- Gdybym chciał cię zabić to zostawiłbym cię w tamtej uliczce i nie próbował teraz postawić na nogi. Niby jaki tego byłby sens gdybym chciał cię dobić? Nie jestem mordercą. Nie prosiłem się o to. - wyjaśnił jej prostą zależność. Pomaga jej nie po to, aby potem się na nią rzucić i odebrać jej życie. Owszem, byłoby to proste zważywszy, że nie miała w sobie tyle krwi ile powinna. Starał się jednak zachować ucywilizowanie tak długo póki to możliwe. Nie chciał być degeneratem. Rozmasował swoje czoło kiedy tak broniła się przed wymazaniem pamięci. Ona naprawdę nie rozumiała, że nie ma innego wyjścia.
- Dobra, mogę pójść na rękę w tej kwestii, że to ja zostanę wymazany z twojej pamięci. Jeśli nie będziesz pamiętała jak się nazywam, kim jestem i jak wyglądam… a ja będę trzymać się z daleka…- choć był to jakiś kompromis - jedyny w takiej sytuacji - nie był z niego pocieszony. Nie chciał być wymazywany z jej pamięci ale chyba będzie musiał. Przecież gdyby nie ten incydent to mogliby naprawdę dobrze się bawić. Niestety ale teraz non stop będzie zbierać żniwa nieudanego wskrzeszenia.
- Mogłabyś pamiętać, że zostałaś zaatakowana przez wampira…- odwrócił się do niej plecami kiedy usłyszał w swojej głosie ból. Grunt palił się pod jego stopami. To wszystko dzieje się przez niego. Powinien przez najbliższy rok siedzieć w zamknięciu i uczyć się samokontroli… nie, to bez sensu. Nie można zamykać ekstrawertyka w czterech ścianach i oczekiwać, że wyjdzie stamtąd pozytywnie odmieniony. Schował twarz w swojej ręce i zmusił się do westchnięcia lecz niestety to w żaden sposób mu nie pomogło.
- Wieczysta Przysięga. Ale nie, to jest okropny pomysł. Nie znamy się, Avelina. Najbezpieczniej będzie jeśli po prostu o mnie zapomnisz. Będziesz pamiętać aby uważać na wampiry nocą ale ja nie będę w twojej głowie istnieć.- ani trochę mu się to nie podobało. Miał na sobie już czar Wieczystej Przysięgi i to chyba dużo jak na dwadzieścia dwa lata życia. Nie mógł tym szastać ani wchodzić w układy z obcą dziewczyną.
Alice, gdzie jesteś? Ja nie wiem co robić. Ona musi mnie zapomnieć bo inaczej zginę. Merlinie, jakim ja jestem idiotą myśląc, że mogę iść na normalną randkę… Nie wiedział czy telepatyczna myśl dotrze do Alice. Nie wysilał się aby tak było. Jego myśli same wysłały tę falę bez wkładania w to wysiłku. To była już po prostu desperacja. Wierzył, że gdy Alice przyjdzie to znajdzie cudowne rozwiązanie. Jeśli nie ona to kto?
- O Merlinie, słoik. Zapomniałem o nim. Nie ma co gdybać, Avelina. Trzeba pomyśleć co możemy jeszcze zrobić. I tak jestem zaskoczony, że nie wrzeszczysz na mój widok i pozwalasz mi tu siedzieć.- zerknął przez ramię na jej buzię i nie mógł się już uśmiechnąć po tym w jakim położeniu ją postawił. Podchodziła nadzwyczaj spokojnie do tej sytuacji. Znajdowała się w domu wampira.
- Jeśli podasz mi alternatywne rozwiązanie to chętnie wysłucham. Póki jednak takiego nie znajdziemy to zostaje opcja usunięcia mnie z twoich wspomnień.- usiadł z powrotem bokiem ale tym razem oparł głowę o kanapę, tuż przy jej kolanach i też zamknął oczy, gdy się odwróciła.
- Mówiłem, że prędzej wyłamię sobie zęby. Odpocznij.- posiedzę i poczuwam żeby nic ci się nie stało; w końcu tylko ja tobie tu zagrażam. Mam w sobie jednak twoją krew, która utrzyma mnie w istnieniu kilka dni. Żałował, że nie umie śnić. Gdy chciał spać to czuł się jakby zapadał w letarg, który tylko odpoczywa jego mięśnie lecz nie umysł. Nie zasypiał więc tylko udawał, że próbuje zasnąć. Nie oddychał więc nie czuł już zapachu czekolady. Otworzył umysł, czekając aż usłyszy w nim głos Alice.