15.05.2023, 13:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2023, 11:49 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Atreus Bulstrode - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Zbliżała się pora lunchu, gdy błękitne oczy powędrowały spojrzeniem w stronę leniwie poruszających się wskazówek zegara. Były ciężkie i metalowe, czasem przycinały się w okolicach dwunastej, wydając z siebie charakterystyczne skrzypnięcie, jednak Cynthia zdążyła do tego przywyknąć. Do wszystkiego w tym prosektorium była właściwie przyzwyczajona i nawet gdyby teraz zrządzeniem losu utraciłaby w jakiś sposób zmysł wzroku, umiałaby się odnaleźć w chłodnym, surowym wnętrzu. Założyła ostatni szew na klatce piersiowej czarodzieja w średnim wieku, obcinając nitkę i przyglądając się swojemu dziełu z umiarkowanym zadowoleniem, zerknęła na pogrążoną jakby we śnie twarz. Obcując tak blisko ze śmiercią, czując na karku widmo jej oddechu, nie umiała już reagować na kolejne zwłoki emocjonalnie, chociaż akurat Flint zawsze była powściągliwa w gestach oraz słowach. Było to tylko mięso, pusta skorupa, kości otulone piękną mozaiką mięśni, pomiędzy którymi tkwiły ciemne i zastygłe w bezruchu organy. Człowiek był pięknym, dopracowanym mechanizmem, raptem maleńkie uszkodzenie, niewinny zakrzep lub źle postawiona stopa mogła sprawić, że powietrze przestawało uciekać spomiędzy warg, a w ślepiach zastygło przerażenie. Wyraz oczu trupów był zawsze niezwykle interesujący, najczęściej bowiem wyglądali, jakby zdawali sobie sprawę z tego, że za chwilę umrą. Westchnęła bezgłośnie, chowając ciało w przeznaczonym do tego miejscu, a następnie uprzątnęła stół oraz narzędzia, aby na samym końcu zdjąć rękawiczki i umyć ręce. Odwiesiła swój śnieżnobiały kitel, podchodząc do biurka i nachylając się nad papierami, przesunęła po nich wzrokiem. Ilość morderstw wcale nie malała, trupy znajdowano praktycznie codziennie, a przez to kostnice zapychano niezwykle szybko, zrzucając praktycznie wszystko na popleczników budzącego coraz większy strach czarnoksiężnika. Dokładało jej to raportów, bezsensownej pracy w dokumentach i pochłaniało czas, który mogła znacznie lepiej spędzić. Ucząc się, pracując nad miksturą lub robiąc kolejną sekcję, z których miała tyle frajdy — co było w jej mniemaniu doskonałym sposobem na mijający dzień. Zwilżyła wargi, tym razem niemaźnięte karminową szminką i sięgnęła do włosów, wysuwając z nich cienką i ostrą spinkę celtycką z eleganckim zdobieniem, która utrzymywała jej kok nad karkiem. Jasne pasma rozsypały się po plecach, a ona ruchem różdżki, która leżała na blacie, machnęła w stronę czajnika, chcąc się napić herbaty lub kawy — jeszcze nie zdecydowała. Zajęła miejsce w fotelu, sięgając po eleganckie, szare pióro i z odrobiną znużenia w spojrzeniu, zaczęła wypełniać raport, stawiając kropkę po dacie urodzenia w momencie, gdy drzwi do prosektorium się otworzyły. Mimowolnie podniosła jasne spojrzenie znad pergaminu, lustrując wzrokiem przybyłego na miejsce Atreusa Bulstrode. Twarz jej złagodniała, jej umysł wybrał odpowiednią maskę w ciągu kilku sekund, gdzie roznoszące się echem kroki mężczyzny, dotarły uszu. Kobieta posłała mu krótki uśmiech, stukając wymownie piórem w wypełnianą rubryczkę. - Dzień Dobry. Twój raport zaraz powinien być gotowy. - wyjaśniła mu, zdając sobie doskonale sprawę z celu wizyty. Wskazała ruchem głowy na fotel, sugerując, aby zajął miejsce, a sama przewróciła stronę, powracając wzrokiem do tekstu.
Czajnik zaczął gwizdać, sugerując tym samym czas decyzji dotyczącej gorącego naparu. - Napijesz się czegoś? - zaproponowała oczywiście grzecznie, nie zapominając o swoim gościu, gdy wstała, wygładzając materiał eleganckiej sukienki i skierowała kroki w stronę blatu, aby zaraz wyjąć z tkwiącej pod nim szafki swoją ulubioną filiżankę oraz drugą, na wypadek, gdyby miał ochotę na kawę lub herbatę. W ostatnich dniach pracownicy ich departamentu byli wyjątkowo terminowi.