• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia 31.08 okolice Yr Yagwrn - Nie wmawiaj mi, że Cię nie mogę zjeść [Doppelganger]

31.08 okolice Yr Yagwrn - Nie wmawiaj mi, że Cię nie mogę zjeść [Doppelganger]
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#11
11.10.2024, 20:00  ✶  
Fala rozproszenia opromieniła wlot do jaskinii. Jeśli skrywał jakąś magię... to już nie powinien jej skrywać. Wszelki ślad po ewentualnym swądzie nekromancji został przykryty ostatnią fajką na pożegnanie zewnętrznego świata.

Korzenie nie były kratami. Korzenie nie blokowały wejścia. W środku było ciemno, ale sucho, przestrzeń zdawała się zdatna do szybkiego przemieszczania się dorosłym, pełnowymiarowym, a nawet nadwymiarowym ludziom.

[+]Ambroise
Korzenie jak korzenie. Z jakiegoś drzewa z poprzyklejaną do nich ziemią. Może to była ta pochylona sosna nad nimi, na tej małej piekielnej skarpie? Może jakiś inny system drzewa, które dawno upadło? Do głowy przyszła pewna irytacja, że wciąż tu tkwią i marnują czas. Wlot był sprawdzony już na każdy sposób. No może poza potraktowaniem egzorcyzmami.
Tura do 14.10, godz. 23:59
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#12
11.10.2024, 20:28  ✶  

Geraldine miała wrażenie, że Thomas nie do końca zdaje sobie sprawę z zagrożenia, jakie na nich czekało. Może w ten sposób reagował na stres? Nie znała go na tyle, żeby potrafić to ocenić. Nie skomentowała jednak tego głupiego żartu.

- Nad planami awaryjnymi będziemy się zastanawiać, jak ten główny nie wypali. - Ta, jasne. Oczywiście. Wolała nastawić się na to, że uda im się pokonać bestię, a nie myśleć nad planem B, C, D, E. To było za dużo, musiała się trzymać jednej wersji i tyle. Jak zawsze - zabić bestię.

- Nie musimy grać w marynarza, wejdę pierwsza. - Oczywiście nie miała z tym problemu, nie przyszła tu po to, aby zrzucać na kogoś odpowiedzialność. Ona miała zlikwidować Thorana, ona powinna iść pierwsza, nie bała się zresztą tam wleźć.

Widziała, że Ambroise zaczął przyglądać się okolicznym krzakom, w sumie nie miała pojęcia, czy znajdzie tutaj coś ciekawego, wiedziała jednak, że o ile coś takiego tutaj się znajdowało to na pewno to zauważy. Zdawała sobie sprawę, że jeśli o to chodzi to nie miał sobie równych, oczywiście, że nie zamierzała tego nigdy powiedzieć na głos.

Zaklęcie jej się powiodło, jeśli ktoś próbował używać magii na wejściu do jaskini, to nie było już po niej żadnego śladu.

Ruszyła już do wejścia. Dotarły do niej słowa Edga, to co mówił nie brzmiało zbyt kolorowo, miał rację. - Nie mogę dłużej zwlekać. - Nie miała pojęcia kiedy Thoran pojawiłby się u niej w domu i czy w ogóle by to zrobił. Wolała skorzystać z okazji, która się nadarzyła.

- Czyli musimy wrócić tą samą drogą. - Dobrze było to wiedzieć, to trochę zmieniało jej podejście. Będą musieli się pilnować, bo będzie chujowo, jak przypadkiem zniszczą sobie jedyną drogę ucieczki.

Przyglądała się Wronie przez chwilę, widziała, że nie jest to dla niego komfortowa sytuacja, może nie powinna go o to prosić? Może żadnego z nich nie powinna? Mieli wleźć z nią do jaskini, tak naprawdę bez żadnego konkretnego planu, jak w ogóle mogła ich o to prosić? Nawet nie do końca wiedzieli na co się pisali.

- Tak, ktoś będzie nas szukał, mamy wsparcie. - W bezpiecznej odległości. Wierzyła, że jeśli coś pójdzie nie tak to przybędą im na ratunek. Miała nadzieję, że to wystarczy.

Mieli wejść do jaskini, gdy usłyszała głos dochodzący z jej wsiąkiewki.

Sięgnęła więc po lusterko, najwyraźniej Florence miała jej coś do przekazania

- Florence... - Spojrzała w zwierciadło, aby nawiązać kontakt z przyjaciółką


Odkryj wiadomość pozafabularną
rozmowa
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#13
11.10.2024, 21:45  ✶  
Przyglądając się korzeniom i reszcie roślinności, Greengrass jednym uchem słuchał rozmów prowadzonych za jego plecami, gotów włączyć się w nie w miarę potrzeby. Chwilowo żadnej nie widział, toteż przeznaczył większość uwagi na to, żeby zbadać florę dookoła wejścia do jaskini. Nic szczególnego. Nie dostrzegł nic, co mogłoby mu cokolwiek powiedzieć - czy to dobrze, czy nie? Tego nie mógł stwierdzić.
Za to ewidentnie niedobrze działo się z umysłami ludzi za nim, bo do uszu mężczyzny dotarły najbardziej bezmyślne słowa, jakie mogły paść z ust organizatorki wyprawy: ja pójdę pierwsza.
Powstrzymał ciężkie westchnienie. Odchrząknął i odezwał się powoli, bardzo neutralnym tonem.
- Może od razu wrzućmy ją do jaskini i idźmy na piwo - zwrócił się do Thomasa, choć nie odwrócił wzroku od badanych korzeni, nie ziejąc przy tym przesadnym chłodem - to wciąż dało się podczepić pod jego specyficzne poczucie humoru, które wyostrzyło mu się w ostatnim czasie.
Ambroise raczej przyjął strategię wypowiadania się z nieznacznym sarkazmem i politowaniem przemieszanym z nieposzanowaniem wobec tego, że Geraldine postanowiła tak błyskawicznie przystać na to, żeby być pierwszą osobą wchodzącą do jaskini. Tak właściwie to czego innego mógłby się spodziewać? We wszystkich rozmowach, które przeprowadzili jasno dała mu do zrozumienia, że wykształciła masochistyczno-samobójcze zapędy.
Zatem tak nierozsądne zachowanie, żeby dać grupie do zrozumienia, że nie chciała ich bardziej narażać niż to potrzebne nie powinny wywołać u niego nic poza wzniesieniem brwi, które rzeczywiście się uniosły.
W stosunku do pytania zadanego przez przyjaciela żywił całkowite zrozumienie. On również nie pchałby się pierwszy w coś takiego na miejscu Thomasa. Szczególnie, że to Figg był tu tym rozsądniejszym i bardziej zachowawczym elementem duetu. O ironio, bo był również przy tym poszukiwaczem przygód, który powinien być amatorem adrenaliny.
Najwidoczniej w tym wypadku postanowił zrezygnować i Greengrass wcale się temu nie dziwił. Mimo to pozostawała ta jedna istotna kwestia, którą wstępnie poruszył, teraz obracając się w kierunku reszty grupy i kręcąc głową.
- Nie. To byłoby bzdurne. Puścić najbardziej zaangażowaną osobę przodem, żeby Doppelganger miał ułatwioną sprawę i mógł cię od razu capnąć, Rina, nie próbuj mi przerywać - uprzedził profilaktycznie, unosząc dłoń na widok znajomego niezadowolenia i drgania warg. - Przejście może się zamknąć tuż za Geraldine, my zostaniemy tu, ona tam. Raczej niedopuszczalne - to było dostatecznie obrazowe, prawda?
To nie tak, że marzył o tym, żeby pomaszerować z różdżką w pierwszym rzędzie wprost na pożarcie, ale musieli mieć znacznie więcej baczenia na to, w jakiej konfiguracji to robią, skoro i tak zamierzali tam wejść.
- To, że nie możemy się rozdzielać to mamy chyba względnie jasne, ale ona - machnął głową w kierunku Yaxleyówny - nie może iść ani pierwsza, ani ostatnia. To chyba jasne, czemu? - Nie wątpił, że ma do czynienia z inteligentnymi, myślącymi ludźmi.
No, może poza Geraldine, która w tej chwili zachowywała się, jakby prosiła się o bycie pożartą w samotności. Obadali wejścio-wyjście. Jasne. Każdy zdążył zrobić coś w celu upewnienia się co do tego, co mogło ich tam czekać. Ponownie jasne - zwlekanie nie było żadną możliwością. Należało ruszyć, ale nie tylko ciałem. Również głową.
Korzystając z tego, że już wcześniej stał niemalże przy samej dziurze, zrobił dodatkowy krok, żeby w razie czego powstrzymać ręką Geraldine. Całe szczęście nie musiał tego robić. Z nieznacznym zdziwieniem przyjął widok magicznego lusterka, łącząc ze sobą nie tylko te wcześniejsze kropki dotyczące wypowiedź o wsparciu, które miało ich szukać w razie konieczności, lecz także tę dodatkową kropeczkę w postaci imienia osoby, do której odezwała się Yaxleyówna.
No cóż. Nie miał Florence za aż tak skłonną do brania udziału w akcjach terenowych, ale nie współpracowali nigdy wcześniej poza szpitalem, więc być może po prostu nie znał jej od tej strony. Dopuszczał to, wsłuchując się w rozmowę, ale nie angażując się w kwestie rozpoznawania symboli. To była działka Thomasa. On monitorował wzrokiem okolicę i wejście do jaskini, które miał tuż obok.
Od czasu do czasu patrzył również w stronę nieznanego mu członka wyprawy, obdarzając go neutralnym, choć badawczym spojrzeniem. Rola tego człowieka była dla niego w dalszym ciągu niezbyt jasna, jednakże nie wątpił, że znacząca. Inaczej by go tu nie było.
Co do kolejności wejścia do jaskini, Greengrass nie kwapił się na pierwszy rzut oka, żeby iść tam na pierwszy ogień, ale mową ciała sugerował, że raczej mógł to zrobić. Niechętnie, ale mógł dla podkreślenia wagi wcześniejszych słów. Skały nad jaskinią prędzej się zesrają niż puści ją na pierwszy ogień.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#14
13.10.2024, 16:30  ✶  
Popatrzył uważnie na Ambroise, jakby się nad czymś zastanawiał.  Próbował sobie przypomnieć cze kiedykolwiek z Greengrasem znalazł się w niebezpiecznej sytuacji, która byłaby tak nieciekawa i zagadkowa jak tutaj, ale nic takiego sobie nie przypominał.
- Ciebie zaraz wrzucę i przysypie ziemią - powiedział z szerokim uśmiechem, ah te przyjacielskie uszczypliwości. - Ale po wszystkim stawiasz piwo, skoro już zaproponowałeś - uśmiechnął się chytrze, nawet jeżeli to byłą ironia ze strony przyjaciela to powinien uważać na to co mówi, szczególnie przy Figgu.
Rzucił okiem na wejście do jaskini, normalnie by już dawno tam wszedł wiedziony wizją przygody i zagadki do rozwiązania, teraz jednak cała ta brawura z której nie znał go Ambroise była bardziej stonowana. Odrzucenie życia nie było tak proste kiedy pojawiają się osoby, którym obiecujesz ochronę i dla których warto żyć. Nie mógł już pędzić od niebezpieczeństwa do niebezpieczeństwa niczym wezbrana rzeka. Westchnął.
- Przyznaj się ,że chcesz iść z tyłu, żeby gapić się nam na tyłki, a myślałem, że tylko Geraldine nie jest przy tobie bezpieczna - rzucił jeszcze z chytrym uśmieszkiem do Ambroise nim spoważniał i przeszedł do  ustaleń.
- Z przodu powinien iść ktoś kto zna się na pułapkach, a z tyłu ktoś zdolny do obrony - odezwał się do wszystkich i popatrzył w niebo, pozwalając, żeby krople deszczy obmyły mu twarz. Gdzie to było? W Starożytnym Rzymie legiony formowały kolumny gdzie na szpicy i na tyłach szły doborowe jednostki bo były najbardziej narażone na atak, nie uśmiechało mu się iść z przodu, ale nie zamierzał uciekać się od tej odpowiedzialności. Znajomość pułapek i klątw jasno wskazywała na to, że to on będzie ich prowadził. - Zakładam, że w takim razie to ja będę szedł przodem... - już chciał dodać, żeby nie marnowali czasu i ruszyli już do jamy i mieli to za sobą. Ale w tym czasie Ger wyciągnęła lusterko i do kogoś zadzwoniła.
- To się nazywa głowa na karku - mruknął do siebie i przybliżył się bardziej żeby słyszeć co się tam dzieje podczas rozmowy.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#15
14.10.2024, 21:45  ✶  
To nie było tak, że Crow nie przejmował się niczym, ale wciąż... nie miał do powiedzenia nic szczególnie błyskotliwego. Był zabójcą ludzi, a nie potworów. Nie miał pojęcia, w jaki sposób przygotowywać się do starcia z upiorami, demonami i czymkolwiek co tam mogło tkwić w głębi ciemnego i pustego przejścia poza szeregiem krętych i niebezpiecznych korytarzy, podobnych do tych, w których niejednokrotnie zgubił i zaszlachtował wroga Fontaine. Uznawał więc wyższość towarzyszącej mu Yaxley i jak posłuszny pies przysiadł na ziemi lub jednym z tych korzeni (byle siedzieć na czymś stabilnym i niezbyt wilgotnym) i milczał.

On znał się na pułapkach. On był zdolny do obrony. On też zwykle w takich sytuacjach szedł pierwszy... pozostał jednak całkowicie bierny. No bo kim oni niby kurwa byli, żeby im się zwierzał z tego, co potrafi? Zamiast dyskutować o taktyce - wybrał ciszę i odpalenie kolejnego papierosa. Zaciągnął się od razu, kątem ucha słuchając przedziwnej historii o symbolach odstraszających tego jednego potwora, ale tak naprawdę odpływając w bezkres własnej wyobraźni - tam gdzie zagrożenie nie istniało, a zamiast oślizgłych łap Thorana za udo łapała go delikatna dłoń takiej ślicznotki, jaką spotkał ostatnio na sabacie, albo perełki Prewettów. Albo (skoro to i tak była fantazja niemająca prawa się ziścić)... obojga. Tak, był obrzydliwy - na jego obronę ta obrzydliwość przynosiła mu tak głębokie uczucie komfortu, żeby nie zawrócić i nie zdecydować się na obejrzenie dzisiejszego meczu w swoim ulubionym pubie.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#16
15.10.2024, 20:07  ✶  

- Nie mów o mnie tak, jakby mnie tutaj nie było. - Wysyczała przez zęby do Ambroisa. Ten komentarz nie był potrzebny. Nie miała problemu z tym, żeby wleźć tam jako pierwsza, bo tak, czy srak to z jej powodu się tutaj znaleźli. Czy było to rozsądne posunięcie? Niekoniecznie. Wiedziała o tym, tyle, że nastawienie Thomasa nie do końca jej się spodobało.

Irytowało ją strasznie to, że Greengrass zaczął się panoszyć, znajdował się tu tylko dlatego, że go do tego dopuściła, a najwyraźniej miał zamiar zacząć grać pierwsze skrzypce. Po jej kurwa trupie, co wcale nie było taką odległą wizją, bo pojawiało się prawdopodobieństwo, że mogła gdzisiaj kopnąć w kalendarz.

Nie odzywała się póki co, ani słowem. Wiedziała, że nie było sensu z nim dyskutować, bo zazwyczaj zachowywał się tak, jakby zeżarł wszystkie rozumy świata, tak, czy siak, jak skończy zrobi swoje bez względu na to, co tam sobie burczał pod nosem.

Thomas stwierdził, że to on chce iść przodem, ale to nie do końca podobało się Yaxley, w sumie trochę po złości przez to, że zobaczyła, że tamta dwójka się dogaduje odezwała się do Edga, który aktualnie siedział sobie na ziemi i palił fajkę. - Crow, pójdziesz przodem, proszę? Będę zaraz za tobą. - Odezwała się całkiem grzecznie, nie zamierzała mu tego narzucać, jeśli nie chciał, oczywiście wolałaby, żeby nie odmówił, dlatego po prostu go o to poprosiła. Dotarło do niej wbrew pozorom to, że może faktycznie to nie był najlepszy pomysł, aby pchała się tam na samym początku.

W końcu zaczęła gadać przez ten jakże wspaniały wynalazek jakim było lusterko. Cóż, pójście na Lammas się jej jednak opłaciło, bo dzięki temu mogła pozostać w kontakcie ze swoją drogą przyjaciółką, która znajdowała się aktualnie w wiosce.

Wiedziała, że Thomas jako klątwołamacz miał największe doświadczenie z runami, dlatego też przysunęła się do niego, aby pokazać mu to, co Bulstrode miała im do zademonstrowania. Runa była czerwona, czy to był przypadek? Może magia krwi była ważna, wiedziała, że często korzystało się z niej podczas różnych rytuałow. - Możesz skorzystać z mojej ręki. - Przysunęła dłoń w stronę Figga, przy okazji wyciągnęła jeden ze sztyletów, który miała przy pasku, zamierzała mu go wręczyć w dłoń, aby zrobił swoje.

Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#17
16.10.2024, 00:16  ✶  
Thomas zamrugał zdziwiony, kiedy Geraldine odezwał się do jakiegoś Crow'a, czy ona tam kogoś jeszcze widziała? Ale tu nie było nikogo. Czyżby Thoran już namieszał jej w głowie, a może to wyimaginowany przyjaciel kobiety? Taki co to pozwala walczyć z potworami. - Emm, ale tu jest nas tylko czwórka - przypomniał delikatnie, bo choć mówiła w stronę Edge'a to przecież tam stał tylko on, nikt więcej, do kogo mówiła więc, przecież nie do Flynna. Coś tu zaczynało śmierdzieć.
Ale nie miał czasu nad tym się dłużej zastanawiać, trzeba było zrobić bohomazy na czołach współtowarzyszy przygody. Wpatrywał się w pokazaną mu runę i wykonywał palcem ruch w powietrzu, chcąc jak najdokładniej zapamiętać ja wygląda ten symbol. Na szczęście był niezwykle powtarzalny i wykonany na planie koła, wystarczyło zapamiętać ilość ramion i kresek. to była chyba runa ochronna, a może mająca wzbudzić strach u wrogów? Jak dobrze, że bardziej interesował go kształt niż znaczenie - choć te pewnie też by się przydało znać
- Dobra, czas na makijaż, chodźcie tu - powiedział i wziął sztylet od Ger, co prawda miał opory przed ranieniem ludzi, którzy nie stanowili zagrożenia dla niego lub jego bliskich, to przecież nie robi jej jakiejś wielkiej krzywdy prawda? Trzymając broń w dłoni czuł się dziwnie, to nie była różdżkę, ale mogła zadać ból i śmierć. - Zaboli, ale Ambroise ci zaraz to poskłada w całość - powiedział na tyle głośno, żeby Greengrass to usłyszał. Przeciągnął ostrzem po wnętrzu dłoni Geraldine i za pomocą kciuka zaczął jej rysować na czole runę, którą pokazywała im Florence przez lusterko dwukierunkowe. Ośmioramienna runa ,to nie było przecież wcale takie trudne. I zapewne gdyby nie fakt, że zaraz będą wchodzić walczyć z jakimś demonem to by pokusił się o domalowanie obok penisa, tak dla zabawy, w sumie, to... Idealna rzecz do rozluźnienia sytuacji by była. no ale już za późno.
Potem zajął się każdym z mężczyzn i im też wymalował znak na czole przy użyciu krwi Yaleyówny, jej krew powinna nieść najwięcej mocy za sobą skoro to ona była celem dopelgangera. Może gdyby znał się na potworach tak samo jak na klątwach to by wiedział. Zostało mu tylko namalować samemu sobie runę na czole.
- Mogę lusterko? Wolałbym nie na ślepo sobie to malować - dodał i z pomocą tego przedmiotu upiększył też i swoje czoło o rysunek wykonany krwią Geraldine. Jak wcześniej wyglądali w miarę normalnie, tak teraz jak banda szatanistów z przypadku, która szła na jakiś dziwny rodzaj czarnej mszy w jaskini. Tylko im koźlątka w worku na ofiarę brakowało.

Wiedza o świecie ◉◉◉○○ - rysowanie run na czołach
Rzut Z 1d100 - 100
Krytyczny sukces!

Rzut Z 1d100 - 39
Slaby sukces...
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#18
16.10.2024, 08:21  ✶  
Jeżeli wcześniej unosił brwi, teraz zrobił to jeszcze bardziej, mrugając dwukrotnie.
- Więc nie zachowuj się, jakbyś była niepoczytalna - odpowiedział spokojnie, taksując Geraldine spojrzeniem od góry do dołu i wzruszając ramionami, po czym niemal od razu przeniósł wzrok w kierunku Thomasa.
- Zaczekaj z tym. Możliwe, że będziesz mieć okazję - w tym przypadku nawet drgnęły mu kąciki ust, choć sam wyraz twarzy Greengrassa nie uległ zmianie - w dalszym ciągu pozostał chłodno neutralny. Stanowił kontrast do kolejnych całkiem lekkich słów. - Mabel nic nie dostanie, jeśli to nie będzie wypadek przy pracy - raczył zaznaczyć, że miał siostrzenicę Thomasa jako jedną z osób wymienionych w testamencie, który istniał całkiem na poważnie i w takiej chwili jak ta stawał się całkowicie zasadny. - Byłoby szkoda - nie musiał mówić, czemu?
Mała mogła być bardzo ustawiona przy takiej ilości krewnych (również tych niespokrewnionych) z klarownymi zapisami w testamentach. Zwłaszcza biorących udział w jednej średnio bezpiecznej akcji.
- Twoja szkaradna dupa nie jest moim upragnionym ostatnim widokiem. Postawię ci piwo, jeśli potem będę mógł oglądać coś innego. Jasne - to mówiąc skrzywił się nieznacznie, kręcąc głową z błyskiem w oku na to, co też zaraz padło z jego ust. - Wolę dupę twojej matki - stwierdził gładko. Tak, to był całkowicie adekwatny poziom do tego, który zaprezentował Figg wcześniej. - Myślę, że to odpowiedni moment, żeby ci powiedzieć, że praktycznie możesz mi już mówić tato - a Greengrass go teraz jeszcze dodatkowo zaniżył.
- A zajętych kobiet nie napastuję. Mam swoje standardy - skwitował sucho.
Chyba nie musiał mówić, do czego pił? Bo nie zamierzał. Pisano dostatecznie dużo o nowym związku jego byłej, żeby trudno to było przeoczyć. Ten drażliwy temat nie był czymś, co powinno rzutować na wykonanie zadania. Szczególnie, że mieli z Geraldine raczej jasny układ. Niby powiedział, że będzie się umiarkowanie wpierdalać w jej ustalenia odnośnie planu, a już to zaczął robić - wpierdalać się i to całkiem bez pardonu, ale wyłącznie przez to, że musiał. Zależało mu na powodzeniu przedsięwzięcia.
- Twoja matka to coś innego, rzecz jasna, mamy prawdziwe powiązanie dusz - dodał już bardziej teatralnie porozumiewawczo, żeby domknąć temat, moment później całkowicie poważniejąc i przybierając tą wyczekującą, czujną postawę.
Nie do końca nie wyrażał zainteresowania konwersacją prowadzoną z osobami po drugiej stronie lusterka. Uważnie słuchał wszystkiego, co docierało do jego uszu. Natomiast nie wtrącał się w nie swój zakres. Wbrew pozorom potrafił to robić. Tym bardziej, że ufał Thomasowi i jego osądowi. Prawdopodobnie najbardziej z całej grupy, co nie zwiastowało zbyt dobrze.
Stanowili zlepek dziwnie powiązanych elementów. To nie wyglądało nazbyt optymistycznie, bo podczas takich akcji lepiej było znać wzajemne siły i słabości. To nie tak, że Greengrass był całkowicie nieświadomy tych obu stron u wszystkich tu obecnych.
Mógł wyrokować o Figgu, choć nie mieli okazji wcześniej razem pracować (wybierał spoglądanie na całą sytuację przez pryzmat kolejnego szarorynkowego zlecenia, bo to ograniczało wkład emocjonalny; ta, jasne).
Paradoksalnie bardzo dobrze znał styl Yaxleyówny - także od strony formalnej, zawodowej, ale to już go tym optymizmem nie napawało. Wręcz przeciwnie. Swego czasu współpraca przychodziła im niemal tak naturalnie jak oddychanie. Byli świetnym zespołem w naturalny, niewymuszony sposób.
Tyle, że to było w czasach porozumienia, którego teraz nie mieli. Kiedy ostatni raz współdziałali w znacznie mniej napiętej, ale podobnego typu atmosferze skończyło się to co najmniej średnio - dostał strzał w nogę z przeklętego przedmiotu. A teraz w dodatku perspektywy krótko i długoterminowe wyglądały znacznie gorzej.
Co do tego... ...Crowa... ...Ambroise nie mógł wyrokować (tym bardziej, że nie skojarzył tej zmiany imienia, jakim Geraldine zwróciła się do mężczyzny; nie znał go), ale to nie znaczyło, że tego nie robił. Oceniał ich milczącego członka drużyny a wnioski nie były pozytywne. Jako uzdrowiciel poruszający się w sferze różnorodnych zleceń miał dużą świadomość jednej życiowej prawdy:
czasami zlepiając bandę indywiduów otrzymujesz drużynę. Najczęściej jednak po prostu powstaje z tego banda dupków zlepionych wątpliwą chęcią współpracy i pochopnie dodanym zaklęciem przylepca.
Słysząc reakcję Geraldine na słowa Thomasa o tym, że Figg pójdzie przodem, jedynie utwierdził się w przekonaniu, że są tym drugim. Mimo to nie zareagował sprzeciwem.
Nieznacznie wzruszył ramionami spoglądając na przyjaciela. Baby - co nie? Jasne, że musiała postawić na swoim w którymś elemencie ogólnie bardzo przyzwoitego planu, szczególnie że nie mogła zanegować wszystkiego.
Sam Ambroise bez większego problemu przyjął, że zamknie grupę zgodnie z tym, co logicznie powiedział jedyny człowiek, w którego osąd nie wątpił. Przynajmniej jeszcze nie wątpił. Z drugiej strony - w tej zmianie nie było nic niekorzystnego. Będąc szczerym (a był) to nie było tak głupie jak wyglądało. Przede wszystkim nie łączyła go żadna więź emocjonalna z ponurym milczkiem (ta, jakby on sam jednym nie był; hipokryzja miała się dziś wyjątkowo dobrze, była bardzo nienaruszona, bardzo rozwinięta).
Nie pożałowałby go za bardzo, gdyby coś mu się stało z racji bycia pierwszym. Jasne. Nie życzył tego Crowowi. Przed chwilą sam był w stanie iść na pierwszy rzut - wobec siebie miał mniej więcej takie samo podejście: poświęcenie nie było potrzebne, narobiłoby szkody, osłabiłoby już słabą grupę, ale gdyby nie dało się tego uniknąć to przynajmniej byłoby o jednego niestabilnego dupka mniej a reszta nadal miałaby jakieś tam minimalne szanse, bo to nie byłaby Geraldine. Gdyby to była Yaxleyówna to oznaczałoby klęskę, kaplicę.
Z drugiej strony przynajmniej nie Figg się narażał. Był im potrzebny. Szczególnie, kiedy zaczął przerysowywać runę z lusterka. Już na momencie był znacznie bardziej przydatny niż mrukliwy kolega kobiety. Z trzeciej strony to minimalizowało szansę rozwalenia szyku przez kogoś, kto nie wyglądał zbyt stabilnie a miałby być w środku - słaby wybór. To był najlepszy zły plan.
Słysząc wyraźne słowa Thomasa o konieczności medycznej interwencji, wpierw posłał mu spojrzenie mówiące, że nie jest ani ślepy, ani głuchy a zaraz potem kiwnął głową. Odczekał na swoją kolej, dał się pomazać i kulturalnie przesunął się, żeby zrobić miejsce dla Crowa.
- Możemy ruszać czy jest coś jeszcze? - Spytał neutralnie, sięgając do torby po maść zasklepiającą rany i kawałek materiału.
Nie uważał, że powinni zacząć od rzucania zbyt wielu zaklęć na raz. Już to kilkukrotnie zrobili. Nie warto byłoby jeszcze bardziej zwracać na siebie uwagi dla nacięcia, które krwawiło na tyle, żeby dało się malować krwią, ale mogło zasklepić się przy skorzystaniu z medykamentów.
Bez słowa wyciągnął rękę po dłoń Yaxleyówny, robiąc swoje - przesmarowując ranę i zawijając ją.
- Możesz to ściągnąć za pięć minut - zakomunikował, chowając wszystko i odsuwając się na swoją bezsprzeczną pozycję na tyle.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#19
20.10.2024, 10:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.10.2024, 18:11 przez Dearg Dur.)  
Zaczęło padać, a słońce zupełnie już schowało się za horyzontem.

Rozmowa przez lusterko przyniosła im przede wszystkim krwawe kółka na czołach, wysmarowane posoką tej, której serce, ciało i życie pragnął posiąść stwór zwany Thoranem.

Las w milczeniu obserwował działania grupy, pojedynczy kruczy skrzek w oddali zdawał się ostatnim z ostrzeżeń, którego i tak nie zamierzali słuchać.

Edge powędrował pierwszy, unosząc nad głową wyczarowane światło. Mlecznobiała łuna ukazała ziemiste ściany, całkiem ubitą ścieżkę pozbawioną jakichkolwiek śladów, choć ich stopy pozostawiały całkiem widoczny szpaler tropów. Bardzo szybko zdali sobie sprawę, że zaczęli schodzić w dół, a korytarz wcale nie był prosty, a lekko odbijający to w prawo to w lewo.

W środku panowała cisza, nawet szum deszczu zgasł. Czas zdawał się nie dotykać za bardzo tej przestrzeni, gdzieniegdzie wystawały korzenie, co rusz na ziemi chrzęściły pod butami kamienie. Przestrzeń stawała się coraz bardziej z resztą skalista i twarda, ale też jej ściany gdzieniegdzie pokrywał lśniący błękitem porost. Było ciasno i coraz bardziej wilgotno.

Zatrzymali się dopiero przed rozwidleniem. Prawo lewo, odwieczny dylemat. Nagle do ich uszu dotarł zniekształcony echem i krętymi korytarzami kobiecy krzyk.


[+]Geraldine
Przechodząc między korzeniami uczucie déjà vu uderzyło z całą mocą. Jak w jakimś pijackim śnie, pamiętałaś to miejsce, pamiętałaś trop biegnący w tej dziwnej jamie wprost do leża Twojej ofiary. Niemal czułaś jej woń na powierzchni swojego języka, wszystkie Twoje zmysły, krzyczały, że tam jest, że nie umknie przed Twoim łukiem. Ostrzem noża. Przed Twoimi zębami.
[+]Thomas
Okrąg i kreski, choć nie rozpoznałeś tej runy czułeś ją w palcach, w magicznym krwioobiegu. Czułeś jej żar na swoim opuszku i gdy malowałeś ją na swoim czole, miałeś poczucie, że mimo kiepskiego "tuszu", jej energia zostanie z Tobą na dłużej. Z nimi na dłużej.
Gratuluję krytycznego sukcesu. Runa pozostanie w mocy do końca sesji, nawet jeśli zostanie fizycznie zmazana z czoła. Ponadto ten symbol i jego energia jest Ci znana. Będziesz mógł nakładać Ochronną Tarczę bez konieczności przypominania sobie wzoru.
Tura trwa do 22.10, godz. 23:59

W związku z posiadaną runą, poza przysługującymi 2xkośćmi Akcji i 1xkością Wiedzy, proszę wszystkich o rzut 1d100 na samym dole posta.

Określcie proszę źródło światła dla Waszych postaci. Same porosty działają jak te małe lampki do kontaktu. Dają mniej więcej pogląd na kształt otoczenia i zarys sylwetki człowieka.

Na potrzeby tej sesji uznajmy, że zaklęcie generujące kulkę rozproszonego, białego światła na czubku różdżki nie wymaga rzutu, ale wymaga koncentracji. Jeśli zaczniecie rzucać inne zaklęcia lub jakieś zdarzenie mocno was rozproszy, światło zniknie.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#20
20.10.2024, 22:47  ✶  

Nie skomentowała słów Ambroisa na temat tego, że zachowuje się jak niepoczytalna, chociaż zacisnęła dłonie z irytacji, okropnie ją wkurzał, zastanawiała się, czy faktycznie dobrze zrobiła, że zaangażowała go w sprawę, bo niepotrzebnie ją rozpraszał, z drugiej strony może nadarzy się idealna okazja do wyładowania tej całej złości, która zaczęła się w niej gromadzić, tak musiała szukać pozytywów. Skrzywiła się jeszcze tylko, kiedy wspomniał o tym, że nie napastuje zajętych kobiet, do czego on właściwie zmierzał? Nie skomentowała tego, bo nie miała zamiaru wchodzić z nim w żadne dyskusje, szczególnie przy osobach, które nie powinny słuchać ich kłótni.

Przeżywała w swoim życiu zdecydowanie gorsze urazy od tego nacięcia dłoni. To nie było nic wielkiego. Zacisnęła jedynie zęby, gdy Thomas dotknął jej skóry sztyletem, był ostry niewiele więc trzeba było do tego, aby przeciął ciało i zaczęła się z niego sączyć szkarłatna krew. To nic takiego... Z fascynacją przyglądała się temu, jak malował jej posoką symbole na czołach wszystkich, którzy mieli wejść do jaskini.  Przekazała Thomasowi jeszcze lusterko, aby i sobie mógł namalować odpowiedni symbol, a później schowała je do swojej wsiąkiewki.

Nie zamierzała protestować przeciwko temu, żeby Ambroise uleczył jej dłoń. Nie był to może szczególnie groźny uraz, jednak musiała być w pełni sił. Taka pierdoła mogłaby ją rozproszyć, a to nie mogło się wydarzyć podczas tego starcia. Powinna być w jak najlepszej formie.

Wyciągnęła więc dłoń, bez słowa w stronę Greengrassa i pozwoliła ją sobie uleczyć. Wiele razy to robili, często był jej wsparciem medycznym podczas najróżniejszych urazów. To nie było nic nowego, wiedziała, że może mu zaufać jeśli o to chodzi, tak właściwie to czy chciała, czy nie, mogła mu też ufać w wielu innych sytuacjach. Wiedziała, że łączy ich silna więź i kiedy był obok niej to mogła wykrzesać z siebie zdecydowanie więcej. Wiele razy miała szansę się o tym przekonać. Sporo razem przeżyli. - Mhm. - Mruknęła jeszcze, kiedy skończył opatrywać jej rękę.

Mrok ogarnął okolicę, słońce zniknęło za horyzontem, deszcz padał coraz mocniej. Nie mogli stać przed tą jaskinią, był to odpowiedni czas, aby wejść do środka. Miała świadomość, że był to dosyć kontrowersyjny pomysł, ale tak się składa, że nie wpadła na nic innego. Chciała się wreszcie pozbyć problemu, nie sądziła, że nadarzy się kolejna okazja.

Puściła Crowa przodem i sama weszła tuż za nim do wnętrza jaskini. Nie odzywała się praktycznie słowem. Podążała przed siebie z różdżką uniesioną przed sobą, oświetlała drogę, bo w grocie było dosyć ciemno.

Przy okazji nasłuchiwała i dokładnie przyglądała się okolicy. Próbowała wyłapać jak najwięcej szczegółów.

Unosiła stopę nieco wyżej za każdym razem, gdy pojawiały się przed nią korzenie. Zaczęło jej towarzyszyć też dziwne uczucie, jakby znała to miejsce. Nie była jednak pewna skąd, nie do końca potrafiła połączyć fakty, ale wydawało jej się, że już tu kiedyś była, zresztą to samo przyszło do niej, kiedy znajdowali się na górze. To nie był jej pierwszy raz w tym miejscu, a przynajmniej to jej podpowiadała podświadomość.

Przejechała językiem po ustach, nie miała pojęcia dlaczego praktycznie mogła na nich poczuć smak swojej ofiary, właściwie jakiej ofiary. Zatrzymała się na krótką chwilę, aby uspokoić myśli. Nie wiedziała, co się z nią dzieje.

Czuła jednak, że jest blisko, że niedługo go dorwie. Może faktycznie tak się miało stać?

Zatrzymała się, kiedy doszli do rozwidlenia, wtedy też usłyszała kobiecy krzyk, który rozległ się po wnętrzu jaskini, skupiła się mocno, aby ustalić jego źródło, z której strony dochodził dźwięk? Próbowała to określić.



Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...
percepcja
Rzut Z 1d100 - 92
Sukces!
percepcja
Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!
WoP
Korzystam z kości wiedzy na wiedzę o przyrodzie. Geraldine jest łowcą magicznych stworzeń, ma doświadczenie w polowaniu, jest w stanie określić skąd niesie się dźwięk. Do tego dorzucam rzuty na percepcję, żeby zobaczyć ile faktycznie do niej dociera i jak bardzo wyraźnie słyszy ten krzyk, chce określić w którą stronę mają iść na rozwidleniu.

Rzut 1d100 - 30
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (11759), Dearg Dur (6513), Geraldine Greengrass-Yaxley (6859), The Edge (5598), Thomas Figg (5397)


Strony (8): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa