• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 9 Dalej »
[2.08.1972, świt] Komu należy się miecz?

[2.08.1972, świt] Komu należy się miecz?
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#11
26.08.2024, 00:26  ✶  
Każda z tych trzech opcji brzmiała bardzo prawdopodobnie, chociaż ta z chaosem... Lestrange miał wokół siebie niemalże idealny porządek. Wszystko miało swoje określone miejsce, swój idealny stan, swoje idealne położenie. Czy ktoś taki mógł lubić chaos? Chociaż faktycznie: cholera wie, co siedziało w jego głowie. Być może ta pedantyczność, te same zestawy ubrań i ta sama maniera, te same wyćwiczone gesty były przykrywką dla pierdolca, który krył mu się pod czaszką. Przecież do Departamentu Tajemnic nie tylko nie przyjmowali debili, ale również zdrowych na umyśle ludzi, czyż nie? No i nie lubił goblinów - a kto lubił?

Lestrange aż się uśmiechnął na tę formalność Brenny. To już drugi raz podczas tego spotkania - ach, co ta kobieta potrafiła zrobić z człowiekiem. Pokręcił głową, bo chyba odkrył, dlaczego tak bardzo na początku za nią łaził. Po prostu była, kurwa, inna, celowo czy też nie, ale jednocześnie w tym wszystkim tak naturalna, jakby urodziła się w mundurze i z różdżką w dłoni. Jeżeli tak to Matka niech ma w opiece jej własną matkę, to musiało boleć.
- Chciałbym zobaczyć twoją przełożoną, która przyjmuje zgłoszenie na temat kradzieży całego banku - odrzekł, podchodząc do goblina, który ściskał się za gardło. Nie, nie dusił się ale miał chyba nadzieję, że tym gestem sprawi, że struny głosowe znowu zaczną wydawać dźwięki. Tak się jednak nie stało, a Rodolphus wycelował różdżką prosto w jego twarz. Nie zamierzał bawić się tak jak Longbottom, w dotykanie tych brudnych istot. Goblin przestał się szarpać, a czarodzieje postanowili się rozejść, chociaż cholera jasna: był pewny, że są za winklem i podsłuchują.

Goblin wypluł szmatę i Merlinie, gdyby spojrzenie mogło zabijać, to Brenna umarłaby nie dwa razy, a pięć. Tyle nienawiści było w tym jednym zerknięciu, że to było aż nieprawdopodobne. A chodziło o coś, co przecież należało się im, czarodziejom, prawda? No i jeszcze ten głupi bank, ale to chyba była wymówka. Bo kto chciałby ukraść bank?
- Pójdziemy, ale to jeszcze nie koniec - wysyczał w kierunku brygadzistki. - Zabieraj te brudne łapy!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
26.08.2024, 12:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2024, 12:29 przez Brenna Longbottom.)  
Gdy miała jakieś dwadzieścia lat, została zaangażowana w sprawę czarodzieja, który mordował mugoli. Nie prowadziła jej, oczywiście, była wtedy za młoda, staż pracy miała za krótki, ale wuj potrzebował asysty widmowidza, a chociaż bardzo nie chciał wciągać w to bratanicy, ona i tak była gotowa tej pomocy udzielić. I zapadło jej w pamięć na zawsze wszystko, co wyczytała w aktach i zobaczyła w dymie. Morderca nie był śmierciożercą – nikt wtedy nie słyszał o śmierciożercach. Nie był nawet rasistą, sam miał jednego dziadka mugola. Zabijał mugoli, bo to było łatwe i bo morderstwa w ich świecie ciężko było Ministerstwu wykryć, póki sama zbrodnia nie została dokonana za pomocą czarnej magii.
Ten człowiek codziennie wstawał o tej samej porze, zakładał jedną z dziesięciu identycznych koszul, kupował bułki zawsze w tej samej piekarni i szedł do pracy, której nie zmienił od dwudziestu lat. A fragmenty ciał swoich ofiar trzymał w idealnie posprzątanej piwnicy, w słoikach, które stały równo, jak od linijki.
Brenna nie podejrzewała Rodolphusa o bycie mordercą ani nawet śmierciożercą – Lestrangowie byli konserwatystami, nie wątpiła, że ktoś tam nosi mroczny znak, ale nie miała powodów podejrzewać konkretnie jego, chyba dość durnie zakładała, że ktoś tak młody nie zdążyłby wejść w takie bagno – ale już miała dziwne wrażenie, że pewnie w imię dobra nauki mógłby pokroić ukradkiem czyiś mózg.
Nauczyła się, że ludzie bardzo uporządkowani i doskonale zdrowi na umyśle niekiedy też lubili patrzeć, jak świat płonie.
– Dziękuję panom za współpracę, zapraszam do Biura Brygady w celu dokonywania zgłoszeń kradzieży mieczy, banków i wszystkich innych przedmiotów. Dziś już kończę służbę, ale jutro mam nocny dyżur – wyrecytowała, na wzrok pełen nienawiści odpowiadając bardzo spokojnym spojrzeniem. – W ramach prywatnej rady w celu uniknięcia niesnasek w przyszłości, sugeruję przygotowanie wzorów umów wypożyczeni wytworów goblińskiego rzemiosła zamiast sprzedaży – dodała gładko, ale wiedziała przecież, że tego nie zrobią. Nikt nie zapłaci za wypożyczenie tyle, co za sprzedaż, oni zaś chcieli otrzymywać tyle pieniędzy, ile za umowę kupna i sprzedaży. A gobliny znały prawo i zwyczaje czarodziejów, doskonale wiedziały, że gdy sprzedają tiary i miecze, te do nich nie wrócą, zresztą większości wyrobów wytwarzanych dla czarodziei nie mogłyby używać – to różnica gabarytów.
Naprawdę nie umiała ich zrozumieć. Pomyślała o tym, po raz kolejny już, obserwując oddalające się gobliny.
– To byłaby bardzo krótka sprawa, bo z tego, co wiem, to bank nadal należy do goblinów i nie wiem, kto byłby gotowy bez nich schodzić do tych podziemi, więc do żadnej kradzieży nie doszło. To co, komu należy się miecz? – spytała, z odrobiną rozbawienia, odgarniając włosy, cisnące się do oczu i posyłając Rodolphusowi uśmiech. To nie była miła sytuacja, ale przynajmniej mieli ją z głowy, nikt nie ucierpiał, a ona nie musiała wracać do Biura. Pytanie zaś… było właściwie retoryczne, bo nie spodziewała się, że Lestrange mógłby osądzić, że powinny go dostać gobliny.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Syn koleżanki twojej starej
We don't have to talk, We don't have to dance, We don't have to smile, We don't have to make friends
wiek
22
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny
Ma czarne jak smoła włosy, zwykle zaczesane do tyłu, i nienaturalnie jasnoszare, przenikliwe oczy. Wyróżnia go blada cera i uprzejmy uśmiech błąkający się na ustach, który jednak nigdy nie ma odzwierciedlenia w oczach, oraz wysoki wzrost (190 cm). Jest zawsze porządnie ubrany w ciuchy z najlepszego materiału - nieważne gdzie aktualnie się znajduje i co robi. Na palcu serdecznym prawej ręki nosi duży sygnet z głową węża.

Rodolphus Lestrange
#13
26.08.2024, 14:08  ✶  
Lestrange pokręcił głową, patrząc na oddalające się gobliny. Miał jakieś dziwne przeczucie, że to nie koniec tej całej sprawy. Zaczęło się od miecza, zwykłego przedmiotu, który faktycznie ktoś mógłby ukraść, chociaż nie wątpił w to, że Godryk Gryffindor tego nie zrobił. Ale chodziło o sam fakt, że był to przedmiot mniejszy od, kurwa, banku, i dało się go zwędzić. Tutaj jednak podejrzewał, że w razie czego, to kradzieży mogłyby dokonać gobliny.
- Mam nadzieję, że nie będą sprawiać problemów. Pierwszy raz spotkałem się z podobnymi oskarżeniami - powiedział do Brenny, zerkając na nią z ukosa. - Miecz został podarowany waszej rodzinie, nie ma mowy o kradzieży. Sugerowałbym jednak ostrożność, nie wiadomo czy przypadkiem nie strzeli im coś gorszego do głowy.
Odpowiedział, jasno prezentując swoje zdanie na temat tego, komu należy się miecz. Być może i został wykuty przez gobliny, ale należał do czarodziejów. Do Longbottomów konkretniej, wywodzących się bezpośrednio od Gryffindora. Nawet on doskonale wiedział, że prawnie miecz Godryka należy się im.
- Podejrzewam, że miał na myśli przejęcie części własności, udziałów czy czegoś w tym rodzaju. Nawet gobliny nie są tak głupie, by myśleć że ktoś jest w stanie ukraść budynek - chociaż tutaj nie był już taki pewny. Schował różdżkę, upewniwszy się, że to już koniec tego cyrku. Gobliny, jak on ich, kurwa, nienawidził. Brudne i piskliwe, a na dodatek okropnie złośliwe i brzydkie stworzenia. Natura mocno sobie z nich zakpiła - z nich jako ludzi również, obdarzając te stworzenia niektórymi potrzebnymi czarodziejom talentami. - Jesteś... nadzwyczajnie skuteczna, Brenno.
Być może nie były to podziękowania, być może nie była to pochwała pierwszej ligi, ale jednak do pochwał należało. Skłonił głowę Brennie w geście podziękowania.
- Idź odpocznij, zasługujesz na to. Tylko unikaj po drodze goblinów - na jego ustach wymalował się nieco kpiący uśmiech, bo nie wątpił że jeżeli gdzieś w okolicy znowu będą kłopoty z goblinami, to Brenna będzie na miejscu jako pierwsza. - I być może miejcie oko na miecz oraz członków waszej rodziny, skoro podobne kłamliwe plotki mają aż taki wpływ na te... Stworzenia.
Dodał jeszcze coś na kształt wyrażenia troski, a potem skinął kobiecie głową. Ona wracała z Ministerstwa, ale on tam dopiero szedł - chciał trochę popracować przed śniadaniem, musiał nadrobić ostatnią papierologię. Spieszył się, dlatego pożegnanie z Brenną było krótkie.

Ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że ktoś go obserwuje odkąd zniknął za rogiem...

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2514), Rodolphus Lestrange (2423)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa