• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[25.03.72, rano, Posiadłość Longbottomów] W mojej kuchni mieszka demon

[25.03.72, rano, Posiadłość Longbottomów] W mojej kuchni mieszka demon
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#11
17.11.2022, 20:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2022, 21:07 przez Castiel Flint.)  
O Merlinie, oglądanie ich było przezabawne. Ich tony głosu tak się ze sobą sprawnie przeplatały, że z ręką na sercu, mógłby słuchać ich całymi dniami. To byłby raj dla introwertyka - siedzieć obok, oglądać, słuchać i przeżywać wewnętrznie i śmiać się. Kiedy rozmowa przeszła na małżeństwa to wstrzymał oddech i wyprostował kark, patrząc na nich z lekkim zadziwieniem. Są niesamowici!
- Może powinienem najpierw sprawdzić czy gotowanie was nie zabije zanim o to poproszę w ramach niedzielnego obiadu. - próbował zażartować ale nie wychodziło mu to tak dobrze jak obojgu rodzeństwa.
- Bren, masz przed sobą dwie osoby, które mają rolę "najstarszego brata w rodzinie" i którzy najwyraźniej nie kwapią się do ożenku. Proponuję zatem przejść do badania kuchni zanim zaczną się dywagacje na temat szukania sobie żon i mężów. - zaproponował bardzo nietaktyczną zmianę tematu i skupienie się na tym, po co tu przyszli. Odważnie i lekko poklepał Erika po ramieniu co miało być wyrazem pełnego zrozumienia względem jego posady starego kawalera - też w niej tkwił i nie kwapił się z tego wyrwać. Zagonił ich do kuchni... co było kłamstwem, bo nie zagonił tylko spojrzeniem sugerował sprężenie gestów. Na całe szczęście mogli się na tym skupić. Czasami zamyślał się nad swoim zadaniem i nie zastanawiał się jak to może wyglądać dla osób postronnych. Dociekanie i pytanie go cieszyło, schlebiało mu co dało się zobaczyć na jego profilu. Uśmiechnął się całkiem miło dla oka na pytanie Erika.
- To drobna sonda wykrywająca klątwy. Zbliżyła się do ciebie i zasygnalizowała mi, że znalazła klątwę... - trochę się speszył, musiał odchrząknąć z lekkim zakłopotaniem w oczach - ... likantropii. Mniej więcej taką barwę przyjmuje kiedy zbliża się do kogoś nią zarażonego. Nie tego jednak szukam dlatego zmienię zaklęcie na silniejsze. - gdyby nie wiedział, że Erik na to "choruje" to właśnie teraz, w tej kuchni, o tej pozycji słońca, poznałby tę prawdę. Nabrał trochę powietrza do płuc i przypilnował się w zachowaniu prostej postawy i utrzymaniu rezonu. Nie włączał się w gdybanie dotyczące posiadania drugiej głowy tylko wbił wzrok na wysokość torsu Erika, a dokładniej na barwę która go teraz intensywnie oświecała choć nie dosięgała jego twarzy. Nagle wydarzyły się dwie rzeczy, jedna po drugiej. Drgnął na niespodziewane dźwięki i przelatujący nieopodal nóż ale nawet nie skupiał się na słowach Longbottomów. Poczuł w powietrzu coś jakby rezonującego; nagle jakby zapadła głośna cisza, aż udało się słyszeć własną krew szumiącą w uszach... w ciągu jednej, pojedynczej sekundy światło sondy zmieniło barwę na czarno-ciemnozielono-fioletową i w tym samym momencie kratka piecyka otwarła się z hukiem, a węgiel i drewno znajdujące się wewnątrz zostało "wyplute" przez ogień prosto w kierunku stóp i Erika i Castiela. Odruchowo odskoczył (jednocześnie zrywając czar) choć kilka węgielków się o niego odbiło, przypalając trochę nogawki spodni. Wiedział, że Brenna zjawi się zaraz znikąd więc nie rzucał czarów obronnych. Co więcej, cały czas wydawało mu się, że coś w powietrzu rezonuje. Złapał Erika za łokieć i powiedział do niego wyraźnie i poważnie:
- Wyjdź, szybko. - jakby miało stać się coś jeszcze gorszego niż piecyk plujący rozżarzonym węglem i na wpół zjedzonym przez ogień drewnem. Ruszył zaraz za nim, dając też znać Brennie aby wszyscy troje wynieśli się z kuchni bo widział już dostatecznie dużo. Kiedy znaleźli się poza kuchnią odetchnął nieco głośniej niż powinien. Popatrzył na nich z uniesionymi brwiami.
- Nie mam pojęcia jakim cudem ale masz w sobie coś - nie wiem jeszcze co - ale tak bardzo zepsute, że nie jestem w stanie tego sklasyfikować na podstawie barwy. - otrzepał nogawki z popiołu, a jego oczy błyszczały... z bardzo silnego zainteresowania tym, co w sobie ma Erik. Popatrzył na niego jakby spotkał marzenie - wyzwanie, którego chciał się podjąć. Dosyć sprawnie się otrząsnął, odchrząknął i wyprostował się. Nie chciał wyglądać na obłąkanego bo jeszcze zwątpią w jego poczytalność i pomylą pasję z obłędem.
- Musimy poznać dokładnie co to jest zanim się nasili... - zmarszczył brwi i zerknął na Brennę jakby zastanawiając się czy powinien mówić to, co mogłoby się im nie spodobać. Wystarczyło spojrzenie jednego z nich aby podjął właściwą decyzję. Wrócił spojrzeniem do Erika.
- Masz w sobie likantropię i coś, co może być zepsutą klątwą. Nikt z nas nie chce aby te dwie rzeczy zaczęły ze sobą walczyć. W tobie, Erik. Poznam szczegóły ale muszę przeprowadzić badanie. - od razu na jego twarzy pojawił się pełen wyraz zaangażowania, pewnego rodzaju ekscytacji, pragnienia odkrywania i dowiadywania się.
- Potrzebuję cichego miejsca, najlepiej bez szepczących portretów przodków i skrzatów. Miejsca, gdzie będziesz mógł wygodnie usiąść albo się położyć, Erik. Bren, będziesz mi potrzebna jeśli twój brat się zgodzi żebyś była obok. - wymienił najważniejsze punkty i przywołał do siebie swoją małą walizkę. Był gotów.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#12
17.11.2022, 22:42  ✶  

Mów mi więcej, pomyślał z lubością. Może jak tak dalej pójdzie, to faktycznie przekona się do tego, aby w pełni wybaczyć dziewczynie. Wprawdzie nie ciskał w nią w wolnych chwilach zaklęciami oraz nożami, jednak pozostawał nieco urażony tym, jak został potraktowany. Nawet wszelkie plusy związane z ostatecznym wynikiem licytacji oraz pieniędzmi zgromadzonymi dla schroniska, oraz biednych dzieci nie zrekompensowały mu na tą chwilę tego drobnego naruszenia zaufania. Chociaż, jak jeszcze trochę posłucha o jej planach względem lepszego traktowania jego osoby, to może odpuści. Pomyśli o tym.

— Ty i twoja wybujała wyobraźnia. To czasami nawet urocze. — Uśmiechnął się kwaśno i poklepał Brennę po czubku głowy, starając się nie zrujnować jej fryzury, nad którą zapewne spędziła cały ranek. — Chociaż w tym przypadku mało realne. Czyż nasza rodzina nie sprzyja łamaniu konwenansów społecznych rodzin czystej krwi? Ślub młodszej córki w rodzie raczej nie wywoła wielkiej katastrofy.

Przygryzł dolną wargę. Korciło go, aby skłamać, że już wysłał parę listów w tej sprawie, ale koniec końców nie wypowiedział tych słów na głos. Wiele by dał, aby być świadkiem sceny, w której odczytuje listę potencjalnych kandydatów i błogosławieństwo rodziców, a także dziadka na piśmie. Zemsta byłaby nad wyraz słodka. Erik nie mścił się jednak z byle powodu, więc na samą myśl o tym zaczynało mu się robić przykro. Jak miałby oddać siostrę pierwszemu lepszemu czarownikowi? Eh, ta to miała dopiero farta. Chociaż jedna osoba w tej rodzinie pomyślała dwa razy, zanim zdecydowała się na kupczenie czyimś ciałem.

— Dobra uwaga. Brenna lubi wybrzydzać. Jestem prawie pewny, że wykreśliłaby moich pierwszych dziesięciu kandydatów dla niej i to bez mrugnięcia okiem — skomentował pod nosem, wykonując wskazane przez Castiela polecenia.

Cóż, jeśli ta drobna wymiana zdań na temat wiedzy specjalistycznej pochlebiała młodemu łamaczowi klątw, tak dosyć znacząco zmartwiła samego Longbottoma. Z początku kiwał uprzejmie głową, przyswajając nowe informacje, jednak jego mimika uległa gwałtownej zmianie, gdy dowiedział się, że ta mała magiczna kuleczka była w stanie wykryć jeszcze jedną klątwę oprócz kuchennej. Wzrok detektywa od razu stał się czujny, jak gdyby ktoś podrzucił mu sprawę z której po prostu nie potrafił zrezygnować.

— I takie zaklęcie działa ot tak? To legalne w ogóle? — spytał z powątpiewaniem w głosie.

Nie spodziewał się, że wyniki badań sondy okażą się tak... dokładne. Bądź co bądź, Rejestr Wilkołaków funkcjonował z jakiegoś powodu, więc wieść o tym, że te same informacje można było sobie dosłownie wyczarować przy pomocy jednego zaklęcia była nieco... niepokojąca. Nie, żeby jego futerkowy problem był jakąś wielką tajemnicą w towarzystwie, bo media zadbały o to, by długo takim nie pozostał, ale mimo wszystko! Starał się rozluźnić mięśnie twarzy, podejrzewając, że jego reakcja mogła zostać odebrana za nieco agresywną. W sumie powinien był się z tym liczyć, skoro już sprowadzili do domu łamacza klątw. Koniec końców wilkołactwo było uznawane za klątwę.

— Kurwa! — podniósł nagle głos, gdy rozżarzone węgle wystrzeliła z piecyka prosto na jego spodnie. Odskoczył jednak parę węgielków i fragmentów niedopalonego drewna i tak osmaliło mu nieco dolną połowę odzienia. Spojrzał z niezadowoleniem na piec. — Dobra. Teraz już można zacząć się martwić.

Właśnie tego się obawiał, chociaż w jego wyobrażeniach podobna scena miała miejsce nie w zaciszu rodzinnej posiadłości, a w kafeterii w Ministerstwie Magii. Z dwojga złego już chyba wolał ten scenariusz, w którym tkwił obecnie, przynajmniej oszczędził sobie wstydu przed współpracownikami i całą masą wysoko postawionych polityków brytyjskiego świata czarodziejów. Machnął ręką i na prośbę Castiela wymaszerował z pomieszczenia.

— Rozumiem, że najlepiej będzie kupić nowy dom? Widziałem taką jedną posiadłość pod Londynem... Wprawdzie trzeba będzie ją nieco wyremontować, ale jak wpakujemy w nią trochę kasy, to może nawet nam to wyjdzie na dobre — rozgadał się, kierując swoje słowa w dużej mierze do Brenny. Dopóki incydenty były co najwyżej irytujące, był w stanie żyć w takich warunkach, ale skoro własny piec nosił się z zamiarem spalenia go żywcem, to musiał przemyśleć pewne życiowe wybory. Najwyraźniej również i takie, które dotyczyły całego rodu.

Przerwał, dopiero gdy Castiel wtrącił się do jego wywodu, chcąc dodać swoje trzy grosze. Jak każdy kulturalny i dobrze wychowany człowiek Erik zamilkł, pozwalając mu się wypowiedzieć. Uśmiechnął się krzywo, gdy wyszło na to, że w całą sprawę kuchni wmieszana jest jeszcze jego lykantropia. Jeszcze ciebie tam brakowało, ty kudłata niemoto, pomyślał, kierując te słowa do swojego alter ego, które budziło się do życia praktycznie tylko w trakcie pełni. Oczywiście, a może na szczęście, postanowiło i tym razem zachować ciszę.

— Chyba sobie nie zdajesz sprawy, ile osób tu obecnie pomieszkuje — skomentował, poniekąd wzruszony tym, jak naiwny był Flint w tym jednym względzie. — Ale dobrze, niech będzie.

Ruszył bez udzielenia większych wyjaśnień w stronę schodów prowadzących na piętro. Wsunął ręce do kieszeni spodni, nie przejmując się zbytnio tym, czy ktokolwiek za nim podąży, czy też Brenna stwierdzi, że ich piwnica będzie lepszym miejscem na przedstawienie takich badań. Ja to się z tobą mam, pomyślał, wyklinając w myślach wilkołaka. Z drugiej strony martwiła go też kwestia zepsutej klątwy. Czyli mieli do czynienia z dwoma aspektami tego problemu.

— Zapraszam — mruknął, wchodząc do swojego pokoju i machając parę razy różdżką, żeby wnętrze samo doprowadziło się do względnego porządku. Wprawdzie posprzątał po sobie rano, jednak nie było tu idealnie czysto. Usiadł na skraju pościelonego łóżka, wodząc wzrokiem od Castiela do Brenny. Ewidentnie biło od niego zdegustowanie obecnym obrotem spraw.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
17.11.2022, 22:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2022, 23:00 przez Brenna Longbottom.)  
Reakcja Brenny na przedstawienie potencjalnych kandydatów małżeńskich mogłaby być różna.
Od "Dobrze, ale ślub za pięć lat, teraz nie mam czasu" przez "to ja emigruję to Australii" aż po "dzień dobry, to mój mąż, przypadkowy mężczyzna, którego spotkałam dziś na Pokątnej, oświadczyłam się mu, olśniłam wyciągiem z mojej skrytki bankowej i od razu poszliśmy od urzędu, żeby wam oszczędzić formalności ze ślubem".
Wszystko zależałoby od tego, jak mocno tego dnia wstąpiłby w nią diabeł.
Na szczęście nie znała myśli Erika, nie komentowała więc już ani wypowiedzi Flinta, ani swojego brata, tkwiła więc tylko grzecznie przy drzwiach aż do momentu, gdy piecyk oszalał. Oczywiście, Castiel miał rację: Brenna nieomal natychmiast zmaterializowała się w kuchni. Nie teleportowała się, choć mogłoby się tak zdawać. Bo w jednej chwili stała w progu, w drugiej była w środku rzucając zaklęcie w piecyk, a w trzeciej już kucała, podejrzliwie oglądając buty i spodnie Erika oraz Flinta, chcąc się upewnić, że nie staną w płomieniach i nie grożą podpaleniem żadnego z mężczyzn. Była tym tak zaabsorbowana, że wypowiadane przez nich ponad jej głową słowa uleciały jej uszu. Dopiero, kiedy oboje ruszyli do drzwi, zdała sobie sprawę z tego, że oto pora na ewakuację z kuchni.
- Popsuta klątwa? To znaczy, że ktoś ją schrzanił... i działa jeszcze gorzej? - spytała podejrzliwie już w korytarzu, odruchowo zbliżając się do brata i łapiąc go za rękaw, jakby chciała się upewnić, że tu był, nie umierał i żadna popsuta magia nie objawiała się w inny sposób niż próbując wysadzić klątwę. - Nie będziemy się wyprowadzać pod żaden Londyn - warknęła. Wiedziała niby, że Longbottom prawdopodobnie żartowała. A jednak, ten jeden, jedyny raz, wcale nie udzieliła się jej ta wesołość. Nie przyłączyła się, rzucając coś wesołego.
Brenna złościła się bardzo, bardzo rzadko. Lecz teraz gniew na moment wziął nad nią górę, sprawił, że oczy pociemniały, głos nabrał nieprzyjemnego brzmienia. Nawet nie czuła satysfakcji z tego, że się nie myliła. I ani trochę nie kusiło jej, żeby powiedzieć "a nie mówiłam?"
- Nikt nas nie wykurzy z rodzinnego domu. Znajdę tego, kto rzucił tę klątwę i rozerwę na strzępy - syknęła, bo niby była BUMerką i powinna ładnie tę osobę aresztować (i może nawet to zrobi, jak już się ogarnie), ale ktoś. zepsuł. jej. brata. I kuchnię! Przez tego kogoś tydzień temu spłonęło ciasto Dory! A dwa tygodnie temu przypaliła makaron! Lubiła makaron!
Odetchnęła, opanowując złość.
- Nie zwracajcie uwagi, troszeczkę mnie poniosło. Erik, rodziców nie ma, dziadka też, Mav również, więc powinno być w miarę spokojnie... - powiedziała, ruszając za nimi na piętro. - Cas, czy myślisz, że klątwę rzucono bezpośrednio na niego, czy może na naszą kuchnię? Mam listę osób, które bywały tam, zanim to się zaczęło... to znaczy, po usunięciu z niej tych, którym ufamy w stu procentach.
Bo gdyby chcieć umieszczać na niej każdego, to lista sięgnęłaby pewnie ze stu nazwisk. Ale jak już wywaliła z niej tych zaufanych, zostawało ich z dziesięć.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#14
17.11.2022, 23:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2022, 23:33 przez Castiel Flint.)  
Przez swoje zamiłowanie do łamania klątw czasami wykazywał się brakiem taktu. Dosyć brutalnie był sprowadzany na ziemię kiedy przypominał sobie jak nieprzyjemnie jest ludziom rozmawiać o klątwach, zwłaszcza tych, których posiadanie "stawia człowieka niżej niż psa". Likantropowie mają ciężkie życie i im tego nie zazdrościł. Ot tak dawna wiedział o przypadłości Erika, że uznał za pewnik, że można o tym mówić na głos. Najwyraźniej nie powinien. Wyraz jego twarzy nie był zbyt przyjemny i sam Castiel odruchowo powściągnął ten swój wewnętrzny zew odkrywcy, wynalazcy i wybawiciela.
- Dla Łamaczy klątw to legalne. "Ot tak" to dużo powiedziane. Udało mi się ono dopiero za siedemdziesiątym szóstym razem, a kombinacji barw klątw zwykłych, nabytych, zrodzonych i czarnomagicznych nauczyłem się dopiero po dwóch latach. Do tego twoja przypadłość jest raczej znana więc moja dedukcja była prosta. - zabrzmiało to jakby usprawiedliwiał się przed nim co go strasznie ubodło bo nie musiał się tłumaczyć i wyjaśniać. Wystarczyło zwięzłe "tak". Podświadomie jednak dążył do relacji tej z dziedziny pozytywnych skoro miał do niego dosyć trudny, poważny i niebezpieczny interes. Zacisnął mocniej szczękę i skupił się na zadaniu, nie kontynuując dalszych tłumaczeń.
Sądząc po ich reakcji to dzisiaj było gorzej niż zazwyczaj. Wbił paznokcie w swoją różdżkę, tuż przy samej rączce.
- Niektóre klątwy się rozwijają z najmniejszego ziarna. Ich działanie może uaktywnić się po dłuższym czasie. - zamilkł kiedy Brenna wybuchnęła gniewem. Mówiąc wprost, wryło go w ziemię. Takiej jej jeszcze nie widział a znają się wszak dobre piętnaście lat. Nie wiedział jak się do końca zachować więc wybrał przeczekanie aż z niej się to wyleje. Nie dziwił się jej w żaden sposób, po prostu milczał pozwalając im wspólnie przeżyć złość i niedowierzanie. Nie chciał się w to wtrącać bo był jedynie osobą z zewnątrz, która przyszła tu pracować. Odczekał kilka chwil zanim się odezwał. Wiedział jednak, że ta sytuacja zapadnie mu głęboko w pamięć.
- Hej, wiem, że to dla was trudne ale nie mamy pewności czy ktoś rzucił cokolwiek na Erika. Równie dobrze mogło to być dotknięcie jakiegoś przedmiotu albo pobyt w miejscu emanującym złem. Mógł to być też przypadek. Sprawdzę naturę tego czegoś i wtedy możemy wysnuć wnioski i zastanawiać się…- próbował ostudzić ich nerwy choć domyślał się, że nie było to łatwe. Gdyby to Cynthii coś groziło to rozwaliłby połowę Londynu jeśli miałoby to ją uzdrowić. Ruszył za nimi po schodach, za dwójką bardzo podminowanych Longbottomów i zastanawiał się czy któreś z nich zaraz nie wybuchnie gniewem nieskończonym i czy to badanie będzie możliwe do przeprowadzenia. To nie będzie jedno zaklęcie rzucone z odległości dwóch metrów, to tak nie działa.
- To nie jest wina kuchni. Ta dziwna plątanina barw za to odpowiada. Jeśli będę miał wystarczająco czasu to może uda mi się odkryć mniej więcej czy to klątwa świeża czy dawna. - wszedł do pomieszczenia i na stoliku położył walizkę. Po jej otwarciu dało się zauważyć kilka fiołek eliksirów, orlich piór, gruby zeszyt, sześć zwiniętych w rulon pergaminów i dwie książki. Wyciągnął dwie fiołki eliksirów ale najpierw odwrócił się do Erika i Brenny i popatrzył im w końcu w oczy. Nie na długo ale wystarczająco aby coś powiedzieć.
- Wiem, że teraz proszę o wiele ale postarajmy się zachować spokój. Wstrzymajcie się proszę z wnioskami i pozwólcie mi to sprawdzić. - jak to Cynthia go uczyła, próbował mówić łagodnie ale na tyle pewnie by wzięto go na poważnie. Uch, nie umiał. To było trudniejsze niż to opisywała. Akurat teraz mogłaby mu się przydać, ma większe zdolności charyzmatyczne.
- Badanie będzie polegało na wprowadzeniu pewnego rodzaju sondy pod twoją skórę. - zwrócił się do Erika i starał się opisać przyszłe czynności tak, aby nie brzmiały jak tortury. Nie było to proste bo dla Castiela wszystko co mówił było jedynie badaniem. Głowił się co wyjaśniać dodatkowo wierząc, że ich nie wystraszy.
- To czar, ale podskórny. Nie wymaga żadnych nacięć, zapewniam. Ten eliksir… - podniósł fiolkę z fioletowym płynem - … pozwoli nam ją widzieć. Będzie świecić przez twoją skórę, ale nie przez ubranie, dlatego będę prosić o zdjęcie górnej części odzieży. - O Merlinie, czemu tak ciężko o tym mówić? Musiał nabrać powietrza do płuc aby zachować rezon. Nie mógłby być uzdrowicielem. Nie ma mowy. Podniósł wyżej drugą fiolkę z białym i zimnym w dotyku płynem.
- Czar wprowadzę z twojego przegubu dowolnej ręki. Ten eliksir jest podawany na skórę i po pewnym czasie sprawi, że twoja ręka będzie bardzo ciężka i będziesz mieć problem z jej podniesieniem. Zaklęcie nie powinno zostać zerwane kiedy jest w twoim ciele dlatego to zabezpieczenie, abyś nią nie poruszył. Jeśli nie chcesz tego robić to nie musisz, masz prawo odmówić. - pierwszą fiolkę podał Erikowi aby ją wypił. Drugą podał Brennie aby pomogła zaaplikować na skórę swojemu bratu, jeśli w ogóle tego chciał. Przestał mówić aby dać im czas na przetworzenie informacji. Wszystkie dodatkowe informacje poda jeśli się zgodzą go dalej wysłuchać.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#15
18.11.2022, 00:51  ✶  

— Dobrze wiedzieć, że faktycznie niełatwo jest rzucić to zaklęcie. Byłoby to dosyć niefortunne, gdyby pierwszy lepszy czarodziej z ulicy był w stanie z niego skorzystać i wykorzystać wiedzę, którą dostarcza — odparł neutralnie, odpłacając za naukowe wyjaśnienie oficjalnym tonem swego głosu. Świat zawsze dążył do osiągnięcia równowagi, a to najwidoczniej był jeden z tych momentów, gdy takowa musiała zostać zachowana.

Chociaż koncepcja tak łatwej identyfikacji wilkołaków przez osoby do tego nieupoważnione do niego nie przemawiała, tak gdzieś w głębi duszy wiedział, że słowa Castiela załagodziły sytuację. Wielu czarodziejów pomimo upływu lat miała problem z podstawowymi zaklęciami, a i te sięgające wyższym poziomom wtajemniczenia często stanowiły trudność. Szanse na to, że nieodpowiednie osoby byłyby w stanie wykorzystać wiedzę na co dzień skrytą w ministerialnych archiwach były więc dosyć niskie. Ale wciąż nie tak niskie, jak by tego chciał sam zainteresowany.

Gdy opuścili już kuchnię, obdarzył Brennę roztargnionym spojrzeniem, jednak poklepał ją po ręce, gdy ścisnęła rękaw jego koszuli. Już miał wydusić z siebie jakieś pocieszające słowa, mające na celu upewnić ją, że zatrzymają rezydencję w rodzinie, jako swoistą działkę, jednak dosyć szybko uświadomiono mu, że jego plan nie zostanie wcielony w życie. Pod żadnym warunkiem. Cóż, w takim razie będą musieli pójść tę trudniejszą ścieżką.

— Jestem pewny, że Ci się uda — powiedział z ironią. — W końcu identyfikacja właściwej osoby na pewno nie potrwa długo. To wcale nie jest tak, że spędzamy mnóstwo czasu w terenie i tę klątwę mógł rzucić ktokolwiek. Bo mógł rzucić ktokolwiek, prawda?

Po zadaniu tego pytania skrzyżował spojrzenia z Flintem, wyraźnie oczekując, że potwierdzi jego słowa. Dosyć szybko się jednak okazało, że nie potrzebowali konkretnej odpowiedzi na to pytanie, gdyż chłopak udzielił dosyć wyczerpujących wyjaśnień w kwestii tego, co właściwie mogło wywołać ten... efekt. Na wzmiankę o tym, że nawet dotknięcie jakiegoś przedmiotu mogło w jakiś sposób wywołać działania klątwo-podobne, zaczął mieć wrażenie, że robi mu się słabo.

Przecież na co dzień pracowali w terenie, mieli do czynienia z dziesiątkami o ile nie setkami osób tygodniowo lub miesięcznie, w zależności od tego, jak intensywny był akurat okres w Brygadzie Uderzeniowej. Ciężko było przewidzieć, do jakiego miejsca zostaną przerzuceni, toteż obrona przed działaniami dziwnych artefaktów lub czarnej magii była często doraźna. Podstawowa, ale na pewno niewyspecjalizowana.

— Skoro to nie wina kuchni, to w takim razie nigdzie nie jestem bezpieczny? — spytał rzeczowo. Bądź co bądź była to jedna z bardziej podstawowych kwestii do ustalenia. Jeśli miał tak szaleć na co dzień, to musiał wiedzieć, do kogo nie powinien się zbliżać na wypadek, gdyby te incydenty osiągnęły poziom krytyczny. Nie wybaczyłby sobie, gdyby w klubokawiarni Nory nagle wybuchły wszystkie piekarniki czy piece lub kuchnia kogoś ze znajomych została nagle wysadzona w powietrze.

Parsknął cicho na wieść, że powinni zachować spokój.

— Przecież my jesteśmy jedną wielką oazą spokoju. Wyspą wyciszenia na morzu pogrążonym w sztormie emocje. Bezpieczną przystanią, w której można odzyskać pogodę ducha — mruknął, wysłuchując dalszych zaleceń ich gościa.

Prawdę mówiąc, niezbyt mu przypadły do gustu. Przekrzywił głowę w bok, wysłuchując coraz to nowych rewelacji o jakiejś magicznej sondzie i świecących eliksirach. Zerknął kątem oka na Brennę, jak gdyby chciał jej spytać, czy nie byłoby rozważniej pójść do szpitala św. Munga. Miał lekkie obiekcje co do tego, jak miała wyglądać kolejna faza badania, jednak znał swą siostrę na tyle dobrze, że wiedział, iż nie mógł odmówić. W przeciwnym razie zapewne przez następny tydzień słuchałby jej wyrzutów i pretensji, a koniec końców i tak wylądowaliby w tym samym punkcie.

— Jeśli wyrośnie mi od tego jakieś magiogłowie albo ogon, to przysięgam, że... — Urwał, woląc nie wdawać się w rozmowę o tym, jak bardzo postarałby się o to, aby proces w sądzie zakończył się na jego korzyść.

Zrzucił z siebie szarą kamizelkę, odkładając ją na bok, aby w razie czego służyła w roli dodatkowej poduszki i zaczął rozpinać kolejne guziki koszuli, nie robiąc sobie zbyt wiele z tego, że nie jest sam. Jakby na to nie patrzeć miał teraz dużo ważniejsze kwestie, które zaprzątały mu myśli. Miał obiekcje przed głębszym badaniem tej klątwy z obawy, że ta zdecyduje się odpalić jakiś mechanizm obronny, który jeszcze pogorszy sprawę. Uspokój się. Przecież wszystko będzie dobrze, od czarnowidztwa masz siostrę, pomyślał, kładąc się na łóżku i podkładając sobie pod głowę kamizelkę.

— Nie patrz tak na mnie — mruknął do siostry, nawet na nią bezpośrednio nie spoglądając. — I nie rób sobie nadziei, że umrę od tego eliksiru we własnym łóżku. Czeka nas długa rozmowa o jednym z twoich potencjalnych narzeczonych. Myślę, że mój typ mógłby nawet przypaść Ci do gustu.

Uśmiechnął się pod nosem, czekając na kolejny segment badania.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#16
18.11.2022, 01:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2022, 01:18 przez Brenna Longbottom.)  
- Też jestem pewna, że mi się uda – zapewniła Brenna. Całkowicie bez ironii. Była BUMerką. Prowadzenie śledztw stanowiło jej specjalność. I na pewno nie poddawała się w sprawach beznadziejnych. W tej konkretnej już układała sobie w głowie całą masę teorii, faktów i spraw do przeanalizowania. Za kilkanaście lat pewien bohater opowieści Disneya miał krzyczeć „znajdę ją, znajdę ją, choćbym miał spalić cały Paryż!” Brenna w pewnych sprawach miała podobne podejście. – Pierwszy wypadek, prawdopodobnie nie taki zwykły, a z serii, nastąpił chyba w czerwcu zeszłego roku. Zrobiłam zdjęcia, widać chyba dokładną datę na kalendarzu w rogu, więc można będzie to sprawdzić... Jestem prawie pewna, że wcześniej miałeś urlop. Trzeba prześledzić, kogo spotykałeś podczas urlopu, gdzie byłeś, jakie miejsca odwiedziłeś. Nie wydaje mi się też, żeby mógł to być sam przedmiot. Nie umiemy łamać klątw, ale jednak szkoli się nas, by rozpoznawać czarną magię, poza tym musiałaby to być rzecz, z którą kontakt miałeś tylko ty… bo taka klątwę ciężko przegapić – wyliczyła, odginając kolejne palce. Już miała przejść do kolejnych sugestii, gdy uświadomiła sobie, że właściwie to niekoniecznie czas i miejsce na nie. Po pierwsze, nie było po co zarzucać tym Castiela, po drugie, miała zamiar przejść do możliwości wykorzystania nosa Mavelle i jej własnego widmowidzenia, a tym wolała się nie chwalić, po trzecie wreszcie: badania mogły wykazać coś więcej.
– Ehem. Przedstawię ci business plan. Spodziewaj się go pojutrze… nie, zaraz. Za trzy dni. Na twoim biurku – poinformowałam Longbottoma z powagą.
Gdy Castiel prosił, by się uspokoili, posłała mu tylko uśmiech. Gniew starannie ukryła, zakopała, pozwalając, by został sobie gdzieś w dole, napędzając ją później do poszukiwania winnych. I sposobu na pomoc bratu. Z kolei sam opis badań… Nie, jej też nie przypadł do gustu, choć nie dała tego po sobie poznać. Natomiast spojrzała na Erika w tym samym momencie, w którym on popatrzył na nią i wzruszyła ramionami. W tym względzie się mylił. Miał wybór. Mógł odmówić i nie padłyby z jej strony żadne wyrzuty i pretensje. Tyle że…
– To twoja decyzja. Możemy pójść do Munga, jeżeli tak wolisz, ale obawiam się, że wtedy na pewno coś wycieknie do prasy – przyznała cicho, pochylając się ku niemu. Z klątwołamaczy najlepiej znała Castiela i przynajmniej jemu ufała, że nie pobiegnie z tą historią do prasy. Ściągnąć tu kogoś innego było trudno. Z kolei jeżeli Erik wolał szpital, nie zamierzała protestować: tyle że faktycznie mógłby się spodziewać kolejnych artykułów. I to nie takich, jakich życzyła mu Brenna, dbając o to, by miał dobrą prasę. Raczej domniemań, że wilkołacza klątwa wyrywa się spod kontroli, jest śmiertelnie chory czy jeżeli uzdrowiciel opowiedziałby wszystko, to wycieknięcia całej historii. Którą dotąd ludzie brali raczej za żart Brenny niż poważną opowieść. Z kolei zostawić spraw własnemu biegowi zbytnio nie mogli. Sami widzieli przecież, że sytuacja eskaluje coraz bardziej, a Flint też ostrzegał, że może to ulec zaostrzeniu. Samo trzymanie Erika z dala od kuchni było jeszcze możliwe, ale jeżeli nie skończy się na tym?
– Ale, ehem, odzyska władzę w tej ręce, prawda? – upewniła się, przysuwając sobie krzesło do łóżka. Przyjęła od Castiela eliksir, chociaż była gotowa go zaaplikować tylko, jeżeli Erik nie protestował… acz sądząc po tym, że się rozebrał i położył, był jednak gotów poddać się procedurom.
Zmarszczyła brwi i bezlitośnie dźgnęła go palcem między żebra. No doprawdy, zero litości dla pacjenta.
– Nie wyjdę za Elliota Malfoya, jeśli jego masz na myśli – oświadczyła, chociaż żartobliwie. Bo brała to jeszcze za żarty. – Nieważne, jak bardzo go lubisz, jest o wiele za niski. Poza tym wygląda w bieli lepiej ode mnie, nie mogłabym tego przeżyć. I lepiej uważaj, bo jeszcze jedno takie słowo, a jutro dostaniesz listę potencjalnych narzeczonych dla ciebie na biurku – ostrzegła. – Cas, pacjent powinien milczeć w ciągu całej procedury? Proszę, powiedz, że tak – powiedziała lekko, maskując pod tym fakt, że owszem, Erik od czarnowidztwa miał siostrę. I trochę się martwiła. Jak zadziała ten dziwaczny eliksir, poruszanie się pod skórą i inne sprawy. Pracowała już z klątowłamaczami, ale musiała przyznać, że z takimi dziwami nie miała dotąd do czynienia. I miała wielką nadzieję, że jej brat faktycznie nie umrze na tym łóżku. To znaczy niby wierzyła w kompetencje Castiela, ale nic nie mogła poradzić na lekkie ukłucie zdenerwowania.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#17
18.11.2022, 09:43  ✶  
- Moje umiejętności wykrywania likantropii mają również inne podłoże. Ze wszystkich klątw świata akurat tę znam na pamięć. - dodał jeszcze w gwoli ścisłości wszak pracował nad tym od dwóch lat i zdążył poznać niemal każdy teoretyczny aspekt wilkołactwa. Przestało mu to wystarczać. Potrzebował więcej… ale to opowieść na inną historię.
- Rzucanie klątwy nie jest łatwe. Można po drodze coś, za przeproszeniem, spieprzyć, jeśli zabiera się za to ktoś, kto nie ma o tym pojęcia. - co częściowo mogło być odpowiedzią na jego zapytanie. W chwili obecnej był właśnie chodzącą encyklopedią tej dziedziny magii.
- Tak, każdy może rzucić klątwę. - sprecyzował widząc minę Erika. Powinien odpowiedzieć, że to proces złożony ale nie wyglądali na takich co chcieli o tym słuchać. Potrzebowali konkretów więc je podawał.
- Nie znam natury klątwy więc póki co nie odpowiem czy dotyczy to jedynie kuchni.- któryś raz już powtórzył, że bez diagnozy nie może o tym więcej opowiadać choć widział po nich, że muszą wiedzieć już i teraz. Dla nich postara się to szybko złożyć w całość. Gdyby ubiegali się o diagnozę poprzez Bank Gringrotta to prawdopodobnie to wszystko rozłożone byłoby w ciągu kilku tygodni a nie jednego dnia. Zdawali sobie z tego sprawę?
Zacisnął mocniej szczękę a jego wzrok zrobił się nieco chłodny. Rozumiał nerwy Erika ale nie podobało mu się, że sam od tego miał obrywać.
- Jedyne co będziesz czuć to dyskomfort, do tego uczucie jakby coś chodziło po twojej skórze. W najgorszym przypadku dostaniesz gorączki, która będzie mogła utrzymać się maksymalnie do wieczora. Tu masz wszystko spisane, też musisz podpisać, że się zgadzasz na badanie.- podał mu rolkę pergaminu oraz orle pióro. W arkuszu było napisane to, co już Castiel im powiedział. Cały proces badania, możliwe powikłanie fizyczne (gorączka, dyskomfort) i przede wszystkim prawna zgoda na wykonanie badania. Nie skomentował ich "spokoju", wolał przejść do działania bo oboje wciąż wyglądali jakby mieli wybuchnąć. Poprosił drugi raz o wypicie eliksiru, który miał mieć posmak coca-coli zmieszanej z mlekiem.
- Coś mi się zdaje, że zrobisz dochodzenie Brenn zanim skończę badanie.- zauważył z pełnym podziwu wyrazem twarzy na jej detektywistyczne plany. Przysunął krzesło bliżej łóżka, na którym leżał Erik a pod jego łokieć podłożył poduszkę. Wskazał dłonią aby Brenn nałożyła eliksir.
- W ciągu godziny działanie tego eliksiru minie. Jeśli chcesz przyspieszyć ten proces to wystarczy moczyć rękę w ciepłej wodzie.- wzruszył ramionami bo i na etykiecie było to napisane bardzo drobnym druczkiem. Nie zajmował się eliksirami, dostawał je z Banku bądź od siostry.
- Nikt tu nie umrze, na brodę Merlina.- westchnął ze zniecierpliwieniem bo ich nerwy zaczęły mu się już udzielać.
- Oboje proszę o ciszę. Bren, proszę abyś regularnie sprawdzała temperaturę ciała Erika. Jeśli przekroczy 37,5 stopnia to mi powiedz. Eriku, jeśli cokolwiek cię zaboli to od razu mów bo nie powinno tak być. Badanie potrwa około dwudziestu minut. - podwinął rękawy swojej koszuli aż do łokci, wyjął notes i zaczarował go do lewitacji. Dołożył do tego samopiszące pióro które na widok Castiela od razu się ożywiło i przytaknęło zaostrzoną końcówkę do pergaminu. Usiadł obok łóżka i nabrał tchu. Poczekał chwilę aż eliksir wsiąknie w jego skórę i upewni się, że jego ręka nie drgnie.
Badanie rozpoczęte. Kraniec różdżki przyłożył do nadgarstka Erika, użył niewerbalnego zaklęcia. Rozbłysło jasnozielone światło, które w kontakcie z Erikiem ponownie zmieniło swoją barwę na brunatno-brązową. Wsiąkło powoli w jego skórę i tuż nad żyłami rozświetliło się w ciemny, przytłumiony kolor. Przytrzymał nadgarstek "pacjenta" i ponawiał inkantacje a raz na jakiś czas "światło sondy" przesuwało się wzdłuż jego ręki w kierunku łokcia. Powoli, leniwie, migotało tymi samymi odcieniami. Nie mogło to być miłe uczucie ale nie powinno być bolesne. Nie działo się nic nadzwyczajnego przez ten czas. Sonda przesuwała się co mogli wyraźnie oglądać, nie przestawała niespokojnie drżeć. Zatrzymała się dopiero na wysokości obojczyka Erika. W tym momencie Cas podniósł pytający wzrok na Brennę aby dowiedzieć się czy temperatura ciała nie przekracza podanej przez niego wartości. Nie odrywając różdżki od nadgarstka przesuwał sondę niżej. Wyglądało to tak jakby "trzymał" zaklęcie na niewidzialnej nici albo magnesie. W okolicy przepony kolor zamigotał w fioletowy odcień co Castiel skomentował kilkoma łacińskimi nazwami, które zostały od razu spisane w notesie za pomocą samopiszącego pióra. Sondą szukał tego odcieniu w okolicach żeber, a więc kręcił nią z lewej na prawą stronę, w górę, w dół i raz na jakiś czas się odzywał do notesu "zapisz: żebra odcień purpury, jaśniej przy przeponie" i tym podobne. Zajęło mu to siedem minut zanim posłał sondę bliżej wątroby i śledziony. Tam pojawiła się mieszanka innych barw. Zacisnął zęby żeby nie przekląć. Pospiesznie znów nakazał notowanie przebiegu badań, zapytał Brennę o temperaturę ciała i nakazał pióru to notować. Głos miał już napięty choć starał się to powściągnąć. Badanie trwało już dwadzieścia minut ale Castiel nie kończył. Różdżka nagrzewała się już do nieprzyjemnego poziomu, a tak mocno ją ściskał, że żyły na jego dłoni stały się nieco bardziej widoczne. Nie musiał posyłać sondy nigdzie dalej, bo zatrzymał się w okolicach brzucha gdzie barwy klątwy miotały się od dominującego brązu, przez fiolet, szarość i ciemną zieleń jakby nie mogło się zdecydować co wybrać. Szczegółowo sprawdzał w którym miejscu ile odcienia się znajduje, a samopiszące pióro wściekłe to notowało, kartka za kartką. W końcu, gdy minęło około trzydziestu minut odezwał się do obojga:
- Kończę, wycofuję zaklęcie.- obrócił różdżkę w palcach i "zwijał" czar coraz bliżej siebie, dokładnie tą samą drogą którą ją wysłał. Kolejne trzy minuty zanim zaklęcie opuściło organizm Erika. Wypuścił głośno powietrze z płuc i odłożył rozgrzaną różdżkę na stolik. Rozmasował swój nadgarstek. Na przegubie Erika był lekko zaczerwieniony ślad w miejscu gdzie nagrzewało go zaklęcie.
- Jak się czujesz? Potrzebujesz wody?- zapytał neutralnie i zaraz ściągnął mocno notes bliżej siebie, odpychając samopiszące pióro od twarzy niczym natrętnego bzyczka.
- Złożę to w całość. Potrzebuję dłuższej chwili.- nie spojrzy im w oczy bo się wystraszą. Sam był spięty i miał sztywne ramiona. Przeszedł bliżej stolika i otworzył obie książki, sięgnął po zmęczoną różdżkę i zaczął coś pisać nią w powietrzu. Notował sobie, tworzył jakiś diagram gdzie kształt główny przypominał męską sylwetkę. Kilkanaście strzałek, dopiski po łacinie. Powietrze przed jego twarzą było zamazane cienkimi nićmi jego pokracznego pisma. Dał Longbottomom odpocząć i nie zwracał uwagi jeśli coś między sobą mówili. Starał się sprawnie połączyć efekty badania i nieźle mu to szło, wiedział co robić tylko wydawało się, że ma przed sobą chaos. Żuchwę miał mocno zaciśniętą ale nie odezwał się ani słowem. Pospiesznie coś przepisywał, zapisywał, wyrywał stronę, zwijał ją w kulkę i wyrzucił do walizki. Trwało to kolejne dwadzieścia minut zanim przestał pisać w powietrzu i po prostu gapił się na zapiski w notesie i przed siebie. Po prostu się gapił i nie wierzył.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#18
18.11.2022, 15:56  ✶  

Wieść o tym, że Flint specjalizował się poniekąd w wilkołactwie, dosyć mocno go zdziwiła, chociaż nie chciał podchodzić do tej kwestii krytycznie. Bądź co bądź, każdy badacz miał hopla na jakimś punkcie, więc nie powinien się dziwić, że ich gość również był żywo zainteresowany jedną konkretną klątwą. Podobnie było też z lekarzami. Chociaż w pewnym sensie mieli szeroki zakres wiedzy, tak prawdziwym ekspertem byli może w jednej lub dwóch dziedzinach. Kto wie, może Castiel przysłuży się w jakiś sposób dla świata, skoro był tak skupiony na lykantropii.

Pokiwał z zadowoleniem głową, gdy w jego rękach znalazł się dokument związany ze zgodą na przeprowadzenie badania. I to rozumiał! Oczywiście nie miał zamiaru podpisać niczego na ślepo i na wszelki wypadek przetoczył wzrokiem po tekście, upewniając się, że nie ma tam zapisanych żadnych kruczków prawnych. Zmrużył lekko oczy, chcąc doczytać szczegóły wypisane mniejszym pismem. Bądź co bądź, to właśnie za drobnym druczkiem kryły się te najbardziej podejrzane zapisy.

— Wygląda okej. Przynajmniej tak mi się wydaje — skomentował cicho, wodząc końcówką pióra w okolicach pola przeznaczonego na jego podpis.

Połowy żargonu zastosowanego w tekście nie zrozumiał, jednak wydedukował wystarczająco, aby wiedzieć, że nie poddawał się nielegalnej ekstrakcji organów, czy drenażu własnej krwi. Nie przekazywał też swojego ciała szpitalowi czy innej organizacji. Niech się dzieje wola Merlina, pomyślał z przekąsem, składając na pergaminie swój podpis, starając się zadbać o to, aby jego dane były łatwe do odszyfrowania. Na koniec podsunął dokument Brennie, co by też miała szansę zapoznać się z jego treścią.

Wybałuszył oczy na siostrę, gdy ta wyjawiła, komu według niej zamierzał ją wydać za mąż. Obrzucił jej twarz zszokowanym spojrzeniem, jak gdyby doszukiwał się znaków, które upewniłyby go w przekonaniu, że coś jest z nią tak. Czy też oberwała jakąś klątwą, gdy nikt nie patrzył? Dobrze, że mnie ma. Kompletnie brak jej wrażliwości, pomyślał. Bądź co bądź, mówiła o wdowcu. Czy naprawdę nie dostrzegała tego, jak nieżyczliwie brzmiała? Poza tym kompletnie nie pasowała do Elliotta. Gdyby ktoś zobaczył ich razem, to od razu by zauważył, że w tym obrazku coś nie gra.

— Bywasz chwilami bardzo nietaktowna, mówił Ci to ktoś? — mruknął, odbierając od Castiela eliksir, który miał spożyć. Przyjrzał się niepewnie zawartości naczynia, poruszając nim ostrożnie w dłoni. — Poza tym nie jest aż tak niski. To po prostu Ty jesteś wyższa niż przeciętna kobieta. Cieszę się jednak, że podzieliłaś się tymi przemyśleniami. Będę wiedział kogo wykreślić z listy, skoro masz takie wysokie wymagania.

Opróżnił buteleczkę, starając się, w pierwszym odruchu, nie wypluć zawartości na podłogę. Zagryzł dolną wargę, krzywiąc się lekko. Tak jak mleko i coca-cola mogły oddzielnie być całkiem smaczne, tak po połączeniu stanowiły mieszankę, która według kubków smakowych Erika uchodziła za zabójczą. Zacmokał parę razy, biorąc kilka głębokich oddechów. Oby to było tego warte. Eh, gdyby Nora tu była, to prawdopodobnie piałaby ze śmiechu, bo w końcu zdobyłaby dowód na to, że jej przyjaciel nie narzekał na wszystko tylko w jej towarzystwie.

— Będę cicho, jak mysz pod miotłą — zakomunikował.

Trwające ponad pół godziny badanie nie należało do najprzyjemniejszych zabiegów, jakich Erik zaznał w swoim życiu. A warto było wziąć pod uwagę, że przez branie czynnego udziału w szkolnych rozgrywkach quidditcha oraz pracy w terenie w ramach praktykowania zawodu detektywa w Brygadzie Uderzeniowej, miał okazję odwiedzić parę gabinetów lekarskich. Tyle że w tych przypadkach mógł śmiało powiedzieć, że nie był pierwszą osobą, której się dany wypadek przytrafił. Teraz tkwił w zupełnie innej bajce.

Gdy światło wydobywające się z castielowej różdżki przeniknęła pod jego skórę, w pierwszym odruchu próbował poderwać rękę do góry, jednak spożyty chwilę wcześniej napój skutecznie mu to utrudnił. Z początku miał wrażenie, jakby jego ręka była przygnieciona czymś ciężkim, jednak to poczucie szybko uległo zmianie, gdy ciało przyzwyczaiło się do zupełnie nowego rodzaju dyskomfortu. Wtedy zauważył po prostu niemoc w tej kończynie, jakby ręka całkowicie odmówiła mu posłuszeństwa.

Czarodziejska sonda sprawiała, że odczuwał coś, co porównałby do mrowienia, jednak ciężko było mu określić, czy była to cecha charakterystyczna tego czaru, czy wina leżała po stronie eliksiru. A może oba te czynniki maiły z tym coś do czynienia? Skrzywił się lekko, gdy światło przesunęło się w okolice obojczyka. Odczuwał delikatne wibracje energii magicznej, co sprawiło, że gdzieś w środku lekko spanikował. Może wynik tego, że temperatura ciała minimalnie u niego wzrosła?

Najgorsze w tym całym procederze było chyba to, jak długo trwał. Wprawdzie pacjent był świadomy tego, że zapewne długość badania zależy od tego, jakich informacji poszukiwał specjalista, jednak w okolicach dwudziestej którejś minuty, gdy kolory przyjmowane przez sondę zaczęły się raz po raz zmieniać, lekko się podirytował. Zdenerwował. Przestraszył. Zmartwił? Zmartwił. Poprawił się lekko na łóżku, powstrzymując się od komentarza, bo limit tychże chyba już wyczerpał na jedno przedpołudnie.

— Oh, dziękuję! — wyrzucił z siebie z ulgą, gdy Castiel zaczął wycofywać sondę w stronę nadgarstka.

Gdy już miał ją z głowy, usiadł w pozycji półleżącej, przyglądając się z uwagą swojej ręce, jak gdyby chciał się upewnić, że pod skórą nie osiadły żadne resztki energii magicznej, która mogłaby sprawić, że zacząłby świecić neonowymi barwami. Zmarszczył brwi na widok zaczerwienienia, jednak postanowił na nie nie narzekać. Dłuższa kąpiel w chłodnej wodzie i powinien się tego szybko pozbyć.

— Tak. Nie. — Na jego twarzy pojawiła się konsternacja, kiedy próbował zebrać myśli. — Herbaty. Potrzebuję herbaty.

Podniósł wzrok na blondyna, przekrzywiając nieco głowę w bok, gdy zauważył, jak wiele notatek lewituje wokół niego w powietrzu. Zerknął kątem oka na Brennę. Poczuł lekki ścisk w okolicy żołądka, jak gdyby miał złe przeczucie. Spróbował podnieść się z łóżka i zaczął się nieco nieudolnie ubierać, gdyż cały proces był znacznie utrudniony przez rękę, która popadła w lekki niedowład.

— I czego się dowiedziałeś?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
18.11.2022, 16:05  ✶  
Interesował się więc lykantropią... W normalnych okolicznościach pewnie by o to spytała, teraz jednak wolała nie zawracać nikomu za wiele głowy.
- Przepraszam - powiedziała do Castiela na informację o tym, że wydaje mu się, że przeprowadzi śledztwo, zanim skończy badanie. Przez moment miała wrażenie, że zinterpretował to tak, że sugerowała, że właściwie to był niepotrzebny, a jednak diagnoza zdecydowanie ułatwiałaby sprawę. - Ja pewnie jako dziecko wpadłam do jakiegoś kociołka energetycznego czy coś, wiesz. Nie umiem nie planować na parę kroków do przodu, ale solennie obiecuję nie wzywać nikogo na przesłuchania, dopóki nie skończysz.
Kiwnęła głową na informacje o eliksirach. Sama też się na nich nie znała, a raczej: wiedziała dokładnie tyle, ile przeciętny absolwent Hogwartu. Z takimi zdecydowanie nigdy nie miała do czynienia.
- Erik ma specyficzne poczucie humoru, oczywiście, że nie planuje tu umierać. Nie wolno mu, nie miałabym kogo dręczyć i musiałabym znaleźć sobie kolejną ofiarę - odparła lekko na słowa Flinta. Nie do końca się dziwiła, że zaczął się trochę irytować. Dwójka Longbottomów bywała czasem trochę przytłaczająca, gdy odpalali się na raz. Tak jak teraz, gdy Erik zaczął przewidywać swoją śmierć, a ona mu tłumaczyć, że nie wyjdzie za Elliota Malfoya. Ona i Castiel musieli dopilnować, by jej brat i jego siostra nigdy się nie spotkali, patrząc po tym, jakie miewali zapędy...
– Powiedziałam o Elliocie, właśnie dlatego, że wiem, że nigdy nie wybrałbyś jego – wyjaśniła Brenna z westchnieniem i teraz to ona poklepała brata po głowie. To znaczy, gdyby minął jakiś rok od Simone, może naprawdę podejrzewałaby Longbottoma o takie plany, jeśli zacząłby mówić o małżeństwach, ale na pewno nie teraz, kiedy jeszcze nie upłynął miesiąc od śmierci żony Malfoya. – Wydał mi się najbardziej nieprawdopodobnym kandydatem, jakiego mogłam wskazać. Poza Albusem Dumbledorem. Przynajmniej mam taką nadzieję – dodała jeszcze po chwili namysłu.
Milczała podczas całej procedury, bardzo nietypowo dla siebie. Chyba ani Erik, ani Castiel nie pamiętali, kiedy ostatni raz zachowała ciszę tak długo! Było to z jej strony ogromne poświęcenie: starała się nie gadać, żeby przypadkiem nie rozproszyć klątwołamacza, sama całkowicie skupiona na sprawdzaniu tej temperatury brata i informowaniu, ile ma stopni. Trochę obawiała się tylko, jak na to może wpłynąć klątwa wilkołactwa.
Cholera, chyba powinni zacząć notować, czy w pobliżu pełni temperatura Erika jest wyższa niż normalnie. Tak na przyszłość.
W każdym razie, w tej samej chwili, w której temperatura lekko skoczyła, poinformowała o tym klątwołamacza. Bardzo się starając nie martwić niepotrzebnie.
Kiwnęła tylko głową, kiedy Castiel powiedział, że musi to wszystko poskładać w całość. Miała ochotę zadać mu przynajmniej kilka pytań, ale wiedziała, że Flint nie jest aż... ekspresyjny niż ona, i teraz może potrzebować chwili spokoju. Powstrzymała się więc, mimo tego, że jego mina i napięcie w linii ramion wywoływało pewien niepokój. Wbrew pozorom jednak i Brenna, i Erik byli dość odporni na stres i niezwykłe wydarzenia. On był wilkołakiem, ona widomowidzem, oboje pracowali w BUM, nie wspominając już o tym, że - choć Flint nie miał o tym pojęcia - narażali swoje życie po prostu stojąc i oddychając. W teorii nie ogłaszali, że należą do Zakonu Feniksa, ale śmierciożercy na pewno przynajmniej się tego domyślali.
- Jak się czujesz? - spytała brata. - Zaraz wracam - dorzuciła, wypadając z pokoju. Wróciła jakieś dwie minuty później, albo się teleportując za drzwiami, albo pobijając wszelkie rekordy w pokonaniu odległości pomiędzy pokojem brata i kuchnią. W jednym ręku trzymała miskę, którą szybko podgrzała zaklęciem i podała mu, by mógł wymoczyć tę nieszczęsną rękę. W drugim – herbatę. Przyrządziła ją szybko i bez problemów, skoro Erika nie było w kuchni, obyło się bez atakujących ją naczyń kuchennych.
Nie przeszkadzała Flintowi, dopóki notował. Co jakiś czas zerkała tylko w jego kierunku. Gdy jednak skończył, zaczął gapić się w notatki i się nie poruszał, wstała w końcu z miejsca. Podeszła bliżej i trąciła go lekko w ramię.
- Cas? Bo nie jestem teraz pewna, czy martwić się o Erika, czy o ciebie. Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? - upewniła się. Oczywiście, najbardziej prawdopodobne było, że po prostu tak zdziwiły go wyniki, ale używał przecież sporo magii. Może to go zmęczyło albo sprawiło, że gorzej się poczuł? Ewentualnie zetknięcie z obojgiem Longbottomów na raz przyprawiło go o załamanie nerwowe?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Łamacz Klątw i Naukowiec
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Najbardziej cywilizowany z rodu Flintów. Mierzy 176 cm wzrostu, niebiesko-zielone oczy, pokazuje się zawsze gładko ogolony. Nie podnosi głosu, mówi spokojnie i ma problem z utrzymaniem kontaktu wzrokowego.

Castiel Flint
#20
18.11.2022, 20:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2022, 20:07 przez Castiel Flint.)  
Podejrzliwość Erika bardzo go mierziła ale grzecznie tego nie okazywał. Miał święte prawo przejrzeć wszystko i dziesięć razy wszak tu chodzi o jego ciało, o jego zdrowie i decyzję. To Brenna sprowadziła tutaj klątwołamacza jednak ostateczna decyzja należała do samego zainteresowanego. Temat ślubów i znajdowania narzeczonych wlatywał jednym uchem i wylatywał drugim. Nie potrafił się na tym skupić bowiem jego myśli oscylowały głównie przy planowanym badaniu. Czar nie należał do bardzo skomplikowanych - tu liczyła się precyzja, samokontrola, koncentracja, delikatność i przede wszystkim odpowiednio długie utrzymywanie czaru, aby nie dopuścić do rozproszenia się go w żywym organizmie. Likantropia Erika dosyć mocno mu to utrudniała jednak wiedział już mniej więcej jakiej barwy szuka. Gdyby przeprowadzał to na Brennie to zajęłoby mu to o połowę mniej czasu. Zerknął na dziewczynę kiedy postanowiła go przeprosić. Wyjątkowo nie miał teraz sił aby się uśmiechnąć, spoglądał na nią uważnie i pokiwał głową.
- W porządku, rozumiem. - odparł zbyt zwięźle jak na staż ich znajomości. Wiedział, że będą musieli o tym porozmawiać jak tylko emocje opadną i Castiel zdoła się rozluźnić i więcej mówić.
- Aby umrzeć po tym badaniu trzeba nieźle się nagimnastykować - na przykład skoczyć z okna. Nie widzę innej możliwości. - wzruszył ramionami trochę nieświadomy, że udało mu się trochę zażartować. Oczywiście irytacja pozostała bo rozmowy się przedłużały a działanie wymagało natychmiastowego odkrycia prawdy. Tu chodzi o zdrowie Erika i jego bliskich. Cały proces trwał dłużej niż planował jednak nie spodziewał się znaleźć takiej plątaniny... byle czego. Nie umiał tego nazwać bo to nazwy nawet swojej nie miało. Manewrował różdżką i niczym w jakimś transie podnosił książki, przewracał je, dopisywał coś, przepisywał, łączył, kopiował, dopisywał. W jego postawie widać było coś na kształt niedowierzania i frustracji. Nie usłyszał zapytania Erika, dopiero szturchnięcie Brenny sprawiło, że drgnął w miejscu i popatrzył na nią roztargniony.
- O mnie nigdy nie musisz się martwić ale dziękuję. - wydusił z siebie i podrapał się po karku kiedy wracał spojrzeniem do wiszących w powietrzu notatek. Wtłoczył do swych płuc zapas powietrza i odwrócił się do Erika. Przez chwilę patrzył na niego nieodgadnionym wzrokiem.
- Czy jest ktoś, kto bardzo, ale to bardzo cię nienawidzi ale nie na tyle, aby chcieć cię zabić? - zapytał wprost bo to nie był już moment na zasady, konwenanse. Zaczynało się w nim coś kotłować, jego aura z pewnością obierała barwę soczyście bordową.
- Nie wiem jakie masz podejście do swojej likantropii ale w tym momencie możesz być temu wdzięczny bo mocno przytłumiło rozwój tej pseudoklątwy, którą ktoś na ciebie rzucił. To siedzi w tobie minimum pół roku, nie mniej. - miał ochotę zasypać ich terminologią, zawodowym żargonem, wyjaśnić co i jak znalazł ale przypomniał sobie, że chcą konkretów. Wsunął ręce we włosy i zacisnął na nich palce.
- Ktoś chciał ci uprzykrzyć życie i rzucił w ciebie klątwą, ale tak bardzo nieudaną, że się spartaczyła na każdym możliwym aspekcie istnienia. Nic w tej klątwie nie jest takie jak zapewne, docelowo miało być. Nic. - Nigdy czegoś takiego nie widziałem ale to nie znaczy, że nie wiem jak to leczyć; to właśnie mówiły jego oczy. Przeszedł się po pomieszczeniu bo nie mógł ustać w miejscu. Gorliwie gestykulował i opowiadał to, co zdołał zebrać z badania.
- Jedno działanie tej klątwy wykluczane jest przez drugi efekt. Wszystko sobie przeczy i dlatego się zepsuło. Nie wiem jaki był tego cel ale na podstawie tego, co zostało z tego czaru wnioskuję, że dopadał cię solidny pech przy każdej czynności, której nie lubiłeś bądź nie umiałeś wykonać. Magia szalała bo cel był zbyt ogólnikowy, nie obejmował konkretnej płaszczyzny, nie był precyzyjnie zaznaczony. Fakt, że zaczęło się to od kuchni to kwestia twoich zdolności kulinarnych i opinii na ich temat. Uch, to jest tak chaotyczne jak tylko może to być. - zdenerwował się na to, bo nie dało się tego normalnie wyjaśnić. Machnął nieco agresywniej różdżką i zmazał notatki spisane w powietrzu, a pergaminy zaczęły się grzecznie układać w rządek, jeden na drugim. Powinien usiąść ale wiedział, że nogi go tam nie zaniosą. Uchylił okno w pomieszczeniu aby rześkie powietrze ostudziło trochę krew.
- Zanim zapytacie to tak, można to wyleczyć ale to będzie żmudny proces, który z pewnością obejmie kilka tygodni. Za chwilę ci to wypiszę. - potarł wnętrzem dłoni swoje czoło i zastanawiał się jak jeszcze ująć to w słowa. Starał się mówić najprościej jak potrafił a i tak wydawało mu się, że brzmi jak obłąkany.
- Magia wymaga subtelnej precyzji a to, co na ciebie rzucono jest tego pozbawione. Trudno stwierdzić jak mogłoby to ewoluować gdybyś nie wykrył tego teraz a powiedzmy za parę lat. - nie mógł podać im konkretów i miał nadzieję, że to zrozumieją.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (5014), Castiel Flint (5572), Erik Longbottom (5837)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa