- Badaczka. To brzmi fascynująco co opowiadasz mi o tych kwiatach. Nie wyglądają na zabójcze, ale oboje wiemy, że śmierć wśród roślin potrafi być mniej widowiskowa choć absolutnie nie mniej skuteczna. - Zastanawiał się, czy dałby radę zdobyć zadzonkę. Potrzebował ogrodu, potrzebował go niemalże rozpaczliwie, a nezręcznym byłoby zagrzebywać się w cudzych ziemiach.
- Tak właśnie zdało mi się, że posługiwała się tym nazwiskiem gdy poznałem ją pierwszy raz. Proszę sprawdzić w kronikach i nie mieć jej za złe tej tajemniczości. Ja przez moment tylko śledziłem losy swoich krewnych, gdy umarli moi ulubieni, było mi zbyt przykro by kontynuować tę obserwację. - skłamał, choć czy było to kłamstwem, jeśli zwyczajnie zabił ich dość szybko goniony klątwą, jeszcze nieokrzesany w nowej formie? No potem, jak się opanował tę dekadę później to było mu przykro. Tak to z tymi ludźmi bywało...
- O! I jeszcze William. - przypomniał sobie nieoczekiwanie. - William Lestrange, z nim też miałem przyjemność zamienić słowo czy dwa. To Pani brat? Kuzyn? Czy też bada te kwiaty?