— Dziękuję Bell. – odpowiedziałem doceniając jego zmartwienie, ale miałem nadzieję, że uda mu się jakoś pomóc. Poprawiłem swoją torbę na ramieniu, aby było mi wygodniej. Stałem tak jak cymbał wśród traw, zdecydowanie bardziej bezużyteczny w pościgach niż mój własny kot.
Słysząc głos Danielle ruszyłem w jej kierunku sprawnie unikając drzew i gałązek wadzących mi na drodze. W pościgach byłem beznadziejny, ale w poruszaniu się powoli nie było tak źle. Łatwiej mi było wyczuć teren. W prawdzie inaczej byłoby, gdybyśmy byli na jakimś normalnym terenie, a nie takim usianym milionami drzew. Nie mogłem jednak narzekać. Ratowaliśmy niewinną dziewczynę zaklętą w posąg. Sam byłem ciekawy o co tutaj chodziło. Stanąłem blisko Dani i wysłuchałem jej do samego końca nie przerywając. Brenna była niesamowita. Gdybym miał wzrok chciałbym być taki jak ona.
— Mogłabyś mnie postawić w swoim gabinecie i od czasu do czasu podpowiadałbym ci trochę rzeczy odnośnie klątw, ale masz rację, bardziej jestem przydatny żywy na tym świecie. – uśmiechnąłem się i zdjąłem torbę z ramienia, w której wyszukałem moje rękawiczki. Zawsze w nich pracowałem i w sumie były moim stałym elementem. Założyłem je i sięgnąłem po kopertę zaraz po tym jak dziewczyna rzuciła zaklęcia. Otworzyłem ją ostrożnie chcąc zbadać jej zawartość. – Przyjrzyj się i powiedz, czy jest tam coś napisane po angielsku. – odpowiedziałem. Sam próbowałem wyczuć od tej koperty jakąkolwiek energię bądź magię.
Rzut 2x na percepcję
Sukces!
Akcja nieudana