• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka

[23.10.1972, Grasmere] Imbryk i filiżanka
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#11
29.08.2026, 00:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.08.2026, 00:45 przez Victoria Lestrange.)  

– Unieszkodliwia i przynosi w worku sprzedawcom, którym robi się awanturę i zrzuca na głowę kontrolę i mandaty – burknęła, nie zastanawiając się nad tym, że to brzmiało trochę jak karczemna awantura, którą Cressida urządziła przed rokiem (czy kiedy oni się tam rozstali) Chrisowi za to, że widziała go z jego ciotką. Nie wiedziała, czy uda im się je unieszkodliwić, na pewno tej klątwy nie złamią, być może powinna to zanieść później do pracy i złapać jakiegoś klątwołamacza, żeby się nad nią pochylił, i na pewno zamierzała dać cynk brygadzie, żeby sprawdzili sklep z antykami, bo skoro jeden taki przedmiot się trafił (czy raczej cały zestaw), to mogło ich być tam więcej.

Westchnęła, kiedy po jej zaklęciu, kolejne filiżanki przestały wyskakiwać z szafki, bo to oznaczało, że przynajmniej udało się przerwać zaklęcie zwielokratniające i że przynajmniej z tym (oby!) mieli teraz już spokój. Niechcący machnęła dłonią, próbując wymyślić, co z tym wszystkim teraz zrobić, i wtedy nagle małe ząbki zatopiły się w jej dłoni, na co Lestrange syknęła głośno i machnęła dłonią na odlew, próbując zrzucić z boku dłoni filiżankę.

Z zębami.

Ruch był na tyle gwałtowny, że filiżanka faktycznie odczepiła się z jej dłoni i przeleciała przez część salonu, lądując ostatecznie na ścianie, gdzie się rozbiła. Ale Victoria nie miała czasu tego oglądać, bo cała armia filiżanek właśnie w podskokach zmierzała w ich stronę i kątem oka dostrzegła, jak Chris wskoczył na fotel, nadal dzielnie trzymając w ręce jej kociaka, a w drugiej różdżkę, wycelowaną w porcelanowych przeciwników.

– Jedna mnie właśnie ugryzła – rzuciła, a gdy dotarło do niej, że nie ma się już dokąd cofnąć, to po prostu usiadła na stoliku i uniosła nogi, odwracając się przy tym, próbując je szybko podnieść na tyle, by nie musiała ich trzymać w powietrzu. I próbowała to zrobić w godnością jak na możliwości obecnej sytuacji i to, że miała na sobie dłuższą suknię. Przynajmniej na stoliku nie było już żadnej wściekłej filiżanki – tylko mokre plamy, które właśnie wsiąkały w materiał jej ubrania, ale to problem na później.

Chrisowi udało się zniszczyć kolejne filiżanki i Lestrange właśnie machała różdżką, próbując to samo uczynić z kolejnymi, które się zbliżały. Straciła już sama rachubę, ile ich tu w ogóle było, ale prawdę mówiąc, miała to gdzieś. Nie chciała już w ogóle mieć do czynienia z tym zestawem – jego miejsce było w worku, który zamierzała bezceremonialnie przynieść do sklepu z antykami i powiedzieć im, co o nich myśli.


// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 28
Akcja nieudana

Poczuła w dłoni jakiś przeszywający ból i rozproszyła się, gdy próbowała spleść zaklęcie. Spojrzała na tę ugryzioną dłoń kątem oka, i co prawda nie robiła się zielona czy niebieska, to czuła pulsujący ból.

Chris miał rację, mała Luna zapiszczała i zafurczała, poruszając się w jego ramionach, bo jej koci instynkt najwyraźniej bił na alarm i ciekawska czarna kulka z chęcią pogoniłaby te wstrętne filiżanki. Zamiast tego mogła się jedynie ruszać w silniejszym uścisku.

Lestrange zacisnęła zęby i spróbowała jeszcze raz posłać w te cholerne filiżanki ciśnienie, by je rozsadzić na kawałki.


// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 32
Słaby sukces...
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#12
01.09.2026, 08:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2026, 08:59 przez Christopher Rosier.)  
– Podoba mi się ten plan – ocenił Christopher, bo jeśli szło o niego, to zastawa stołowa powinna grzecznie stać na stole. Ewentualnie mogła lewitować na tacce ku niemu, żeby mógł sięgnąć po filiżankę nie ruszając się z miejsca. Ale na pewno nie powinna skakać, rozlewać wokół herbaty no i GRYŹĆ.
Czar Victorii rozsadził kolejną filiżankę. Rosier tymczasem, choć chwilowo przerwał oblężenie fotela, a imbryk wreszcie opadł metr od nich, już na tyle obtłuczony, że nie mógł skakać dalej, wciąż był w kłopotach. Kolejne naczynia bowiem się zbliżyły, a choć Luna była malutka, to okazało się, że utrzymanie kota, który bardzo nie chce być utrzymany, jest cholernie, cholernie trudne. Wywijała się mu, zafurczała w proteście, że nie chcą jej pozwolić iść pobawić się z tymi ruchomymi zabawkami, a on usiłując utrzymać ją jedną ręką nie zdołał ustać: bo w pewnym momencie się mu wywinęła, musiał pochylić się, by ją chwycić i oboje runęli, na całe szczęście wciąż na fotel.
Jęknął i zaklął, bo walnął o zagłówek dość boleśnie, a kota złapał tuż nad ziemią i poderwał w górę w ostatniej chwili, nim doskoczyła do niego filiżanka. Dopiero wtedy zdołał machnąć różdżką, wcześniej podczas tej walki niezdolny rzucać żadnych zaklęć. Usiłował tym razem użyć translokacji, bo rozsadzanie mogłoby być niebezpieczne: cisnąć tymi cholernymi filiżankami o podłogę kawałek dalej.

Rzut O 1d100 - 8
Akcja nieudana


Niestety, nic z tego nie wyszło, może dlatego, że próbował czarować przewieszony przez fotel, nie służący zdecydowanie do leżenia na nim, zwłaszcza jak masz tak słuszny wzrost, co Chris. I dalej miał starał się utrzymać kota, który szczęśliwie chyba przestraszył się trochę filiżanek kłapiących mu pod nosem. Rosier spróbował zmienić pozycję, przyciskając do siebie Lunę, a potem znów machnął różdzką, powtarzając manewr: próbował rzucić to samo zaklęcie, co moment temu.
Z szafki zaś...
Z szafki zaś odbiegł gruchot.
- Szlag, Victorio, czy w tym zestawie nie było cukiernicy? - spytał, spoglądając w stronę szafki, z której wcześniej wylały się filiżanki, przypominając sobie, że w zestawach herbacianych często znajdowały się także cukiernice i dzbanuszki na mleko...

Rzut O 1d100 - 63
Sukces!
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#13
01.09.2026, 23:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2026, 23:27 przez Victoria Lestrange.)  

Och, trzymanie w ramionach kotka, w dodatku takiego czteromiesięcznego, nadal delikatnego i który absolutnie nie znał czegoś takiego jak „krzywda”, bo nikt nigdy mu jej nie wyrządził i nie zaznał cierpienia (w przeciwieństwie do Kwiatuszka, który szybko stąd zwiał), nie miał więc jeszcze wyrobionego instynktu samozachowawczego, i był również ucieleśnieniem powiedzenia, że ciekawość zabiła kota… nie mogło to być więc na pewno łatwe i Christopherowi należały się za to dodatkowe punkty, że tak dzielnie bronił tej małej kitki, która nawet do niego nie należała. Dzięki temu, że Victoria miała teraz wolne ręce, mogła się teraz spróbować podeprzeć i stanąć na stoliku, co też zajęło jej chwilę, bo raz, że ta dłoń ją bolała, a dwa, że nie chciała wywinąć orła. W końcu jednak stanęła pewnie na nogach – działo się to mniej-więcej wtedy, gdy Luna niemalże wyślizgnęła się z rąk Christophera, który zaliczył upadek, chcąc ją złapać i uniemożliwić bezpośredni kontakt z agresywnymi filiżankami. I udało się to chyba w ostatniej chwili, bo jakaś wściekła filiżanka już prawie kłapnęła kocie wibrysy, teraz odsunięte na boki, gdy pierwszy raz spotkała się z agresją wobec siebie i tym, że zabawka nie chce się bawić tak, jak ona by sobie tego życzyła. Lestrange miała tylko nadzieję, że nic sobie nie zrobił przy tym upadku, bo odgłos jaki usłyszała, poprzedzający kolejne przekleństwa, sugerował, że przynajmniej bolało.

– Nic ci nie jest? – rzuciła, ale oczy wciąż miała skupione na tych cholernych filiżankach… i imbryku, który się chyba ostatecznie poddał.

Cokolwiek Christopher próbował zrobić, nie podziałało, a w tym czasie Victoria próbowała cisnąć w kolejne filiżanki ciśnieniem powietrza, by po pierwsze odsunąć je od nich jak najdalej, a po drugie porozbijać jak najwięcej z nich, żeby przestały na nich nacierać – bo przecież widziała, jakie to jest idiotyczne, że dwójka dorosłych czarodziejów nie może sobie poradzić z serwisem do herbaty i musieli uciec na meble, żeby tam ich te filiżanki z zębami nie dopadły.


// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 62
Sukces!

Na całe szczęście udało się to przeprowadzić na tych filiżankach, które próbowały się zbliżyć do stołu i częściowo do fotela – i oberwało się też imbrykowi.

– Cukie… – urwała i zapatrzyła się najpierw na Chrisa, a potem na tę przeklętą szafkę i przeklęta w sposób, w który nie powstydziłby się żaden szanujący się mieszkaniec Nokturna. – Była. Ze szczypcami – wycedziła po chwili. – I dzbanuszek – dodała, po czym zacisnęła szczęki, próbując stłumić złość. – Cholerny serwis – rzuciła jeszcze, a w tym czasie z szafki faktycznie wyskoczyła najpierw cukiernica wypełniona cukrem w kostkach i szczypczykami (które kłapały złowrogo), a zaraz za nią dzbanuszek z dziubkiem – na szczęście pusty.

I miała cholerną nadzieję, że to już będzie koniec tej tańczącej zastawy, która próbuje ich pokąsać i podziabać i licho wie co jeszcze. Spróbowała raz jeszcze jakoś pozbawić magii te głupie naczynia, chociaż miała świadomość, że to działa tylko trochę, bo napędza je klątwa. Nadal działająca na magię, i wyczerpująca ją, gdy rzucała rozproszenie magii, ale klątwa. Ale przynajmniej mogło to pomóc zapanować nad tym chaosem i pozwolić to wszystko… Sprzątnąć – nawet jeśli dotykanie tych wszystkich odłamków nie było najbezpieczniejsze.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 14
Akcja nieudana
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#14
02.09.2026, 20:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.09.2026, 20:05 przez Christopher Rosier.)  
Miał ochotę odpowiedzieć zrzędliwie, że bolą go żebra i że mogłaby znaleźć kota, który jest kotem, a nie wężem w kociej skórze, bo wił się jak wąż. Ale mówienie wymagałoby trochę skupienia i wysiłku, a Chris to teraz skupiał się bardziej na tym, żeby nie dać się pogryźć żadnym paskudnym filiżankom. Zgrzytnął zębami, ale z pewną ulgą przyjął, że czar Victorii oraz jego drugie zaklęcie ostatecznie zniszczyły filiżankową armię. Luna przestała się wyrywać, obrażona teraz na cały świat, a podłogę zaścielały fragmenty porcelany.
Tyle że nie mogli jeszcze odetchnąć z ulgą, bo to wcale nie był koniec.
Cukiernica.
Ze szczypcami!
Gdyby czytywał mugolskie książki, pewnie pomyślałby, że oto nadchodziło starcie z finalnym oponentem.
– Nigdy więcej nie wypiję herbaty – poinformował Chris grobowym tonem, zapewne składając obietnicę, której nie będzie pisane mu dotrzymać, bo w końcu był Anglikiem. Cukiernica i dzbanuszek. Najpierw pomyślał, że dzbanuszek nie powinien być szczególnie morderczy, a później, że właściwie do tej pory nie spodziewał się, że zagrożenie może stanowić filiżanka.
Miał też ogromne chęci zamordować człowieka, który sprzedawał takie przeklęte komplety.
Uniósł różdżkę, widząc, że rozpraszanie Victorii nie wystarczało, aby zmniejszyć moc klątwy, i usiłował za pomocą translokacji rzucić cukiernicą o ścianę. Optymalnie by ją rozbić, minimalnie, aby utrzymać to narzędzie masowej zagłady z dala od nich. I od kota, bo Victorii pewnie byłoby przykro, jakby Lunę zeżarła zastawa stołowa.

Rzut N 1d100 - 40
Akcja nieudana


- No cholera! - nie wytrzymał, kiedy czar nie wyszedł. Kolejny już! Nie żeby to była jego specjalność, ale chyba ostatni raz nie wyszło mu tyle czarów pod rząd, kiedy na piątym roku kazali im ćwiczyć magię niewerbalną po raz pierwszy w życiu. A może chodziło o to, że za rzadko używał czarów tego typu? Od ładnych paru lat nie musiał przecież się pojedynkować, i właśnie postanowił, że po prostu musi zapisać się na jakiś kurs.
Dzbanuszek, podskakując komicznie, zaczął skakać po pomieszczeniu, a potem uczepił się zasłonki, próbując ją zerwać. Tak, on też miał zęby! Ale cukiernica... cukiernica dalej się do nich zbliżała, a Rosier podjął kolejną próbę utrzymania jej z dala.

Rzut N 1d100 - 89
Sukces!
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#15
02.09.2026, 22:33  ✶  

To był ten dzień, w którym było widać, że niektóre momenty potrafiły wyprowadzić Victorię z równowagi. Że nawet tak dystyngowana dama jak ona (a przynajmniej chciała do takiej aspirować, pewne rzeczy, wpojone jej gdy była jeszcze dzieckiem, były od niej silniejsze), czasami nie była w stanie się powstrzymać, i przeklinała siarczyście. A wcale nie chciała się od takiej strony pokazywać Christopherowi – by pomyślał sobie o niej, jak o jakiejś nieokrzesanej dzikusce. Gdyby Lestrange miała się utożsamiać z jakimś żywiołem, to byłaby to stateczna, spokojna, życiodajna ziemia; racjonalna, niewzruszona… ale w głębi ducha wiedziała przecież, że ogień również jest jej bardzo bliski. I na co dzień może i nie była wybuchowa czy temperamentna, a potem przychodziły takie chwile jak ta i można było się zastanowić: jak to z nią rzeczywiście jest?

– Ja wypiję. Ale ten serwis idzie do utylizacji. Już mi się nie podoba, nie potrzebuję jednak wersji na zmianę, tem drugi jest ładniejszy – warknęła, nie dlatego, że była zła na Chrisa, absolutnie nie! Jej złość skierowana była na ten cały bajzel, przeklęty serwis i sklep z antykami, który jej go opchnął. Christopherowi była autentycznie wdzięczna, że tak bronił jej małego kota, który był trochę oczkiem w głowie, bo opieka nad puszystym, mruczącym dzieciaczkiem, w pewien sposób ją uzdrowiła w najczarniejszym momencie życia.

Przynajmniej poradzili sobie z imbrykiem i filiżankami. A to, że to jeszcze nie był koniec, napędzało palącą złość Victorii. Najpewniej nie byłaby tak wściekła, gdyby to nie działo się w jej domu i nie byłby to serwis, który sama sobie kupiła tylko dlatego, że jej się spodobał.

Teraz nie rozumiała już w ogóle, co w nim było takiego ładnego.

– Cokolwiek na nich ciąży, to jest irytująco wytrzymałe – rzuciła, widząc, że kolejna próba rzucenia zaklęcia na porcelanę nie dawała zadowalającego efektu – i tak było i w wykonaniu Christophera i w jej, a była przecież doświadczona w takich pojedynkach, gdy trzeba było bardzo szybko bronić się i atakować. Część zaklęć nie wychodziła, część jakby była za słaba…

– Popierdoli mnie zaraz – syknęła pod nosem, widząc, że dzbanuszek (z zębami) uwiesił się na firanie i właśnie ją targał, a szło mu to lepiej niż kocim pazurkom. Zadyndał zaraz, jakby to była huśtawka, co tak rozsierdziło Victorię, bo te cholerne naczynia robiły sobie z jej salonu plac zabaw. Ale większy przeciwnik był w natarciu i nie mogła się wyzłośliwiać na dzbanuszku, bo oto cukiernica zbliżała się niebezpiecznie, kłapiąc szczypcami i pokrywką. Chrisowi udało się utrzymać ją w odległości, co spowodowało, że cukier zabrzęczał w środku.

A Victoria spróbowała rozsadzić ją na kawałki. Bo niekoniecznie chciała się przekonać, czy szczypce pozostawione samopas przypadkiem nie będą próbowały zacisnąć im się na nosie.


// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 31
Słaby sukces...
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#16
04.09.2026, 08:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2026, 08:47 przez Christopher Rosier.)  
Rzucam sobie na rozbijanie dzbanuszka na mleko
Rzut N 1d100 - 56
Sukces!


– Na pewno jest ładniejszy – zgodził się bez oporów, chociaż w tej chwili nie mógł sobie nawet przypomnieć, jak ten serwis wyglądał. Pił w nim już herbatę, oglądał filiżankę, ale to wspomnienie zostało wyparte przez te małe, kłapiące zębami potwory.
Może w innych okolicznościach Christopher byłby zdziwiony, że Victoria przeklina albo wchodzi na stoły. Ale w tej chwili sam miał za sobą skakanie po fotelu, a z ust wymykały się mu bluzgi, poza tym… w ogóle nie zwrócił za bardzo na to wszystko uwagi, zbyt skupiony na walce z armią powstałą z zastawy stołowej. Był rozdrażniony całą sytuacją, a jeszcze bardziej tym, że jego zaklęcia nie wychodziły. I naprawdę bardzo chciał, aby to wszystko się po prostu skończyło, bo zły był i zawstydzony jednocześnie, że jako dorosły człowiek nie był wystarczająco skuteczny w walce z serwisem do herbaty!
Machnął ponownie różdżką, i mleczarka, usiłująca zerwać zasłonkę z okna, rozbiła się na kawałki. Zaklęcie Victorii nie było może bardzo silne, ale cukiernica walnęła chwilę temu o ścianę, posłana tam przez Chrisa i lekko pękła, więc teraz wystarczyło, aby i ona się rozpadła: tylko szczypce podskakiwały jeszcze przez chwilę na podłodze.
Chris wreszcie puścił Lunę, która wbijała pazurki w jego koszulę, prawdopodobnie niszcząc ją oraz, jak zdał sobie teraz sprawę, na pewno raniąc skórę.
– No już, puść mnie, czarna diablico, po wszystkim – mruknął. Poruszył się z dziwnej pozycji, w jakiej siedział przewieszony przez fotel, aby usadowić się tak, jak należało. Trącił ostrożnie butem uszko rozbitej filiżanki, ale to pozostało nieruchome. Chris odetchnął i zapadł się głębiej na fotelu, czując, jak schodzi z niego adrenalina. – Nie spodziewałem się, że zaproszenie na herbatę może skończyć się takimi emocjami – odetchnął, czując się absolutnie bez sił. Niby nie robił nic specjalnego, parę zaklęć i skakania po fotelu, a i tak jakoś go to wyczerpało. – Gdzie to kupiłaś? Pytam tak, żeby wiedzieć, czego unikać.
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#17
04.09.2026, 22:41  ✶  

Tak naprawdę, to Victoria kupiła sobie ten nowy zestaw pod wpływem kaprysu. To nawet nie tak, że w chwili zakupu podobał jej się bardziej (bo nie), pomyślała sobie po prostu, że przyda jej się jakiś serwis na zmianę i zwyczajnie po to, żeby ten pierwsze (ulubiony) jej się nie znudził, a poza tym, dlaczego by nie kupić sobie czegoś ładnego w sklepie z antykami? To nie tak, że Victoria była jakąś miłośniczką staroci, osobiście wolała iść z duchem czasu i bardziej podobały jej się rzeczy w nowoczesnym stylu, ale czasami i te starsze jakoś do niej przemawiały i uważała, że jest w stanie je jakoś wkomponować w swoje otoczenie. Bo poczucie estetyki było w jej życiu bardzo ważne.

I ona nie zwracała uwagi na te przekleństwa w wykonaniu Christophera, głównie dlatego, że osłuchała się takich na przestrzeni lat w pracy. W innych warunkach z pewnością rzuciłaby jakąś małą zaczepką, w żadnej mierze krytyczną, teraz jednak i jej głowę zaprzątały inne rzeczy.

Na całe szczęście Christopher wziął na cel dzbanuszek i udało mu się go rozbić, co w połączeniu z jej magią sprawiło, że ostatnie z tych przeklętych naczynek przestały się w końcu ruszać. Czy ich zaklęcie, klątwa się wyczerpała, czy po prostu została tymczasowo zneutralizowana – Victoria tego nie wiedziała, ale gdy szczypce przestały się ruszać na dywanie, to jakoś mimowolnie odetchnęła z ulgą.

Luna, puszczona, ani myślała puścić sama, wczepiona w Christophera i obrażona na cały świat. Victoria opuściła w końcu różdżkę i zaraz zgrabnie zeszła ze stołu, podparła się pod boki, omiatając to pobojowisko nieufnym spojrzeniem, po czym kręcąc głową, zbliżyła się do fotela, zajmowanego przez Christophera, by uwolnić go od swojego kota. Tej małej czarnej diablicy, jak to została nazwana dopiero co.

– Luna, puść – Victoria delikatnie odczepiła małe łapki i te śmieszne kociakowe pazurki, które bliższe były małym igiełkom niż twardym pazurom dorosłych kotów, z koszuli Chrisa, i trochę bezceremonialnie ją uniosła, by zaraz przytulić ją do siebie. Istniała całkiem niezerowa szansa, że ta jego koszula wcale nie została przez kota potargana, bo jej małe pazurki mogły się przebić pomiędzy splotem, a nie rozpruć materiał, lecz to wymagało dokładniejszych oględzin. – Ja też nie… Naprawdę nie sądziłam, ze wciśnięto mi przeklęty serwis do herbaty – westchnęła. Ale to nie był koniec, by gdy już ją miała na swoich rękach, to pod wpływem jakiegoś impulsu, bo absolutnie o tym nie myślała, gdy Chris już zapadł się w tym fotelu w normalnej pozycji, Victoria nachyliła się, by złożyć na jego policzku krótki, ale bardzo zimny, pocałunek. – Dziękuję – powiedziała.

Bo była mu naprawdę wdzięczna, że Lunie nic się nie stało.

– Sklep z Antykami na Pokątnej. Ten niedaleko Magicznej Menażerii – odparła, po czym nadal trzymając w jednej ręce kotkę, uniosła tę drugą, z różdżką, by najpierw wyczarować worek, a następnie posprzątać ten bajzel za pomocą magii, bo przecież Lestrange nie zniosłaby siedzenia w tym brudzie i syfie. Dopiero gdy odłamki porcelany już nie walały się po podłodze, odstawiła Lunę na dywan, a ta pognała od razu do worka go obwąchać. – Chyba jednak zrobię zamówienie na lampion z okazji Samhain – stwierdziła, krzywiąc się do swoich myśli, bo prawdę mówiąc, nie zamierzała tego robić, ale może jednak… na wszelki wypadek… Przydałoby się tutaj ustawić lampion, bo te podobno chroniły domy przed nawiedzeniem. I co prawda Dægberht sprawdził ten budynek, to tak… na przyszłość… nawet jeśli to była klątwa przyniesiona ze sklepu! Miała posłać list z zamówieniem do panny Barclay (uznała, że spróbuje najpierw u niej, gdy wcześniej tego dnia robiła rozeznanie wśród rzemieślników) i miała go już nawet napisanego, ale jej sowa gdzieś poleciała, więc czekała z tym, aż Hestia wróci.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#18
07.09.2026, 08:58  ✶  
– Tak zakładam, że raczej nie masz dziwnego hobby kolekcjonowania przeklętych przedmiotów – zgodził się, bo nie podejrzewał, że zrobiła to specjalnie. Musiałby naprawdę cierpieć na absolutną paranoję, a po prawdzie nie miał do tej żadnych skłonności: potrzeba było dwóch lat wojny, aby w ogóle pomyślał, że należy zacząć być ostrożniejszym i że może uważać na niektórych w swoim towarzystwie.
Uwolniony od kota odruchowo sięgnął dłonią do koszuli, przesuwając po niej palcami, by sprawdzić, czy została uszkodzona. Kiedy jednak Victoria się pochyliła i go pocałowała, uśmiechnął się, trochę głupio, i przestał oglądać ubranie pod kątem zniszczeń.
– A może masz tu jeszcze coś z tego sklepu? Wiesz, jakbyś musiała stoczyć kolejną walkę, to bardzo chętnie ci pomogę – zapewnił, absolutnie gotów do kolejnych batalii z przeklętymi imbrykami, filiżankami, a nawet szczypcami do cukru, zapominając na moment o tym, jak wiele zaklęć mu dziś nie wyszło. I że może przed kolejnymi atrakcjami tego typu lepiej, aby trochę poćwiczył.
Gdy ona machnięciami różdżki sprzątała to pobojowisko, on usiadł normalnie i rozejrzał się. Porozlewana herbata, drzwiczki od szafki wymagające chyba ponownego zawieszenia na zawiasie, coś tam zrzuconego z szafki, zasłonka wymagająca poprawienia… mogło być gorzej. Uniósł różdżkę, by wyczyścić plamy po herbacie przynajmniej ze stołka.
– Będę więc go omijał szerokim łukiem. A może wręcz przeciwnie? Powinniśmy tam pójść z tym? – spytał, machając ręką w stronę worka, wypełnionego resztkami zniszczonej porcelany. – Kupiłem tam kiedyś naszyjnik dla matki, goblińska robota, bardzo ciekawy splot, musieli niesamowicie zejść na psy, skoro nie sprawdzają, czy przedmioty, które sprzedają, nie są przeklęte – mruknął. – Lampion z okazji Samhain?
Spojrzał na nią trochę rozkojarzony, w pierwszej chwili niepewny, o czym mówi. A potem sobie przypomniał o tradycji dyniowej. Kiedyś nawet to lubił: ale Chris wbrew pozorom nie był tradycjonalistą, bo tradycja często wymagała rezygnacji z własnej wygody, a tę on cenił bardzo wysoko.
– Wycinałem ostatnio dynie chyba ze trzy lata temu, ale może faktycznie co nie pomoże, to nie zaszkodzi i jakąś wystawię w oknie – westchnął, bo działy się naprawdę dziwne rzeczy. Może w tej tradycji coś było? – Słyszałem, że niektórzy przybijają gwoździe do drzwi, ale nawet nie wiem, skąd miałbym takie wziąć. Moi znajomi zajmują się jubilerstwem, nie bawią w kowalstwo… – dodał, a potem znowu popatrzył na Victorię, konkretnie na jej rękę. – Mówiłaś, że cię ugryzła. Wszystko w porządku? – spytał, wstając i sięgając po dłoń, aby obejrzeć ślady. Czy filiżanki mogły cierpieć na jakieś choroby przenoszone przez ugryzienie…?
fireheart
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
aurorka, twórczyni eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, ciemnobrązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy. Bije od niej lodowate zimno, w dotyku jest jak bryła lodu.

Victoria Lestrange
#19
07.09.2026, 20:18  ✶  

– Kolekcjonuję tylko rośliny – jakby to nie było oczywiste i widoczne na pierwszy rzut oka… nie było chyba pomieszczenia w tym domu, w którym nie byłoby jakiegoś drzewka czy krzaczka albo kwiatków w donicy (no może za wyjątkiem pokoju Primrose, bo do jego wystroju Victoria się nie wpychała).

Nie dało się nie zobaczyć uśmiechu Chrisa, który chyba poczuł się wystarczająco wynagrodzony za swoją dzielność i pomoc, i chyba w jakiś sposób dodało mu to wiatru w żagle, bo na jego kolejna uwagę Victoria zaśmiała się cicho.

– Ogólnie to nie jestem fanką antyków… raczej rzadko zaglądam do takich miejsc, właściwie to nie wiem, co mnie podkusilo. Więc nie, nie mam tu więcej takich rzeczy… chyba nie – Victoria zastanowiła się wyraźnie i przymrużyła przy tym oczy, jakby to miało pomóc. – Chyba że jakieś donice? Ale nie mam żadnej nowej, to bym chyba zauważyła, gdyby któraś próbowała mi odgryźć palce – stwierdziła w końcu i wzruszyła ramionami.

Widziała te inne rzeczy, które należało jeszcze poprawić, ale najważniejsze w tej chwili byli pozbyć się z dywanu i podłogi okruchów porcelany. A i widać Christopher postanowił pomóc i uprzątnął jej stolik. Dopiero po chwili skierowała różdżkę na zasłonkę, by poprawić to, jak wisiała (a jeśli była zaciągnięta… to chyba będzie trzeba ją wymienić, Strzałka sobie z tym poradzi). Drzwiczki szafki były kolejne. Nie mogła przy tym nie pomyśleć o tym, jakim cudem mugole radzą sobie z takimi pracami w domu bez magii?

– O na pewno im przyniosę te resztki. Powinni wiedzieć co sprzedają i komu, i że powinni bardziej uważać co od kogo biorą – syknęła, niezadowolona z tego, że miała przez to więcej roboty. – To znaczy jeśli chcesz iść ze mną, to czuj się zaproszony – chociaż miała wątpliwość czy Rosier faktycznie chce widzieć w jaki sposób Victoria radzi sobie w takich chwilach. I nie, to nie była kobieta, która podnosi głos, by krzyczeć na ludzi – ona mówiła cicho, spokojnie, zimno, tak, że człowiek doskonale wiedział, że nie ma żartów. – Całkiem możliwe, że to przypadek i po prostu trafiłam na jakiegoś bubla. A może jakość się popsuła po Spalonej i chcą zarobić na naiwnych? – to mogło być naciągane. Równie dobrze mógł się zmienić właściciel, albo osoba która przyjmowała ten serwis, nie była w pełni przeszkolona… co nie zmieniało faktu, że to nie powinno mieć miejsca i Victoria nie zamierzała tego puścić płazem.

– Mhm, dynia. Dzisiaj w biurze było niemałe poruszenie, bo dostaliśmy grafiki na Samhain… w każdym razie mówi się, że te lampiony są skuteczne w ochronie domu przed nawiedzeniem – tak słyszała w biurze. Ile w tym prawdy, tego już nie wiedziała, ale w obliczu serii niefortunnych zdarzeń i po przeklętym serwisie do herbaty, pomyślała sobie, że… aaa co jej szkodzi taki lampion postawić przed drzwiami? Oprócz tego całkiem ładnie wyglądał. – O gwoździach też gadali. Ktoś puścił plotkę, że te gwoździe wbite w drzwi domostw przeklętych po Spalonej Nocy, powinny zostać oczyszczone… – w to też nie wiedziała, czy wierzyć. Ale… był to również nieszkodliwy zwyczaj. To znaczy ucierpieć na tym mogły tylko drzwi. – Robiłam dzisiaj rozeznanie odnośnie różnych rzemieślników. Mogę ci dać kontakty do kowali, jeśli chcesz – zwłaszcza, jeśli chodziło o jego apartament przy Pokątnej, to mógłby na tym skorzystać… a nuż?

A potem, gdy Chris ujął jej dłoń i ona na nią spojrzała. Starała się ignorować to pieczenie i lekkie pulsowanie.

– Trochę boli… może powinnam to czymś nasmarować – mruknęła. Dłoń, z boku, w miejscu gdzie została ugryziona, była lekko zaczerwieniona i widać było takie małe wgłębienia po ostrych ząbkach, ale poza tym nie wyglądało, żeby działo się z nią coś dziwnego.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#20
09.09.2026, 17:36  ✶  
– Szkoda – odparł Chris z powagą, rzecz jasna udawaną. – Jeśli te donice okazałyby się mordercze, wiesz gdzie mnie znaleźć.
Bo tak naprawdę w dość oczywisty sposób wcale się nie spodziewał, że Victoria chowa tutaj stosy przeklętych przedmiotów, bo ma tak dziwne hobby: raczej zwyczajnie z nią flirtował po tym, jak go pocałowała w policzek.
– Jaka jest szansa, że znajdę się w obszarze rażenia? – zażartował, bo wprawdzie wątpił, aby Victoria była typem urządzającym dzikie awantury, jak choćby ta, jaką odstawiła Cressida, ale miał wrażenie, że o ten serwis mocno się wkurzyła. Zresztą sam też jeszcze chwilę temu był mocno zdenerwowany, a jeśli mu to trochę przeszło, to głównie dlatego, że ostatecznie nijak nie ucierpiał. – Może lepiej poczekam gdzieś w pobliżu aż wrócisz z tarczą?
Spojrzał znów w stronę worka. Zakładał początkowo, że celowo sprzedali bubla albo coś, czego nie sprawdzili dokładnie, ale teraz po słowach Victorii zaczął się zastanawiać.
– Sądzisz, że Spalona Noc mogła sama w sobie przekląć przedmioty? – zastanowił się. – Skoro udało się to z domami, z ludźmi, to może i przedmiotami? Chociaż Voldemort przeklinający serwis do herbaty brzmi wyjątkowo idiotycznie – orzekł po chwili namysłu, a potem wzdrygnął się, kiedy wyobraźnia podsunęła mu wizję Voldemorta w filiżankami herbaty w dłoniach, śmiejącego się diabolicznie. Oczywiście, nie był do końca pewien, jak ten wygląda: mężczyzna raczej nie udzielał regularnych wywiadów w prasie. W jego wyobraźni był więc łysy i miał niemalże gadzią twarz.
– W takim razie spróbuję z lampionem – westchnął. – Spodziewasz się, że będzie ciężko? – dodał jeszcze, z pewnym wahaniem, gdy wspomniała o tych grafikach. Nie że nie domyślał się, że praca aurora musiała być niebezpieczna, ale chyba jeszcze trzy lata temu nikt nie zakładał, że będzie wyglądała jak teraz, gdy niebiosa dosłownie się rozdzierały i buchały ogniem, a Limbo otwierało swoje podwoje, pochłaniając ludzi. – Jeśli masz jakiś kontakt, możesz się podzielić, zobaczę, co da się zrobić.
Przyjrzał się czerwonym śladom, starając się ignorować chłód jej dłoni. Nie był na pewno przyjemny, ale postanowił już, że spróbuje się tym nie przejmować i tak próbował.
– Na wszelki wypadek lepiej tak. Ale podobno to też całkiem nieźle działa – dodał, a potem bezczelnie uniósł dłoń trochę wyżej, dmuchnął na rankę i lekko pocałował.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (3978), Victoria Lestrange (6599)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa