Nie udało jej się wyswobodzić z uścisku trytonki, nie miała w sobie najwyraźniej wystarczająco siły, co kurewsko ją irytowało. Stworzenie ciągnęło ją w stronę tej dziwnej, podwodnej budowli. Miała w tym jednak trochę szczęścia - udało jej się wyczarować bańkę, dzięki której mogła oddychać pod wodą. Gdy jej głowa znalazła się w wyczarowanym bąblu, łapczywie zaczęła łapać powietrze. Po dłuższej chwili jednak udało jej się uspokoić oddech, musiała nad sobą panować, jeśli chciała jeszcze kiedykolwiek wypłynąć na powierzchnię, nie zamierzała zostać na tym dnie jeziora.
Czuła ból po tym jak istota wygryzła się w jej ramię, jednak nie był on na tyle silny, żeby zaślepiał jej działania. To nie pierwsza rana jaka przydarzyła jej się podczas polowania, bywało zdecydowanie gorzej. Czuła, że Florence na pewno się ucieszy, kiedy ją znowu zobaczy, ostatnio bywała u niej coraz częściej, co nie do końca działo się po jej myśli. Przyjaciółka miała jednak wobec niej sporo cierpliwości i jeszcze nigdy nie wyrzuciła jej za drzwi, gdy ta potrzebowała pomocy.
Trytonka zaciągnęła ją do wnętrza budynku, Gerry nie miała pojęcia po co, chociaż czuła, że raczej nie wróży to nic dobrego. Z drugiej strony, jeśli jednak chciała ją zabić mogła to zrobić od razu, może więc wcale nie było tak źle, jak jej się wydawało?
Nie widziała zbyt wiele, mimo fluorescencyjnej roślinności, która oświetlała jej drogę, bo właściwie nic nie znajdowało się w tym tunelu przez który była ciągnięta. Musiało być to miejsce zamieszkania tych istot, albo tak jej się wydawało, z tego, co pamiętała trytony tworzyły pod wodą królestwa przypominające te ludzkie. Nigdy jednak jeszcze nie trafiła do żadnego z nich.
Trytonka dociągnęła ją do większego pomieszczenia. Yaxley nie umknął widok unoszących się w wodzie sylwetek, nie miała pojęcia, czy to ludzie, czy czarodzieje, chyba jednak nie byli martwi. Dziwiło ją też to, że wśród uwięzionych znajdował się tryton, dlaczego więzili swoich? Może faktycznie trafili w środek jakiegoś konfliktu?
Nie zauważyła Esmé do momentu, w którym istota cisnęła ją do celi, dopiero wtedy dostrzegła, że podpłynął do niej i ją zaatakował. Zmartwiło ją to nieco, bo nie powinien się tutaj znajdować, powinien być bezpieczny nad powierzchnią. Nie mógł się narażać. Nie chciałaby, żeby stała mu się krzywda przez jej nieudolność. Zaczynała się gotować, wypełniały ją najróżniejsze emocje, była na siebie zła, że doprowadziła do tego, że się tutaj znalazł, bo przecież go kochała i nie chciała, żeby stała mu się krzywda. Udało mu się ranić istotę, Yaxley czuła jednak, że nie jest to koniec, że trytonka może po raz kolejny pokazać zębiska.
Oczywiście, że tak się stało. Seria wypuszczonych przez nią bąbelków mogła sugerować, że się wkurzyła. Skupiła się jednak na Esmé, nie na niej. Gerry nie zamierzała zwlekać, musiała ją zabić, żeby wreszcie dała im spokój, żeby mogli wypłynąć na powierzchnię, może przy okazji uratować tych wszystkich, którzy tkwili uwięzieni pod wodą. Nie zamierzała jednak tym razem tracić czasu na dopłynięcie do nich. Machnęła różdżką i mruknęła pod nosem zaklęcie. Chciała wyczarować strumień magii, który oderwie istocie głowę. Musiała to zrobić, żeby Esmé był bezpieczny.
kształtowanie
Akcja nieudana
Akcja nieudana