• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [18.10.1972, wykopaliska] Wrzosy pachną jeszcze moim jesiennym przebudzeniem

[18.10.1972, wykopaliska] Wrzosy pachną jeszcze moim jesiennym przebudzeniem
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#11
27.04.2026, 23:50  ✶  

– Powinni narzekać na zły wybór, którym jest ubranie skarpetek do sandałów – mruknęła. Guinevere na szczęście już od dawna była dużą dziewczynką i sama potrafiła podjąć za siebie decyzję co do spraw wszelakich. Nie musiała potem wysłuchiwać, jak to bardzo jest sprowadzana na złą stronę i tak dalej. I gdyby to była inna sytuacja, inny dzień, który tak by jej nie przygniatał, to pewnie bardzo ostentacyjnie wywróciłaby oczami i to tak, żeby Cathal dokładnie wiedział, co ona myśli o tym „ojj jestem złym człowiekiem”. Nie było ludzi nieskazitelnych. Ginewra też nie było, nawet jeśli niektórzy ją idealizowali.

Pokiwała niespiesznie głową, bo tu się z nim zgadzała. To zawsze był jej wybór i to samo powtarzała matce: że są rzeczy, które interesują ją bardziej. Jak właśnie ta historia. Jak uzdrowicielstwo. Wymyśliła to sobie jako dziecko i nie zwątpiła ani przez moment, że to dla niej odpowiednia droga. Tak, wierzyła w przeznaczenie. Wierzyła też we wróżby, ale wróżby to nie były przepowiednie, wróżbitą mógł zostać każdy, o ile nauczył się patrzeć ponad. Wychowała się pod jednym dachem z jasnowidzką i doskonale wiedziała, jakie to było upierdliwe dla otoczenia i zawsze, gdy matka mówiła jej „odziedziczyłaś talent po mnie”, to Guinevere głośno wzdychała i mówiła, że jakoś nic nie widzi. Kaprysiła, jak to dziecko, ale widziała też jakim potrafiło to być obciążeniem dla samego jasnowidza… i cieszyła się, że nie nawiedzają ją żadne wizje. Wolność: rozumiała to pragnienie wolności, bo choć dla każdego była czymś odrobinę innym, to nigdy nie chciała naruszać niczyjej granicy tejże wolności. Tak jak nie chciała, by ktoś naruszał tę jej.

– Gdyby to tak działało, to nie nadeszłoby nadal – odparła i zerknęła w końcu na Cathala. – Bo nadal tego nie chcę. Lubię wróżbiarstwo i symbole, ale to jest coś zupełnie innego od jasnowidzenia. Wróżbiarstwo jest… Drogowskazem. Malutkim kamyczkiem na drodze, sytuacją, na którą możesz się przygotować, a która wystąpi w stosunkowo niedługim czasie, lubiącą się objawiać bardzo przewrotnie i obarczoną interpretacją wróżbity, który rozczytuje symbol, który przed nim staje, ale jasnowidzenie… Nawet jeśli czasami mętne, jest właściwie nie do uniknięcia, nawet jeśli czasami trzeba na rozwiązanie czekać latami – mówiła rzecz jasna o wieszczeniu, o przepowiedniach, proroctwach. Nie o tym, że niektórzy Widzący potrafili spojrzeć na drugiego człowieka i powiedzieć dokładnie co ci zrobią w ciągu następnych kilku godzin.

– Nie, zdecydowanie nie gratuluj, ani nie współczuj – gratulacji nie chciała, bo z jakiej okazji? Zaś współczucie… Nie chciała współczucia. To wszystko to było coś, z czym musiała się oswoić, a dzisiaj emocje były w niej żywe, może zbyt negatywne jak na to, jak funkcjonowała na co dzień, ale nie można było być każdego dnia słońcem, które uśmiecha się do innych. Czasami przychodziły chmury. Zacisnęła mocniej palce na butelce i wzięła kolejnego łyka, po czym podsunęła ją Calowi, nic nie mówiąc na temat tego, że właśnie ominął jedną kolejkę.

Rozmowa z jasnowidzem, ha, a to dobre. Ciekawe z jakim? Znała tu jednego, ale nie uważała, by rozmowa z nim była dobrym pomysłem. Wręcz uważała to za pomysł fatalny.

– Z jakim jasnowidzem? – zapytała za to i może to przemawiała przez nią Ognista, ale dało się usłyszeć z jej tonu jakieś nuty irytacji. Choć po prawdzie to nie Cathala.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#12
28.04.2026, 13:01  ✶  
Cathal mówił to raczej w żartach niż na serio, pijąc głównie do… picia właśnie. Tak naprawdę były rzeczy, których nigdy Guinevere nie pokazał, pokazać nie chciał i nie odczuwał z tego powodu wyrzutów sumienia nawet – co samo w sobie świadczyło chyba o tym, że nie był najlepsza osobą na świecie. Gdzieś pośród piasków pustyni spoczywało ciało kogoś, kto polował na Jamila, na co ten trochę zasłużył, i kogo Cal pozbył się bez wielkiego wahania. Ulysses, Leta i Cathal, po kolei nawiedzeni przez mordercę w snach, siedli pewnego wiosennego dnia i bardzo pragmatycznie zaplanowali dokonanie morderstwa, i gdyby padło akurat na Shafiqa, by dokończył dzieła, zapewne by to zrobił. Wiedział, że jego przyjaciel nosi znak, którego nie otrzymywałeś, jeśli nie zabijałeś niewinnych: i odwracał wzrok, w pełni świadom, że to oznacza więcej śmierci takich osób. W jego głowie czasem rozlegał się głos, przypominający syczenie, wiedzący na pokuszenie, zachęcający do złego, stawiający żądania.
Gdyby tylko chciał, mógłby podnieść różdżkę i rzucić cruciatusa. Nie zrobiłby tego dobry człowiek.
Nie był dobrym człowiekiem.
Ale potrafił być czasem niezłym przyjacielem, dlatego siedział tu z nią na wrzosowisku i gdy przekazała mu butelkę, upił jeszcze łyk palącej whisky.
– Sama wspomniałaś, że pewne rzeczy wolałaś zrzucać na karb przypadku – zauważył. Jak choćby tamte sny o jeziorze, które namalowała. Być może to trzecie oko budziło się od dawna, po prostu nie w gwałtowny sposób, a że ona nie była na tę możliwość otwarta, nie dostrzegała oznak… lub dostrzegać ich nie miała ochoty. – Czy wizje prorocze nie są zwykle na tyle niejasne, że trudno je zinterpretować?
Nie wszystkie, oczywiście. Choćby ich Cassandra Blackwood, z pewnością dostrzegła coś, co dość jednoznacznie zinterpretowała jako zniszczenie wioski, ale Shafiqowi zdawało się, że to rzadkie.
– Możesz coś z tym zrobić – powiedział upijając jeszcze łyk, a potem podsuwając jej znów butelkę. – Cassandra zdążyła dzięki tym wizjom kogoś odesłać.
Może miał w sobie za mało współczucia. Ale sama mówiła, że tego od niego nie chce. Shafiq zresztą wiedział, że czasem masz mały wpływ na to, co przyniesie ze sobą krew przodków: on na pewno nie chciał, aby w jego głowie tkwił stary, morderczy wariat, a niewiele miał do gadania pod tym względem.
– Gdybym znał jakiegoś zaufanego, podałbym jego nazwisko. Może warto poszukać wśród Trelawneyów.
Być może ktoś z nich mógł to potwierdzić czy ją pokierować.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#13
28.04.2026, 22:30  ✶  

Ludzka moralność to była bardzo zabawna sprawa, tak jak wyobrażenia o innych. Prawidła tego świata mówiły: nie kradnij i nie kłam. A tymczasem najlepszym przyjacielem Nefret był oszust, który ciągle pakował się w kłopoty, a te kłopoty ciągnęły się za nim jak welon za młodą panną. Tam gdzie świat mówił, by groby zostawić umarłym, Ginny przecież nie słuchała i nie chodziło o pracę archeologa, a o te włamania do grobowców, należących do prywatnych osób. W Anglii nekromancja była zakazana, a Ginewra nie widziała w tym absolutnie nic złego, skoro obcowała z tym na co dzień w szkole i nawet nauczyła się podstaw. Prawo… Prawo nakazywało tutaj zarejestrować się jako animag, co zresztą uczyniła, ale nie w pełni, bo nawet nie zajęknęła się o ptasiej formie. Można tak było wymieniać i wymieniać, co zaś tyczyło się pozbawienia kogoś życia – w swej niemalże niezmierzonej tolerancji dla ludzi uważała, że nie można było na to patrzyć zerojedynkowo, bo o ile ktoś nie był świrem, który morduje i torturuje dla własnej przyjemności i nie może bez tego żyć… to zwykle było jakieś wyjaśnienie. Nie zawsze, owszem, ale choć zapewne sama by się nie zdecydowała zrobić komuś aż takiej krzywdy (choć… nigdy tak po prawdzie nie była postawiona pod ścianą, kto wie, co tak naprawdę w niej drzemało), to było w niej sporo wyrozumiałości. Zwłaszcza, jeśli chodziło o bezpieczeństwo bliskich osób. Albo swoje. Albo szeroko pojęta lojalność. Prawdą było za to, że im mniej wiesz, tym lepiej śpisz, a ona ostatnio sypiała raczej kiepsko, nawet po tym, jak przestała wracać na noc do Ostoi dla zwierząt.

– Jakbym miała co rano zerkać w kształty po fusach z kawy, to nie miałabym żadnej przyjemności z życia. Czy zaskoczenia nie są tą najmilszą jego częścią? – a kawę pijała przecież codziennie, dokładnie w ten sposób zaczynała każdy poranek. I gdyby miała zgadywać, to dzisiaj zobaczyłaby w niej ponuraka. To nie do końca były przypadki. Pewne rzeczy były już zapisane, a od nas zależało tylko, jaką drogę obierzemy, by dotrzeć do danego rozwidlenia dróg – w to przynajmniej wierzyła Guinevere, ale to nie znaczyło, że trzeba było już poznać cały jej przebieg ciągłymi wróżbami, zaglądaniem w chmury, karty, kulę czy fusy. Lubiła tę niewiedzę, zwłaszcza, jeśli chodziło o nią samą. Choć… nie dało się ukryć, że prorocze wizje bywały czasami przydatne, by czemuś zabiec. Jak wielki pożar – ten się wydarzy, ale ludzie nie muszą w nim spłonąć. – Z tego co zrozumiałam, to różnie. Niektóre są bardzo dokładne, a niektóre jakby były tylko strzępkiem, jakimś rozbłyskiem, który do niczego nie pasuje – mruknęła. Wiedziała to, rzecz jasna, od matki, którą zasypywała pytaniami, gdy była młodsza. – Niektórzy poświęcają część swojego życia na interpretacje tych strzępów. A niekiedy to nie są strzępy, ale i tak nie wiadomo o co chodzi, póki moment z proroctwa nadchodzi i wtedy wszystko staje się jasne – lekko nawet wzruszyła ramionami. – Wiem, po prostu… – zaczęła, gdy odebrała od niego butelkę i zapatrzyła się na nią przez moment. – Odkąd Cassandra pokazała mi swoje… powiedzmy, że wspomnienie, to moje sny stały się… Bardziej dziwaczne – dlatego wróciła do malowania, to był główny powód, dla którego czasami można ją było gdzieś spotkać ze szkicownikiem, pochłoniętą przelewaniem obrazów na papier, a ostatnimi czasy nawet częściej. W Egipcie w ogóle jej się to nie zdarzało. – Chodzi mi o to, że zrobiły się jeszcze bardziej niezrozumiałe, niż normalnie. Ze snów też można wróżyć, tak jak ze szklanej kuli... ale to się nasiliło i jest zwyczajnie męczące – a co przez to rozumiała: nie wysypiała się tak do końca, jej mózg nie odpoczywał i potem rozmyślała o tym w dzień, choć wcale nie chciała.

Chyba mieli odpowiedź, dlaczego to na nią, i na nikogo innego, zareagowały zwoje Cassandry. Przez moment mieliła w głowie jego słowa – o tym, że nie miał żadnego zaufanego jasnowidza (zero zdziwienia, znając jego podejście do wróżb i proroctw, przecież dlatego była tutaj ona, ale wolała zajmować się tematem teoretycznie, a nie bardzo praktycznie).

– Aach, pieprzyć to – powiedziała w końcu po arabsku, gdy wspomniał jej o Trelawneyach. To była jakaś rodzina Jamila, ale on nie był z nimi blisko, a Gin niezbyt się widziało w tym momencie łazić po obcych ludziach i opowiadać o tych wszystkich dziwnych sytuacjach, w których miała przeczucie, a potem działo się coś. „Aż tak się boicie, że coś wybuchnie, że mnie też odciągacie od pracy?” – Pieprzyć jasnowidzów – dodała i upiła kolejnego łyka. W tym tempie, to zaraz zacznie jej się kręcić w głowie, a jutrzejszy poranek przywita ją z kacem – ale może było to warte tego, by choć na chwilę uciszyć dziwne myśli i mieć wytłumaczenie, czemu świat pachnie jakoś inaczej niż wcześniej.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#14
30.04.2026, 10:03  ✶  
Cathal miał prawo… nie, może nie za nic. Prawo było zbiorem zasad, trzymającym społeczeństwo w kupie. Ale traktował je luźno. I uważał, że tworzy się je jak zagrodę, która ma zatrzymać owce, gdy wilk przeskoczy górą, a wąż prześlizgnie się pod spodem. Nie dbał o prawa i regulaminy, i nigdy nie odczuwał z tego powodu wyrzutów sumienia. Ale w swojej historii miał i naruszenia tych zasad uniwersalnych, które wyznaczały, w którym momencie zaczyna sypać się dusza.
Zdarzało mu się coś ukraść.
Zdarzało mu się kogoś skrzywdzić. Może nie bez powodu, ale dla własnych korzyści.
Zdarzyło się odebrać życie.
I w jakimś sensie wiedział, że jest współwinny każdej śmierci niewinnych zadanej z ręki Ulyssesa: a jednocześnie nie dręczyło go to w ciemne noce, i jeśli ta myśl do niego czasem wracała, to w pełnej goryczy postaci…
…zaprawdę jesteś synem swojego ojca, tego nie z krwi, a z wychowania, Cathalu Shafiq.
Jego dusza zaczęła pękać już dawno, dawno temu.
– Czy teraz powinienem wczuć się w nauczycielkę wróżbiarstwa z Hogwartu i powiedzieć, że to co zobaczysz w filiżance fusów to tylko wskazówka na dany dzień? – spytał. Gdyby wczuł się w siebie, pewnie skomentowałby, że to dopiero sztuka, jakby fusy mogły odebrać komuś zaskoczenia i pokazać cały plan dnia, ale wyjątkowo powściągał własny sceptycyzmy. Nie była może załamana śmiercią pradziadka, na pewno jednak dotknięcia i wyraźnie wstrząsnęła nią myśl, że jednak nie tylko posiada Trzecie Oko, ale że to się otworzyło. To nie był moment na pokazywanie wszystkich zasobów cynizmu, jakie w sobie nosił. – Być może więc to jest powód twojego przebudzenia tak późno. Może twoje jasnowidzenie miało pozostać uśpione, ale magia Cassandry i jej wizje… coś poruszyły – powiedział w końcu. Blackwood pozostawiła swoje proroctwa w jakiś sposób zapieczętowane, być może by otworzyły się dla konkretnej osoby. Podejrzewał dotąd, że McGonagallowie mogli być z nią w daleki sposób spokrewnieni, ale być może chodziło o to, że sięgnąć ku nim mogły jedynie osoby obdarzone jasnowidzeniem.
– Tylko ładne jasnowidzki, jeśli chodzi o mnie. Tobie mogę zostawić ładnych jasnowidzów – skwitował, również odpowiadając po arabsku, bez protestów porzucając temat konsultacji z jakimiś jasnowidzami. Nie wspominał i o tym, że mogą poszukać czegoś w księgach u Parkinsów albo nawet pogrzebać w tym, co zgromadzili Shafiqowie. Chyba nie była to pora na szukanie dla niej racjonalnych wyjść. Po pierwsze, nie była na to gotowa. Po drugie… jasnowidzenie, po prawdzie, wymykało się wszelkiej racjonalności.
Może tu i teraz potrzebowała właśnie tego palącego alkoholu, nie myślenia choć przez moment i snu bez snów, jakie przyniesie whisky.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#15
01.05.2026, 00:15  ✶  

Z zasadami to było ogólnie tak, że były po to, by je łamać – tak by powiedziała Guinevere w zwyczajny dzień i jeszcze uśmiechnęłaby się do tego szelmowsko i och jakże (nie)winnie. Dzisiaj jednak niespecjalnie była w nastroju do swoich zwyczajowych zaczepek, podszczypywania, czy nawet tego lekkiego podrywania, jakiego się dopuszczała w kierunku Cala.

Zaś zarysowania duszy… Niszczała bezpowrotnie, ale tak długo, jak miało się tego świadomość, jakieś zahamowania i emocje – tak… nie była to droga w jedną stronę bez możliwości zatrzymania się, a Shafiq zdawał się być świadomy. To jak z osobami chorymi psychicznie: wariat w większości nie zdawał sobie sprawy z tego, że mu odbiło. A Ginewra daleka była od osądów i potępienia innych, może za wyjątkiem Voldemorta.

– Nie wiem, a nauczycielka z Hogwartu tak was uczyła? – Ginny zapatrzyła się przed siebie, na te wrzosy ciągnące się hen daleko, patrząc na wszystko i na nic jednocześnie. – Że można zerknąć do filiżanki tylko raz dziennie? – nikt zresztą nie mówił, że wróżba z rana spełni się dokładnie tego dnia. Los lubił być przewrotny i uderzać, gdy najmniej się tego spodziewało, gdy opuściło się gardę. Wiedziała, jakimi pokładami cynizmu Cathal dysponuje i gdyby jej to przeszkadzało, to nie spędzałaby z nim czasu, gdyby absolutnie nie musiała. Jego charakter i podejście do życia kompletnie jej nie wadziło, ba, wręcz je lubiła, wielokrotnie podkreślając, że jego gburowatość jej odpowiada. Zresztą doskonale znała jego zdanie co do wróżbiarstwa. Jego i nie tylko jego – było tu sporo osób, które były sceptyczne, ale McGonagall nie czuła, że ma jakąś misję, by przekonać niedowiarków do swoich racji, absolutnie nie. Uważała, że prędzej czy później, ten kto ma zrozumieć, zrozumie. A jak nie… Niektórym oczy otworzą się dopiero, gdy jej się zamkną. Wszystkie trzy. I to też było w porządku. – Może – nie negowała tego, wręcz było to całkiem prawdopodobne. Że zwoje zareagowały, bo natrafiły na kogoś z uśpionym trzecim okiem i podrażniły je, a to zaczęło pomału się otwierać i odbierać bodźce, których Ginny wcześniej nie miała prawa dostrzec. Oko Horusa… Symbol uzdrawiania, Słońce, Księżyc, przyszłość, przeszłość i teraźniejszość. Symbol ten zawsze był w jakiś sposób dla Ginewry ważny, jej pierwszą formą był zresztą sokół, Horus. Być może to zawsze było jej przeznaczenie, tak jak twierdziła jej matka. Być może to był odpowiedni czas. A może żaden czas nie był dobry, a to po prostu się działo… To wszystko nie wykluczało nadal dalekiego spokrewnienia z Blackwoodami, na tym etapie być może nawet bardziej prawdopodobnego niż wcześniej, skoro wiedzieli, że ktoś jednak uniknął zagłady i opuścił wioskę, ale Guinevere i tak nie myślała o tej ewentualności. – Nic tu się chyba nie da wykluczyć – dodała i westchnęła.

– Nie chcę żadnych jasnowidzów – odparła, gdy już dotarło do niej w jaki sposób jej słowa zinterpretował Cathal, choć domyślała się, że odpowiedział w ten sposób dla żartu, a nie na serio. Jednak jej odpowiedź leżała bardzo blisko prawdy – w takim układzie byłoby o jednego jasnowidza za dużo. I właśnie: gdyby to był inny dzień, pewnie nieco inaczej by się zachowała, niechybnie pociągnęłaby zaczepkę mówiąc coś w stylu, że jedna ładna jasnowidzka siedzi obok, ale teraz ograniczyła się tylko do cichego parsknięcia. Tak, zdołało ją to odrobinę rozbawić. A może to była ta Ognista… Przekazała zresztą butelkę Calowi, już i tak wystarczająco długo wstrzymywała kolejkę.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#16
02.05.2026, 08:39  ✶  
– Nie pamiętam – skłamał Cathal w sposób bezczelny i oczywisty, bo gdzieś tam w jego głowie kryło się każde słowo wypowiedziane przez nauczycielkę wróżbiarstwa, na której lekcje chodził chyba głównie po to, żeby ją wkurwiać. Niezbyt długo oczywiście, bo był to jedyny przedmiot, z którego na SUMAch uzyskał naprawdę kiepskie wyniki: nie chciał zwyczajnie zaśmiecać sobie umysłu czytając o znaczeniach symboli, a to co zobaczył w szklanej kuli zmyślał. Nie przejmował się zbytnio, świadom, że jego noty z innych przedmiotów – jak historia magii, starożytne runy czy OPCM – będą wysokie. – Na pewno plotła coś o tym, że to co widzimy w filiżance to tylko wskazówki, ale prawdopodobnie nie bardzo ją słuchałem.
I to akurat była prawda. Znudzony pozwalał sobie odpływać myślami, a raz czy dwa razy nawet zasnął w ostatniej ławce.
Oczywiście, że o tym pieprzeniu tylko sobie żartował. Ale i jasne było, że nie miała ochoty na żarty, przyjął więc tylko butelkę, spoglądając ku słońcu, powoli zniżającemu się ku horyzontowi, płonącemu fioletem wrzosów.
– Jeden już zawsze będzie z tobą – odparł, tym razem już poważnie, zanim wypił kolejny łyk i spojrzał na zawartość butelki: nie była jeszcze pusta, ale dość szybko opróżnili ponad połowę. A on nie spił się, ale na pewno czuł, że pił, że mocny trunek zaczyna krążyć w żyłach. – Od ciebie zależy już tylko, co dalej z tym zrobisz. Prawdziwe proroctwa przychodzą rzadko.
Jeżeli nie będzie chciała tego eksplorować, jej życie nie musiało drastycznie się zmienić, choć w tej chwili… w tej chwili Shafiq rozumiał, że mogła być tym wstrząśnięta. Zwłaszcza że, jakby nie było, pierwsza wizja w pełni świadoma, jeżeli nie liczyć tych dotyczących Cassandry, jaka ją nawiedziła, dotyczyła śmierci bliskiego krewnego.
– Chcesz wracać do obozu? Zostać tutaj? Iść gdzieś indziej? – spytał, odstawiając butelkę obok kamienia, skąd jeśli miała ochotę, mogła jeszcze po nią sięgnąć.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#17
02.05.2026, 13:18  ✶  

No dobrze, miał teraz pełnie jej uwagi, bo na „nie pamiętam” aż przeniosła na niego spojrzenie, które mówiło „ach tak? A to dobre”.

– Której części nie pamiętasz? Może powinnam ci przypomnieć jak powinna wyglądać teoria? – nie zamierzała tego robić, nie tak na serio, po prostu jakimś cudem Calowi udało się, spomiędzy jej naprawdę beznadziejnego nastroju, wydobyć te iskry, które były tam na co dzień. – Tak, bo wróżbiarstwo tak w ogólności to wskazówki, ale jeśli znaki rozczytuje faktycznie wróżbita, który jest wrażliwy na… znaki formowane przez magię, czy jak to niektórzy lubią nazywać, absolut, to te wróżby potrafią być naprawdę niezwykle trafne. Dlatego często wróżbici są myleni z jasnowidzami – mruknęła i zasępiła się na moment. – Ale to co innego. W Hogwarcie wróżbiarstwo jest obowiązkowo nauczane? – pytała o to, bo z własnego, wcale niemałego, doświadczenia – nie każdy nadawał się na wróżbitę. Owszem, w teorii mógł się tego nauczyć zwykły czarodziej, a na pewno teorii, ale żeby faktycznie dostrzegać symbole, potrzeba było czegoś więcej. Wcale nie trzeciego oka. Ale lata przepalane na gapienie się w kryształową kulę mogły być czasem zupełnie straconym, jeśli nie ćwiczyło się właśnie tej wrażliwości na znaki, analizy, spostrzegawczości.

– Wiem – wiedziała, ale wiedza, świadomość tego, wcale nie sprawiało, że to było prostsze. Było… jak coś, co siłą wdziera się do życia, nagle, i zostaje z tobą już do końca, chociaż wcale tego nie chcesz. Jak nieuleczalna choroba, z którą wcale nie nauczyłeś się żyć od dziecka, tylko po prostu jednego dnia dostajesz diagnozę i… i musisz się nauczyć wokół tego tańczyć. Dzisiaj to był po prostu… było to nagromadzenie wielu negatywnych emocji, które ją dobijały i nie patrzyła na to racjonalnie, a przez pryzmat smutku, który ciągle krążył po jej głowie, kilka razy musiała przetrzeć kąciki oczu, ale na szczęście się nie rozbeczała. – Wszystko mi jedno – mruknęła, nawet nie do końca świadoma, ze ciągle mówili po arabsku. Rzadko miała okazję używać swojego ojczystego języka, bo zwykle rozmawiała z ludźmi po angielsku, do tego była całkowicie przyzwyczajona i zresztą nie sprawiało jej to trudności, ale chyba w taki dzień jak dzisiaj szukała pocieszenia w rzeczach, które były w jakiś sposób kojące. Jak wspomnienie rodzinnego kraju. – A może… Hmm… Chcesz iść zobaczyć ten filar na wrzosowisku? Tak to wyglądało w tym wspomnieniu – oglądali go na wiosnę, ale wtedy w ogóle pora się nie zgadzała.

Póki siedziała, to było w porządku, alkohol aż tak mocno nie oddziaływał, chociaż nie wiedziała, jak to będzie, jak wstaną.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#18
04.05.2026, 21:46  ✶  
– A nie możemy wybrać czegoś przyjemniejszego? Na przykład madejowego łoża? – zasugerował, prawdopodobnie znów nie do końca poważnie, bo jednak rozciąganie i zrywanie stawów, niekoniecznie było przyjemniejsze niż słuchanie o wróżbiarstwie. Wyolbrzymiał: może ot w swojej zwykłej przekorności, a może dlatego, że kobieta podchwyciła temat i przez moment zdawała się mniej ponura. Oszczędził sobie też w związku z jej dzisiejszym nastrojem uwagi, że te symbole, karty, cała reszta, zwykle były trafne, bo… człowiek widział w nich po prostu to, co chciał zobaczyć. – Nie, ale w Hogwarcie trzeba w pewnym momencie wybrać kilka przedmiotów dodatkowych. Gdy się tam przeniosłem, wybrałem starożytne runy, ale wśród pozostałych opcji były opieka nad magicznymi stworzeniami, wróżbiarstwo, numerologia i mugoloznastwo.
I żałował trochę, że nie wybrał tego ostatniego: okazywało się istotne w pracy archeologa i podróżach. Ale wtedy zaśmiecanie sobie głowy informacjami o mugolach wydawało mu się kiepskim pomysłem i czymś zupełnie niepotrzebnym, matka dostałaby zapewne apopleksji, a głos Slytherina był w Hogwarcie głośniejszy niż kiedykolwiek wcześniej czy kiedykolwiek później. Jakby znajome zakątki go budziły. Koledzy oczywiście też by go wyśmiewali, ale prawda była taka że Cathala Shafiqa nawet jako nastolatka zupełnie to nie obchodziło: miał tak bardzo wyrąbane na nieinteresujące go sprawy i na popularność, że by to ignorował, a gdyby ktoś go wkurzył, posłałby pewnie w niego jakiś niemiły czar.
– Jeśli wszystko ci jedno, zawsze możemy rzucić monetą – stwierdził, choć to oczywiście ograniczyłoby sprawę do dwóch opcji.
Skupił na niej spojrzenie bladych oczu, nagle uważniejsze niż wcześniej, gdy wspomniała o filarach. Myślał o tym, że ledwo co twierdziła, że nie chce żadnych jasnowidzów: i zdawało się, że przebudzony dar proroctw napawa ją jakimś lękiem, a jeśli nie lękiem, to najmniej niepewnością. A teraz chciała iść do miejsca ze swoich wizji, ze snów, miejsca, o którym proroctwa snuła Cassandra.
Nie wytknął tego jednak.
Ludzie nie zawsze byli racjonalni. On nie zawsze był racjonalny.
– Jeżeli chcesz. To nie jest daleko stąd – powiedział, gotów wstać z kamienia.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, skórę koloru kawy z mlekiem i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie pochodzi z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#19
05.05.2026, 09:20  ✶  

– Nie wiedziałam, że masz takie upodobania – odparła po dość krótkiej przerwie, w trakcie której przypatrywała się Calowi. – Mogłeś powiedzieć wcześniej, to bym cię do czegoś przykuła, a potem by się zobaczyło co dalej – mówiła to takim tonem, który wcale nie zwiastował tego, że żartuje, ale była ogólnie w takim nastroju, wygladała na skołowaną i wcześniej chyba nawet płakała, że równie dobrze mogła po prostu nie mieć siły na swój zwyczajowy zaczepno-żartujący wyraz twarzy czy głosu. – Co jest tutaj tą torturą? Moje gadanie? Wizja wykładu? – wymieniała i usta jej zadrżały. Raczej nie chodziło o jej paplanie bo zwykle potrafiła dużo gadać i jakby mu to przeszkadzało, to by z nią nie spędzał czasu również prywatnie.

– I ze wszystkich dostępnych opcji wybrałeś akurat wróżbiarstwo? – Guinevere była wyraźnie zdumiona, zwłaszcza, że wiedziała jakie miał na ten temat zdanie, jak wielkim był sceptykiem. Sama widziała tutaj przynajmniej dwie lepsze opcje dla niego niż to cholerne wróżbiarstwo, do którego ewidentnie się zraził w szkole i Ginny mogła tu winić tylko jego nauczycielkę.

Nie była pewna niczego. Było jej obojętne, czy będą tu siedzieć do nocy i pić, czy będą gadać, czy będą milczeć, czy wrócą do obozu. Ten filar nie był żadną racjonalną decyzją, bo takich tutaj dzisiaj nie było. Była to krótka myśl, na którą nie miała wiele wpływu – ten obraz przypominał jej się raz na jakiś czas, obraz, którego nigdy nie widziała na własne oczy i chyba chciała go po prostu utrwalić po swojemu. Nie myślała dzisiaj o tym jakoś bardzo długo, właściwie w ogóle o tym nie myślała, tak jak o tym, żeby pójść na wrzosowisko (i zapomnieć wszystko), nogi po prostu ją tutaj zaprowadziły i kto wie, może gdyby Cal jej nie dogonił i nie zaproponował Ognistej, to prędzej czy później stanęłaby przed tym cholernym filarem. Sama. I nawet nie to, że chodziło tutaj o jakieś wielkie jasnowidzenie czy coś w ten deseń, z którego nie była zadowolona, bo przecież wiedziała jak to wygląda, żyła przecież z matką, która jest jasnowidzem i wiedziała doskonale jakie to jest upierdliwe dla ludzi – przewidywanie tego, co będą chcieli zrobić i tak dalej. Nic tak nie irytowało jak to, że matka znała jej plany, chociaż nigdy nawet nie powiedziała ich na głos i Gin nie chciała być tym obciążeniem dla innych, nie chciała być wścibska i nie chciała, żeby ludzie zaczęli jej z tego powodu unikać. Tego filaru o tej porze roku i dnia była po prostu ciekawa. Zawodowo. Przecież sama miała w sobie coś z pracoholika, któremu czasami ucieka czas na dobrej zabawie pracy. Tyle tylko, że nie trzeba jej było od tego odciągać hipogryfami.

– Z niektórymi rzeczami trzeba się zmierzyć – mruknęła, ale wcale się nie ruszyła. A przynajmniej nie od razu, bo ostatecznie westchnęła ciężko i spróbowała się podnieść i wtedy zakręciło jej się w głowie.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#20
06.05.2026, 09:33  ✶  
– Nie mam, ale jakbym miał wybierać między łożem madejowym, a powrotem do lekcji wróżbiarstwa, musiałbym bardzo poważnie zastanowić się nad tym pierwszym – stwierdził Shafiq, choć pewnie mimo tego, że na jego twarzy nie gościł uśmiech, mówiąc to raczej nie do końca na serio. Trudno było powiedzieć, czy za jego stosunek wobec wróżbiarstwa faktycznie odpowiadała marna nauczycielka. Mógł to być i fakt, że Cathal był do bólu wręcz przyziemny, zanurzony w rzeczywistości. Że był jak niewierny Tomasz, który musiał ujrzeć, dotknąć, usłyszeć, by uwierzyć. Szukał faktów, dowodów, nie lubił przyjmował niczego na wiarę.
– Byłem w Slytherinie. Mugoloznastwo nie należało do przedmiotów, które w tym Domu chętnie się wybiera i nawet o tym nie pomyślałem. Nigdy nie przepadałem za mugolami i nie przyszło mi do głowy, że na wykopaliskach wiedza o nich może się czasem przydać. Nie miałem też ochotę opiekować się gumochłonami, a w Hogwarcie raczej nie uczyli opieki nad groźnymi wężami. Jeśli chodzi o numerologię… za wiele książek do przeczytania – wyjaśnił krótko. Nie żeby zapamiętanie tych książek było dla niego problemem, wręcz przeciwnie. Ale musiał czytać tak wiele ksiąg na inne przedmioty, i każde słowo opadało gdzieś w jego pamięć jak kamień, by pozostać tam na zawsze, że już mając kilkanaście lat zaczął dążyć do tego, by przyswajać tylko faktycznie przydatną wiedzę albo tę, która go interesuje. – Z perspektywy czasu powinienem zdecydować się na mugoloznastwo albo numerologię, ale czternastoletniemu mnie wróżbiarstwo zdawało się czymś, co będzie najłatwiej ignorować.
I takie było. Cóż, Shafiq był nastolatkiem specyficznym, ale wciąż nastolatkiem: nastolatki niekoniecznie podejmowały najlepsze decyzje i niestety bywało, że później za niektóre płacili jako dorośli. Mugoloznastwo albo numerologia na pewno pomogłyby mu dużo bardziej niż to, że w głowie obijało się znaczenie kilku wróżbiarskich symboli, pochwycone podczas wykładów nauczycielki, w tych chwilach, gdy nie dał rady jej ignorować.
– W porządku – odparł krótko, też wstając z kamienia. On się nie zachwiał: może dlatego, że był zwyczajnie potężniej zbudowany, więc choć wypili podobną ilość alkoholu, podziałała na niego trochę mniej. Bez słowa wyciągnął rękę, podpierając ją po prostu, jeśli tego potrzebowała, a potem puścił i ruszył przez wrzosy w stronę filarów. Fioletowe kwiaty sypały się spod ich nóg, kiedy przemieszczali się przez wrzosowe pola.
Może była ta gra świateł, iluzja stworzona przez trunek i zachodzące słońce, ale kiedy w oddali dostrzegli filar, Ginny zdawało się, że widzi kogoś przy nim. Nie rozpoznawała sylwetki, ta jednak zdawała się znajoma: może widywała ten płaszcz w obozie? Zdało się jej, że filar błyszczy. Ledwo jednak mrugnęła, ta osoba znikła, a kamień był tylko kamieniem. Złudzenie, teleportacja na ich widok, świeżo przebudzony dar? Shafiq zdawał się niczego nie widzieć, ale on akurat wyciągał z kieszeni papierosy, mógł więc nie patrzeć w tamtą stronę.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (4932), Guinevere McGonagall (6666)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa