- Dwa razy...? - Okej, jednej takiej sytuacji był świadkiem - na weselu cholernego Blacka, kiedy podszedł do nich pijany i zupełnym przypadkiem zniszczył moment mogący być jakimś pojednaniem mimo długiego już skłócenia. Okropne. Kiepsko było myśleć o tym w taki sposób, ale to chyba fakt, że gdyby nie ta scena, absolutnie wszystko w ich życiach mogło ułożyć się inaczej. Gdyby nie postanowił wtedy wrócić do domu, nie spotkałby na schodach kolejnego widma dawnego życia i nie wymienił z nim tych kilku znaczących słów. Nie pozbyłby się spódnicy zalegającej z tyłu bagażnika od miesiąca. Mającej rozwiązać najgorsze z jego ówczesnych problemów. Dzisiaj wydawała się być mglistym reliktem przeszłości, bo nawet jeżeli jego delikatna natura czasami przekrzykiwała się z wyuczoną szorstkością, bycie kobietą nagle przestało być oczekiwane. Nie miało większego sensu - bo nie miał już do tej energii żadnego dobrego dopasowania. - Yeah... Mogę się jej zapytać, ale... Może dajmy temu trochę czasu...
Niezręczność tego zdania była oczywista, więc zmiana tematu, nawet jeżeli dotyczyła duszności, dobrze zrobiła jego nastrojowi.
- Good. - Pocałował go w policzek i poklepał po ramieniu, nie zaprzestając rzucania tegoż zaklęcia. Nawet wtedy, kiedy mimowolnie parsknął w reakcji na kolejną, jakże dziwaczną obawę. - Wiem, że to miasto siedzi we mnie mocno, ale nie aż tak żebym dusił się czystym powietrzem. - I nie dodał tego, ale przez pierwszy rok po opuszczeniu Ścieżek, kiedy tylko mógł wylegiwał się na dachu wozu Alexandra i wpatrywał w niebo. On też lubił takie widoki. Na pewno nie tak samo jak Laurent, ale potrafił je docenić tak jak nikt inny. Uważał za miłą odmianę bieganie po plaży zamiast po Charing Cross, nawet jeżeli wciąż czuł się w New Forest jak na długim wyjeździe wakacyjnym. Miał problem z uznaniem za swój dom przestrzeni, które okupował latami, a teraz... Cóż.
Przyjdzie do nas. A jednak w oczach Crowa to zawsze będzie dom Laurenta.
Ale to nie był największy problem, prawda? Zmierzył go spojrzeniem, zmarszczył brwi. Przed chwilą ściągnął sobie na rękę kolejną koszulkę i ewidentnie chciał przeglądać je dalej. Przestał. I nie wyglądał już wcale na kogoś, kto chciał cokolwiek tutaj kontynuować. Nie drążył nawet tego po co właściwie umówiono go z medykiem, bo odpowiedź zawsze była taka sama. Nie miał zamiaru rozmawiać z obcym człowiekiem o swoich uzależnieniach.
- Oh kurwa. Pytasz mnie o każdą pierdołę, ale o to mnie nie zapytałeś?
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.