— Tak, tak, jestem! — Odpowiedział, a potem urwał, gdy go przytuliła. To nie był dobry pomysł, to tylko go rozpraszało. Jej ciepło, zapach, miękkość ciała... Odsunęła się. Jak mogła? Chciał trwać w tym uścisku wiecznie. Czy musi osiągnąć kolejny sukces, by zostać tak hojnie nagrodzonym?
— Spróbuję jeszcze raz, już mi dobrze — odpowiedział. Usilnie nie patrzył na nią, a na otoczenie. Szukał klarownego celu do drugiego podejścia. Wskazał je i krótko opisał. Teraz czas na czyn.
Wykonał wszystkie kroki w głowie i obrócił się na pięcie. Nic. Po raz drugi... zupełnie jakby coś się stało. Błędnik zdecydowanie zarejestrował zmianę pozycji, ale nie dotyczyło to deportacji. Po prostu piruet wypadł ze swojej osi i wirujący Giovanni, potykając się o własne stopy, leciał w kierunku biednej Kim. Być może wyhamuje i nie dojdzie do zderzenia. Być może dojdzie, ale nie przewrócą się. Być może się przewrócą, ale nie wylądują w nieodpowiedniej pozycji. Być może...