• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Podziemne Ścieżki v
« Wstecz 1 2
[04/1972] Koleżanka brata - Mellvyn Ollivander & Cynthia Flint

[04/1972] Koleżanka brata - Mellvyn Ollivander & Cynthia Flint
Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#1
10.05.2023, 21:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.05.2023, 21:10 przez Mellvyn Ollivander.)  
Szybkie Eliksiry, Podziemne Ścieżki
Mellvyn Ollivander & Cynthia Flint

Prowadził ją za rękę, co samo w sobie było dziwne. Wydawał się bardzo... entuzjastyczny. Bardziej, niż można się było spodziewać po tym, jak opisywał go Dellian.

Chwilę walczył z zamkiem w nieoznakowanych drzwi, które później pośpiesznie popchnął, aż z głuchym hukiem uderzyły w ścianę. Wciągnął blondynkę do środka. I przystanął, wyraźnie zdziwiony.
- Przepraszam za bałagan, ostatnio mało tu bywam - rzucił wesoło, acz nieco nerwowo, po czym wypstrykał światło z lewitujących świec.

Syf. Tu był syf. Koc w panterkę rzucony na kanapę, brudny od popiołu i upstrzony petami. Zbłąkana, pusta karafka na środku gołej podłogi. Lada i okolice zasypane garściami monet lokalnego i obcego pochodzenia. Małpka wódki na blacie, zaraz obok mosiężnej wagi i takiegoż talerzyka z białym-srebrzystym proszkiem, który kiedyś był podzielony na eleganckie kreski. Kompozycji dopełniała pęknięta cegła w suficie i sypiący się z niej pył.

Niezwłocznie zbrał się do strzepywania bilonu na ziemię, pośpiesznie chował wódkę i talerzyk za ladę.
- Chociaż, tak szczerze, gdybym tu więcej bywał, to byłoby tylko gorzej - dodał i Flint prawdopodobnie była skłonna w to uwierzyć.
Ogólnie wyglądał, jakby co najmniej kilka dni nie widział się w lustrze. I jakby dopiero wziął prysznic, chociaż było późne popołudnie. Mimo głębokich cieni pod oczami i przekrwionych białek, wydawał się jednak trzeźwy.

Geraldine pojechała w teren, więc nie miał szczególnej ochoty na życie. Wychodził właściwie tylko po to, żeby kupić coś do żarcia. A jadł głównie chleb i konserwy, więc długie te spacery nie były. Trochę dziczał.
- Czego szukasz? Mikstur czy surowców? Mam głównie na, uhh, sen. Chyba, że coś bardziej rozrywkowego - mówił szybko i teraz chyba żartował, uśmiechał się szeroko.

Nie miał, kurwa, pojęcia kim ona była. Jakąś uzdrowicielką? Nie, nie, ale coś podobnego. Szanowanego. Ale mimo wszystko jeden z tych zawodów, które potrafiły odróżnić szczwół od pierdolonego krwawnika. Miał nadzieję, że faktycznie nie była jakaś lewa.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#2
12.05.2023, 17:54  ✶  
Nie tylko wydawało się dziwne, było. Nienaturalne i zaskakujące, jednak umiejętności dostosowania się do danych warunków, odpowiedni arsenał masek oraz odrobiną charyzmy sprawiała, że Cynthia umiała odzyskać kontrolę nad sytuacją w ciągu kilku sekund. To był chyba jej największy talent. Jej błękitne tęczówki badawczo przyglądały się mężczyźnie, który był bratem Deliana. Byli zupełnie inni. Emanująca od niego energia i aura płynąca ze sposobu bycia sprawiała, że przez ułamek sekundy ciężko było jej uwierzyć w to, że są rodzeństwem. Jednak czy ona i Castiel również nie byli pełni sprzeczności?
- Nie przejmuj się. - odparła z delikatnym wzruszeniem ramion, chociaż jej wewnętrzny pedantyzm sprawiał, że po karku przeszedł ją chłodny dreszcz. Ruchem głowy zgarnęła jasne pasma na plecy, przyglądając się jednej ze świec, gdy już pokonali nieożankowe drzwi, które udało mu się otworzyć.
Był tu syf, nie bałagan. Starała się nie rozglądać i nie przejmować, bo przecież koc w panterkę zupełnie nie był jej sprawą, podobnie jak samotna oraz wymagająca mycia karafka na środku podłogi. Kreski, monety, talerzyk oraz wódka dopełniały odrobinę menelskiej scenerii, jednak po Cynthii nie było absolutnie niczego widać, zwłaszcza zniesmaczenia. Gdzie ona trafiła? Chociaż właściciel przybytku nie wyglądał najlepiej, nie wzbudzał w niej żadnych obaw czy lęku, Flintówna umiała sobie radzić, ale on był odrobinę nieporadny. I może trochę przytłoczony życiem, otaczającą go rzeczywistością? Trudno było jej zdecydować na podstawie obrazu, który malował się przed oczami.
Gorzej? Mógł sprawić, że było tu gorzej?
Na maźniętych karminem ustach przemknął delikatny uśmiech, jakby rozbawiony z jego — miała nadzieję, że żartu, chociaż faktycznie, była skłonna po całym tym arsenale i stanie jego białek mu w to uwierzyć. Ne miała po prostu tak bujnej wyobraźni. Skrzyżowała ręce pod biustem, układając je na materiale czarnej, eleganckiej sukienki.
- Chętnie przejrzę Mikstury na sen, ale jeśli masz ciekawe lub niespotykane składniki, również mogę być zainteresowana. - odpowiedziała w końcu, przesuwając spojrzenie z jednej ze ścian, wprost na jego twarz. Kiedy oni właściwie przeszli na "Ty"? No nic, jak tak chciał, to ona się po prostu dostosuje, jaka to była różnica. Delian mówił, że jej brat może załatwić sporo unikalnych surowców, a ona, zaintrygowana słowem "unikalnych", zdecydowała się odwiedzić jego sklep. Któryś z nich mógł być przełomowym dodatkiem do tworzonych przez nią lub modyfikowanych substancji. Dziewczyna zrobiła kilka kroków, a szpilki wydawały z siebie cichy stukot, roznoszący się echem po pomieszczeniu. - Rozrywkowego?
Cynthia i była i nie była uzdrowicielką. Przeszła odpowiednie przeszkolenie, miała odbyty nawet częściowy staż w Mungu, ale jej kariera powędrowała w zupełnie innym kierunku, porzucając żywych, na rzecz martwych.
Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#3
14.05.2023, 19:52  ✶  
Gdzieś z tyłu głowy był świadomy, że zachowuje się w sposób chaotyczny i narwany, ale za cholerę nie potrafił tego powstrzymać. Nawet jeśli stali już moment, to jego serce jakby nie zamierzało zwalniać.

Absolutnie nie wierzył w to, że nie przeszkadzał jej burdel, ani ogólny brak zorganizowania. Przecież wystarczyło jedno spojrzenie, żeby wiedział, że nie jest taka, jak on. Była czysta, wychuchana, uczesana, schludnie ubrana (nie jak do pracy w czarnej dupie) i do tego nie jebała fajkami. Nawet włosów nie ścinała sobie sama, widział w tym rękę fryzjera.
Ale teraz już było za późno, nic nie mógł poradzić, więc uśmiechnął się do niej tylko, szeroko i promiennie. W ramach łagodzenia stresu próbował skupić się na tym, że miała uroczą buzię, jasne włoski jak księżniczka i łagodne oczy, jakby w jakiś sposób miało to zmniejszyć ryzyko, że się na niego wkurwi. Dodatkowo śmiała się z jego żartu - po tym już nawet faktycznie sobie uwierzył i trzymczasowo zespokojniał.

Otworzył szafkę gdzieś za ladą i zaczął wyciągać kolejne flakony mikstur. Najpierw po dwa, później po cztery, pod koniec to już nawet nie były flakony, tylko małe mugolskie słoiki. Ustawiał je wszystkie w długim rządku na blacie. Różne kolory, różne objętości, wszystko jednakowo nieoznakowane.
Oparł czubek palca wskazującego na upatrzonym produkcie, którego skład chciał właśnie omawiać, ale jej pytanie go rozproszyło. Mogła zobaczyć zmianę w jego twarzy, coś jakby błysk lęku w radosnych oczach.

Nie pasowała tutaj. Stukot jej obcasów na gównianej podłodze brzmiał tak obco, że nie potrafił o nim zapomnieć. Jej pytanie było dziwne, ale dotąd nie powiedziała niczego, co jasno mogło wskazywać na to, że działo się właśnie coś złego. Nigdy nie widział tutaj patrolu policji, ale to może właśnie dlatego, że wysyłala tajniaków?
- O, zależy czego szukasz - odparł wymijająco.
Brat by go nie wysypał. Nie wysypałby go, prawda?

Podszedł do kanapy, żeby ściągnąć z niej zapylony koc. Zwinął go i rzucił na ziemię w najciemniejszym kącie izby. Sama tapicerka wyglądała mdło, ale raczej czysto.
- Siądź sobie, to pewnie potrwa chwilę. A od takich butów stopy muszą boleć - mówił szybko, wracając za ladę. - Jakąś kawę-herbatę zrobię. Możesz w tym czasie opowiedzieć, yyy, jak się poznaliście z moim bratem.
Wyglądało, jakby szczerze zamierzał zaparzyć im kawę w jebanym kociołku nad palnikiem, bo wystawiał właśnie cały ten zestaw na ladę.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#4
15.05.2023, 11:07  ✶  
Nie było jej sprawą, jak się zachowywał i jak żył. Mógł być pierwiastkiem czystego chaosu, ziarnem nieporządku i usposobieniem narwania, ale była to jego decyzja i jego sposób. Nikt nie miał prawa przecież tego kwestionować. Przez myśl jej przeszło, że ludzie będący usposobieniem tego wszystkiego, tworzącego w kwintesencji spontaniczność oraz wolność, byli podobno tymi najbardziej szczęśliwymi.
Podejrzewała, że nie była wiarygodna w swoich zapewnieniach, ale starała się na bałaganie po prostu nie skupiać. Przyszła tu w konkretnym celu, musiała sprawdzić, czy faktycznie miał coś, co mogłoby się jej przydać do któregoś z projektów, a nie oceniać brudną podłogę lub walające się dookoła używki. Teoretycznie sklep nie powinien przypominać meliny, ale w praktyce było to przecież tylko wolą jego właściciela.
Pracowała w Ministerstwie, musiała być schludna i ułożona. W jej prezencji na próżno było jednak szukać przepychu lub nadmiaru, była bardzo skromna i powściągliwa, wierząc, że piękno tkwi w prostocie. Nie nosiła zbędnej biżuterii, tak samo, jak nie wykonywała zbędnych ruchów, wszystko było istotnie — dopasowane. Nie znaczyło to jednak, że każdy nie mógłby być, jak taka Panna Flint, nie wymagało to wcale dużo wysiłku, a bardziej stanowczości i systematyczności w działaniach. Chęci.
Jego uśmiech bardzo przypominał ten, którym obdarzał ją Delian i skojarzenie to sprawiło, że i jej kąciki drgnęły ku górze, gdy błękitne tęczówki przesunęły po twarzy mężczyzny, odszukując jego spojrzenia. - Uśmiechacie się z bratem w bardzo podobny sposób, nawet Fergus tak robi. To chyba rodzinny talent Olivanderów. - powiedziała zgodnie z prawdą, bo i przyjaciel pojawił się przed jej oczami, bo usta układały im się w ten sam sposób. Miał szczęście, że nie używał zwrotu "Księżniczka" głośno i że Cynthia nie umiała czytać w myślach swoich rozmówców, bo uznałaby, że zdecydowanie przesadza i wyolbrzymia. Daleko jej było do takowej, prędzej królowej lodu, jak mawiał otwarcie Sauriel. Użycie epitetu "urocza" byłoby dla niej równie zaskakujące.
Obserwowała, jak wyjmował fiolki oraz słoiczki, jak na ladzie piętrzyły się maści i eliksiry. Mimowolnie poświęciła każdemu z nich więcej uwagi, próbując zgadnąć lub domyślić się tego, z czym miała do czynienia. Jej kroki znów rozniosły się echem, gdy podeszła bliżej, nachylając się odrobinę i rozluźniając dłonie. Dostrzegła błysk niepewności w radosnych wcześniej ślepiach, jednak nie zareagowała, nie chcąc go bardziej płoszyć. Była doskonałym obserwatorem, znała się na ludziach chyba lepiej, niż na zaklęciach, a już na pewno transmutacyjnych.
- Sama nie wiem. Czego szukam? - odparła mu pytaniem na pytanie, prostując się i obdarzając go pociągłym spojrzeniem, znów pozwoliła sobie na wzruszenie ramion, subtelnie wprawiające w ruch jasne pasma włosów. - Eksperymentuje, szukam możliwości i poszerzam horyzonty. Hmm?
Odprowadziła go wzrokiem, nieco zbita z tropu, ale przytaknęła i skierowała się do kanapy, siadając i poprawiając materiał sukienki, gdy ten rozlazł się po jej nogach. Ułożyła dłonie na kolanach, prostując palce. Siedziała prosto, raz jeszcze przesunęła wzrokiem po sklepie, mając zupełnie inne pole widzenia. Kanapa była dość wygodna.
- Obydwoje pracujemy w Ministerstwie, czasem odwiedza mnie w prosektorium. No i jest jeszcze Fergus, z którym przyjaźnię się od czasów Hogwartu. - wyjaśniła mu dość pogodnym głosem, obserwując jego poczynania z odrobiną zaskoczenia, bo o kawie lub herbacie z kociołka chyba jeszcze nie słyszała. Flint umiała się jednak dostosować, znaleźć równowagę w każdej sytuacji. Wystarczyło zachowywać kontrolę, nosić właściwą maskę. - Twój brat naprawdę dobrze sobie radzi, jest obowiązkowy i można na nim polegać.
Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#5
17.05.2023, 02:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.05.2023, 02:38 przez Mellvyn Ollivander.)  
W odpowiedzi na komplement parsknął śmiechem. Nie spodziewał się go i w pierwszej chwili w ogóle zapomniał o tym, że składał się głównie z porównywania go do jego brata i kuzyna. Parę sekund przyglądał się jej filigranowym ustom i gdybał: o ile lat mogła być od niego młodsza? I jak bardzo złym pomysłem byłoby to, o czym właśnie myślał? Cóż, złym. Bardzo złym. Byłoby to cholernie złym pomysłem, ale od kiedy takie szczegóły były w stanie go powstrzymać?

Gdy parzył im po niekonwencjonalnej tureckiej kawie, nucił pod nosem jakąś piosenkę Indexi, jedną z nowszych. Kurwa, aż żałował, że nie posiadał nawet jednej kasety, ani niczego, na czym mógłby ją odtworzyć. Brakowało mu czegoś, co mogłoby mu szumieć koło ucha. Nawet nie odprężająco, potrzebował po prostu więcej. Więcej dźwięków, więcej bodźców, więcej wspomnień, więcej myśli, więcej opcji, więcej zasad, więcej przeszkód, więcej wysiłku.
Syknął - wrząca kawa chlapnęła mu na rękę, bo chociaż rozlewał ją magią, to nie mógł powstrzymać się przed manualnym asekurowaniem dymiącego strumienia. Oblizał plamę, posłodził im i zamieszał. On miał dostać wyszczerbiony kubek, ona miała dostać filiżankę, na spodku której elegancko ułożył szluga i paczkę zapałek. Taki deser, normalnie jakby byli w domu. Znaczy - w Serbii.
- Wow, prosektorium - skomentował ze szczerym uznaniem w głosie, jakby wcale nienaumyślnie jej gratulował. - Jak byłem dzieckiem, to zawsze marzyłem, żeby tam pracować. Ale oceny się niestety nie zgadzały.
Nie mógł sobie przypomnieć, co to było prosektorium. Coś mu świtało, chyba, nie miał jednak pewności, więc ton odpowiedzi utrzymywał mglisty. Nie chciał powiedzieć czegoś głupiego, jeszcze za krótko go znała.

Stuknął różdżką o krawędź kociołka; jednym gestem opóźnił go, umył i zgasił pod nim ogień. Później ujął oba przygotowane naczynia w dłonie i ruszył w kierunku kanapy, aby wręczyć Cynthii jej śliczną filiżankę. Później sam usiadł obok niej. Na szczęście kobieta była sporo niższa, niż Geraldine, więc tym razem nawet nie musiał stykać się z gościem kolanami.
- Wiem, wiem. Dellian jest taki. Zawsze był. - Skrobał łyżeczką po dnie swojego kubka. - A przynajmniej tak obstawiam, bo mnie tu nie było przez większość jego życia.

Nareszcie podniósł naczynie do ust i mógł napić się tej kawy. Czekał tylko, aż jego serce wejdzie w nadświetlną, prawie jak na fecie. Prawie jak na pazurze. Niby to był tylko marny substytut, ale mimo to i tak czuł się świetnie.
- Skoro kontakt złapaliście dobry, to myślisz, że jak będzie? - zapytał, sielankowo kładąc plecy na oparciu kanapy. - Wiosna jest, natura budzi się do życia. Razem zamierzacie eksperymentować, poszerzać horyzonty?
Uśmiechał się, patrzył jej prosto w oczy i starał się udawać, że nie drży mu ani jedna noga.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#6
17.05.2023, 20:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.05.2023, 22:04 przez Cynthia Flint.)  
Nie zamierzała go porównywać, a przynajmniej niczym innym, niż formą typowo Olivanderowego, odrobinę kojarzącego się z Piotrusiem Panem uśmiechu. Był jednocześnie zawadiacki, ale i słodki. Unikatowy. I każdy z przedstawicieli tego rodu mógł po prostu się takim pochwalić, a dobry uśmiech był olbrzymim ułatwieniem, gdy przychodziło do kontaktów towarzyskich i socjety. Czując na sobie jego spojrzenie, które wciąż niosło ślady wesołości oraz śmiechu, zastanawiała się, nad czym tak gdyba i o czym myśli, jednak uśmiechnęła się jedynie delikatnie, nie zadając pytania na głos. Pozostały jej domysły. Może był trochę szalonym Piotrusiem Panem?
Nie miała pojęcia, czego spodziewać się po kociołkowej kawie i zaparzającym ja mężczyźnie, a jego syknięcie sprawiło, że głowę przekręciła nieco na bok, przesuwając jasnymi tęczówkami po jego górnej części ciała, skupiając się dłużej na chlapniętej kawą dłoni. Wyglądał na odrobinę niezdarnego, a jednak Delian mówił o nim w tak szczególny sposób, że nie chciała go wrzucać do jakiegoś worka i schematu, dając zwyczajnie szansę. Nic na tym nie straci, a mogła zyskać. Warto było szukać wartościowych aspektów w znajomości z ludźmi.
- Naprawdę? Wybacz moje zaskoczenie. - zaczęła tonem faktycznie i szczerze zaskoczonym, gdy wspomniał tak entuzjastycznie wręcz o miejscu jej pracy, bo ludzi zwykle przyprawiało o dreszcze. Śmierć budziła strach, społeczeństwo wciąż nie radziło sobie z jej widmem i osoby, które poświęcały się pracy polegającej na zagłębianiu tajemnic umarłych, były może i obdarzone szacunkiem, ale wzbudzały również pewien rodzaj strachu. Niekiedy dość wygodnego, jeśli umiało się go odpowiednio wykorzystać. - Niewiele osób marzy o pracy w kostnicy, sekcjach zwłok i przebywaniu w chłodni.
Dodała z delikatnym wzruszeniem smukłych ramion, tłumacząc mu jednocześnie wcześniejszą emocję, która pojawiła się w jej głosie. Ruchem głowy przesunęła jasne pasma na plecy, wsuwając się odrobinę głębiej w kanapę, wciąż jednak nie opierając pleców. Gdy usiadł obok, mimowolnie obróciła się odrobinę w jego kierunku, aby swobodnie móc go widzieć i prowadzić rozmowę. - Dziękuje, pachnie naprawdę ładne. - złapała za filiżankę, czując aromat wdzierający się do nozdrzy, jeden z jej ulubionych. Oparła naczynie o kolana, zatrzymując na chwilę wzrok w ciemnym naparze. Nie wyglądał, jakby chciał ją otruć, a do tego pił to samo. Jedyne co, w kociołku mogła pojawić się jakaś używka. Faktycznie, była dość szczupłą i drobną dziewczyną, chociaż na wzrost akurat nigdy nie narzekała. - Więc pewnie jesteś z niego dumny. To prawdziwa iskierka korytarzy.
Powstrzymała się od pytania, czy żałował braku swojej obecności w życiu brata — a przynajmniej w większym stopniu, uznając, że to nie jej sprawa. Przyglądała się chwilę, jak pił, po czym sama uniosła filiżankę, robiąc niewielkiego łyka. Intensywny, odrobinę gorzkawy smak rozlał się po podniebieniu, a ona zwilżyła wargi, aby pozbyć się kawowego posmaku. Całe szczęście, że przełknęła, bo jego kolejne słowa były zaskakujące. Ściągnęła na ułamek sekundy brwi, odwracając twarz w jego stronę, odszukując jego spojrzenia swoim własnym. O dziwo, on sam wyszedł jej naprzeciw. - Pytasz mnie, czy mam relację romantyczną z Twoim bratem i czy wiosna temu sprzyja? - zapytała tylko, dość bezpośrednio, ale i wciąż miło oraz łagodnie, bo chciała mieć pewność, że właściwie zinterpretowała słowa mężczyzny. Cynthia zawsze miała drobny problem z emocjami, niewiele bodźców pobudzało ją do życia i pozbawiało kontroli. Wszystko przyjmowała spokojnie i z klasą, trochę niczym jej trupy z ciemnych worków. Nie uciekła wzrokiem, nie mrugnęła nawet, oczekując widocznie odpowiedzi. Skąd przypuszczenie, że łączyło ją coś z Delianem? Owszem, przez myśl jej przeszedł dotyk jego palców na licach, co było wspomnieniem dość intensywnym, ale i ulotnym. Zresztą nie sądziła, że on w ogóle spoglądał w kierunku na płaszczyźnie innej, niż kumpelskiej.
Kura Domowa
have a drink and watch the universe bend
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Włosy i oczy brązowe, wzrost to 184 cm. Zawsze pokazuje się w tym samym komplecie skórzanej kurtki, wytartych jeansów, górskich traperów i płowej szaty. Wygląda jakby nie spał od tygodnia; pachnie aptekarskimi ziołami i fajkami.

Mellvyn Ollivander
#7
18.05.2023, 20:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2023, 20:57 przez Mellvyn Ollivander.)  
Kiedy prosektorium okazało się nie mieć większego związku prawem czarodziejów, odchrząknął nagle i zakaszlał, starając się zdusić rwący mu się z trzewii rechot. Podejrzewał, że to będzie po prostu jakaś zakurzona siedziba magicznych prawników, coś takiego pasowałoby do Ministerstwa.
Absolutnie nie zamierzał przyznać się do pomyłki, przecież nie chciał przegrać tej dziwnej gry. Zamierzał za to ryzykować dalej, zamierzał podwoić stawkę, będzie wtedy śmieszniej.
- Taak, przez całe życie jakoś mnie tam ciągnęło. Do kostnicy, znaczy. - Bawiło go w pizdę, kiedy mówił tak o samobójstwie. - Może dzięki tobie znajdzie się jeszcze szansa, żebym faktycznie kiedyś tam zajrzał.
Czy jak tam wejdzie, to się porzyga? Nie. Może. Pewnie tak. Szybko przestał się nad tym zastanawiać, miał przyjemniejsze myśli do pomyślenia.
Upił kawy i uśmiechnął się do Cynthii wyjątkowo frywolnie, kontynuował:
- Bo w chłodni jeszcze nie "obcowałem" - mówił, chyląc się lekko w jej kierunku, chyba nieświadomie. - A z chęcią bym spróbował.

Rozpiął dwa górne guziki znoszonej koszuli; zrobiło mu się za gorąco, chociaż wcale nie było tutaj szczególnie ciepło. Raczej wilgotno - siedzieli w ciężkim, zastanym powietrzu o zapachu anyżu, mięty, dziurawca i tytoniu, kryjącym swąd grzyba i szczurów.
Wybitnie nie spodziewał się, że będzie taka bezpośrednia. Z Geraldine zdążył odwyknąć od tego, bo chociaż była szorstka i śmiała, to rzadko mówiła wprost. Jeśli chodziło o emocje, to większości musiał się domyślać.
- Wiosna sprzyja takim rzeczom, o to cię nie pytam. Bo to wiem - odparł, nawet nie próbując ukryć rozbawienia. - Ale tak, o to właśnie mi chodziło. O to, czy taką relację masz z nim obecnie albo czy zamierzasz mieć taką w przyszłości.

Nagle, dosyć nieoczekiwanie, wyciągnął dłoń w jej kierunku. Nie dotknął jej, nie złapał, jedynie z przesadną ikrą wskazał palcem na papierosa na spodku od filiżarnki.
- No, miło, że kawa smakuje, ale czekam aż spróbujesz fajki. Bo ta kawa to nic, taka sama jak w całym Londynie, tylko zazwyczaj jej tutaj tak nie parzą... - tłumaczył bardzo zaangażowany. - Ale ta fajka! Ona jest, kurwa, z Jugosławii. Niedużo mi takich zostało, kilka chyba, więc możesz czuć się wyróżniona. Specjalna.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#8
21.05.2023, 22:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2023, 00:21 przez Cynthia Flint.)  
Brew jej minimalnie drgnęła, ale twarz nie zdradziła rozbawienia, nie zdradziła też zaskoczenia jego reakcją, którą sam zresztą próbował ukryć. Czyżby jednak prosektorium nie było szczytem jego marzeń powiązanych z karierą oraz z przyszłością? Nie wpadła jednak na to, że mógł uznać kostnicę za miejsce powiązane z prawem czarodziejów, chociaż w pewnym stopniu sekcje pomagały je egzekwować, wskazując potencjalne metody oraz narzędzia zbrodni, co miało wpływ na całe śledztwo, a później toczącą się sprawę. Ministerstwo nie działało sprawnie, pogrążone było w wewnętrznym chaosie i podejrzeniach, ale gdyby znalazła się odpowiednia jednostka w odpowiednim miejscu, która umiała pociągać za sznurki i zachęcać ludzi do pracy, mogło być zaskakująco skutecznym mechanizmem.
Prowadzenie gier towarzyskich było znacznie zabawniejsze, jeśli ktoś był w stanie je dostrzec, a już w ogóle — próbować w nich uczestniczyć. Nudne, oklepane konwersacje były męczące, ciągle takie same.
- Oh, zaskakujące. Jestem przekonana, że gdybyś się trochę postarał, dostałbyś się na staż. Ostatnio mamy dużo pracy w związku z tym, co dzieje się pod wpływem narastających wpływów oraz poglądów. Aurorzy również mają pełne ręce pracy. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, jakby w pierwszej części wypowiedzi stwierdzała jakiś fakt, a w drugiej natomiast odrobinę posmutniała, jakby przejmowała się losem wszystkich ofiar popleczników Voldemorta lub innych morderców. Na jego kolejne słowa, uśmiechnęła się z odrobiną dziewczęcej wręcz nieśmiałości, pozwalając sobie na przesunięcie spojrzenia na trzymaną przez siebie filiżankę z aromatyczną kawą.
Do zapachu formaliny oraz krwi, a także środków czyszczących, bardzo szybko i łatwo można było przywyknąć, tak sądziła Flintówna. Przez pierwsze dwa dni zwłaszcza ten pierwszy aromat dał jej trochę popalić, ale im więcej godzin tkwiła w prosektorium, tym mniej to zauważała i nawet jedzenie w kanciapce śniadania, obiadu czy chociażby ciasteczek, przestało stanowić jakikolwiek problem. Ludzie byli gatunkiem zdolnym przystosować się do każdej sytuacji i warunków zewnętrznych. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy, frywolny uśmiech nieco ją zaskoczył, bo zwykle to ona zasłaniała się kokieterią. Nie drgnęła, nawet gdy się pochylił, nie uciekła spojrzeniem. - Zapewniam, że to może być... Niezapomniane przeżycie, aczkolwiek dla ludzi o mocnych nerwach.
Odparła nieco ciszej i w sposób absolutnie pozbawiony dwuznaczności, specjalnie sięgając po łagodniejszy ton głosu, nieco cieplejszy, niż miała w zwyczaju. Na sam koniec uśmiechnęła się jeszcze, jakby celowo przenosząc spojrzenie na jego usta, po czym odwróciła głowę w stronę kawy, robiąc łyka wciąż przyjemnie parzącego napoju. Fenomenu zimnych kaw Cynthia chyba nigdy nie zrozumie.
Kątem oka dostrzegła rozpięcie guzików, jednak udała, że wcale tak nie było, zwilżając jedynie wargi w celu pozbycia się pozostałości cierpkiego smaku przygotowanego w kociołku naparu. Na tle panujących w pomieszczeniu aromatów, mięta była dość zaskakująca i niezbyt współgrająca z resztą, zwłaszcza tym anyżem.
Zawsze starała się obrać właściwą strategię, dostosować do swojego rozmówcy, aby dostarczyć mu tego, czego mógłby chcieć lub oczekiwać, a jej przyniosłoby to w przyszłości korzyści lub kontakty, które opiewać mogły w dostarczanie cennych składników alchemicznych. Gdyby spojrzeć głębiej, pozbawić jej maski oraz wytrącić ze smukłych rąk kontrolę, blondynka nie miała o emocjach zbyt dużego pojęcia.
- Nie podejrzewałabym Cię o romantyzm, cóż za zaskoczenie. - skwitowała jego słowa z nutą rozbawienia, bo kojarzenie wiosny z miłością, rozkwitem kwiatów i wiciem gniazdek kojarzyło się jej z amatorami opasłych powieści, skupionych głównie na uczuciach. Jego kolejne słowa sprawiły, że uciekło jej spomiędzy warg ciche mruknięcie zastanowienia, bo prawda była taka, że nie bardzo wiedziała, jak właściwie na to odpowiedzieć. - Nie wydaje mi się, aby Delian myślał o mnie w ten sposób. Po prostu przyjemnie nam się rozmawia. Czy jakiekolwiek planowanie relacji ma właściwie sens?
Zapytała na sam koniec, chociaż poniekąd mógł to postrzegać jako pytanie retoryczne. Ludzie byli albo schematyczni, albo zaskakujący, jednak kwestia relacji i wiążących ich z innymi nici, nie mogła i nie powinna chyba być oceniania oraz określana jednostronnie. Nigdy nie wiadomo, jakie wydarzenia miały nadejść następnego dnia oraz kogo los miał postawić na naszej drodze.
Powędrowała wzrokiem na jego dłoń, zaciskając mocniej palce na trzymanej filiżance, aby przypadkiem jej nie strącił ze spodka. Upiła już trochę, jednak kawy wciąż była połowa.
-Skoro zdecydowałeś się podzielić nią specjalnie ze mną, jak mogłabym odmówić. - zaczęła po chwili milczenia, odstawiając naczynie na bok i sięgając po papierosa, obróciła nim w dłoniach, a następnie podsunęła pod nos, sprawdzając aromat. Dość mocny i specyficzny, Cynthia nie była nałogową palaczką, aby się na tym znać. - Ma jakieś.. Wyjątkowe efekty, czy to po prostu tamtejszy papieros o wyjątkowej odmianie tytoniu? - kontynuowała z odrobiną zaciekawienia, bo w Jugosławii nigdy nie była, ale wolała też wiedzieć, czym Olivander ją częstował. Lubiła zachowywać ostrość umysłu. - Masz ognia?
Wsunęła papierosa między wargi, odwracając się w jego kierunku w oczekiwaniu na podpalenie używki — zwykłej lub też niezwykłej. Rozmowa przebiegała o dziwo sprawnie, chociaż zdawał się być względem niej podejrzliwy. Gdy dziewczyna uzyskała składniki, po które przyszła - zapłaciła i pożegnała się.

Postać opuszcza sesję
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (2352), Mellvyn Ollivander (1486)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa