20.09.2024, 14:14 ✶
Wziął głęboki oddech, jak zalecił mu ojciec. Było to trudne, gdy chłopak cały drżał, a powietrze z trudem dostawało się do jego płuc. Niemal na skraju ataku paniki nie dało się trzeźwo myśleć. Nie było odwagi, mocy, by bronić Mony. A głos ojca był kojący. Mówił prawdę, trudną prawdę. Icarus był zaś idiotą, zbyt młodym, by jeszcze decydować o takich sprawach. Historia była jego całym życiem. Miał do tego talent i nie mógł go marnować.
Wybór był trudny, ale Icarus wiedział, że ojciec to rozumiał. Ba! Był w stosunku do swojego syna niezwykle wyrozumiały, bo nawet jeśli Icarus był głupi i nie wiedział, co było dla niego dobre, Dedalus gotów był wskazać mu właściwą drogę. Bez wściekłości ani wyrzutów. Może rzeczywiście z Moną była to tylko miłostka z Hogwartu? Było to miłe, ale wszystko dobre kiedyś się kończyło. Trzeba było dokonać poświęceń, jeśli chciało się osiągnąć wielkość.
– Masz rację, ojcze. Dziękuję – powiedział, brzmiąc... martwo. Coś w nim właśnie umarło. Czy tak wyglądało wychodzenie z dzieciństwa w dorosłość? Tak, to musiało polegać na podejmowaniu trudnych decyzji. Dorośli robili to cały czas. A Icarus już był dorosły, tak przynajmniej twierdził ojciec... wraz z prawem czarodziejów.
Poszedł do gabinetu ojca, zaciskając pięści. Tak, czuł się podle, ale teraz już wiedział, że czyni to, co konieczne. A kiedy Mona zadała mu pierwsze pytanie, mieszanka silnych emocji, którą czuł, stała się niczym wyraziste farby wymieszane razem i tworzące paskudną szarość. Nie potrafiłby określić swojego nastroju, tego otępienia inaczej. Było mu... szaro.
– Bo to były żarty, Mono. Nic poważnego. Teraz jednak jest poważnie i nie wierzę, że nie potrafiłaś tego zrozumieć – powiedział, nie patrząc na Monę. Nie potrafił na nią spojrzeć, bo by się złamał. – Wydaje mi się, że to wszystko... było niepoważne. A nie jesteśmy już dziećmi w Hogwarcie. Jesteśmy dorośli i... – zaciął się na chwilę. Uparcie patrzył na swoje buty. Żołądek mu się ściskał z oczu leciały łzy. Musiał jednak to zrobić. Im szybciej to się stanie, tym mniej będzie bolało. – Nie... nie możemy już się spotykać. Ojciec... Ja uświadomiłem sobie, że jeśli będziemy to kontynuować, nigdy nie zostanę historykiem. Tak będzie lepiej dla nas obojga.
Zabrzmiał okrutnie, ostro, zupełnie niepodobnie do siebie. Wydawało mu się jednak, że mówił z sensem.
– I tak nie było dla nas szans. Jesteśmy z dwóch różnych światów i nie ma możliwości, żeby je połączyć – dodał jeszcze w desperackiej próbie, żeby Mona zgodziła się z jego słowami.
Wybór był trudny, ale Icarus wiedział, że ojciec to rozumiał. Ba! Był w stosunku do swojego syna niezwykle wyrozumiały, bo nawet jeśli Icarus był głupi i nie wiedział, co było dla niego dobre, Dedalus gotów był wskazać mu właściwą drogę. Bez wściekłości ani wyrzutów. Może rzeczywiście z Moną była to tylko miłostka z Hogwartu? Było to miłe, ale wszystko dobre kiedyś się kończyło. Trzeba było dokonać poświęceń, jeśli chciało się osiągnąć wielkość.
– Masz rację, ojcze. Dziękuję – powiedział, brzmiąc... martwo. Coś w nim właśnie umarło. Czy tak wyglądało wychodzenie z dzieciństwa w dorosłość? Tak, to musiało polegać na podejmowaniu trudnych decyzji. Dorośli robili to cały czas. A Icarus już był dorosły, tak przynajmniej twierdził ojciec... wraz z prawem czarodziejów.
Poszedł do gabinetu ojca, zaciskając pięści. Tak, czuł się podle, ale teraz już wiedział, że czyni to, co konieczne. A kiedy Mona zadała mu pierwsze pytanie, mieszanka silnych emocji, którą czuł, stała się niczym wyraziste farby wymieszane razem i tworzące paskudną szarość. Nie potrafiłby określić swojego nastroju, tego otępienia inaczej. Było mu... szaro.
– Bo to były żarty, Mono. Nic poważnego. Teraz jednak jest poważnie i nie wierzę, że nie potrafiłaś tego zrozumieć – powiedział, nie patrząc na Monę. Nie potrafił na nią spojrzeć, bo by się złamał. – Wydaje mi się, że to wszystko... było niepoważne. A nie jesteśmy już dziećmi w Hogwarcie. Jesteśmy dorośli i... – zaciął się na chwilę. Uparcie patrzył na swoje buty. Żołądek mu się ściskał z oczu leciały łzy. Musiał jednak to zrobić. Im szybciej to się stanie, tym mniej będzie bolało. – Nie... nie możemy już się spotykać. Ojciec... Ja uświadomiłem sobie, że jeśli będziemy to kontynuować, nigdy nie zostanę historykiem. Tak będzie lepiej dla nas obojga.
Zabrzmiał okrutnie, ostro, zupełnie niepodobnie do siebie. Wydawało mu się jednak, że mówił z sensem.
– I tak nie było dla nas szans. Jesteśmy z dwóch różnych światów i nie ma możliwości, żeby je połączyć – dodał jeszcze w desperackiej próbie, żeby Mona zgodziła się z jego słowami.