13.10.2024, 13:50 ✶
Charlie pokręcił głową, potwierdzając, że nie mieszka długo w Londynie, ale nie strapił się tym szczególnie. Wciąż pozostawał pogodny.
- Ledwie miesiąc. - Poinformował Peregrinusa, jednocześnie wyjaśniając swoją niewiedzę. - Wydaje się, jakbym był tu dużo, dużo dłużej! Zdążyłem już narobić rodzinie kłopotów. - Zaśmiał się, bo teraz tylko tyle mu pozostało. Kiedy sytuacja naprostowała się, nie było sensu dłużej kajać się za świeczki. - W każdym razie, muszę się jeszcze dużo nauczyć, tak o Anglii, jak i o pracy dla państwa Dolohov. - Podkreślił, nieprzypadkowo zawierając w swojej wypowiedzi również Vakela. Spodziewał się, że skoro małżeństwo pracuje tak blisko, niemal drzwi w drzwi, nadarzą się okazje, gdy będzie musiał przydać się również Vakelowi.
I chociaż chciał porzucić temat świeczek, to Peregrinus postawił sprawę jasno. Charles spoważniał.
- Z pewnością nie będę ich reklamował. Nie tak, jak zrobiłem to pod przymusem w Czarownicy. - Położył emfazę na odpowiednie słowa, by nowy kolega w końcu zrozumiał i znalazł w sercu współczucie zamiast uprzedzenia. - I tak, zamknę formę w innym kształcie. - Potwierdził, podnosząc rękę i poprawiając grzywkę, zdradzając jednocześnie to, jak niezręcznie czuł się podczas tej rozmowy. - Co mi przypomina... Peregrinusie, będę prosił cię o pożyczenie mapy nieba, mapy księżyca, jeśli będziesz tak miły. Takie formy również będę mógł wykorzystać w tworzeniu świeczek. Kto wie, może nawet będziecie chętni zaopatrzyć się w taki asortyment? Świeczki w kształcie znaków zodiaku czy w formie księżyca znalazłyby nabywców wśród waszych klientów. - Snuł plany, choć wciąż tak daleko odsunięte w przyszłości. Przed pierwszą wypłatą nie mógł nawet zacząć pracy, gdy nie miał środków na materiały.
Daleki był od strojenia sobie żartów z nowego znajomego. Poprawił się na krześle i nawet założył nogę na nogę, by było mu wygodniej siedzieć i dyskutować.
- Gdzie Alexander Mulciber upatruje autorytetów? - Pociągnął temat wuja. - Wydajesz się go znać lepiej, niż ja. Na ośmionogiego Sleipnira… - Westchnął. - Ja nie znam go wcale. To kolejna rzecz, której będę musiał nauczyć się w Londynie: własna rodzina! - Zauważył ponuro. - Ta dalsza, ma się rozumieć. A Lyssa? Lyssa Mulciber? Czy ona nie ma jakiegoś pokrewieństwa z państwem Dolohov? W każdym razie, wydaje się, że nie będziemy tworzyć dużego zespołu, skoro jest tu tylko parę osób. Może to i lepiej...
- Ledwie miesiąc. - Poinformował Peregrinusa, jednocześnie wyjaśniając swoją niewiedzę. - Wydaje się, jakbym był tu dużo, dużo dłużej! Zdążyłem już narobić rodzinie kłopotów. - Zaśmiał się, bo teraz tylko tyle mu pozostało. Kiedy sytuacja naprostowała się, nie było sensu dłużej kajać się za świeczki. - W każdym razie, muszę się jeszcze dużo nauczyć, tak o Anglii, jak i o pracy dla państwa Dolohov. - Podkreślił, nieprzypadkowo zawierając w swojej wypowiedzi również Vakela. Spodziewał się, że skoro małżeństwo pracuje tak blisko, niemal drzwi w drzwi, nadarzą się okazje, gdy będzie musiał przydać się również Vakelowi.
I chociaż chciał porzucić temat świeczek, to Peregrinus postawił sprawę jasno. Charles spoważniał.
- Z pewnością nie będę ich reklamował. Nie tak, jak zrobiłem to pod przymusem w Czarownicy. - Położył emfazę na odpowiednie słowa, by nowy kolega w końcu zrozumiał i znalazł w sercu współczucie zamiast uprzedzenia. - I tak, zamknę formę w innym kształcie. - Potwierdził, podnosząc rękę i poprawiając grzywkę, zdradzając jednocześnie to, jak niezręcznie czuł się podczas tej rozmowy. - Co mi przypomina... Peregrinusie, będę prosił cię o pożyczenie mapy nieba, mapy księżyca, jeśli będziesz tak miły. Takie formy również będę mógł wykorzystać w tworzeniu świeczek. Kto wie, może nawet będziecie chętni zaopatrzyć się w taki asortyment? Świeczki w kształcie znaków zodiaku czy w formie księżyca znalazłyby nabywców wśród waszych klientów. - Snuł plany, choć wciąż tak daleko odsunięte w przyszłości. Przed pierwszą wypłatą nie mógł nawet zacząć pracy, gdy nie miał środków na materiały.
Daleki był od strojenia sobie żartów z nowego znajomego. Poprawił się na krześle i nawet założył nogę na nogę, by było mu wygodniej siedzieć i dyskutować.
- Gdzie Alexander Mulciber upatruje autorytetów? - Pociągnął temat wuja. - Wydajesz się go znać lepiej, niż ja. Na ośmionogiego Sleipnira… - Westchnął. - Ja nie znam go wcale. To kolejna rzecz, której będę musiał nauczyć się w Londynie: własna rodzina! - Zauważył ponuro. - Ta dalsza, ma się rozumieć. A Lyssa? Lyssa Mulciber? Czy ona nie ma jakiegoś pokrewieństwa z państwem Dolohov? W każdym razie, wydaje się, że nie będziemy tworzyć dużego zespołu, skoro jest tu tylko parę osób. Może to i lepiej...