Kwiecień był miesiącem, kiedy świat ponownie zaczynał budzić się do życia. Dni stawały się dłuższe, promienie słoneczne przebijały się przez chmury całkiem przyjemnie grzejąc w twarze, którym brakowało ciepła. Zima odchodziła w zapomnienie, zaczynał się ten dla większości ulubiony czas w roku. Robiło się przyjemnie.
Stella stwierdziła, że jest to idealny moment, aby wyrwać się gdzieś na chwilę. Uciec od szarej rzeczywistości chociaż na moment. Uważała, że jest to świetny pomysł, podzieliła się nim więc ze Stanleyem. Wiedziała, że jej nie odmówi. Nigdy tego nie robił, akceptował jej wszystkie zachcianki. Zastanawiała się jedynie, jak długo to jeszcze potrwa nim zacznie je negować. Póki co jednak nie było to jeszcze jej zmartwieniem.
Napisała więc list, aby ustalić termin tego wypadu. Miała świadomość, żeby umówić się z Broginem, to trzeba to robić ze sporym wyprzedzeniem, w końcu był bardzo zapracowany, nie miał też regularnych godzin pracy, co powodowało, że nie było to wcale takie proste. Udało im się jednak znaleźć wolny dzień.
Avery kiedyś nie lubiła spacerów. Wydawały się jej, że są bez sensu, że nie mają konkretnego celu, a ludzie powinni robić coś po coś. Spacer był czymś dodatkowym, mało efektownym, nie przynoszącym właściwie nic. Zmieniło się to jednak, kiedy poznała Borgina. Nie mogła się z nim pojawiać w miejscach, w których mogli zostać zauważeni. Siedzenie u niej w domu, czy u niego też zaczynało być trochę męczące. Spacer z dala od ludzi, gdzie nikt nie mógł ich zobaczyć, spędzenie razem czasu poza czterema ścianami wydawało się być dla niej aktualnie bardzo atrakcyjne.
Nie należała do osób, które specjalnie lubiły ruch, jednak w sytuacji w jakiej się znaleźli nie widziała innej możliwości. Zresztą, kto mówił, że będą musieli ciągle chodzić, przynajmniej zobaczą coś ciekawego. Starała się nastroić do tego wypadu pozytywnie. Nie mogła się doczekać, kiedy znajdą się na plaży w Porthcurno. Pamiętała to miejsce jeszcze z czasów dzieciństwa. Zabrał ją tam kiedyś ojciec. Chciał jej pokazać, jak piękny może być żywioł. Ocean zrobił na niej wrażenie, jego potęga, fale, które rozbijały się o skały, dla małej dziewczynki było to naprawdę wielkie przeżycie obserwować je z klifów.
Często tam bywała. Było to jedno z jej ulubionych miejsc, nie pokazywała go jednak nikomu. Chciała, żeby Stanley je poznał. Uważała, że byli ze sobą na tyle blisko, że mogła mu je pokazać. Podzielić się tajemnicą. Bywała tam często, szczególnie kiedy miała zły nastrój i chciała ukoić myśli.
W sobotni poranek obudziły ją promienie słońca, które dobijały się do okna. Idealnie. Dzień zapowiadał się na słoneczny, co zachęcało do wyjścia z domu. Avery przygotowywała się do wyjścia dłuższą chwilę. Nie opuściłaby swojego mieszkania, gdyby nie wyglądała idealnie. Wyjątkowo, jak dla siebie zrezygnowała z sukienki, ubrała jedne z dwóch par spodni, które miała w szafie, do tego ubrała niebieski, wełniany sweter. Zdawała sobie sprawę, że wiatr przy wodzie zawsze był silniejszy, więc należało zadbać o odpowiednie ubranie. Na wierzch narzuciła płaszcz z kapturem. Włosy zaplotła w długi warkocz, była gotowa do wyjścia. Opuściła swoje lokum, aby udać się do najbliższego miejsca, gdzie mogli skorzystać z sieci Fiuu. Umówiła się tam z Borginem. Oczywiście pojawiła się na miejscu przed czasem - jak to zawsze miała w zwyczaju.
Nie mogła się doczekać, aż się zobaczą.Perspektywa spędzenia razem całego dnia wydawała się jej być naprawdę obiecująca, wreszcie będzie im dane zobaczyć coś więcej niż cztery ściany, a i będą się czuli bezpiecznie. Miejsce nie należało do tych chętnie odwiedzanych przez tłumy czarodziejów, co zdecydowanie było pozytywem. Nie będą musieli się pilnować i udawać, że nic ich nie łączy. Dobrze im zrobi takie oderwanie się od smutnej rzeczywistości.
Stanley nauczył się przy niej nie spóźniać, miała nadzieję, że i tym razem jej nie zawiedzie, wypatrywała go z niecierpliwością.