- Zupełnie jak mama! Możesz być z niej dumna, taka śliczna i ułożona dziewczyna.
- Oh dziękuje, gdyby tylko była mniej ambitna, naprawdę. Może zajrzymy do was na herbatę w przyszłym tygodniu. Co myślisz, kochanie?
- Oh, jest Pani dla mnie zbyt miła, naprawdę. Oczywiście, to doskonały pomysł mamo.
- Cudownie, Ayaz się ucieszy. Szkoda, że nie mógł dziś przyjść.
- Tak, miałam nadzieję, że będę mogła z nim porozmawiać. - przytaknęła z westchnięciem i smutną miną, kręcąc delikatnie głową w stronę elegancko ubranej kobiety w złotych kolczykach, która chyba pracowała w departamencie magicznych zwierząt w tureckim ministerstwie, ale Pandora już nie była pewna. - Przepraszam mamo, pozwolisz, że pójdziemy się napić? Obiecałam pokazać Hjalmarowi ogród.
- Oczywiście kochanie. Przewietrz się odrobinę, a potem porozmawiasz z Panem Omerem.
- Naturalnie. Miłego wieczoru. - skłoniła się ze swoim najbardziej czarującym uśmiechem i przesunęła dłonią po jego ramieniu, subtelnie nakierowując go w stronę wyjścia na taras, celowo wybierając drogę przy kelnerach, aby złapać za kieliszek szampana. - Jeszcze trzydzieści minut musimy to znosić, a potem przysięgam, uciekniemy tym ogrodem. - szepnęła w jego stronę z uśmiechem, maskując przy tym sens jego wypowiedzi. Skinęła głową mijanemu młodzieńcowi, gryząc się w język, żeby nie rzucić komentarza na temat tego, jak wrabiała ją jej matka. Okropny potwór, nie kobieta. Zapowietrzyła się delikatnie na widok kolejnego gościa, odwracając się przodem do Islandczyka i dłońmi poprawiając mu kołnierzyk od koszuli, wbiła w niego spojrzenie, które nawet nie mogło być formą wołania o pomoc, bo przecież taką miała z rodzicami umowę. Umowy i obietnice był równie ważne. - Nie wyglądasz wcale, jak pingwin. - zauważyła cicho, skupiając wzrok na jego twarzy i przy okazji nasłuchując, czy kolejni potencjalni rozmówcy sobie poszli. I już naprawdę byli tak blisko wyjścia na zewnątrz, gdzie liczyła na kilka minut spokoju, to pojawiły się te sępy, a przynajmniej dwa z nich, bo trzecia z kuzynek kołysała się gdzieś na parkiecie ze swoim narzeczonym. Obydwie zbyt poważnie odstrojone przez matkę, zbyt mocno umalowane i z mnóstwem złota na sobie, wbiły błyszczące spojrzenie w blondyna, wcale nie ukrywając fascynacji jego ramionami odzianymi w materiał białej koszuli. Brunetka uniosła brew, przyglądając się im z niedowierzaniem.
- Myślałam, że przyjdziesz ze mną! - poskarżyła się Hayat, krzyżując ręce pod biustem tylko po to, żeby go podkreślić. Towarzysząca jej Deniz trąciła ją łokciem, a Pandora mruknęła coś pod nosem w tureckim języku, robiąc dużego łyka szampana. Zimnego, przyjemnie rozchodzącego się po ciele i zostawiającego dreszcz na odkrytych ramionach i szyi, bo wybrana przez nią sukienka (nie beza), była gładka i dopasowana, ciemnoczerwona. Nie mogła jednak zrobić nic innego, jak posłać mu pytającego spojrzenia, bo przecież to nie tak, że obraziłaby się, gdyby poszedł trochę pobawić się z jej kuzynkami, zawsze lepiej niż z którąś z dziewczyn, których ewentualnie nie lubiła. A kilka takowych by się znalazło.
- Jeśli masz ochotę, mogę Cię na trochę z nimi zostawić, żebyś.. Poznał tutejsze zwyczaje czy coś, a ja pójdę znosić znajomych mojej matki. W końcu chciałabym, żebyś chociaż trochę się dobrze bawił. - rzuciła ciszej, tak, aby tylko on usłyszał, ignorując zupełnie dwie małolaty, które posłały im zaciekawione spojrzenia. - Tylko musisz mieć świadomość, że one nie będą jedynymi, które Cię oblecą. Jak ćmy do ognia.
Dodała, przesuwając wzrok z jego błękitnych oczu na kilka pozostałych osób, które miała dookoła. Większość z nich pewnie znała, nie pamiętając jednak imion. Oczywiście na jej twarzy malowała się elegancja, łagodność i spokój, a Niedźwiadek był chyba jedynym człowiekiem na sali, który zdawał sobie sprawę z tego, jak zirytowana była marnowaniem wieczoru na coś takiego. Dostrzegła w tłumie Su, o której prośbie sobie przypomniało, co spowodowało, że z bezgłośnym westchnięciem, zagarnęła luźne pasmo za ucho. Zdecydowała się wyprostować włosy całkiem, przez co sięgały jej za pas. Gdzie był ten chłopak, którego ona sobie wypatrzyła, a którego nie umiała zaczepić? - Jestem na to za stara. - dodała pod nosem, szukając wzrokiem kogoś, kogo sama nawet nie była pewna. Pomimo tego, że dała mu wolny wybór, wcale nie puściła jego ramienia, przynajmniej dopóki nie będzie musiała.
- Ah, Pandora. Cudownie Cię widzieć. Wróciłaś z Europy? Cóż za śliczna sukienka.
Zacisnęła oczy, licząc do trzech i odwróciła się do właścicielki głosu, obdarzając ją ślicznym uśmiechem.
- Nisa, Ciebie również wspaniale widzieć. Tak, niedawno. - przerwała na chwilę, czując, jak brązowooka lustruje ją spojrzeniem, a nic jej tak nie irytowało, jak ocenianie jej po ubraniu. - Musisz mi zdradzić, jak to robisz? Wiesz, chodzą Ci same oczy, a nawet nie ruszasz głową, jak mi się tak przyglądasz. To prawdziwy talent, powinnam nabrać w tym wprawy, całkiem praktyczne, nie sądzisz? - zwróciła się do swojego towarzysza z uśmiechem i delikatnym wzruszeniem ramion, a potem zrobiła kolejnego łyka szampana. Za szybko znikał z kieliszka.
- Zabawna jak zwykle. Ten zagraniczny humor się Ciebie trzyma. Ah, niech Pan wybaczy mi moje maniery. Nisa. - przedstawiła mu się, skupiając na nim uwagę i posyłając mu spojrzenie spod wachlarza ciemnych rzęs, czego Pandora wcale nie omieszkała nie zauważyć, dopijając po prostu swojego alkoholu i odstawiając pusty kieliszek barmanowi na tackę, obdarzyła pracownika krótkim uśmiechem. Teoretycznie miała spokój, bo większość — przynajmniej kobiet, zwracała uwagę na niego, a praktycznie, irytowało ją to w jakiś sposób. Deniz chrząknęła, robiąc kilka kroków w ich stronę i przypadkiem trąciła kobietę ramieniem, puszczając kuzynce oczko.
- Obiecał mi Pan taniec, pamięta Pan? - skłamała słodko i płynnie, posyłając mu krótki uśmiech. Chyba bardzo tego chciała, a przez to, jak patrzyła, Pandora nawet nie mogła się na nią z tego powodu zirytować, bo wciąż była tylko nastolatką, która miała w głowie te wszystkie niedorzeczne powieści.
- Pandora? Pozwól na chwilkę skarbie.
Głos matki sprawił, że przebiegł jej po plecach dreszcz, nieprzyjemny i świadczący o niezadowoleniu. Zupełnie, jakby ktoś wepchnął ją do wody. Nie bardzo była zadowolona z miejsca, w którym tkwili. Chciała zrobić jedno, po głowie chodziło jej drugie, a mogła pozwolić sobie tylko na najgorszą, trzecią możliwość. - Przepraszam na chwilę, zaraz wrócę. - powiedziała teoretycznie do wszystkich, ale skupiła się głównie na nim, bo naprawdę, nie mogła jej jeszcze odmówić, przynajmniej przez kilkanaście minut. Skorzystała jednak z Deniz, która była mniejszym złem, niż Nisa. - Miałaś do niego kilka pytań, prawda? Zajmij się moim towarzyszem.
Nie, żeby użyła słowa "moim" z przesadną intonacją i obdarzeniem koleżanki krótkim spojrzeniem, zanim łapiąc za kraniec sukienki, ruszyła w stronę swojej rodzicielki, licząc przynajmniej na interesującego rozmówcę. Tym samym Deniz wplotła Hjalmarowi dłoń pod ramię, faktycznie, zasypując go pytaniami o Islandię oraz o to, czy te wszystkie mitologiczne sprawy były prawdziwe.