Po chwili ustaliłem, że towarzysz Geraldine próbował uwolnić trytona. Nie byłem pewien, czy to był dobry pomysł. Może teraz był spokojny, ale na wolności mogło mu odwalić... Jak Daisy. Coś tu się działo złego, więc trzeba było to rozwiązać, odnaleźć Daisy i uwolnić resztę.
- Gdzie. Gdzie. Adria. - zapytałem trytona uwięzionego za kratami, podpływając nieco bliżej tych krat. Skoro było mu tak pilnie do przekazywania informacji, to może mógł nam pomóc w rozwiązaniu problemu. - Gdzie. Trucizna - dodałem jeszcze, bo to może nie było równoznaczne. Gorzej, jeśli przez tę truciznę narobię więcej złego niż dobrego...
Niezależnie od tego, czy mi odpowiedział, czy też nie, odwróciłem się w kierunku Geraldine i zadałem jej nieme pytanie, co teraz?. Co robimy? Wyjść z tego miejsca było kilka. Namierzyłem co najmniej cztery, przez które mogliśmy przepłynąć. Najbardziej zachęcała ta dziura oświetlona roślinami, ale takie miejsca niekoniecznie były najlepszymi z wyboru. Zawsze za tym czaiło się jakieś zło. Zbyt niepozorne by mogło być pomocne. Może właśnie tam była Adria?
Cóż, niezależnie od decyzji potrzebowałem czegoś do obrony, więc sprawdziłem, czy mi trytony nie zabrały różdżki. Zamierzałem wziąć ją do dłoni, żeby mieć szybszą reakcję, w razie gdyby coś.