– Nie jestem pewien… – powiedział powoli, próbując sobie przypomnieć, czy tego karmelka któreś z kuzynostwa wcisnęło mu dzisiaj czy wczoraj, drobiazg, na który nie zwrócił uwagi. Ale chyba to było wczoraj, prawda? Więc jednak asystentka? Albo kelnerka? A może to ten poltergeist? Albo Cressida przekupiła… Zaraz. Cressida nie musiała nikogo przekupywać, była przecież tutaj.
– Cressida. Musiała coś na mnie rzucić – oświadczył zdecydowanym tonem.
– Christopherze, jestem pewna, że po prostu czujesz się zdenerwowany całą tą sytuacją – powiedziała Anelise z pozornym spokojem. – Nalegam, żebyśmy porozmawiali we troje.
– Po moim trupie – odparł Christopher porywczo, a potem uniósł dłoń do gardła. To znaczy tak naprawdę nie chodziło o to, że nie mogli rozmawiać we troje, ale to był naprawdę fatalny moment na to i chyba wolałby się rzucić z okna: jaka szkoda, że znajdowali się wciąż na parterze. Nie panował nad swoim językiem. Cressida zrujnowała salę, w której mieli wystawiane projekty. Zniszczyła jedną z sukienek, widziała to wszystko klientka, pracownice na pewno będą plotkować jak szalone, wszystko działo się na oczach Victorii, a poza tym dopiero zaczynali się spotykać. Nie, zdecydowanie nie powinni dyskutować nad herbatką we troje. – Widzicie? Coś jest nie tak. Nie idę na żadną herbatkę. Idę do uzdrowiciela – oświadczył zdecydowanie i nawet ruszył do drzwi, ale jakoś sobie przypomniał w ostatniej chwili, że chyba nie wypada ot tak wymaszerować i odwrócił się jeszcze do Lestrange. – Przepraszam, napiszę później, jak sprawdzę, co takiego zjadłem i może znajdę sposób na okrutną zemstę za podanie mi jakichś dziwnych rzeczy. Porozmawiamy we dwoje. Nie we troje!