Nie było sensu analizować tego, jak bardzo dziwna była ta cała sytuacja. Miejsce, towarzystwo, atmosfera. Wiedziała, że trudno było pojąć to wszystko, ale znajdowali się tutaj we dwójkę, i miała wrażenie, że wcale nie bawili się tak źle. Czy to było tylko i wyłącznie zasługą alkoholu, który w siebie wlewali, chyba nie, bo i bez niego potrafili się dogadać, gdy nie wiedzieli z kim faktycznie rozmawiają. To nie mógł być więc tylko i wyłącznie dobry nastrój spowodowany obojętnością, którą przynosiły wypite trunki.
- Czy ja wiem, czy faktycznie muszę, muszę to oddychać, czy coś, bycie miłą nie jest żadną taką niezbędną rzeczą, bez której nie da się obejść. - Tak właściwie to nie lubiła narzucania pewnych zachowań, może nie wyglądała na kogoś, kto miał problem z dostosowywaniem się, ale wolała, kiedy wynikało to tylko i wyłącznie z jej własnych intencji, a nie przymusu. - Na szczęście nie mam w zwyczaju bywania damskim dupkiem, więc to nie oznacza przymusu, może się jakoś dogadamy. - Mogłaby zachować się zupełnie przeciwnie do jego wymagań, ale po co? Żeby pokazać mu, że potrafiłaby się postawić, bez sensu. Nie kiedy wiedziała, że może z tego wyniknąć coś dobrego. Być może faktycznie pokaże jej parę sztuczek i na tym skorzysta, nie było sensu palić mostów tylko po to, aby zachować się inaczej, niż oczekiwał. Prue nie miała w zwyczaju zachowywać się wrednie bez powodu, a że chyba powoli docierało do niej, że tak właściwie to nie miała dlaczego być w stosunku do niego niemiła, to nie zamierzała sięgać po stare zagrywki.
Rozpoczynali nowy etap ich znajomości, prawda? Mogła spróbować zachowywać się w jego obecności jak cywilizowany człowiek, co kiedyś nieco sprawiało jej problemy. Reagowała na niego nienaturalnie, włączała te wszystkie swoje mechanizmy obronne, sama nie do końca wiedziała po co. Tak już na nią działał, nie chciała, żeby zrobił jej krzywdę, a najłatwiejsze wydawało się jej dość brutalne wyznaczenie granicy, może nawet aż za bardzo brutalne.
- Tak chamski, że podryw gdzieś się w tym gubił, co? - Jego intencje wcale wtedy nie wydawały się jej takie oczywiste. Jasne, mógł twierdzić swoje, ale ona nie do końca przywykła do podobnego zachowania, ba, nie da się ukryć, że nie była też jakoś mocno doświadczona w podobnych relacjach. Budowała wokół siebie mur, taki, przez który nie miał szansy się przebić. Zresztą tłumaczyła sobie te jego zagrywki zupełnie czymś innym, może nie powinna? To wcale jednak nie wydawało jej się być takie oczywiste. No, musiał jej to wybaczyć, zdecydowanie była osobą, do której trzeba było mówić wprost, co miało się na myśli. Domysły mogły ją zgubić, oczywiście, że rozkminiała to wszystko na milion różnych sposobów, bo przecież tak już miała, ale nie sądziła, że chodziło akurat o to, jeśli tak, to było dużo prościej, niż jej się mogło wydawać, uwielbiała szukać drugiego dna w tych nawet najbardziej prostych, oczywistych odpowiedziach.
- Dlaczego miałabym Cię wkręcać, mieliśmy być ze sobą szczerzy. - Sięgnęła po ten argument, który sam wyciągnął jej chwilę temu. Doszli do momentu, w którym mogli sobie powiedzieć o wszystkim, prawda? Skoro mieli zacząć się przyjaźnić, to mieli do tego prawo, zamierzała więc z niego skorzystać, bo czemu by nie. Zresztą nie spodziewała się zupełnie, że tak bardzo cofną się w czasie, chociaż właściwie to nie było takim znowu najgorszym pomysłem, mieli szansę wyjaśnić wszelkie niedopowiedzenia, które kiedyś między nimi wisiały. Wtedy zupełnie nie umieli ze sobą rozmawiać, raczej bardzo się mijali, mieli ku temu oczywiście swoje powody.
Prychnęła i pokręciła przy tym przecząco głową. No jasne, to ona powinna się wstydzić, no jakże mogłoby być inaczej. Upiła kolejny łyk wina z butelki którą miała w dłoni. - Słuchaj, wyobraź sobie taką sytuację, może być ciężko, bo raczej nie masz w podobnych rzeczach doświadczenia, ale spróbuj. Jesteś jednym z największych dziwaków w szkole, przyzwyczaiłeś się do tego, że dzieciaki patrzą na ciebie z politowaniem, wytykają cię palcami, nie jesteś super popularny, ale starsz się jakoś odnaleźć swoje miejsce. Nie jest najgorzej. Nagle pojawia się jakaś znajoma twojej siostry, która zaczyna się wokół ciebie kręcić, wiesz, że nie jest z twojej ligi, a raczej ty nie jesteś z jej. Nie daje ci spokoju, nie wiesz, co się dzieje, jak byś na to zareagował? Co byś sobie pomyślał? - Miała nadzieję, że zrozumie do czego zmierzała. To było niewiarygodne, właściwie naprawdę ciężko było uwierzyć w jego dobre zamiary, musiał jej wybaczyć, że podeszła do tego najbardziej racjonalnie, jak tylko potrafiła. Zresztą cała reszta przyjaciół jej brata tez uprzykrzała jej życie, to było chyba normalne?
- Nie traktowałabym tego jako odwrócony klasizm, bardziej jako realne podejście? - Nie do końca nawet potrafiła nazwać to, o co jej chodziło, dlatego próbowała mu zarysować to, w jaki sposób ona widziała tę sytuację, nie była ona dla niej do końca normalna. Szczególnie w tamtym czasie, kiedy odczuwała dosyć mocno to, że nie pasuje do reszty. Była dziwaczką, miała pozostać dziwaczką. Może przez to się tak bardzo przed tym broniła, bo nie chciała dać nikomu kolejnego powodu do drwiny. Takie podejście wydawało się jej być dużo prostsze, niż założenie czegoś, co przecież i tak nie miałoby sensu. Byli z innych światów, ona to wiedziała, on to wiedział.
- Powiedzmy, że rozważałam na początku, co mogło być Twoją intencją, ale bardzo szybko odrzuciłam tę możliwość, bo wydawała mi się ona niemożliwa. - Nie sądziła, że w ogóle kiedyś będą mieli szansę o tym rozmawiać, więc samo to było bardzo dziwne. Grzebanie w przeszłości, którego się nie spodziewała, ale dobrze, dzięki temu mogli wyjaśnić przynajmniej powód tego, jak wcześniej wyglądała ich relacja, a delikatnie mówiąc była ona dość mocno napięta.
- Tak, jest to całkiem spory wyczyn, kto by się spodziewał, że kiedyś faktycznie uznam za to po prostu przetrwanie, ale zdecydowanie mogło być gorzej. - Spodziewała się, że w jego przypadku sytuacja nieco się różniła, przynajmniej z tego, co udało jej się ostatnio dowiedzieć. Na pewno miał dużo bardziej niebezpieczne życie od tego jej, więc w tym przypadku to naprawdę mogło być spore osiągnięcie.
- Nie wiedziałam, że mam jakiś target, ale jak widać znasz mnie lepiej, niż ja sama, ciekawe. - Oczywiście, że nie mogła się powstrzymać od komentarza, szczególnie, że miała wrażenie, że wydawało jej się, że bardzo dużo o niej wiedział i mógłby ot tak sobie wyrecytować jej oczekiwania. - Śmiało, nie krępuj się, jestem ciekawa, czy trafisz. - Skoro w jego mniemaniu to było takie nietrudne, to kimże była, żeby nie dać mu się teraz popisać tą swoją zdolnością dedukcji. Droga wolna.
Uniosła przy tym butelkę do ust, powoli stawała się ona coraz lżejsza, co sugerowało, że niedługo wypije całą jej zawartość. Nie spodziewała się, że dojdzie do tego tak szybko, cóż, jakoś będzie musiała sobie poradzić ze zbytnim rozplątaniem języka. Nie przejmowała się tym szczególnie, bo on też pił, co mogło sugerować, że również był nieco bardziej rozluźniony niż zwykle, tyle, że był od niej jakieś trzy razy większy, na pewno potrzebował więcej alkoholu, aby wprowadzić się do stanu nieważkości.
- Nie ma opcji wykupić pakietu rozszerzonego? Helen będzie rozczarowana. - Wzruszyła jednak jedynie ramionami, bo najwyraźniej nie dało się z tym nic zrobić, Benjy wydawał się być co do tego przekonany. Spodziewała się, że ma swoje powody, przez które wolał omijać ministerstwo szerokim łukiem. Nie dopytywała o nie. Zresztą tak samo jak o zmianę jego danych osobowych, na pewno jakieś konkretne wydarzenia to spowodowały, może kiedyś czegoś się dowie, nie chciała jednak w tej chwili być wścibska, wiedziała, że mogło to zostać różnie odebrane, a, że aktualnie całkiem miło im się dyskutowało, to wolała tego nie zmieniać.
- Nie jestem pewna, a czy mam inne wyjście? - Oczywiście, że nie zamierzała z nim teraz dyskutować o swoim zaufaniu, miała pewne podstawy, aby twierdzić, że dotrzyma słowa, póki co jej przecież nie zawiódł, nie sądziła, aby miało się to zmienić. Wolała to jednak sprowadzić do tego, że i tak siedziała w tej piwnicy, i tak tu utknęła, miała spore szczęście, że też się tutaj znalazł, chociaż to wiązało się z tym, że była skazana na jego łaskę. Jakoś sobie z tym poradzi.
- Skoro jednak już zaczynam Ci ufać, to lepiej, żebyś tego nie spierdolił. - Rzuciła jeszcze żartem, nie sądziła, że mogłoby do tego dojść, ale jednak wolała go uprzedzić. - Wiesz, masz doświadczenie, potrafię się mścić, szczególnie długoterminowo. - Nie sądziła, żeby wziął jej słowa na poważnie, zresztą Bletchley raczej nie potrafiła nikomu grozić na serio, zresztą trudno było uwierzyć w te słowa, kiedy uśmiechała się, gdy je wypowiadała.
- Wspaniale, to jesteśmy dogadani, teraz już nie ma odwrotu. - Oferta była całkiem atrakcyjna i raczej niosła ze sobą same pozytywy, nie licząc ewentualnego kaca, który zapewne się pojawi po tym, jak wypije z nim ten cały alkohol o którym wspominała, była jednak gotowa jakoś to przeżyć, to nie miał być pierwszy kac w jej życiu.
- To nie tak, że nigdy mi nie skapnął, ale wiesz, mój osobisty wybór, jest zawsze nieco inny. Nie wliczam w to tych sporadycznych momentów, kiedy Lestrange ma lepszy dzień i wyciąga kija z dupy. - Skoro już mieli być ze sobą szczerzy... to nie zamierzała pominąć i tego. Nie mogła narzekać na Corio, ale wszyscy doskonale sobie zdawali sprawę z tego, jakim był człowiekiem, a potrafił być kurewsko upierdliwy, nie, żeby ona sama nie była, może dlatego też współpraca przychodziła im całkiem lekko, byli do siebie dosyć mocno podobni pod wieloma względami.
- Eeee, widzę, że coś w Tobie zostało z dawnych czasów, co? Nie tak łatwo się pozbyć wszystkich naleciałości. - Nawet nie próbowała za nim powtórzyć tego, co powiedział, bo było to dla niej w tej chwili zbyt mocno skomplikowane. Nie dało się jednak ukryć, że Benjy miał w sobie coś jeszcze z tego złotego, bananowego chłopca, którym kiedyś był. Zresztą przecież sporą część swojego życia spędził wśród tej jedynej i wyjątkowej elity. Nie dało się tak łatwo pozbyć pewnych standardów, prawda?
- Jeśli teraz powiem, że nie, to wyjdzie, że się motam w zeznaniach. - Nie mogło być zbyt prosto prawda, nie chciała mu podsuwać tych odpowiedzi na tacy, zresztą, czy gdyby go choć trochę nie polubiła, to siedziałaby z nim teraz w tej ciemnej piwnicy i dyskutowała o tym wszystkim? Odpowiedź chyba była więc całkiem jasna i przystępna, zresztą co by nie mówić o nim, to w każdym momencie ich relacji uznawała go za bystrego, na pewno już się tego domyślił.
- Przypał, czy nie przypał, jakoś sobie z tym poradzę. - Jasne, wiedziała, że póki co próbowali jakoś się dogadać, ale nie wychodziło im to jakoś najgorzej. Nie skakali sobie do gardeł, kiedy poznali swoją tożsamość, wręcz przeciwnie próbowali raczej wyjaśnić dawne niesnaski, co raczej zwiastowało, że może być tylko lepiej, o ile któreś z nich nie zrobi czegoś głupiego. Póki co jednak miała wrażenie, że zmierzali w dobrym kierunku próbując jakoś się dogadać, szczególnie, że mieli znajdować się przez jakiś czas w jednym miejscu. To na pewno spowodowałoby lepszą atmosferę również między innymi osobami, które się tutaj znajdowały. Wiedziała, że na dłuższą metę męczące może być przebywanie w towarzystwie osób, które strzelają do siebie piorunami z oczu.
Nie pogardził jej małym palcem, co świadczyło o tym, że potraktował jej zapewnienia poważnie, chociaż nie był to może szczególnie ambitny sposób na to, aby potwierdzić dotrzymanie słowa. Zrobiła to po to, aby nieco rozluźnić atmosferę między nimi. Nie życzyła mu źle, tak naprawdę nie musiał jej nawet o tym wspominać, trzymałaby język za zębami, bo wiedziała, że miał jakiś konkretny powód dla którego zmienił swoją tożsamość. Nie chciała mu tego utrudniać, nawet jeśli nie wiedziała, czym właściwie było to coś. Po prostu zaakceptowała to, że powinna się do tego dostosować. Nie należała do osób, które musiały poznać przyczyny, może jeśli chodziło o jakieś skomplikowane procesy, opisy rytuałów wtedy tak, jednak nie miała w zwyczaju jakoś za bardzo inwigilować ludzi, nie lubiła wtrącać się w nieswoje sprawy, uważała, że każdy ma jakieś tajemnice.
Uniosła butelkę przed swoją twarz i poruszyła nią delikatnie, zaczynała widzieć dno, to by oznaczało, że jeszcze chwila i będzie musiała sięgnąć po kolejną. W końcu miała do wypicia jeszcze jedno wino, a później coś mocniejszego. Nie zastanawiała się nad tym, czy uda jej się wstać, kiedy wleje w siebie to wszystko, tak właściwie to pewnie zdołałaby się i przekimać w tej piwnicy, gdyby było z nią bardzo źle.
Dopalała powoli również swojego fajka, więc dopiła dość dużym haustem zawartość butelki, aby mieć gdzie wrzucić niedopałek, wolałaby uniknąć oskarżeń Corio o robienie syfu w piwnicy jego ciotki.
- Hmm? - Uniosła wzrok w jego kierunku, nie do końca wiedziała o co może ją zapytać, bo przecież nie należała do szczególnie interesujących osób, a zadał to pytanie tak, jakby faktycznie coś mogło go ciekawić. Zawiesiła na nim swoje spojrzenie, chociaż nie widziała jego twarzy zbyt dokładnie przez ciemność, która ich otaczała. Swoją drogą ona ułatwiała dosyć mocno tę rozmowę.
Kiedy usłyszała pytanie padające z jego ust poczuła, że policzki zaczynają ją piec. Nie do końca tego się spodziewała, na szczęście mrok ich otaczał, więc nie miał szansy dostrzec rumieńców, które pojawiły się na jej policzkach. Było to całkiem wygodne... Powinna się tego spodziewać, prawda? Skoro już rozmawiali o wszystkim, to nie mogli pominąć i tego tematu, nie była chyba jednak na to przygotowana. - Nie wszystkich, ale bywają wyjątki... - Nie mogła przecież zignorować tego pytania, jednak trochę ją wybiło z rytmu. Nie dało się zignorować tego, że to się wydarzyło prawda? Może nie miała wtedy pojęcia, kim był, to jednak wcale nie usprawiedliwiało jej spontanicznego zachowania. Zrobiła to na co miała ochotę w tamtym momencie, wierząc w to, że będzie to całkiem przyjemne zakończenie ich wspólnej drogi. Tyle, że okazało się, że to miał być tak właściwie dopiero jej początek, co nieco, odrobinę komplikowało sprawę. - Zresztą nie mam zbyt wielu przyjaciół. - Dodała jeszcze, sama nie wiedziała po co, ale chyba chciała, żeby to wiedział.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)