27. maja 1968 r.
Desmond Malfoy & Maya Chang
Przyszła po niego między Numerologią a Eliksirami, kiedy podczas przerwy obiadowej snuł się samotnie między piętrami. Rano zdążył zostać poddany uroczystemu odśpiewaniu "Wesołych Urodzin" przez Oleandra i jego kolegów, nie miał już siły widzieć się dzisiaj z nikim. Z nikim, poza nią.
Słyszał jej miękki krok z drugiego końca korytarza, od razu go rozpoznał, ale wciąż kroczył przed siebie i czekał cierpliwie, aż zbliży się do niego z tą butelką ciemnego rumu w rękach i ujawni się sama, na własnych warunkach.
Gdy wyjaśniła mu swój plan, entuzjastycznie skinął głową. O ile dobrze się orientował, to niestety zapomniał się do niej wtedy uśmiechnąć, ale nawet mimo to dziewczyna zdawała się dobrze rozumieć jego odczucia wobec propozycji sielankowych wagarów. Nie spodziewał się, że postanowi sama się z nim spotkaćl mimo wszystko bardzo go to cieszyło. Ostatnio zaczynał mieć coraz większe nadzieje co do znajomości z nią. Maya nie była, co prawda, czystej krwi, więc nie mógł zaprosić jej do swojej kilki, ale istniały przecież inne aktywności, do których wystarczyłoby tylko ich dwoje.
- Znam dobre miejsce chodź - powiedział sucho i ruszył w kierunku schodów.
Prowadził ją w górę, na siódme piętro. Na szczęście sam zawędrował już na szóste, więc droga nie była daleka.
Krążył wzdłuż ściany, mamrocząc coś pod nosem. Pokój Życzeń, szukał Pokoju Życzeń. Pierwszy raz był tu z Bellatrix i resztą paczki na początku października, ale nie przyszli tam wcale pić alkoholu. Miał nadzieję, że da radę samodzielnie wywołać pojawienie się drzwi, jeśli jego oczekiwania okażą się znacznie prostsze, niż były ich wtedy.
- Ma być tam cicho spokojnie wygodnie. Ma być tam alkohol i woda. I sok. Mogę tam wejść tylko ja i Maya - recytował szeptem, część swoich wymagań profilaktycznie definiując jedynie w swoich myślach. - Niech godzina wewnątrz to będzie minuta na zewnątrz.
Uważnie przesunął dłonią po murze, po kilkunastu sekundach natykając się wreszcie na klamkę. Pociągnął za nią, otwierając przejście. Zajrzał do środka, później spojrzał na Mayę. Nie mógł uwierzyć, jak słodko jej ciemne oczy uśmiechały się do niego, a jednak - to było przeznaczenie, żeby razem spędzili dzisiejsze święto. Na osobności.