– Unieszkodliwia i przynosi w worku sprzedawcom, którym robi się awanturę i zrzuca na głowę kontrolę i mandaty – burknęła, nie zastanawiając się nad tym, że to brzmiało trochę jak karczemna awantura, którą Cressida urządziła przed rokiem (czy kiedy oni się tam rozstali) Chrisowi za to, że widziała go z jego ciotką. Nie wiedziała, czy uda im się je unieszkodliwić, na pewno tej klątwy nie złamią, być może powinna to zanieść później do pracy i złapać jakiegoś klątwołamacza, żeby się nad nią pochylił, i na pewno zamierzała dać cynk brygadzie, żeby sprawdzili sklep z antykami, bo skoro jeden taki przedmiot się trafił (czy raczej cały zestaw), to mogło ich być tam więcej.
Westchnęła, kiedy po jej zaklęciu, kolejne filiżanki przestały wyskakiwać z szafki, bo to oznaczało, że przynajmniej udało się przerwać zaklęcie zwielokratniające i że przynajmniej z tym (oby!) mieli teraz już spokój. Niechcący machnęła dłonią, próbując wymyślić, co z tym wszystkim teraz zrobić, i wtedy nagle małe ząbki zatopiły się w jej dłoni, na co Lestrange syknęła głośno i machnęła dłonią na odlew, próbując zrzucić z boku dłoni filiżankę.
Z zębami.
Ruch był na tyle gwałtowny, że filiżanka faktycznie odczepiła się z jej dłoni i przeleciała przez część salonu, lądując ostatecznie na ścianie, gdzie się rozbiła. Ale Victoria nie miała czasu tego oglądać, bo cała armia filiżanek właśnie w podskokach zmierzała w ich stronę i kątem oka dostrzegła, jak Chris wskoczył na fotel, nadal dzielnie trzymając w ręce jej kociaka, a w drugiej różdżkę, wycelowaną w porcelanowych przeciwników.
– Jedna mnie właśnie ugryzła – rzuciła, a gdy dotarło do niej, że nie ma się już dokąd cofnąć, to po prostu usiadła na stoliku i uniosła nogi, odwracając się przy tym, próbując je szybko podnieść na tyle, by nie musiała ich trzymać w powietrzu. I próbowała to zrobić w godnością jak na możliwości obecnej sytuacji i to, że miała na sobie dłuższą suknię. Przynajmniej na stoliku nie było już żadnej wściekłej filiżanki – tylko mokre plamy, które właśnie wsiąkały w materiał jej ubrania, ale to problem na później.
Chrisowi udało się zniszczyć kolejne filiżanki i Lestrange właśnie machała różdżką, próbując to samo uczynić z kolejnymi, które się zbliżały. Straciła już sama rachubę, ile ich tu w ogóle było, ale prawdę mówiąc, miała to gdzieś. Nie chciała już w ogóle mieć do czynienia z tym zestawem – jego miejsce było w worku, który zamierzała bezceremonialnie przynieść do sklepu z antykami i powiedzieć im, co o nich myśli.
// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Akcja nieudana
Poczuła w dłoni jakiś przeszywający ból i rozproszyła się, gdy próbowała spleść zaklęcie. Spojrzała na tę ugryzioną dłoń kątem oka, i co prawda nie robiła się zielona czy niebieska, to czuła pulsujący ból.
Chris miał rację, mała Luna zapiszczała i zafurczała, poruszając się w jego ramionach, bo jej koci instynkt najwyraźniej bił na alarm i ciekawska czarna kulka z chęcią pogoniłaby te wstrętne filiżanki. Zamiast tego mogła się jedynie ruszać w silniejszym uścisku.
Lestrange zacisnęła zęby i spróbowała jeszcze raz posłać w te cholerne filiżanki ciśnienie, by je rozsadzić na kawałki.
// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Słaby sukces...