– Daj spokój… I myślisz, że jak by takie lekcje wróżbiarstwa wyglądały w moim wykonaniu? Zmuszaniem do gapienia się w kulę? – słyszała już o takich praktykach i osobiście była przeciwniczką, by każdego ucznia sadzać przed kryształową kulą, a potem zmuszać do godzinnego gapienia się w mlecznobiały wir. – Układaniem pasjansa? – parsknęła pod nosem. – To robiliście? Całe lekcje próbowaliście zobaczyć coś w kuli albo fusach i większość widziała nic albo rozmokłe fusy, a potem ściemniała? – i wkuwała na pamięć znaczenia symboli, rzecz jasna. – I przerysowywaliście te bezkształtne placki na pergamin? – odwróciła w końcu wzrok od blondyna i na moment przymknęła jasnobrązowe oczy, których teraz ani razu nie zmieniła na kocie, z którymi można ją było tak często spotkać. – Do niczego nie będę cię zmuszać, Cal – nigdy nikogo nie zmuszała do niczego, uważając granice innych za świętość. – Chyba, że będziesz się stawiać przed koniecznymi syropkami, wtedy będę zmuszać – to był jej jedyny wyjątek: kwestie zdrowotne.
Kiwnęła głową na znak, że rozumie. Kwestie podziałów hogwardzkich uczniów zostały jej przedstawione już dawno, chociaż się z nimi z wiadomych powodów nie utożsamiała, ale rozumiała, że do szkoły uczęszczało grono dzieciaków z rodzin, które miały bardzo krytyczne zdanie na temat mugoli czy mugolaków i najczęściej trafiali to jednego domu, więc… zamiast ich porozdzielać i nauczyć w ten sposób większej tolerancji, to się ich wciskało do jednego wora, jednego sosu i dzięki temu umacniali się w swoich poglądach, często radykalnych, a jak tylko odstawałeś, miałeś jakieś inne, to nie dawali ci żyć. Zaś numerologia faktycznie wymagała przeczytania sporej ilości książek – i analitycznego umysłu, który Cal zdecydowanie posiadał. Sama do pewnego momentu zajmowała się numerologią i szyframi, ale okazało się, że nie ma na to wszystko czasu, gdy dodać jeszcze do tego potrzebę związana z malunkiem.
– Wróżbiarstwo jest wymagające. Znacznie bardziej niż się wydaje na początku. Wymaga ćwiczeń umysłu, a nie tylko gapienia się w kształty… Na swój sposób jest to podobne do numerologii. W tym sensie, że trzeba wytrenować umysł do dostrzegania pewnych schematów, by wiedzieć w jaki sposób spojrzeć, żeby zobaczyć, nie wiem czy wiesz, co mam na myśli – bogowie, dobrze, że nie plątał jej się język, bo miała wrażenie, że byłaby w tej chwili jeszcze mniej zrozumiała niż już była.
Nie było żadną tajemnicą, że Ginny nie miała zbyt mocnej głowy, a może i wypili podobną ilość tej Ognistej, ale Gin piła rzadziej, nie była tak wprawiona, całkiem możliwe, że niewiele dzisiejszego dnia zjadła czy to przez stres, smutek i zmartwienie, czy dlatego, że zapomniała, a choć była wysoka jak na kobietę, to była też szczuplutka. Raczej nie uniosłaby zbyt ciężkich kamieni. Przytrzymała się więc wyciągniętej do niej ręki, nim złapała równowagę i poczuła, że jest w stanie iść.
– Dzięki – mruknęła. – Coś ty mi dał – paplała dalej, łypiąc na butelkę, którą Cathal zostawił na kamieniu i wzięła ją ze sobą, żeby tak tu niedopita nie stała, chociaż nie brała kolejnego łyka, gdy przedzierali się przez wrzosowisko.
I nie była pewna, czy wypiła już tak dużo, że ma zwidy, czy to jakaś fatamorgana (choć na tym obszarze chyba takie obrazy nie powstawały? Z drugiej strony może to sama Morgana stworzyła ten miraż… to w końcu były tereny, na których bywała, czyż nie?), czy jeszcze coś innego, ale aż przymrużyła oczy i westchnęła nieco głośniej, niżby sobie życzyła. Filar błyszczał. Migotał w blasku zachodzącego słońca, a przy nim…
Cathal milczał, ale on często milczał i nie było to nic złego, ale czy musiał być akurat w tej sekundzie zajęty tymi cholernymi papierosami? Wyciągnęła dłoń, by złapać go za rękę i zatrzymać. W tym momencie mimowolnie mrugnęła i wszystko zniknęło, a wtedy poczuła coś… czego nie czuła zbyt często.
To był strach.
Aż oczy jej się na jedną krótką chwilę rozszerzyły ze strachu.
A zaraz po tym poczuła jak żołądek podjeżdża jej do gardła i gdzieś w niej obudziła się ciekawość.
– Cal. Cal ten filar – oczywiście, że nie widział, bo gdyby widział, to by coś zrobił. – Błyszczał.