• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[02.04.1972] Chłopak z Ameryki | Galeria sztuki

[02.04.1972] Chłopak z Ameryki | Galeria sztuki
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#1
01.04.2023, 20:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2024, 18:18 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Loretta Lestrange - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Rozliczono - Louvain Lestrange - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Zadowolony, bo przynajmniej przez kwadrans przerwy podczas swojej pracy mógł być opryskliwym gburem, warcząc bez specjalnego powodu na obsługującego go skrzata podczas posiłku w kafeterii. Niedługo, bo raptem z dwa tygodnie przed Baltane, w swoim wydziale miał sporo obowiązków. Leniwi czarodzieje, którzy albo nie potrafili latać własnym środkiem transportu, albo byli zbyt biedni na taki, uparcie chcieli rejestrować swoje świstokliki, które przeniosą ich po święcie prosto do domu, a najlepiej do samego łóżka, od razu przebranego w koszule nocne i przykrytego pierzyną. Ze sztucznym uśmiechem, hamując się od bluzgów i wyzwisk na zidiociałych petentów, obsługiwał ich błyskawicznie, jakby pracował tutaj na akord. Chwila ciszy, bez wymuszonej uprzejmości i niechcianej rozmowy z byle szlamą, była prawie jak łyk zimnej wody, na gorącej pustyni. Nagle ktoś lekko szarpnęło go za mankiet koszuli, tym samym sprawiając, że nie trafił z łyżką zupy do ust, a w konsekwencji brudząc jego idealnie wyprasowane spodnie od garnituru. Instynktownie sięgnął za różdżkę i bez rozglądania się kto właściwie naruszył jego przestrzeń wymierzył gniewnie jej końcem w oponenta. Zaskoczony jednak widokiem znajomej mu skrzatki, opuścił ramię i wysłuchał tego co miała mu do przekazania.
To musiało być coś poważnego skoro do rzekomo, aż tak rozgniewanej Loretty, skrzatka pracująca w jej galerii postanowiła udać się do Louvaina i poinformować go, że z panią właścicielką dzieje się coś złego. Z drugiej strony nie mogło to być coś, aż tak tragicznego w skutkach, skoro nie odwiedził go żaden brygadzista informując o aresztowaniu bliźniaczki. Pochwalił magiczne stworzenie za oddaną postawę wobec Lestrangów. Cokolwiek to było, nie zamierzał czekać do końca swojej zmiany tylko od razu teleportować się z interwencją.
Kiedy tylko pojawił się zaraz za głównym wejściem do galerii, przerażona recepcjonistka, od razu wskazała mu kierunek gdzie ma się udać. Korytarze świeciły pustkami, żadnych gości, ani wizytatorów, co dziwne, bo Loretta nigdy nie narzekała na brak zainteresowania jej wystawami. Skrzatowi, z którym tu się pojawił, kazał pozamykać wszystkie wejścia, na wypadek gdyby jakiś pismak chciał tu wywęszyć jakąś sensację. Idąc dalej korytarzem do jego uszu zaczęła dobiegać dziwacznie wesoła muzyka smyczkowa, całkiem niepasująca do obecnej panicznej sytuacji w obiekcie. Minął trójkę przerażonych, młodych artystek które nie potrafiły mu wytłumaczyć co się tutaj działo, więc kazał im po prostu spieprzać wciskając w dłoń garść galeonów mając nadzieje, że kupi ich milczenie. W końcu dotarł w samo oko tego cyklonu szaleństwa. Porozbijane szkło z witryn, zniszczone dekoracje z kwiatów, ściany wybrudzone, miejmy nadzieję, że nie od krwi. Chaos, brakowało tylko pożogi, a w tym wszystkim słodka Lori, zatracona w letargu. Próbował coś zawołać, ale jego krzyki nie docierały do niej, zagłuszane przez głośną muzykę rozebranego do naga kwartetu smyczkowego. Mężczyźni zmuszeni do koncertowania, pod wpływem silnego uroku, zaczęli wołać o pomoc kiedy tylko dostrzegli postać Lou. Prostym zaklęciem rozproszył rzucony na nich urok, tym samym kończąc te przedstawienie.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego terroryzujesz własne miejsce? - dopytał nie ukrywając swojego zaskoczenia wszystkim tym co zobaczył.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#2
02.04.2023, 12:01  ✶  

Wargi nie uginały się pod ciężarem uśmiechu od wczorajszego dnia – decyzja, którą wzięła za głupi żart sytuacyjny okazała się osłonić całunem osobę Loretty; nie wiedziała, jak mógł jej to zrobić. Jak mógł zostawić ją samą, jak mógł bez jednego westchnięcia zadecydować o wyprowadzce na inny kontynent? Zadawała sobie te pytania pod osłoną gwiazd, gdy wtulona w poduszkę roniła rzęsiste łzy. Nie kochała go przecież, ani trochę, a jednak jego odejście odcisnęło się w miriadach umysłu; coś się rozbiło, coś miało być nieodwracalnym, coś pozostawiało ją samą sobie. Leander nie posiadał w końcu skrupułów i choć lubiła wierzyć, iż obdarzał ją jakimś uczuciem – pokracznym i toksycznym, ale jakkolwiek uczuciem – tym goręcej się zagotowała na wiadomość o jego wyjeździe.

W gruncie rzeczy odetchnęła z pewną ulgą – ukrywana przed nim bezpłodność coraz bardziej budziła wątpliwości w mężczyźnie, a ona sama – wiedząc, iż prawda nie może wyjść na jaw, coraz goręcej lawirowała pośród mnogich wyjaśnień. Bo przecież to on zmusił ją do mariażu, który miał rozciągnąć się na przestrzeni lata; umiał ją oczarować, potrafił zmanipulować do tego stopnia, iż za każdym razem mu ulegała. Teraz mogła poczuć oddech niezawoalowanej wolności; zerwane zaręczyny przyniosły świeżą bryzę do jej życia – nie mogła jednak nic poradzić na fakt, że go pragnęła; nie mogła nic poradzić na mokrą od łez poduszkę.

Jako uosobienie wszelkiej agresji i wybuchowości, trawiona złością i rozczarowaniem, wpadła do galerii niczym rozgorzała burza. Wzięła głęboki wdech – to jednak nie pomogło w żadnej mierze, więc w szale zaczęła niszczyć wszystko; absolutnie wszystko. Szyba z witryny legła w szklanych kawałkach na ziemi, kwiaty pozostały zdarte z fasady, a w tym wszystkim ona – wzburzona, o oczach zeszklonych łzami.

Jeden z odłamków szyby poranił ją w dłoń, z której posoka zaczęła kapać na panele. I gdy usłyszała jego głos, gwałtownie się odwróciła. Wiedział, musiał wiedzieć, iż był to jeden z jej ataków furii, w tak rozległej krasie jednak, zastał ją po raz pierwszy. Źle zapięte guziki koszuli, rozwichrzone włosy, ciężki oddech i gwałtowność zawarta w ruchach.

– Lou! – krzyknęła nieomal. – Och, Lou, on wyjeżdża. Na inny kontynent. Zostawia mnie – zaczęła rzucać staccato. – Jak on może? Jak? Powiedz mi, powiedz – rzekła panicznie, pociągając mocno nosem.

Krew cieknąca po dłoni, z palca spadająca kroplami na podłoże, nie stanowiła dla niej żadnego znaczenia w tym momencie.

– Przytul mnie, proszę – zwróciła się ku niemu, a jej oblicze wykrzywił brzydki grymas.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#3
04.04.2023, 19:23  ✶  
Sposób w jaki artykułowała te zdawkowe zdania wprawiał go w narastającą bezsilność. Żal bliskich jego największą słabością, a przecież Loretta już tyle się wycierpiała. Zdecydowanie za dużo jak na istotkę o takiej wrażliwości. Kiedy zrozumiał o kim mówiła, w pierwszym momencie poczuł zdecydowaną ulgę. Nigdy nie potrafił wypowiedzieć się pochlebnie o jej relacji z Leandrem, wręcz krytykował ich znajomość, ostrożnie dobierając słowa. Gdyby to od niego zależało, już dawno posłałby Leandra w diabły i tylko w Mungu mogliby mu pomóc. Wielkim piętnem na jego bliźniaczym poczuciu odpowiedzialności za jej godność odznaczały się sytuację kiedy nie mógł zareagować tak jak gniew mu podpowiadał. Był świadom tych zdarzeń kiedy jej narzeczony wykazywał się aktem przemocy względem niej, a strach podpowiadał mu, że mogło ich być o wiele więcej. Prosiła jednak by ten nie wtrącał się w ich sprawy, więc z goryczą, ale zgadzał się. Nie potrafił zrozumieć skąd ta naiwna pobłażliwość z jej strony względem tego parszywca. Przecież jego siostra zasługiwała na kogoś o niebo lepszego, niż ta szuja. Kogoś kto potrafiłby leczyć jej gniew, a nie dawać coraz więcej ku temu powodów. Potrzebowała kogoś kto będzie działał kojąco na rany zadane jej duszyczce.
- Oh siostrzyczko... - odpowiedział półszeptem. Zbliżył się do niej. Ze zmartwioną miną otulił ją ciasno ramionami z obu stron. - Nie był Ciebie wart, ani przez drobny moment. - dorzucił próbując choć odrobinę uspokoić jej nerwy. Nie tak powinny wyglądać szczęśliwe zakończenia, jednak gdzieś z tyłu głowy tak właśnie myślał teraz. W rzeczywistości mogło skończyć się o wiele gorzej. Dobrze wiedział, że wystarczył czasem drobny impuls by stały się rzeczy nieodwracalne w swoich faktach. Choć Louvain, nieco bardziej opanowany, zdolny do większej samokontroli w przypadku skrajnych emocji, kiedy widział siostrzane łzy budziło się w nim niemalże to samo zło. Równie dobrze, zamiast szkła na podłodze mogły leżeć rzędami ludzkie zwłoki, przypadkowych osób które w nieodpowiednią godzinę byli zbyt blisko wybuchu Loretty. Po chwili uścisku, chwycił jej zranioną, splamioną od krwi dłoń. Nie wyglądało to niebezpiecznie, ale jego siostrzyczka nie może ronić łez, a tym bardziej krwi z powodu byle wszy. Machnął różdżką, a magia nekromancji przelała część jego energii witalnej przelała się z niego do otwartej rany siostry, która w kilku sekundach zasklepiła się, a ociekająca krew wróciła z powrotem do krwiobiegu właścicielki. On sam poczuł delikatne osłabienie, co było przecież żadną ceną.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#4
05.04.2023, 16:20  ✶  

Leander nigdy nie był dla niej dobry; nigdy nie mościł łagodnych słów w jej osobie, nigdy nie dotykał jej delikatnie i zawsze był przy tym parszywie uzależniający. Nie potrafiła się oprzeć jego czarującemu uśmiechowi, który całunem zstępował na obrzydliwie zepsute wnętrze i choć ona również cechowała się niebotycznym przegniciem duszy – on mówił, że ją kochał. Mówili sobie to w końcu nader często, świadomi oboje, iż słowa drugiego są niczym ponad właściwie artykułowane kłamstwo. Mogła od niego odejść, mogła prychnąć i usunąć się z jego życia – nie potrafiła jednak tego zrobić na przestrzeni miesięcy, a wymuszony mariaż, który miał wydusić z jej ust sakramentalne „tak” doprowadzał ją nieomal do histerii. Choć znał ją dogłębnie, wciąż nieświadomy pozostawał kluczowych kwestii; wiedziała, iż nigdy by jej nie chciał, gdyby wiedział, że jest bezpłodna. Prawdopodobnie dlatego okrywała to welonem milczenia, tłumacząc się, iż najpierw musi poprosić ją o rękę właściwie i przejść z nią przez ołtarz.

I choć był niewybrednie szalony i parszywy – ona była na jego wzór podobna. Każdorazowo, gdy unosił na nią dłoń, gdy zaciskał palce na szyi, gdy wbijał paznokcie w miękkie uda, nie mogła stwierdzić, iż była ofiarą. Posiadała w sobie pewną dozę wyuzdania, która otwierała przed nią arkana masochizmu, któremu nie potrafiła oponować. A on z kolei, wiedząc to, okrutnie wykorzystywał tę słabość, aby spuentować ją wyznaniem miłości. Nie pozostawała mu dłużna – często rzucała mimochodem, iż go kocha i chociaż przez cały ten czas w jej sercu ulokował się jedynie Logan Borgin, nie posiadała wystarczająco skrupułów, aby nie kłamać mu prosto w oczy.

On jednak to wiedział na rozciągłości miesięcy, nie musiała nigdy mówić o kłamstwie sączącym się z wolna z ust, gdyż on był tego świadom. Z równym angażem odpowiadał „ja ciebie też” – ona również wiedziała o tym, jak przebrzydłe kłamstwo kryje się za wyznaniem.

Zacisnęła jednak dłonie na plecach brata, gdy ten otulił ją ciepłem. Pociągnęła jeszcze kilkukrotnie nosem, ciało zadrżało od tłumionego płaczu, gdy wpadła w ramiona histerii; przerywany oddech zatrząsnął klatką piersiową, a ona sama przez parę sekund jąkała się, nie potrafiąc ułożyć składnego zdania.

– Lou, czy ze mną coś jest nie tak? Powiedz – spytała, pociągając gwałtownie nosem, zupełnie jakby starała się opanować dotyk przerażenia i nagłej salwy nieokreślonego smutku.

Pozwoliła bezsłownie zasklepić ranę obecną na dłoni, zadaną przez szkło gdzieś pomiędzy wybuchami jej agresji, w której bezcześciła całą galerię. Nie myślała w tym momencie pragmatycznie; nie myślała, iż będzie musiała poświęcić czas na odbudowę fasady i wybitych okien – jedynym, co teraz drżało niepokornie jej osobą, było niekryte przerażenie jutra.

– Nikt mnie nigdy nie pokocha. Dlaczego tak bardzo się tego boję? – wychlipała, chwytając go za dłoń, czując uporczywą potrzebę poczucia jego ciepła.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#5
20.06.2023, 00:21  ✶  
Naprawdę ciężko było im obojgu o zdrową, nie ciążącą sercu ni duszy, relację. W domu rodzinnym, małżeństwo ich rodziców było fasadą, bogatą w szczegóły, jednak chłodną jak marmur. Żaden był to wzór do naśladowania, co to, to nie. Polityczny mariaż, dla kumulowania bogactwa i wpływów, jednak ciężko winić za to matkę, czy ojca, dla rzeczywistości wysokich rodów taka dynamika zawierania relacji na długie lata była zdecydowanie trzonem, nieliczni mogli pochwalić się atutem szczerego uczucia w swoich związkach. Bajki i historie dla dzieci, opowiadane przez matkę do snu, również nie odnajdywały pokrycia w rzeczywistości. Nikt nie uprzedził ich wtedy, że partnerzy potrafią być najgorszymi osobami z jakimi przyjdzie im obcować, że osoby których tak bardzo pożądali, potrafili odsłonić swoje najgorsze cechy, raniąc głębiej, niż cokolwiek innego. Choć mieli ten przywilej wybory z kim chcieliby się zbliżyć, tak ku prawdzie niczego to nie ułatwiało. Zbyt duży wybór mógł być jeszcze bardziej dobijający, nić jego brak. Louvain również był w to zagadnienie wcale niemniej zamieszany. Zdecydowanie zbyt wcześnie i zbyt bardzo uderzyło w niego, niekończące się wręcz, fala uniesień żądzy. A wraz z nią pragnienie, którego nigdy nie potrafił zaspokoić, a im bardziej się starał tym bardziej się ono powiększało. Ósma, dziewiąta, dziesiąta, ilość partnerek nie miała znaczenia, bo im bardziej pozwalał ponieść namiętności tym dalej, od brzegu się budził. Sława i ogromne pieniądze pozwalały na dużo, zbyt dużo. Z tego powodu wypaczył swoją wizję na udany związek i gdyby nie spektakularny koniec jego kariery, pewnie nigdy nie powróciłby na ziemię ze swojej orbity wyuzdania. Zostało mu jedynie przeczucie tego co naprawdę chciał od życia i od kobiety, której mógłby pozwolić się zbliżyć się do siebie. I chociaż był już bardzo blisko by pewnego dnia obudzić się z myślą, że nareszcie udało mu się zdobyć to z czego mógłby być szczęśliwy, to przez własną buńczuczność pozwolił temu uciec przez palce. Dlatego nie potrafił szczerze odpowiedzieć bliźniaczce na żadne z jej pytań, tak by rozwiać wątpliwości swoje i jej.
- Nie tak jest to, że pozwalasz by ktokolwiek mógł być powodem Twoich łez. - odparł bez zastanowienia. Leander nie był wart splunięcia na niego, a co dopiero gorzkich łez odrzucenia Loretty. - Ciii... Ciii. - półszeptem starał się uspokoić rozedrganą, drobną istotkę pod jego ramionami. Gniew, ale i ból trawił jego trzewia, a gdyby miał tego złamasa w zasięgu zaklęcia, nie wahałby się, ani sekundy. - Jeszcze będzie cierpiał, o wiele bardziej, niż my. Pewnie ktoś nazwałby to ckliwym naciąganiem rzeczywistości, ale empatia, ta specjalna którą mogły podzielać wyłącznie bliźnięta, sprawiały, że mógłby zapewnić, że czuje teraz to co siostra. Może to zaklęcie nekromancji, albo specyficzny rodzaj więzi między nimi, ale część tej goryczy przelała się i na jego postać. Wzdychał ciężko, pozwalając ołzawionej twarzyczce skryć się w jego marynarce. - Na pewno jeszcze sobie kogoś znajdziesz, tylko bądź bardziej ostrożna. - poradził. Choć może nie miał ku temu mandatu, ale z troski o dobro własnej siostry, chciał jedynie odjąć jej trosk na tyle ile tylko się dało.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#6
20.06.2023, 22:02  ✶  

Wychowana na łonie ziębiącego chłodem rodu, wyzbyta z emocji dziecięcych i uczuć sielskich, prawdopodobnie posiadała solidnie zaburzony obraz tego, jak miłość wyglądać powinna i odnajdywała tę w toksycznym bezdechu, w ciskaniu przedmiotami i agresji niezawoalowanej w żaden sposób. Całokształt jej relacji z Leandrem był dotkliwie chory i okrutnie krzywdzący w swoich kryzach – może gdyby była odrobinę bardziej stabilna, odrobinę mniej rozgorączkowana i namiętna w emocjach, może wówczas oswoiłaby go właściwie, nie cielesną powłoką i rozgorączkowanymi spojrzeniami, lecz miłością prawidłową, taką, jaką być powinna od początku. Pierścionek zaręczynowy powędrował gdzieś w tumany popiołu i szkła, którymi wyścielała się podłoga, gwałtownie potraktowana furią Loretty.

I choć go nie kochała, chciała go mieć dla siebie; wyłącznie dla siebie. Jej histeria jednak, nie uwolniła drzemiącego w lędźwiach i płucach diabła – jedynie dobitnie świadczyła o emocjach kobiety zranionej uczuciem najwyższym – bo w swoich domorosłych domysłach, chrzciła go swoją miłością.

Loretta jednak kochać nie umiała.

Pytania stanęły bezdźwięcznie w przestrzeni przerywanej jedynie jej gorzkim szlochem, więzionym o wiele zbyt długo w żebrach.

– Lou, na bogów, czy ja jestem brzydka? Albo niemiła? Albo oba jednocześnie? – zaszlochała żałośnie, w piąstkach dłoni zamykając jego marynarkę, którą znaczyła mokrymi śladami pomieszanymi z czernią tuszu do rzęs.

Odsunęła się od niego po chwili, marszcząc brwi groźnie.

– Zabiję go. Przysięgam, że jak tylko go znajdę, zabiję go. Jak mógł tak igrać z moimi uczuciami? – rzekła, powracając do łamiącego serca lamentu.

Główny problem utkany był z faktu, iż Loretta nie kochała nikogo, poza sobą, a jej uczucie do Leandra stanowiło podszytą fałszem mrzonkę, która miała utwierdzać ją w przekonaniu, że jest zdolna do uczuć wyższych; że nie jest tylko zamaskowanym piękną fasadą demonem, którego nieliczni uświadczyli. Bo dbała o swoją reputację, uśmiechała się chętnie i obarczała kurtuazją każdego, kto zechciał nawinąć się na jej palec.

Była przecież ujmująca.

– N-Nie chcę. Nie chcę już nikogo innego. Zrobię się stara i pomarszczona i samotna. I w ogóle niezdatna. Litości, ja nawet dziecka nikomu nie dam! – krzyknęła, a jej głos odbił się echem od ścian.

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#7
02.07.2023, 11:54  ✶  
Nie było nikogo, ani niczego do oswajania. Jeśli już to wyłącznie oswoić się z bólem i permanentną deprywacją wobec poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Tragiczna była ta ich relacja, od samych podstaw i ich założeń. Przynosiło im to wyłącznie nowe sposoby na autodestrukcje i wzajemne wyniszczanie wrażliwości, choć w tej ich batalii zależało mu wyłącznie na dobrze Loretty. Jeśli się kogoś kocha to się go nie krzywdzi, sama myśl o tym powinna być przesłanką że odpłynęli w stronę w której nic oprócz bólu ich tam nie czeka. Lou z pozycji obserwatora dostrzegał to znakomicie, jak jego siostrzyczka przygasa, jak ulatuje z niej ta gorączkowa inspiracja życiem, przez rozczarowującą i dobijającą relację z własnym narzeczonym. Czasem Louvain nie widział innej możliwości jak wyciąć tą gangrenę z jej życia, raz a dobrze, by więcej nie cierpiała z jego powodu. By jej życie nie zmieniło się w nędzną wegetację.
- Przecież jesteś cudowna i w żaden sposób niczym nie zawiniłaś, zrozum. - odpowiedział momentalnie, pieczętując te słowa niewinnym całusem w czubek, gorączkowej głowy siostry. Być może odrobinę poirytowany, tym jak przyziemne tony przybrały krzyki jej rozpaczy, dalej jednak starał się pozostać zatroskany jej żalem i drobnymi gestami przywrócić cząstki spokoju. Zaczesał roztargany kosmyk włosów za ucho. Deklaracja zabójstwa mimowolnie wywołała skrępowany uśmiech na jego twarzy i choć słyszał już takie wobec Leandra od niej już kilka razy, ta wydawała się być dobitna jak nigdy. - Jakie nikomu nie dasz? Jesteś LORETTA LESTRANGE, czy jakaś jałówka-rozpłodówka? Poproszę więcej godności na tej twarzy. - uśmiechnął się na koniec pogodnie tak jak potrafił być pogodnym wyłącznie dla niej, chcąc delikatnie obrócić sytuację w żart. Mówiąc to jednocześnie otarł, haftowaną chusteczką z marynarki, jej delikatną twarzyczkę z gorzko-słonych grochów.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#8
02.07.2023, 13:22  ✶  

Całokształt jej bytowania zamykał się w skromnej szkatułce zbudowanej z aberracji przeszłości, smaków teraźniejszości i lustra przyszłości - nigdy w końcu nie poprzysięgała tej stałości emocjonalnej wobec ludzi; nigdy nie składała czułych pocałunków na obmierzłym licu wszechświata; nigdy nie igrała z orkiestrami powoli wybijającym rytm jej życiorysu, z tymi przeklętymi sweterkami z monogramami i snobistycznym akcentem. W gruncie rzeczy, współtworzona przez banały i rozwiązłości, snuła żywot pełen plejady barw; już sam jej ubiór sugerował rozbicie emocjonalne poprzez krzykliwość ich fasonu i koloru. Widywana najcześciej w towarzystwie kapeluszy o nieprzyzwoicie wysokich rondach, otulona pstrokatymi koszulami, wybrzmiewająca stukotem absurdalnie wysokich obcasów - nie pozostawiała złudzeń; była tym barwnym ptakiem, do którego tęsknili mężczyźni, tak jakby ich posiadanie jej nie oznaczało jej osobistego triumfu.

Uwielbiała pławić się w ich gorączkowych emocjach

Leander był toksyną, tym, przed czym się uciekało. Tym, co zamykało się w szklanej butelce i posyłano w eter, nie zaglądając nigdy do środka. Może gdyby pilniej słuchała zmarwień brata, gdyby posiadła większą świadomość tego, jak Yaxley ją krzywdził i powoli zabijał, wysysając z niej jedynie agresję, buńczuczny fatalizm i resztkę absolutną ochłapów dobra w jej zgniłej duszy. Powinna była go dopuścić bliżej, pozwolić aby ciosy Louvaina opadały na jego oblicze, z każdą kroplą posoki płacąc za to, jak ją skrzywdził.

Jak ją zmienił nie do poznania.

Całus opadący na jej czubek głowy przyjęła pociągając nieznacznie nosem; zacisnęła dłonie mocniej na jego plecach, w piąstkach zamykając materiał jego koszuli, który został już sowicie wygnieciony przez jej salwę gwałtownej rozpaczy. Uniosła wzrok po chwili, pozwalając otrzeć gorzkie łzy, torujące sobie szklistą ścieżkę policzkami.

- Kocham cię, wiesz? - zabrzmiała retoryką, wtulając policzek pokryty słonymi łzami, rozmazaną maskarą w jego ramię.

W gruncie rzeczy, nigdy nie spodziewała się za czasów dziecięcych, iż ich relacja rozkwitnie. Pełni burzliwych, bliźniaczych kłótni, poczuli w sobie nieocenione wsparcie dopiero dorastając. Byłaby gotowa zabić absolutnie każdego, kto by go skrzywidził; może dlatego nie mogła z pełnią zazdrości zaakceptować żadnej spośród panien lawirujących wokół niego?

evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#9
02.07.2023, 15:26  ✶  
Doskonale wiedział na czym polega ten mechanizm przez który nie mogła się od niego oderwać na dobre. I może nie potrafił tego dobrze ubrać w słowa, ani przedstawić tego w racjonalny sposób przy użyciu odpowiednich terminów z socjologii, to wiedział. Wiedział, że przy właściwym dla niej usposobieniu potrzebuje, naprawdę wysublimowanych, wręcz predefiniowanych dla jej temperamentu bodźców, zarówno fizycznych jak i emocjonalnych. Byle gentelmen z czarodziejskich salonów nawet nie przechodził obok takich, które rzeczywiście mogłyby poruszyć jej wnętrzem. Pech chciał, że operować na tych wibracjach potrafił właśnie Leander. Musiał to być czarodziej o wnętrzu ludzkiej padliny, bo mało kto o stabilnej moralności potrafiłby tak odpowiednio balansować pomiędzy tym co właściwe, a tym czego pragnęła, a co jednocześnie tak szkodziło zdrowiu Loretty. Zakrawało to o prawdziwe uzależnienie, bo skoro wciąż chcesz to przyjmować, ale sprawia ci to krzywdę, to jak inaczej to nazwać? Nie uczucie, nie relacja, używka dla zmysłów, ciała i duszy. Ostatecznie diler tej używki odstąpił, ale ryzyku nawrotu nałogu wciąż pozostawało, prawda?
- To teraz jeszcze pokochaj siebie. I wiąż się więcej z takimi dupkami, dobrze? - odparł, a gdzieś na końcu gardła poczuł uścisk. Chociaż starał się jak mógł, by tego nie ukazywać, to podskórnie tymi trzema słowami rozczuliła go dobitnie. Musiał ją wspierać, przecież nie mógł inaczej to oczywiste. Nie zawsze potrafił ochronić ją przed niebezpieczeństwem i złem tego świata, bo niekiedy tego właśnie chciała dla siebie, ale przynajmniej w takich chwilach jak ta mógł okazać się prawdziwym wsparciem jakiego potrzebowała i na jakie zasługiwała. Jakim bliźniakiem okazałby się, gdyby uciekał od jej problemów, czy nie potrafił udźwignąć tego razem z nią. Przecież nikt nie w świecie nie rozumiał ich tak, jak oni rozumieli siebie wzajemnie. I nawet był w stanie puścić bokiem jej chorobliwą zazdrość o niego i każdą pannę u jego boku.
Zegarek na jego ręce zapiszczał cicho, a on spojrzał na niego rozczarowanym wzrokiem. No tak, już zdążył zapomnieć, że wciąż jednak był w pracy, a to tylko przerwa na lunch. Wahał się z myślami. - Poradzisz sobie sama? - zapytał niepewnie, bo choć nie chciał teraz zostawiać siostry samej w tym całym bałaganie, to dalej miał swoje obowiązki. Z drugiej też strony, dla niego, świat mógłby nie istnieć bez Loretty, dlatego jeśli wciąż bała się samotności to był gotów zostać i pal licho te całe ministerstwo w diabły.
Devil in disguise
She's dancing by herself
She's crowned the queen of hell
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stukot obcasów zwiastuje jej chuderlawą, drobną posturę, którą skrzętnie ukrywa pod pstrokatymi, szerokimi koszulami, szerokimi nogawkami spodni i kapeluszami z okrutnie wielkim rondem. Blada, o twarzy pokrytej pajęczynką piegów, oczach roziskrzenie piwnych, ustach surowo wykrojonych. Na jej obliczu często pełznie uśmiech, ukazujący nieidealne zęby, o skrzywionych kłach – jest w niej jednak coś rozbrajająco szczerego. Aura czerwona, intensywna, niejednokrotnie przytłaczająca.

Loretta Lestrange
#10
02.07.2023, 16:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2023, 16:20 przez Loretta Lestrange.)  

Tętniła słabością ku niewłaściwym mężczyznom; każdy spośród nich nakładał barchanowy całun okrucieństwa i toksyny na jej kruche ramiona, kalając tą przeklętą przysięgą, że będzie należeć wyłącznie do nich. A ona przecież, barwny ptak o ciemni i szarości skrywanej na głębi wątłego ciała, nie potrafiła być nader długo uwiązana, a temat potomstwa powodował u niej zimne poty - prawdopodobnie dlatego nikomu, poza bratem, nie mówiła o słodkiej tajemnicy bezpłodności, ujmującej jej niejakiej wartości na rynku matrymonialnym. Liczyła na to, iż obrączka zaznaczy pręgiem jej palec nim potencjalny obiekt zorientuje się o nieużytku jej osoby pod kątem przedłużania linii rodowej; ta jednak, znacząc się oddechem omiatającym sekret, zastawała ją bez tchu, przerażoną pośród dojmującej ciemności, zmieniającą całokształt w raptem zgliszcza po poprzednim bytowaniu.

Był dla niej więcej, aniżeli jedynie bliźniakiem, z którym dzieliła zestaw genów i jedną krew wartko płynącą w żyłach. Kochała go miłością absolutną i szczerą, czystą i platoniczną - była ona jedna o wiele większa, o wiele istotniejsza niż romantyczne podrygi serca. Kochała go w absolucie i w niczym, uczepiona jego ramienia na bankietach, odwiecznie lawirowała pośród śmietanki towarzyskiej, jednak bez niego traciła grunt.

Zupełnie jak teraz, gdy łzy spływały rzęsiście po jej policzkach.

Nikt w końcu nie pamiętał o deszczach majowych, które niejednokrotnie łzami kłębiły się na dnie ocząt, chcąc wydostać się szklistymi ścieżkami. Emocjonalna w swojej bucie, zawsze posiadała odpowiednie, kurtuazyjne dictum - wobec niego jednak, mogła być absolutnie i rozbrajająco szczera. Tonąc w jego ramionach wydawała z siebie ostatnie, ciche chlipanie i dopiero gdy odsunęła się, unosząc wzrok, żeby skrzyżować z nim spojrzenie wątłe i przerażone, dotarły do niej jego słowa.

Nie potrafiła mu tego obiecać. Zawsze ciągnęło ją do złych mężczyzn.

Wzięła bezpardonowo muślinową chusteczkę, element marynarki, którym wycierał jej łzy i z ostatnim głębokim wdechem wysmarkała w nią nos.

- Poradzę sobie - rzekła już odrobinę pewniej, tak jakby jej histeria odchodziła z wolna w zapomnienie bezkresne i absolutne. - Dziękuję - dodała, wręczając mu zasmarkaną chusteczkę.

Dopiero gdy opuścił galerię, rozjerzała się, oceniając szkody, jakie swoją niewdzięczną furią wyrządziła.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Loretta Lestrange (1849), Louvain Lestrange (2046)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa