26.04.2024, 04:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.04.2024, 21:19 przez Ambrosia McKinnon.)
Kiwnęła głową, uśmiechając się do niego lekko. Skoro uważał, że wszystko był z nim w jak najlepszym porządku, to kim ona była żeby podważać jego słowa? Przynajmniej nie wyglądał, jakby na pierwszy rzut oka faktycznie miało mu coś doskwierać. Mimowolnie też, podążyła spojrzeniem w kierunku, w którym sam patrzył, przez dłuższą chwilę przyglądając się razem z nim spokojnej toni, oblewającej piasek powolnymi ruchami fal. Wszystko wyglądało dokładnie tak samo, jak kiedy spacerowali jeszcze wzdłuż brzegu, tak jakby całe to miejsce było w ogóle niepomne na to, że jeszcze chwilę temu skakała rozochocona do wody jak ostatnia wariatka.
No tak, musiał się pochwalić, że jego molo było lepsze, ale cóż - rozumiała. Na jego miejscu, wytykając niestabilność rozklekotanej kładki, też by pewnie opiewała o wiele solidniejsze konstrukcje. Szczególnie, gdyby sobie obtarła nóżkę od ratowania przyjaciółek, którym kategorycznie powtarzała, żeby na to molo się nie pakować.
- Czyli to jakaś syrenia plaga? - rzuciła bardziej do siebie, niż do niego, spojrzeniem znowu uciekając w kierunku spokojnej wody. Nie zagłębiała się w to kogo właściwie musiał ratować, bo ich relacji z Lycoris ani nie rozumiała, ani też nigdy nie poświęcała jej większej uwagi. - Cóż, nie znam się na syrenich zwyczajach czy ich migracji. Czy one w ogóle migrują? - wymamrotała skonsternowana, w końcu jednak machając dłonią, jakby odganiała natrętną muchę. To nie było teraz ważne. - W każdym razie chodzi mi o to, że odszkodowania z tego nie będzie, a może mi się wydaje, może nie, ale Ministerstwo chyba ma ważniejsze sprawy na głowie, niż jakaś dzika syrena? W sumie to gdzie to się zgłasza? Do Brygady czy może do Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami? Są na to jakieś hycle? - wbrew temu, co można by sądzić, wcale nie mówiła do Theona. Znaczy tak, kierowała te słowa w jego stronę, ale nie oczekiwała od niego odpowiedzi, pozwalając im zwyczajnie płynąć. - W każdym razie! - klasnęła w dłonie, wybijając się z rytmu i pośpieszając by przestać pleść bzdury. - Nie martw się, w twoim przypadku moja buzia zamknięta jest na kłódkę. Ja cię nawet nie znam i nie wiem kto ty jesteś. Spotkanie? Żadne spotkanie, to tylko samotny spacer po plaży - uśmiechnęła się do niego wesoło.- To co, idziemy? - zagadnęła jeszcze, bo po tylu rozrywkach, to jej już w sumie starczyło tych spacerów po plażach. I nie tylko jej, bo oboje zaraz ruszyli w drogę powrotną.
No tak, musiał się pochwalić, że jego molo było lepsze, ale cóż - rozumiała. Na jego miejscu, wytykając niestabilność rozklekotanej kładki, też by pewnie opiewała o wiele solidniejsze konstrukcje. Szczególnie, gdyby sobie obtarła nóżkę od ratowania przyjaciółek, którym kategorycznie powtarzała, żeby na to molo się nie pakować.
- Czyli to jakaś syrenia plaga? - rzuciła bardziej do siebie, niż do niego, spojrzeniem znowu uciekając w kierunku spokojnej wody. Nie zagłębiała się w to kogo właściwie musiał ratować, bo ich relacji z Lycoris ani nie rozumiała, ani też nigdy nie poświęcała jej większej uwagi. - Cóż, nie znam się na syrenich zwyczajach czy ich migracji. Czy one w ogóle migrują? - wymamrotała skonsternowana, w końcu jednak machając dłonią, jakby odganiała natrętną muchę. To nie było teraz ważne. - W każdym razie chodzi mi o to, że odszkodowania z tego nie będzie, a może mi się wydaje, może nie, ale Ministerstwo chyba ma ważniejsze sprawy na głowie, niż jakaś dzika syrena? W sumie to gdzie to się zgłasza? Do Brygady czy może do Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami? Są na to jakieś hycle? - wbrew temu, co można by sądzić, wcale nie mówiła do Theona. Znaczy tak, kierowała te słowa w jego stronę, ale nie oczekiwała od niego odpowiedzi, pozwalając im zwyczajnie płynąć. - W każdym razie! - klasnęła w dłonie, wybijając się z rytmu i pośpieszając by przestać pleść bzdury. - Nie martw się, w twoim przypadku moja buzia zamknięta jest na kłódkę. Ja cię nawet nie znam i nie wiem kto ty jesteś. Spotkanie? Żadne spotkanie, to tylko samotny spacer po plaży - uśmiechnęła się do niego wesoło.- To co, idziemy? - zagadnęła jeszcze, bo po tylu rozrywkach, to jej już w sumie starczyło tych spacerów po plażach. I nie tylko jej, bo oboje zaraz ruszyli w drogę powrotną.
Koniec sesji
she was a gentle
sort of horror
sort of horror