penny. A także dlatego, że skoro już udało mu się odciągnąć ją od świecidełek, to nie musiał dłużej udawać. Pozwolił sobie nawet zaśmiać się całkiem szczerze po jej słowach. Widocznie faktycznie przez lata znajomości zdążył już uodpornić się na widok biednej nieszczęśliwej Penny. Oraz na ewentualne wyrzuty sumienia w związku z całym tym oszukiwaniem przyjaciół, na których podobno powinno się móc polegać.
- Chyba sobie żartujesz! - oburzenie mogłoby być całkiem przekonujące, gdyby wcześniej pamiętał o pozbyciu się uśmiechu. - Właśnie uratowałem cię przed możliwą tragedią, jaką mogłabyś na siebie ściągnąć przez ten nieprzemyślany zakup. Nawet nie masz pojęcia, jakie nieszczęścia by się z tym wiązały. I dzięki mnie nie musisz się tym już martwić.
Oczywiście, że dłużej nie zamierzał już nawet próbować udawać, że wcześniej miałby faktycznie cokolwiek poczuć po wzięciu bransoletki do ręki. Rozbawiony ton wypowiedzi doskonale wskazywał na to, że było to zwyczajne kłamstwo. Choć chyba Penny nie powinna być jakoś szczególnie tym faktem zaskoczona. W końcu nie bez powodu miała pewne opory, by faktycznie zaufać przyjacielowi.
- Wydaje mi się, że w takim wypadku to raczej ty powinnaś być mi winna galeona. Albo i więcej, taką przysługę dość trudno wycenić - beztrosko wzruszył ramionami, po drodze przelotnie przyglądając się rzeczom wystawionym na kolejnych mijanych straganach. Rozkrzyczany czajnik raczej nie był czymś, na czym mógłby zawiesić oko na dłużej. A gdyby Penny ulokowała taki na zapleczu ich sklepu, najpewniej dość szybko skończyłby jako sterta smutnych - ale przynajmniej milczących - skorup. Choć niewykluczone, że Terry byłby w stanie nawet bez zastanowienia wymienić przynajmniej kilka osób, którym z chęcią podobny czajnik by sprezentował. Dokładnie z tego samego powodu, z jakiego Weasley pomyślała o jego kupnie.
Ostatecznie jednak nic w całej tej kolorowej plątaninie stoisk i kramów nie zwróciło jego szczególnej uwagi. A przynajmniej nie na tyle, by miał zatrzymywać się przy nich na dłużej albo od razu sięgać po sakiewkę i beztrosko pozbywać się jej zawartości. Chciał już wprawdzie podejść nieco bliżej jednego ze straganów, jednak w tym samym momencie Penny pociągnęła go za rękę, odwracając tym samym jego uwagę i wskazując na ciasteczka. Z wróżbą. O, ironio.
- Tak przedstawionej prośbie po prostu nie da się odmówić... - zaśmiał się, w tym przypadku nie widząc jednak powodu, by robić z tego zakupu jakikolwiek problem. Za ciasteczka nikt nie oczekiwał przynajmniej jakiejś absurdalnej ceny. Nie musząc więc uciekać się do kolejnego przedstawienia, po prostu zakupił od wskazanej Chinki dwa ciasteczka. Jedno z nich podał Penny, choć oczywiście nie mogłoby obyć się bez posłanego jej wymownego, ewidentnie rozbawionego, spojrzenia.
- Przypomnij mi, proszę, co takiego zazwyczaj powtarzasz na temat jakichkolwiek wróżb...? - sam również nie podchodził do nich śmiertelnie poważnie, raczej szczerze bawiło go wymyślanie znaczeń dla symboli rzekomo widocznych w rozmoczonych fusach, jednak... nie byłby sobą, gdyby ten drobny przytyk zachował dla siebie. To oczywiste.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#13
06.03.2024, 07:14  ✶  

Właśnie dlatego się wahała. Właśnie dlatego miała wątpliwości. Tylko czy teraz, będąc już pewną tego, że tak bezczelnie ją oszukał, miała mu to choć trochę za złe? No niestety. Prawda była taka, że na tego oto idiotę nie potrafiła się złościć. A już na pewno - nie dłużej niż przez kilka minut. Może tak z 5? Później bowiem przypominała sobie, że czegoś od niego chciała. Albo wpadało jej do głowy coś, co nagle koniecznie musiała mu powiedzieć. I tym oto sposobem cała wcześniejsza złość rozpływała się w powietrzu.

- Nie będę się z Tobą kłócić, ale wiedz, że kiedyś się za to odegram.

Musiała wyglądać naprawdę groźnie z tym paluchem wycelowanym prosto w jego nos. Strach pomyśleć, co takiego wymyśli, żeby się na nim odegrać. Rzecz jasna, o ile o tej deklaracji nie zapomni za jakieś 10 minut. Może 20. Niewątpliwie bardzo szybko. W końcu nie zalazł jej za skórę tak bardzo, żeby pielęgnowała tę urazę przez kolejnych 20 lat. Czy tam 22 albo 23 lata. Bo pewnie by potrafiła - w tych wyjątkowych przypadkach. A takie przecież też czasami się trafiały.

Chińskie ciasteczka z wróżbą nie kosztowały tyle, ile bransoletki, wisiorki, broszki. To prawda. Była to jedna z tych drobnych rzeczy, które cieszyły. Tak trochę. Smakowały raczej przeciętnie, ale można było wybaczyć. Penny, choć sama nie miała tego rodzaju zdolności za grosz, lubiła wszelkie wróżby. Gdyby było ją stać, skorzystałaby pewnie z usług kogoś, kto potrafił zerknąć w przyszłość. Niestety, Terry się do tego grona nie zaliczał. A szkoda, bo o swoją kartę dnia, męczyłaby go codziennie. W końcu co to za filozofia? Przetasować talię, wyjąć jedną kartę i przedstawić jej znaczenie? No właśnie.

- Nawet nie próbuj się mnie teraz czepiać, Trelawney. - zmrużyła na moment oczy. - To dotyczy tylko Ciebie. Nie każdy wciska innym mało wiarygodne bajeczki, tylko po to, żeby zarobić na czynsz przy Pokątnej. - upomniała go.

Miał tupet, prawda? Tyle tylko, że wcale to Penny nie przeszkadzało. Tak dlugo, jak na tym zarabiał ich sklep, mógł opowiadać kolejnej zdesperowanej starej pannie, że tuż za rogiem czeka na nią przystojny brunet. Swoją drogą, to czy nie mówił czegoś takiego tej całej Marie, która odwiedzała ich przy każdej wypłacie? Zawsze pytała o sprawy uczuciowe. Taka młoda i tak głupia. Można było się zastanawiać, co było z nią nie tak, bo do brzydkich się również nie zaliczała. Tylko czy to ich sprawa? Grunt, że zawsze płaciła. A nawet więcej - zostawiała przy okazji drobny napiwek.

Przełamała swoje ciasteczko na pół, dostając się do tego, co kryło się w środku. Do karteczki z wróżbą. Trafiła jej się girlanda, ponoć mająca oznaczać wielki zaszczyt bądź sukces. Czyżby miało się zdarzyć coś wyjątkowego? Pokazała karteczkę Terry'emu.

- Wiesz, ostatnio udało mi się porozmawiać z panią Larson. To ta dziennikarka, o której Ci opowiadałam... - ot, z miejsca połączyła tą wróżbę z czymś, co jeszcze nie miało miejsca. Ale będzie miało, prawda? Już za chwilę, za moment. skoro wróżba mówiła o zaszczycie, to może właśnie stanie się ta konkretna rzecz? Napiszą o Zaczarowanych Różnościach w gazecie? I to nie byle jakiej gazecie! Chodziło wszak o Czarownicę.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#14
06.03.2024, 10:49  ✶  
Doskonale powinien wiedzieć – i pewnie rzeczywiście wiedział – z czego wynikało to zawahanie Penny. Bo przecież to nie tak, że w ciągu ich znajomości absolutnie nigdy nie dał jej powodu, żeby przynajmniej kilka razy zastanowiła się bardzo poważnie, zanim miałaby zdecydować się faktycznie mu zaufać. Tym bardziej w sytuacjach, kiedy bezpośrednio właśnie na to zaufanie się powoływał. Jakkolwiek jednak pokrętna byłaby to logika, oczywiście każde drobne oszustwo wymierzone w przyjaciółkę miało na celu tylko i wyłącznie jej dobro. Na przykład uchronienie jest przed kompletnie nieprzemyślanym zakupem. I wydaniem jego pieniędzy. Na pewno nigdy nie chciał tak zwyczajnie, bez większego powodu zrobić jej na złość. Absolutnie, wykluczone.
Może tylko czasami. Odrobinę. Po prostu pokusa była zbyt silna, żeby w ogóle próbować z nią walczyć.
– Nie mogę się doczekać – jej zapowiedź przyjął z uśmiechem, ani trochę nie przejmując się jej jakże groźnym i złowieszczym wydźwiękiem. Paluch wycelowany w nos chyba też nie spełnił swojej roli. Choć może – gdyby ktoś miał naprawdę poważne trudności w identyfikowaniu emocji malujących się na cudzych twarzach – ten błysk rozbawienia w oczach można byłoby uznać za przejaw strachu i zaniepokojenia.
Ktoś kompletnie ślepy na pewno mógłby tak pomyśleć.
– Jestem pewien, że przynajmniej część tych mało wiarygodnych bajeczek sprawdza się prędzej czy później – w zasadzie w tej rozbawionej wypowiedzi mogło zawierać się całkiem sporo prawdy. Bo przecież każdego prędzej czy później mogła spotkać jakaś wielka niespodzianka, znaczący zwrot w życiu albo nieplanowane zmiany. Zwłaszcza, że ludzie nader często mieli tendencje do tego, żeby dopasowywać poszczególne wydarzenia do zasłyszanych – lub znalezionych w ciasteczku – wróżb. – Za to twój brak wiary w moje umiejętności rani mnie do głębi. No i czynsz też jakoś sam nie chce się opłacać.
Przełamując własne ciasteczko odkrył, że… trafiło mu się puste. Co prawdopodobnie również można byłoby uznać za swego rodzaju przekorną wróżbę, a co sam Terry skwitował chwilowym uniesieniem brwi, a następnie krótkim śmiechem. W kolejnej chwili jego uwaga mogła przenieść się natomiast na podsuniętą mu przez Penny karteczkę.
– Codziennie spotyka cię zaszczyt spędzania czasu w mojej obecności, a za sukces możesz uznać fakt, że oboje wciąż jeszcze żyjemy – oznajmił bez większego namysłu, zdecydowanie bardziej skłaniając się ku własnej interpretacji niż tej, którą próbowała tworzyć Weasley. – Ale jeżeli udało ci się przekonać tę dziennikarkę do napisania czegokolwiek na temat sklepu, to na pewno sukcesem będzie, jak już dasz radę doprowadzić go do porządku przed tym, jak przyśle tam jakiegoś fotografa. W czym oczywiście mógłbym ci pomóc, ale przecież sama zadeklarowałaś się, że będziesz sprzątać przez kolejny tydzień…
W porządku, w sklepie prawdopodobnie nie panował aż taki bałagan, by sprzątnięcie go miało okazać się zadaniem ponad ludzkie siły – zwłaszcza, gdy można było wspomóc się kilkoma przydatnymi zaklęciami – jednak też nie do końca zgodne z prawdą byłoby stwierdzenie, że nie było tam zupełnie nic do roboty. Z kolei obietnica Penny wiązała się z zakupem bransoletki, do którego ostatecznie doszło, ale… nie było przecież sensu zawracać sobie głowy takimi nieistotnymi szczegółami…
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#15
06.03.2024, 20:35  ✶  

Wróżby miały to do siebie, że były mało konkretne. Składały się z haseł. Symboli. Ogólników. Były czymś, co każdy mógł zidentyfikować na swój własny sposób. Ułożyć poszczególne elementy układanki tak, aby do niej pasowały. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Niejednokrotnie też to wiedziała. Na własne oczy. Dlatego też nie mogła się z Terry'm nie zgodzić. Tak samo jak i nie mogła przytaknąć temu, co właśnie padło z jego ust. Skupiła się więc na kolejnych słowach. Te pierwsze pominęła.

- Mówiłam Ci, że trzeba było szukać czegoś na Horyzontalnej. - skwitowała tym samym jego wybór, kiedy chodziło o mieszkanie. Ona sama wynajmowała pokój na Horyzontalnej i na czynsz narzekać nie mogła. Co najwyżej na współlokatorkę, która czasami dawała się we znaki. Chociażby w tej chwili, kiedy kolejny raz, bez zapytania o zgodę, pożyczała od Weasley biżuterię.

Widząc puste ciasteczko, również się zaśmiała. Bardziej w reakcji na śmiech Terry'ego, niż z racji na brak wróżby. Śmiech sam w sobie bywał przecież zaraźliwy. Człowiek chciał na niego zareagować. A Penny temu chciejstwu się zwyczajnie podporządkowała. Chciała przy okazji rzucić coś na temat karmy, bo przecież ledwie kilka minut temu odmówił jej kupna obiecanej bransoletki, ale darowała to sobie. Po co wciąż do tego wracać?

- Brzmisz prawie jak Regina, to nie jest zabawne. - zwróciła mu uwagę. Wbrew temu co padło, musiało to jednak być dla niej zabawne. Kącik ust poruszał się. Oczy się wręcz iskrzyły. Ot, bawiła się dobrze w jego towarzystwie, nawet jeśli nie dostała bransoletki, wisiorka, pierścionka i broszki. Bo przecież, wbrew temu co sama twierdziła, wcale nie były one potrzebne jej do szczęścia. - Jesteś paskudnym oszustem. Nie dotrzymałeś swojej części umowy, a teraz odmawiasz pomocy? Zapamiętam to sobie, Terrance. - pokręciła głową. Jakoś tak nie było jej trudno sobie wyobrazić, że z tym całym przygotowywaniem sklepu na wizytę fotografa, rzeczywiście będzie musiała poradzić sobie sama. Ile razy już w podobnych sytuacjach, Terry ratował się pośpiesznie wymyśloną bajeczką i tak po prostu brał nogi za pas? Dobrze, że przynajmniej w inny sprawach można było na niego liczyć. Miał jakieś tam wątpliwe zalety, którymi nadrabiał. - Nie jestem pewna czy faktycznie się odezwie, ale zostawiłam jej naszą wizytówkę. Może nie wyrzuciła jej do kosza. A może wręcz przeciwnie? - nie mogła mieć co do tego pewności, ale... cokolwiek się teraz wydarzy, mogła być z siebie zadowolona. Dumna. Bo spróbowała. Podjęła się jakiś działań i nawet udało jej się z tą kobietą porozmawiać. Wzruszyła przy tych słowach ramionami, bo co więcej mogła? Będzie co będzie. Co przyniesie los?

Mijając kolejne stoiska, wpadli na jakiegoś dzieciaka, który zarabiał na jakieś zachcianki wciskając przechodniom gazetę. Najnowsze wydanie Czarownicy. Za ledwie kilka knutów. Dobra cena, uczciwa, więcej nie było to warte. Penny wyłuskała te swoje drobniaki z portfela, rzuciła podlotkowi. Zgarnęła w miarę świeże wydanie. Wczorajsze.

- Pójdziemy jeszcze na lody? - zapytała, wskazując na znajdującą się przed nimi lodziarnie pana Fortescue. Miejsce w miarę świeże. Liczyło mniej niż rok. Raz tylko miała okazje się przed nią zatrzymać, lodów jednak wówczas nie spróbowała. Musiała zrezygnować, śpiesząc się do pracy.  Było to spory kawał czasu temu, jeszcze przed tym jak otworzyli Zaczarowane Różności.

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#16
10.03.2024, 13:27  ✶  
Sugestia, że miałby przez swoją wypowiedź zabrzmieć jak Malfoy powinna oczywiście wywołać uzasadnione oburzenie. Nieważne, czy byłoby ono szczere, czy też jedynie udawane – choć raczej należałoby się skłaniać do tej drugiej opcji. Zamiast tego, słowa Penny przywołały jednak inne skojarzenie. W dodatku na tyle istotne, że dzięki niemu można było pominąć również oburzenie przez fakt nazwania go – niesłusznie! – oszustem.
– Za to na pewno zabawne jest to, że o nim wspominasz. Tak się składa, że był wczoraj w sklepie i dość mocno zależało mu na tym, żeby cię znaleźć – zerknął na przyjaciółkę z lekkim uśmiechem, nie dodając jednak do swojej wypowiedzi żadnych dodatkowych szczegółów. Nic na temat tego, dlaczego ich wspólny znajomy tak bardzo chciał się z nią widzieć, nic o ewentualnym przebiegu tego spotkania. I oczywiście ani słowa o tym, że wcześniej rzeczywiście jakoś tak kompletnie wyleciało mu z głowy, żeby wspomnieć o tym Penny. Choć to ostatnie pewnie nawet nie powinno jakoś szczególnie dziwić. Przecież nie po raz pierwszy zdarzało mu się zapomnieć o czym potencjalnie całkiem istotnym. Obowiązkowość widocznie nie do końca współgrała z jego naturą – może właśnie stąd również ta łatwość w wyszukiwaniu sobie wymówek i wymigiwaniu się od przykrych obowiązków, do jakich zaliczało się choćby sprzątanie w sklepie. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodziło takie dokładne sprzątanie, podczas którego nie można było ograniczyć się do powierzchownego ogarnięcia tego tylko, co jako pierwsze rzucało się w oczy.
– Zawsze jest szansa na to, że kiedyś całkiem przypadkiem zabłądzi w okolicy sklepu i że, skoro i tak już tam będzie, zechce zainteresować się nim bardziej – z udawaną powagą skomentował jej kolejne słowa. I nie, to nie tak, że jakkolwiek chciałby umniejszać wysiłki Penny w rozreklamowaniu ich interesu. Przeciwnie. Ale po prostu, przyjmując zdroworozsądkowe podejście – z lekką tylko domieszką pesymizmu – dość trudno byłoby uwierzyć, że dziennikarka rzeczywiście miałaby uznać ich sklep za temat godny artykułu. Zwłaszcza, gdy na pewno nie brakowało jej pomysłów znacznie ciekawszych. A przynajmniej takich, które miały o wiele większe szanse na to, by przyciągnąć i zainteresować czytelników.
– Nie wydaje ci się, że trochę ją jednak przeceniasz? – krótkim śmiechem skwitował za to jej kompletnie bezsensowny zakup. Jasne, dziennikarze potrafili niejednokrotnie zaskoczyć tym, w jak błyskawicznym tempie informowali swoich czytelników o niektórych sprawach, ale… umówmy się. Ich sklep na pewno nie zaliczał się do tej kategorii spraw. Niezależnie od tego, jak bardzo przekonująca miałaby być Penny podczas rozmowy z dziennikarką i jakimi argumentami mogłaby się posłużyć.
I chociaż przez moment kusiło go, by wyciągnąć jej gazetę z ręki i pobieżnie przejrzeć publikowane tam artykuły – głównie w poszukiwaniu takiego, który można byłoby obśmiać – jednak pytanie Penny chwilowo odwiodło go od tego pomysłu. W teatralnym geście załamał ręce, spoglądając ponuro w kierunku lodziarni.
– Jeżeli już niedługo będę musiał zamieszać w sklepie, to wiedz, że będzie to tylko i wyłącznie twoja wina – oznajmił, siląc się na to, by zachować podczas swojej wypowiedzi śmiertelną powagę. Rozbawienie dość wyraźnie odbijające się w spojrzeniu, nieco burzyło ten efekt. – Mam nadzieję, że twoje lody przynajmniej będą tego warte.
Nie mogąc odpuścić sobie ciężkiego westchnięcia, które całkiem nieźle dopełniało wypowiedziane słowa, faktycznie skierował się wraz z nią ku lodziarni. Na szczęście ryzyko, że miałby w najbliższym czasie zostać bankrutem przez zakup lodów, pozostawało raczej niewielkie. Choć – z drugiej strony – drastycznie rosło, jeśli zbyt często miałby dawać się namówić Penny na spacery podczas festynu.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#17
10.03.2024, 21:57  ✶  

Spojrzała na niego z wyraźnym zainteresowaniem. Wygląda na to, że dość szybko zaczął jej ten Regina szukać. Mogła się jednak spodziewać tego, że po całym tym przedstawieniu, które miało miejsce podczas niedawnego przyjęcia jego rodziny, Malfoy nie da jej zbyt szybko spokoju. Sama się prosiła o to swoją głupotą. Lekkomyślnością. Nie rozegrała tego wszystkiego najlepiej. I gdyby tylko mogła, cofnęłaby czas, żeby to jakoś jednak naprawić. Załagodzić?

- Pewnie jeszcze będzie próbował mnie złapać. - westchnęła. Tak jak Terry nie podawał szczegółów, tak i ona nie tłumaczyła tego, dlaczego Regina miałby próbować ją złapać. Może później zdecyduje się powiedzieć na ten temat coś więcej. A może jednak nie tym razem? Różnie to bywało. Zresztą... czy naprawdę musiała się tutaj teraz ze wszystkiego tłumaczyć? Terry był przecież jej przyjacielem, a nie matką, ojcem czy opiekunką.

Z jednej strony była z siebie dumna. Bo z panną Larson spróbowała. Zaryzykowała. Natomiast z drugiej, to jednak tak trochę było jej głupio. Bo koncertowo to spierdoliła. Starała się jednak o tym nie myśleć. Starała się ograniczyć do tego pierwszego. Próbowała. Ryzykowała. Walczyła o to, żeby biznes się rozwijał. To brzmiało dużo lepiej, prawda? Pomagało poprawić sobie humor. Zapomnieć o ostatniej wpadce. O tym, że postąpiła głupio. Lekkomyślnie. O tym, że zwyczajnie w tym wszystkim przesadziła.

- Będzie co będzie. Nie ma co się zamartwiać dniem jutrzejszym, prawda Terry? - uśmiechnęła się. Nie był to pierwszy raz, kiedy coś takiego padało z jej ust. W zasadzie, to patrząc przez pryzmat ostatnich miesięcy, to naprawdę nie mieli się czym zamartwiać. Szło im z tym wszystkim nawet nieźle. Zdołali otworzyć sklep. Przetrwać pierwszych kilka tygodni. Poradzili sobie też z tymi szczurami z Nokturnu, którzy chcieli ściągać z nich haracz. Mieli dość powodów, żeby z optymizmem spoglądać w przyszłość.

A skoro tak, to po jaką cholerę mieli tutaj smęcić?

Kupując gazetę nie myślała o pannie Larson i próbie przekonania jej do napisania artykułu o Zaczarowanych Różnościach. Nawet nie zorientowała się w tym, o czym Terry teraz mówił. Zmarszczyła brwi. Spojrzała na niego z tym takim kompletnym niezrozumieniem na twarzy. Dopiero po chwili to do niej dotarło. Darowała sobie odpowiadanie. Ograniczyła się do wzruszenia ramionami. Tylko albo aż tyle.

Skupiła się natomiast na tych lodach, które naprawdę chętnie by sobie teraz zjadła. Bo czemu i nie? Pogoda zachęcała do tego, żeby kupić, tak ze dwie gałki, a następnie usiąść przy jednym ze stolików na zewnątrz. W niewielkim ogródku.

- Nie przesadzaj, przecież nie będą kosztować majątku. - przewróciła oczyma, kierując się do lodziarni. Kolejka była całkiem spora, swoje będą musieli odstać. Nie powinno to jednak dziwić. Skoro w okolicy był festyn, to i ludzi więcej niż normalnie. Skorzystać musiały na tym również właściciele sklepów znajdujących się właśnie przy Pokątnej. Oczywista oczywistość.

Dobrze, że pracownicy uwijali się ze wszystkim całkiem szybko. Działali sprawnie.

Kiedy dotarła do lady, poprosiła o najbardziej standardowe, niczym niewyróżniające się lody o smaku wanilii. Nie potrzebowała niczego bardziej specyficznego, choć wybór był tutaj spory. Gdyby miała zacząć się nad tym zastanawiać, wszystkim smakom przyglądać, pewnie zakup lodów zająłby im godzinę. Albo nawet i dwie. A tak to przynajmniej poszło sprawnie. Terry mógł wybrać coś dla siebie, zapłacić. I mogli też usiąść sobie przy jednym ze stolików. Dobrze, że w ogródku nie było tłumów.

- No to co, kiedy przeprowadzka do sklepu? - zapytała go, kładąc przed sobą gazetę, bez większego zainteresowania zapoznając się z tym, co widniało na pierwszej stronie. Jakiś artykuł o aktorce... nawet jej nie kojarzyła. Można było przejść dalej, poszukać czegoś ciekawszego. O ile coś ciekawszego było. - Chyba, że jednak na tych lodach  nie zbankrutowałeś? - zadając to pytanie przerzuciła pierwszą stronę, drugą, trzecią. Dotarła do reportażu... z przyjęcia Malfoyów? I wtedy też w oczy jej się rzuciło coś o tym, że Renigald się zaręczył. Zrobiła oczy wielkości galeona, pozwoliła żeby lód wypadł jej z dłoni. Wylądował pierw na stoliku, a następnie na ziemi. Nawet się tym nie przejęła. A przecież tak bardzo chciała tutejszych lodów spróbować. - No nie wierzę! - z tymi słowy pochyliła się nad gazetą, musiała to na spokojnie sobie przeczytać. - Sam zobacz! Terry! - podsunęła mu, pokazała o czym mowa. To ją zaszczyt kopnął.

Najwyraźniej jednak ta przepowiednia, którą znalazła wewnątrz ciastka faktycznie miała się spełnić. A nawet - już spełniła. W jaki sposób? Ano taki, że razem z Reginą została ujęta w kronice towarzyskiej i przedstawiona jako jego narzeczona.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#18
11.03.2024, 18:24  ✶  
Jeden rzut oka powinien wystarczyć, by bez większego problemu domyślić się, że zdawkowa odpowiedź Penny niespecjalnie go usatysfakcjonowała. Nie był jej ojcem, opiekunką, przyzwoitką, czy kimkolwiek podobnym, ale nijak nie mogło to zmienić faktu, że ewentualne rozwinięcie tematu uważał za kwestię dość interesującą. Jasne, sam ledwie chwilę wcześniej posłużył się dość oszczędną informacją, nie wspominając ani słowem o tym, po co właściwie Malfoy miałby jej szukać poprzedniego dnia, ale… przecież oczywistym powinno być, że rozwinięcie tematu leżało całkowicie po jej stronie. Zwłaszcza, że rzekome zaręczyny – w szczególności zaręczyny z osobą tak nieoczywistą – mieściły się chyba w kategorii tematów, którymi naprawdę warto byłoby podzielić się z przyjacielem.
A jednak, nawet jeśli przez moment dość wyraźnie w spojrzeniu Terry’ego malowało się rozczarowanie jej odpowiedzią, a on sam przez chwilę lub dwie miał ogromną chęć, by temat pociągnąć dalej… chwilowo postanowił sobie odpuścić. Możliwe, że doszedł do wniosku, że znajdzie się na to nieco bardziej odpowiedni moment. Tak samo, jak możliwe było to, że wpływ na tę decyzję miało cokolwiek innego – konieczność wysupłania z kieszeni pieniędzy niezbędnych do kupna lodów, wymuszone usunięcie się na bok, by przypadkiem nie zostać stratowanym przez jakąś tęgą czarownicę ciągnącą za sobą rozwrzeszczanego dzieciaka… Albo też wszystkie te powody nałożyły się na siebie. Nie było raczej sensu wnikać w to jakoś bardziej szczegółowo.
Odpuszczanie sobie zamartwiania się dniem jutrzejszym było wpisane w jego naturę niemal tak samo silnie, jak notoryczne rozmijanie się z prawdą. W dodatku obie te kwestie były chyba tak samo oczywiste dla każdego, kto znał go chociaż odrobinę – na przykład dłużej niż kilkanaście minut. Nie było więc potrzeby, by na kolejne stwierdzenie Penny odpowiadał jakkolwiek bardziej wyczerpująco niż po prostu poprzez krótkie, poparte uśmiechem, przytaknięcie.
– Możliwe, że mam szansę utrzymać się w swoim mieszkaniu do końca tygodnia. Pod warunkiem, że w drodze powrotnej zamkniesz oczy i nie będziesz oglądać niczego na kolejnych stoiskach – oczywiście, że kupno dwóch porcji lodów nie nadwyrężyło jego budżetu aż tak drastycznie. Nie zmieniało to jednak faktu, że na pytanie Penny odpowiedział z całkowitą powagą, przełamaną jedynie poprzez lekkie uniesienie kącików ust. Jednocześnie bez większego zainteresowania zerkał co jakiś czas na kolejne przerzucane przez nią strony gazety. Przynajmniej do czasu, gdy dotychczas trzymane przez Penny lody wylądowały na ziemi. W tym wypadku nie miał już innego wyjścia, jak po prostu wymownie wywrócić oczami, a następnie pokusić się nawet o pełne dezaprobaty spojrzenie, które utkwił w przyjaciółce.
– Nawet nie myśl, że… – wypowiedź przerwała mu podsunięta pod nos gazeta. Oraz artykuł, w którym – nawet po dość pobieżnym przebiegnięciu po nim wzrokiem – nie sposób byłoby przeoczyć dość zaskakującej informacji. To znaczy… takiej, która mogłaby być zaskakująca, gdyby Terrance nie usłyszał na ten temat już poprzedniego dnia.
– Faktycznie, Malfoy wspominał coś o tym, że podobno się zaręczyliście – tym, co wybrzmiało w wypowiedzi raczej nie było jakieś szczególne zaskoczenie. Lekkie rozbawienie – owszem. Być może z domieszką niedowierzania. Widocznie informacja nadal plasowała się w kategorii tych zbyt absurdalnych, by przyjmować je na poważnie. – Zastanawiałem się właśnie, czy masz zamiar się tym pochwalić. I jak mocno musiałaś oberwać w głowę, żeby się w coś takiego władować. Jakiś uzdrowiciel już to widział?
Rzuciwszy okiem na artykuł po raz ostatni, podniósł spojrzenie na Penny. Wyjaśnienia były tutaj jak najbardziej mile wskazane. I raczej nie było mowy o tym, by tym razem dało się je zawrzeć w ledwie jednym lub dwóch oszczędnych zdaniach.
Ruda Złośnica
Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Długie, rozpuszczone, nieco niesforne włosy w kolorze rudym. Penny nigdy ich nie związuje. Twarz upstrzona licznymi piegami, na której zawsze widnieje uśmiech. Brązowe oczy. Sylwetka szczupła, a do tego około 165 cm wzrostu. Będąc blisko, można wyczuć delikatny, owocowo-kwiatowy zapach, w którym mieszają się ze sobą różne nuty - gruszka, irys, czarna porzeczka, kwiat pomarańczy...

Penny Weasley
#19
11.03.2024, 20:14  ✶  

Nie myślała w tym momencie o tych nieszczęsnych lodach. Możliwe nawet, że nie do końca była świadoma tego, jakiego rodzaju los je spotkał. Skupiła się bowiem na gazecie. Na znajdującej się w niej kronice towarzyskiej. Na tej krótkiej notce, która nie powinna była się tutaj pojawić. I najpewniej nie pojawiłaby się, gdyby nie jej genialny pomysł. Może rzeczywiście, przed tamtym przyjęciem na wieżowcu, ktoś transmutował jej mózg w kupę gnijących glonów? To mogłoby całkiem sporo wyjaśnić. A do tego zainteresować kilku uznanych medyków - w końcu jak często można spotkać się z takimi przypadkami?

- Miałam nadzieje, że rozejdzie się to po kościach. - chwilę to trwało, ale wreszcie przeszła do wyjaśnień. Bo jeśli nie Terry'emu, to komu miała o tym wszystkim opowiedzieć? - W końcu kto normalny by w coś takiego uwierzył? Przecież wiadomo, że Malfoy nie zwiąże się z kimś takim. - tutaj wskazała na siebie. I nie, to nie tak, że miała siebie za gorszą. Nic z tych rzeczy. Zwyczajnie nie była na tyle naiwna, żeby sądzić, iż jej pochodzenie nie miałoby dla tej konkretnej rodziny żadnego znaczenia. A przynajmniej znaczenia większego. Należeli do różnych światów, które przecinały się jedynie czasem. Kiedy jednej ze stron było to na rękę. Kiedy można było coś na tym zyskać. Choćby te cholerne guziki, które przygotowała swego czasu specjalnie pod jego marynarkę. Miały dość ciekawe właściwości. A do tego wcale nie rzucały się w oczy. - To było na tym przyjęciu, o którym Ci mówiłam. Podczas rozmowy z tą dziennikarką. Larson. Z Czarownicy. Próbowałam po prostu utrzymać jej zainteresowanie... i w sumie sama nie wiem, co mi strzeliło do głowy? - westchnęła. Ciężko. Już wcześniej wiedziała, że nawaliła; że nie poszło to po jej myśli. A teraz? Teraz na dokładkę odkryła, że to wszystko miało ją kopnąć. Może nawet znokautować? Na szczęście na ten moment jeszcze trzymała się na nogach. Tylko jak długo jeszcze? Czy całość zatrzyma się na tej krótkiej notce? Czy dalszych konsekwencji już nie będzie? Tego nie dało się przewidzieć. Regina ostrzegał ją już wcześniej. Wtedy jednak nie brała tego tak do końca na poważnie. A teraz? Teraz jakby straciła pewność. - Powiedziałam, że jesteśmy zaręczeni i puff! Ta wiedźma napisała o tym w kronice.

Co więcej miała tutaj dodać? Powiedzieć? W zasadzie to chyba powiedziała wszystko, co do powiedzenia było. Mogła co najwyżej trochę to rozwinąć o swoje odczucia. Poużalać się nad sobą. Powiedzieć Terry'emu, że jest naprawdę cholernie głupia. Tylko po co? Żeby stracił do niej resztki cierpliwości? O ile ta strata resztek cierpliwości była w ogóle możliwa. Bo przecież znali się od tak dawna, że gdyby miało do tego dojść... nastąpiłoby to jakieś 10 lat temu?

- Myślisz, że mogę mieć z tego powodu jakieś problemy? - spoważniała, spoglądając mu nagle prosto w oczy. Była trochę przestraszona. Nie chciała tego rodzaju sławy. Pomówień. Nie chciała użerać się z rodziną Malfoya i inne takie. Poza tym... po co Regina szukał jej wczoraj w sklepie? Tego nadal nie wiedziała. Może więc warto było zapytać? - Regina coś Ci mówił na ten temat, kiedy szukał mnie wczoraj w sklepie?

Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mniej więcej jeden metr i osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłej budowy ciała. Włosy brązowe, zazwyczaj nieco zbyt długie i pozostawione w stanie mniej lub bardziej artystycznego nieładu. Niebieskie oczy, ze spojrzeniem najczęściej rozbawionym; często ze znaczącymi się pod nimi cieniami, zdradzającymi ewidentny niedostatek snu.

Terrance Trelawney
#20
13.03.2024, 20:04  ✶  
Jakoś nie sądził, by to, że dość trudno było uwierzyć w autentyczność zaręczyn tych dwoje, miało oznaczać, że dziennikarka nie zdecyduje się o tym napisać. Przeciwnie. Ten brak wiarygodności – oraz potencjalne zaskoczenie, jakie mogła wywołać taka informacja – mógł w znacznym stopniu przyczynić się do publikacji w gazecie. W dodatku, jak się okazywało, bez zbędnej straty czasu. Terry natomiast zdążył już nawet nabrać powietrza, żeby podzielić się tą oczywistością z Penny, ale… odpuścił sobie. Prawdopodobnie w porę dotarło do niego, że nie miało to większego sensu i że jego przyjaciółka najpewniej i tak podświadomie zdawała sobie sprawę z tego, że to nie mogło się tak po prostu rozejść po kościach.
– Przynajmniej na pewno udało ci się utrzymać jej zainteresowanie – stwierdził swobodnie, tego z całą pewnością nie mogąc jej odmówić. I, tak przy okazji, nie mogąc powstrzymać się, by nie powiedzieć również tego. Wystarczającym dokonaniem było to, że ugryzł się w język chwilę wcześniej. Zwłaszcza, że to akurat nie zdarzało mu się zbyt często – zdecydowanie bardziej wolał wybierać opcję zakładającą mówienie wszystkiego tego, co akurat przyszło mu na myśl. Czasami z nie najlepszym skutkiem.
– Chociaż następnym razem może lepiej będzie spróbować czegoś innego… – zmarszczył na moment brwi, raz jeszcze zerkając na gazetę. Nie podsunął jej wprawdzie żadnego pomysłu na to, w jaki inny sposób mogłaby w przyszłości spróbować podtrzymać czyjeś zainteresowanie, jednak z całą pewnością nie wynikało to z tego, że takowych miałoby mu brakować. Więcej jak pewne było to, że pomysłów miał przynajmniej kilka i że jak najbardziej zamierzał wymienić choćby część z nich na głos. Przeszkodziło mu w tym spojrzenie Penny, jakie napotkał podnosząc wzrok znad tekstu. Widocznie była to jedna z tych nielicznych sytuacji, kiedy wypadałoby wykrzesać z siebie przynajmniej odrobinę powagi i rzeczywiście zastanowić się nad tymi całkiem realnymi konsekwencjami opublikowanej w gazecie informacji.
A realnie chyba nie prezentowały się one zbyt dobrze.
– Myślę, że znajdzie się całkiem sporo osób, którym niespecjalnie spodobają się te wasze wymyślone zaręczyny. I jakoś nie wydaje mi się, żeby któraś z tych osób miała zamiar zastanawiać się nad ich prawdziwością – stwierdził, nie widząc większego sensu w tym, żeby wmawiać teraz komukolwiek, że ta informacja nie wzbudzi u nikogo zainteresowania. Gdyby tak było, nie pojawiłaby się w prasie. Dziennikarka zignorowałaby ją, prawdopodobnie tak samo, jak wiele innych nieistotnych kwestii, o których musiała usłyszeć tego samego dnia. Tymczasem, skoro zdecydowała się ją opublikować, raczej doskonale wiedziała co robi. I Weasley chyba również zdawała sobie z tego sprawę. Może nie wtedy, gdy przez krótką chwilę uroiło jej się, że palnięcie czegoś na temat zaręczyn będzie świetnym pomysłem, ale teraz… chyba już tak.
– Głównie wściekał się, że nie traktuję jego zaręczyn poważnie. Może przez to, że zapomniałem mu pogratulować – kolejne jej pytanie skwitował już jednak lekkim uśmiechem i żartobliwym tonem. Tyle więc byłoby z poważnego podejścia do sprawy. Ale… z drugiej strony – nie było przecież sensu w tym, by jakoś przesadnie się nad tym wszystkim umartwiać. Stało się, informacja poszła w świat i w zasadzie niewiele dało się z tym zrobić. Grobowa mina i snucie ponurych wizji raczej nie byłyby tym, co mogłoby jakoś szczególnie pomóc. Żartowanie z sytuacji pewnie też nie, ale to już można było taktownie przemilczeć.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Penny Weasley (5845), Terrance Trelawney (5732)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa