• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[03/1972] Prywatka - Desmond & Oleander

[03/1972] Prywatka - Desmond & Oleander
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#1
28.05.2023, 03:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2023, 03:33 przez Desmond Malfoy.)  
Mieszkanie Desmonda Malfoya
Desmond Malfoy & Oleander Crouch

Słuchał dziewięciu magicznie wygłuszonych uderzeń pozłacanego zegara naściennego, znudzonym spojrzeniem patrząc na dżdżyste kłęby śniegu, które szybko topniały na szybie wysokiego okna. W tym żałośnie pustym salonie bawiła się wyłącznie ich dwójka, usadzona na twardej kanapie tuż przy suto zastawionej ławie kawowej. Wszystkie te ciasta i słodkie przekąski Desmond przygotował sam, od podstaw, przez to ostatnie kilka dni, które spędził w samotności. Jaka szkoda, że ledwo ktokolwiek je tknął.
- Wiedziałem. - W porównaniu z tym, jak oschle zwykł mówić, jego głos wyrażał tym razem wyjątkowo dużo emocji; głównie uparcie hamowaną frustrację. - Wiedziałem że tak będzie.

Oderwał wzrok od okna i pogrzebał widelczykiem w białym winie, które przez przypadek wylał na swoją tartę. Jakby dopiero teraz mu się o tym przypomniało, spojrzał na mokrą plamę na swojej błękitnej koszuli. Zazwyczaj wilgoć bawełny klejącej mu się do skóry wyprowadzałaby go z równowagi, ale teraz nawet nie był w stanie umiejscowić w czasie momentu, w którym trunek wylądował na jego piersi. Na pewno było to już po tym, jak zostali sami.
Sporo skupienia kosztowało go to, żeby nie przetrzeć po raz kolejny zaczerwienionych powiek. Zamiast tego ujął w dłoń brudny od czekoladowego kremu kieliszek i uniósł go do ust. Nie czuł się jeszcze wystarczająco pijany.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Uwaga! Sesja zawiera graficzne opisy przemocy i śmierci.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#2
28.05.2023, 03:20  ✶  
Rzadko rozumiał, że na umówione spotkania należy stawić się na czas. Jeżeli był z kimś sam na sam, spóźnienia nie przekraczały piętnastu minut. Ot, po prostu sam nie chciałby czekać dłużej. W sytuacji, gdy zjawiał się na grupowych imprezach, czas zdawał się bardzo luźny, elastyczny i rozciągliwy.
Do nowego lokum Desmonda przybył z czterdziesto minutowym opóźnieniem. W glorii, chwale i salwie powitań, które zazwyczaj były mu na rękę, acz nie gdy napotykał tak znane spojrzenie niebieskich oczu. Zazdrosne, poniekąd zasmucone - przynajmniej tak odbierał to Oleander i właśnie dlatego pod umiejętnie wyciętą marynarkę założył beżowy golf, oszczędzając sobie prezencji nazbyt dobrej i oficjalnej. Z biżuterii, której zazwyczaj miał na sobie sporo, też praktycznie zrezygnował, dobierając jedynie perłową bransoletkę, którą i tak zasłaniał mankiet marynarki.
Towarzystwo innych mu nie przeszkadzało, zwłaszcza, gdy ich obecność definitywnie radowała Desmonda. Nie mógł jednak pozbyć się myśli, że wolałby, aby zostali sami, że nikt inny nie jest im potrzebny, że mogą bawić się tak samo dobrze tylko we dwójkę. Wino przyjemnie spychało te rozmyślenia na drugi plan, przynajmniej tymczasowo, głównie dlatego wypił go odrobinę za dużo, więc gdy ostatni gość opuścił niewielkie mieszkanie, Oleander poczuł jak nieprzyjemna pustka uderza go ze zdwojoną siłą, że lekkie zawroty w głowie nie były spowodowane tylko brakiem uregulowanych godzin snu czy nie zjedzenia większego posiłku (zapchał się dwoma kawałkami ciasta, aby nie przewrócić się po trzecim łyku alkoholu). Nie był pewien kiedy znalazł się na kanapie. Wpatrywania się w sufit, którego wiktoriańskie zdobienia przy złączeniu ze ścianą mieniły mu się w oczach. Z szorstkiego letargu wyrwał go ton głosu Malfoya. Leniwie odwrócił w jego stronę głowę, pozwalając ciemnym i srebrzysto-niebieskim lokom gnieść się o oparcie kanapy i skupił wzrok wpierw na plamie na niebieskiej koszuli, a dopiero potem na zaczerwienionych powiekach. Musiał włożył bardzo dużo siły woli, aby powstrzymać pierwszy odruch, w którym chciał przesunąć palcami po jego policzku. Zamiast tego uniósł się na łokciu, żeby być chociaż odrobinę bliżej.
– Przecież nie było tak źle – zaczął delikatnie, trochę jakby się bał, że od bardziej zdecydowanego tonu rozmówca rozsypie się jak wysokiej jakości porcelana w spotkaniu z marmurową posadzką – Fakt, zostało sporo jedzenia – mruknął.
– Ich strata. Po co ci ludzie, którym na tobie nie zależy. Do porzygu są te wszystkie rozmowy o dupie marynie – westchnął, bo faktycznie strasznie go takowe męczyły.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#3
28.05.2023, 03:25  ✶  
Natychmiast odwrócił wzrok w jego kierunku, gdy tylko kątem oka dostrzegł ruch jego rozczochranych loków. Patrzył w milczeniu, jak podciąga się na łokciu, stopniowo zmniejszając dzielącą ich odległość o to kilka smętnych cali, które jeszcze mu zostały. Sfrustrowało go to, więc z bladym uśmiechem spróbował odsunąć się od niego, aby możliwie prędko przywrócić bezpieczny, komfortowy dystans. Za mocno kiwnął przy tym lewą ręką i znowu polał się winem, tym razem mocząc nogawkę brązowych spodni garniturowych.
- Oh - mruknął zaskoczony i nieporadnie strzepał ciecz wolną ręką.
Już cały się kleił, tak go to męczyło.

Otaczali go ludzie, którym na nim nie zależy? Przez chwilę nie mógł uwierzyć w szczerość Oleandra; od lat nie kojarzył mu się z niczym innym poza specyficzną, cóż, słodyczą, może z miodem, gdyby miód dało się zbierać z kwiatów pieprzu. Byłby on jedną z ostatnich osób, które podejrzewałby o tak proste, bezceremonialne potwierdzenie jego obaw... a jednak.
Powoli wypuścił oddech, uważnie przyglądając się wyrazowi jego ciemnych oczu, jakby wciąż zmagał się z problemem odczytania kontekstu jego słów. Miał rację, prawdopodobnie miał rację, nie mógł temu zaprzeczać. Już we wczesnych latach Hogwartu wiedział, że nigdy nie był najważniejszą (czy jakkolwiek istotną) osobą w jego grupie. Gdyby nie to, że reszta przyzwyczaiła do jego pasywnej obecności na tyle mocno, że zaczął stanowić naturalny element tła ich przygód, to szybko przestałby być zapraszany gdziekolwiek.
W ciągu zeszłego roku stare towarzystwo zdążyło już z grubsza rozejść się po świecie i przez ostatnie miesiące coraz dosadniej doświadczał tego, jak małe miał dla nich znaczenie. Nigdy nie mogli znaleźć dla niego czasu, często przekładali lub odwoływali spotkania, które zazwyczaj i tak kończyły się przed ustalonym czasem. Wiedział, że to nie przez ich nowe obowiązki - sam przez cały staż pracował sporo dłużej, niż jeden etat, a absolutnie był w stanie wydzielić wieczór lub dwa w tygodniu na podtrzymywanie znajomości.

Najbardziej ciążyło mu to, że wiedział, że z czasem będzie coraz gorzej. Że będzie sam, że będzie coraz bardziej sam. Zapomniany. Z chęcią upiłby się na śmierć, ale nie potrafił.
- Nawet moi rodzice mnie wyprosili - odparł mokrym głosem; na twarzy dalej miał ten sam wyraz zblazowanego znudzenia. - Ale żal by było marnować dobre geny. Nieprawdaż.
Dopił tę resztkę wina, która dotąd nie zdążyła mu uciec, i zaczął rozglądać się za czymś mocniejszym. Gin, whisky? Wybór celowo utrzymywał wąskim - zadbał o to, żeby w całym mieszkaniu dało się znaleźć ani jednej butelki rumu. Ot, w ramach złudnej higieny psychicznej.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#4
28.05.2023, 03:30  ✶  
Słodycz alkoholu zbierała z duszy najcelniejsze i najbardziej bezpośrednie stwierdzenia wypychając je na światło dziennie. Już i bez upojenia Oleander wydawał się nie mieć najlepiej działającego filtra, jeżeli o wyrażanie swoich opinii chodzi, a co dopiero po paru głębszych łykach wysokoprocentowych alkoholi i to na pusty żołądek.
Zamrugał, lekko skonsternowany ruchem, który wykonał jego przyjaciel. Desmond wydawał się teraz niesamowicie kruchy, kojarzył się ze znalezionym w ogrodzie małym szczeniakiem, jakiego matka zostawiła na pastwę losu i tak jak do ludzi Oleander nie miał zazwyczaj odpowiednio dużo empatii tak do małych zwierzątek i swojego najlepszego przyjaciela jak najbardziej. Poczuł jak serce ściska mu się z żalu, że powiedział coś, co drugiego chłopaka dotknęło, zabolało i dlatego się od niego odsunął. Zaschło mu w gardle, a oddychanie wydało się na chwilę o wiele trudniejsze, niż powinno być. Dopił resztkę rozgrzanego przez ciepło dłoni wina z oblepionego słodkością ciasta kieliszka i odstawił naczynie na stolik.
– Nie to miałem na myśli, chciałem powiedzieć, że nie ma sensu zabiegać o ich uwagę. Jeszcze sami do ciebie przyjdą, a wtedy zamkniesz im drzwi przed nosem, bo ty nie będziesz ich potrzebował – spróbował wytłumaczyć koncept, który po paru kieliszkach wina wydawał się niesamowicie zawiły, zupełnie jakby słowa uciekły od niego wraz z powietrzem i zdrowym rozsądkiem. Chociaż tego ostatniego nigdy nie miał za wiele.
– Wolałbyś wciąż z nimi mieszkać? Tak masz więcej wolności, ja wolę być poza rodzinnym domem, przynajmniej nikt mi nie patrzy na ręce. Poza tym, masz mnie. Zawsze miałeś, a w Londynie jesteśmy na wyciągnięcie ręki. Ja cię doceniam w każdym calu. To jak rysujesz, ile serca wkładasz w każdy szkic, a ile też w każdą inną czynność, jaką wykonujesz, chociażby zorganizowanie tej parapetówki. Za nic przecież bym nie ominął okazji, aby spędzić z tobą trochę czasu, zwłaszcza, że ostatnio jesteś strasznie zapracowany. Na pewno to też obniża ci nastrój. – nie chciał widzieć go w takim stanie. Nawet jeżeli wyraz twarzy Malfoya nie wyrażał za wiele, jego ruchy i słowa mówiły Oleandrowi wystarczająco. Znał go zbyt długo, aby chociażby zmianę tonu pozostawić niezauważoną.
Siedział teraz z wyprostowanymi plecami. Nie wyglądał na spiętego, ale intensywność rozmowy odrobinę go otrzeźwiła, trzeba było ten stan jak najszybciej zmienić, gdyż każde spojrzenie na blondyna sprawiało, że chciał się do niego zbliżyć. Tak bardzo chciał go dotknąć, a poplamiona koszula wraz ze spodniami wcale nie odpędzały naprzykrzających się myśli.
– Naleje nam więcej alkoholu – stwierdził, chociaż sentencja miała pytające podtony – Chyba, że chcesz się przebrać? Wywabić tę plamę? Musi się kleić. – brzmiał naturalnie, bardzo lekko, acz wewnątrz był dziwnie spięty. Nakładał na siebie ogromną presję, aby kolejnymi słowami nie sprawić, że Desmond odsunie się jeszcze bardziej i to nie tylko fizycznie.
Wstał widząc w zasięgu wzroku jeszcze zamkniętą butelkę ginu. Uniósł kącik ust w zadowolonym grymasie i sięgnął po nią, zaraz też odkręcając korek. Wziął ze stołu jedną z czystych szklanek i nalał trunku do połowy, wyciągając naczynie w kierunku swojego towarzysza, aby ten je przejął.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#5
28.05.2023, 03:39  ✶  
Praktycznie czuł jego przyśpieszające tętno. Dostrzegł subtelną zmianę kształcie jego oczu i precyzyjnie wyłapał moment, w którym Oleander zorientował się, że ten jeden raz zapomniał owinąć w bawełnę. Obserwował bez emocji, jak biegiem dopija swoje wino i już wyczekiwał chwili, kiedy otworzy usta, kiedy zacznie swój monolog. Nie rozczarował się.
Z zaciśniętymi wargami słuchał drżącego słowotoku, który tym razem płynął wyjątkowo meandrycznie. Dziwiło go, jak desperacko chłopak próbował nadrobić swoje niedopatrzenie. Był w tym wszystkim kompletnie szczery, a jednak - choć mówił jedno, chodziło mu o coś zupełnie innego.
- Nie musisz mnie przepraszać - mruknął sucho i trochę za cicho, bo dalej skupiał uwagę na wypowiadanych przez niego słowach. Nie potrafił kontrolować tak wielu rzeczy na raz.

Nie chciał mu tego powiedzieć, ale był całkowicie pewny, że wolałby dalej mieszkać z rodzicami. Nie potrzebował żadnej nowej wolności, nawet nie potrafił z niej korzystać. Lubił to, że mógł wspólnie z matką doglądać domu i to, że zawsze mógł zapytać ojca o radę. Nieszczególnie rozumiał, dlaczego przyjacielowi tak mocno wadził wgląd krewnych w jego życie. Przecież z pomocą mądrości i doświadczenia starszych od siebie mógłby wyjść na prostą, mógłby zwyczajnie porzucić wszystkie te niechlubne zajęcia, w które raz po raz się angażował. Mógłby odzwyczaić się.

Zatonął we własnych myślach, ledwo zarejestrował to, że polał mu następną kolejkę. Mocną kolejkę. Odstawił brudny kieliszek i w chyboczącą dłoń złapał świeżą szklankę. Zapach gorzkiej czterdziestki zapiekł go w nos, ale nie odsunął twarzy.
- To nie ma znaczenia ile w co wkładam pracy jeśli nie przynosi ona efektów - powiedział chłodno, tym razem marszcząc lekko brwi ze złości. - Nie rozumiem co jest ze mną nie tak że wszyscy mają mnie dość.
Obrzucił Oleandra ostatnim spojrzeniem i nareszcie przytknął szklankę do ust. Odetchnął głęboko i, ignorując nasilające się mdłości, wychylił całość jednym niezgrabnym duszkiem. Myślał przy tym o szczególe, który dopiero przed chwilą zauważył - chłopak ciągle siedział taki spięty, praktycznie gotowy do ucieczki. Patrzył też na niego dziwnie, jakby starał się przewidzieć jego ruchy. Strach? Może. Na pewno męczyło go to wszystko.

Po wszystkim odkaszlnął i zaczął:
- Nie rozumiem też co jest nie tak z tobą że dalej tu ze mną jesteś. - Zamilknął na parę sekund, szukając czegoś w pamięci. - Że "nic przecież byś nie ominął okazji, aby spędzić ze mną trochę czasu."
Być może sprawdzał, czy kłamie, ale wiedział, że ciężko byłoby mu kłamać na ten temat, bo faktycznie tych okazji nie omijał. Przez lata. Wykazał zbyt dużo zaangażowania, żeby mu się to jakkolwiek opłacało.
Choć swoje martwe spojrzenie z niepokojącą determinacją utrzymywał na jego twarzy, zadawał się ogarniać wzrokiem całą jego sylwetkę. Obserwował go, jak drapieżnik ofiarę.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#6
28.05.2023, 03:43  ✶  
Lubił, gdy spojrzenia innych się na nim skupiały. Sprawiało mu to niemałą satysfakcję, nawet jeżeli oczy patrzących wypełniały pogarda, uraza bądź niezadowolenie. Uwaga była tym, czego pragnął najbardziej, a jeżeli dostawał ją od najbliższych to w jego podbrzuszu pojawiało się przyjemne uczucie ciepła, czasem rozchodziło się po całym ciele, a czasem znikało tak szybko, jak się pojawiło.
Mimo wyrzeźbionej obojętności, jaką dostrzegał na twarzy Desmonda, był w stanie rozszyfrować część jego emocji, przynajmniej tak mu się wydawało. Spędzali razem dużo czasu, a Oleander był dobym obserwatorem, nie brakowało mu pomyślunku, jeżeli się przykładał. Nauczył się odczytywać odczucia z dłużej i krócej trwającej ciszy, z intensywności spojrzenia. Pomimo negatywnego echa, nacisku, który odczuwał w lodowatym spojrzeniu obojętności, jego ciało wciąż przyklaskiwało w rytm tej, z pozoru trywialnej, a w dalszych skutkach możliwe, że niebezpiecznej, grze, wręcz krzycząc ‘nie odrywaj ode mnie wzroku’.
– Wiem – odparł zaskakująco pewnie jak na presję, pod którą wydawał się być – Dlatego nie przepraszam, a wyjaśniam.
W drugiej kolejności nalał trunku też sobie, podobną ilość, bo nigdy nie próżnował z używkami. Lubił poczuć się błogo, zwłaszcza w momentach, gdy sama pewność siebie nie wystarczała, a podekscytowanie mieszało się niebezpiecznie ze stresem.
Cieszył się, że przed kolejnymi słowami Malfoya wychylił mocny trunek dwoma, sporymi łykami. Młode, wprawione w alkoholowych libacjach ciało, doznało tylko lekkiego szoku, o mdłościach nie było mowy. Te pojawią się dopiero wraz z mroczkami przed oczyma, jeżeli wypije parę kolejnych szklaneczek. Słowa przyjaciela sprawiły, że zmarszczył brwi, odrobinę urażony. Jak mógł wątpić w prawdziwość jego intencji?
– Nie sądzę, że wszyscy mają cię dość – przesunął palcem wskazującym po krawędzi szklanki, czując jak malutkie kropelki alkoholu wsiąkają mu w skórę. Przekręcił delikatnie głowę, sprawiając, że dłuższe z loków opadły mu na ramię.
– Lubię cię. Po prostu. Nie ma w tym żadnej skomplikowanej filozofii Des, wzbudzasz we mnie pozytywne uczucia, więc chcę z tobą spędzać czas. Lubię patrzeć jak rysujesz, jak się na czymś skupiasz, oddajesz się jakiejś czynności. Lubię z tobą rozmawiać, analizować niektóre rzeczy. Sprawiasz, że czuję się – serce zabiło mu mocniej, bo chciał powiedzieć ‘chciany’ – komfortowo. Nie czujesz się w ten sposób w moim towarzystwie? – odpowiedział kontrą, coby nie być jedyną osobą, której ‘wiarygodność’ jest podważana. Satysfakcjonowało go obsypywanie Desmonda komplementami, acz nie tylko na tym ich relacja mogła się opierać.
Wziął ze sobą gin oraz pustą szklankę i usiadł z powrotem na kanapie. Wyciągnął szyjkę butelki, aby nalać przyjacielowi kolejną porcję alkoholu.
– Trochę tych butelek zostało, nie można dać się im zmarnować – w jego oczach zamigotały ogniki filuterności, lubił się dobrze bawić przy alkoholu. Właściwie tak spędzał większość swoich wieczorów.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#7
28.05.2023, 04:03  ✶  
Dziwnie przyjemnie było mu patrzeć, jak Oleander reaguje na jego spojrzenie. Nie spodziewał się tego, że tak godnie zniesie presję. Imponowało mu to, ale też budziło w nim frustrację. Co takie zachowanie tak naprawdę znaczyło? Nie miał pojęcia, przynajmniej nie w tej chwili. Zdawało się, że chłopak w pewien sposób odżył, gdy doświadczył jego subtelnej groźby. Coś było nie tak. Czy bawiło go to wszystko? Czy to był żart? Czuł, jak spinają mu się mięśnie, jak bezwiednie zaciska zęby. Próbował spojrzeć na to wszystko trzeźwo i pamiętać o litrach trunków, które zdążył w siebie dzisiaj wlać... ale chciał go uderzyć. Chciał strzelić go w pysk, żeby przywołać go do porządku. Zupełnie tak, jak kota.

Nie zamierzał teraz pić; postawił pustą szklankę na brzegu blatu i patrzył w nią, gorliwie śledził rozszczepiające się na jej dnie refleksy światła. Mieniły się złudnie mnogością radosnych kolorów. Tak ostrych, tak wyraźnych, jednak kompletnie efemerycznych - wystarczyło lekko przechylić szkło, żeby przestały istnieć. Żeby zdechły. Był pod wrażeniem tego, jak świetnie reprezentowały słodkie komplementy Oleandra, którymi właśnie go obdarowywał. Miałki proch, gazeta przetransmutowana w chleb, wypiękniona atrapa, wabik.

Odetchnął ciężko i znowu spojrzał na przyjaciela, na samym starcie wbijając wzrok w jego oczy. Pomimo widocznego w nich stresu, lśniły radośnie, tak jak zwykle. On zawsze to robił, zawsze taki był. To była jego technika, ale przecież wiedział doskonale, że Desmond znał ją. Drażnił go tylko, że po raz kolejny próbuje na nim tego samego. Nie był przecież głupi, żeby popełniać te same błędy. Może próbował go tym obrazić?
- Nie powinienem cię uderzyć prawda - rzekł znudzony, po dłuższym milczeniu, zupełnie ignorując jego pytanie. - Nawet jeśli wiem że coś kombinujesz.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#8
28.05.2023, 04:07  ✶  
Zabawa była motywem przewodnim jego życia. Nawet w najgorszych i najcięższych momentach starał się znaleźć element, który będzie sprawiał mu satysfakcję. Taki już był, gonił za spełnieniem, czy to w kontekście cielesności, czy ogólnego istnienia. Nie był pewien co to dokładnie znaczyło, jeszcze nie, ale zdawał się podążać za meandrami wyżłobionych przyjemnością dreszczy. Tu i teraz - to się liczyło, o konsekwencjach pomyśli później.
Odrobinę zasmucił go brak reakcji, głównie dlatego że nie wszystkie komplementy, jakie mu prawił były zbudowanymi z papieru zamkami. Faktycznie go lubił, a satysfakcję sprawiało mu patrzeć jak w spokoju skupia się nad rysunkiem, jak czasami napina mięśnie, aby nakreślić coś pod innym kątem.
Westchnął ciężko widząc, że Malfoy jak na razie kompanem do drinka nie będzie. Teatralnym ruchem zabrał butelkę i nalał trunek do swojej szklanki. Odstawił gin na stolik z głuchym stuknięciem, które rozeszło się po chłodnym, zabrudzonym naczyniami i naruszonymi słodkościami pomieszczeniu.
Odczuwał niemą frustrację, znał jej wibracje z dni, które spędzali ze sobą jeszcze zanim zostali oddelegowani do Hogwartu. Spięte mięśnie sprawiły, że przełknął ślinę, zaschło mu w ustach, nie był w stanie oderwać od niego spojrzenia. To jak Desmond traktował koty jednocześnie go ekscytowało i przerażało. Sam nie lubił krzywdzić zwierząt, ale wszystko, co czynił Malfoy wydawało mu się po prostu sensowne, w niewyjaśniony sposób pociągające. Podświadoma myśl, że mógłby stanąć w trajektorii jego faktycznej złości wcale go nie odrzucała. Bał się, ale strach wzbudzał kolejne, pozytywne uczucie, którego nie chciał aktualnie nazywać. Pozwolił sobie na zamoczenie ust w szklance z mocnym alkoholem. Tym razem wychylił jedynie połowę zawartości.
Brak odpowiedzi wcale go nie zdziwił, ale zawód odbił się na jego twarzy zaciśnięciem ust. Był podskórnie niezadowolony, ale treść wypowiedzi przyjaciela sprawiła, że ekscytacja przebiła się swoimi igłami przez negatywne odczucie.

Co z tego, że nie odpowiedział skoro wciąż prowadził rozmowę? Chciał go dotknąć.

– Może właśnie powinieneś, żeby zobaczyć co się stanie ? – zapytał enigmatycznie.
Nie mógł przed sobą ukryć, że interesowała go reakcja blondyna na to pytanie, ale nie był to jedyny powód, dla którego je zadał. Jeżeli Desmond był zdenerwowany, chciał mu ulżyć, a jeżeli pozwoleniem na uderzenie miał mu w tym pomóc, to na pewno by na to przystał.
– Ale nie, nic nie kombinuję, chcę po prostu żebyś poczuł się trochę lepiej.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#9
28.05.2023, 04:10  ✶  
Widział po nim tak wyraźnie, tak dotkliwie, że wcale nie czuł się w jego towarzystwie komfortowo. Już nie chodziło o same oczy, o samą twarz; całe jego ciało niemal drżało od stresu. Mógłby się założyć, że gdyby złapał go teraz za rękę, to poczułby, że jego serce pędzi zbyt szybko, aby zdolny był do chociaż jednej spokojnej myśli.
I to był fakt - on nie miał ani jednej spokojnej myśli. Wiedział, że coś było nie tak i trwał w terrorze tej obserwacji. Desmond nie był w stanie jeszcze odgadnąć, czy chłopak rozumiał, że to wszystko działo się przez niego, że to była jego wina, ale miał nadzieję, że szybko to pojmie.
Dlaczego wzdychał, dlaczego pił, dlaczego patrzył w przestrzeń? Tyle gestów, tyle szumu, wszystko bez treści, odwracał swoją własną uwagę od tego, co faktycznie się teraz liczyło. Nie ugładzi go niczym poza prawdą.

Nie wiedział, czy faktycznie udzielił mu pozwolenia, czy tylko go prowokował. Nie miał czasu o tym myśleć, wystarczył ułamek sekundy, żeby jego ciało zalało przyjemne ciepło. Sapnął z trudem, nagle ciężej było mu oddychać. Później poderwał się gwałtownie z kanapy i zamaszyście wymierzył cios, nie szczędził siły. W jego oczach lśniła szczera ekscytacja, gdy posyłał pięść w kierunku łba ofiary.

Chciał zobaczyć jego ból. Chciał go usłyszeć. Nie chodziło o krew, chodziło o łzy. O strach.

Był taki pijany.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#10
28.05.2023, 04:13  ✶  
Mimo wyobrażania sobie wiele razy, jak byłoby faktycznie być uderzonym na życzenie, nie spodziewał się, że znajdzie się w takiej sytuacji w najbliższej przyszłości. Kiedy kogoś podjudzał, zazwyczaj w stu procentach panował nad sytuacją, nic nie mogło wytrącić go z równowagi, chociaż obdarzał drugą osobę uśmiechami i radosnymi iskierkami z oczu - żeby zabić czujność. Element zaskoczenia był dziwnie podniecający, chociaż przyjemne uczucie nastąpiło dopiero po piekącym bólu, który przeszedł go od szczęki, aż po kość ogonową i paliczki dłoni. Wypuścił szklankę, alkohol rozlał się na drewnianej podłodze, a samo naczynie rozbiło z głośnym trzaskiem na parę części, zupełnie jak podświadomość Oleandra.
Był zbyt zaskoczony, aby krzyknąć, stęknął jedynie, już po fakcie i zdążył podeprzeć się wolną ręką o kanapę, aby nie opaść na jej poduszki jak szmaciana lalka. Siła uderzenia sprawiła, że z prawej dziurki nosa popłynęła krew. Ciemna ciecz ściekała powoli, dotykając górnej wargi, zagnieżdżają się głębiej, w szczelinach istnienia. Poczuł jej metaliczny smak w ustach, ale nie przetarł twarzy. Nie zmarszczył nawet brwi, spomiędzy ciemnych loków, które opadły mu na twarz, spojrzał na przyjaciela z iskierkami strachu w ciemnych oczach, acz ich głównym wyrazem było rzucane mu wyzwanie. Serce przyspieszyło, zupełnie jakby brało udział w wyścigu o życie. Adrenalina, być może uderzyła mu do głowy, bo poza bólem w twarzy, czuł elektryzujące dreszcze podniecenia.
Kropla krwi skapnęła na kanapę.
– No dalej – wychrypiał, chociaż już nie tak pewnie jak wcześniej, dźwięk jego głosu jakby zapadł się wraz z siłą uderzenia, chociaż wstąpiły w niego świeże nuty prawdziwych emocji, które z racji bycia kompletnie nowymi, były też nieodgadnione – Ulżyj sobie.
Tym razem będzie się tego spodziewał.
Tym razem może boleć mniej - nie wiedział jeszcze czy to dobrze, czy źle.
Tym razem zamknął oczy, choć brakowało mu automatycznego odruchu uniesienia rąk w obronie czy odwrócenia głowy.
Nie chciał uniknąć ciosu, jego otumaniony alkoholem umysł łaknął nowych wrażeń, bólu i bycia użytecznym dla kogoś, kogo przecież kochał. Słowo ułożyło mu się w głowie na srebrnej tacy, ale wciąż było zakryte wyszywaną serwetą, pozostawało niedostępne dla świata zewnętrznego.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desmond Malfoy (5771), Oleander Crouch (7095)


Strony (4): 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa