• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[1969 r] Marsz Praw Charłaków

[1969 r] Marsz Praw Charłaków
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#11
02.02.2023, 15:15  ✶  

Biedny. wygryzmolił mózg Sauriela pod czaszką, kiedy usłyszał, że jąka się tylko wtedy, kiedy się stresuje. W tym całym przeżyciu Cameron, który chciał go nazywać aniołem, był biedny. Posiatkowany przez emocje, które głęboko wstrząsnęły jego jestestwem. Czy kiedy zamknie powieki będzie widział tę masakrę? Kiedy położy się wieczorem do łóżka czy będzie słyszał te wrzaski? Gniewu i przerażenia, bólu i nienawiści. To nie powinien być jego problem i nie powinien nawet się tym interesować. To będzie problem tylko i wyłącznie Lupina, z którym będzie się albo borykał, albo po prostu - zapomni. Tak byłoby najbardziej zdrowo, prawda? Tak zostaliśmy zaprogramowani, by uczucia bledły z czasem, byśmy wyciszali i zasuwali za szarością to, co niewygodne i roztapiali kontury, które w czasie obecnym mogły być ostre. To pozwalało nam przetrwać. Nie kontynuował już tej, jeśli tak to mogę nazwać, ZACZEPKI. Wielkimi słowy mówiąc, bo chociaż było to dość krytyczne (i chamskie) z jego strony to faktycznie go w to w końcu zastanowiło, jak to jest z tym jego jąkaniem.

Sauriel uniósł lekko brwi, słysząc następne słowa swojego towarzysza zbrodni tego małego kataklizmu. Małego dla nich. Wydostali się, poobijani trochę, ale żywi, cali. W końcu też dotrą do punktu, w którym do tego opisu dodamy "szczęśliwi". Choć Czarny Kot w szczęście wierzył, ale nie dla siebie. To, co powiedział, uznałby za żart, kpinę, albo sarkazm, ale przed momentem Cameron przyznał się do tego, że jest zestresowany. I, cholera, Sauriel mu w pełni w to wierzył. Poza tym jakoś nie pasowało mu to do tego chłopaka - to, że robiłby sobie z niego jajca w tej chwili. Nie znał go, ale już przylepiał mu pewne określenia w swojej głowie i porządkował jego charakter po sposobie mówienia czy zachowania. To chyba normalne? Na pewno normalne było to, że każdy człowiek poddawał się zasadzie pierwszego wrażenia. Potem tylko można było weryfikować, czy było one poprawne, czy może stanowiło mydlinę na oczach. Tylko, jeśli o normalności mowa, kto NORMALNY przyznaje się do grzechów? Sauriel powiedziałby, że on sam, ale on za normalnego się nie uważał. Może po prostu Camerona też nie powinien był za takowego brać.

- Najs. Podobasz mi się, Cameron. - Z uznaniem nawet skinął głową, uśmiechając się pod nosem. Niby zestresowany, ale... albo to właśnie dlatego, że zestresowany, to tak gadał. Czarnowłosy naprawdę lubił motywy biblijne. Były inspirujące. - Jak masz w coś wierzyć, Słodziaku, to wierz w siebie. A nie w żadne pierdoły, że to przez grzechy natrafiłeś na takie gówno. - Wskazał kciukiem na plac, który robił się coraz bardziej pustawy. Grupy porządkowe robiły swoje.

- Może cię zdziwię, ale moje imię pochodzi od anioła. Saureil. Anioł śmierci. - Uśmiechnął się, wykonując na siedząco istną parodię tych wspaniałych, dworskich ukłonów, których uczono biciem linijką po palcach. - Jakoś nie chce mi się wierzyć, że takiego zbawienia poszukujesz. - Zauważył z rozbawieniem. Tak, zdecydowanie mu się Cameron podobał. Polubił go. No i miał w sobie to coś, co sprawiało, że w Saurielu się budził jakiś instynkt tacierzyński czy chuj wie w sumie co. Nie wiedział - po prostu były osoby, które miał poczucie, że musi chronić. Że warto chronić. Chyba tym sposobem starał się samemu sobie wmówić, że było w nim więcej człowieka, niż mu się wydawało. Że nadal był osobą, którą chciał być, nim świat powiedział mu, kim ma się stać.

Hałas przerwał tę spokojną pogawędkę. To, co przed momentem wydawało się, że przemija, rozrzedza się, znów wróciło na intensywności. Przecież to było do przewidzenia - że skoro rzucili się aurorzy do pracy to w końcu ktoś zechce im pokazać, że nie tylko dla nich jest tutaj miejsce. Sauriel zareagował jak kot, który słyszy gwałtowny i niezapowiedziany hałas - napiął się i od razu spojrzał w kierunku źródła dźwięku, czujnie obserwując. Pochylił się w przód, jakby zaraz miał skakać na równe nogi. Albo łapy.

- Najwyższy. - Przydepnął niedopałek i spojrzał ostatni raz na Camerona. - Powodzenia, Młody. - Przyłożył dwa wyprostowane palce do czoła w ramach pozdrowienia, nim poprawił ramoneskę i zniknął w cieniach uliczek.


Koniec sesji


[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cameron Lupin (2730), Sauriel Rookwood (3558)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa