To nie była godzina – miała półtorej tygodnia na to, żeby dojść do siebie i poniekąd sądziła, że faktycznie doszła. Cały czas miała z tyłu głowy pytanie „czy ten chłód to wszystko co się stało”? Pomijając, że nie wiedziała skąd się brał i jaka była dokładna przyczyna, ale ciągle myślała o tym, że może jeszcze nie wszystkie karty zostały odkryte. I faktycznie… Złapało to Victorię zupełnie bezbronną, pierwszy raz tydzień po wydarzeniach na Beltane. W trakcie kłótni. I nawet nie przyszło jej do głowy, że coś może być nie tak, bo kłótnia przywołująca wspomnienie innej kłótni… Ach, puzzle do siebie po prostu idealnie pasowały. I teraz, kilka dni później, to. Brenna miała rację, Victoria tonęła. Metaforycznie. A najzabawniejsze było to, że to był jej strach, jej bogin. Tonięcie. Tylko bardziej dosłowne.
Nie do końca się zrozumiały, czego Victoria nie miała nawet świadomości, ale tak po prawdzie, tak rozemocjonowana jaka była – nie trudno, że przekazała coś nie tak, jak chciała. Zaręczyny z Rookwoodem… To nie była żadna tajemnica i faktycznie wyjdzie to prędzej niż później, chociaż sama miała nadzieję, że później – głownie ze względu na Sauriela, bo jeśli gazety podchwycą, że Victoria jest zaręczona… z kim… jeśli zaczną węszyć i wyciągną, że jest wampirem… O matko. Nie chciała tego dla niego, bo będą mieli używanie i tematów do pisania na co najmniej rok. O co Victorii chodziło, to by zostawiła dla siebie, że nie przepada za większością tamtejszej rodziny. A miała ku temu powody solidniejsze niż szósty zmysł i podejrzenia opierane na podstawie listu i innych. Nie to, by uważała ich za Śmierciożerców, o nie, ale wiedziała dobrze, że w tej rodzinie cos jest nie tak, że nie dzieje się tam dobrze. I nie chciała o tym mówić, bo nie czuła, by sama jedna mogłaby ewentualne konsekwencje wyciągnięcia tego na światło dzienne udźwignąć na barkach. [/a]Zniszczyliby ją.
Tak jak zniszczyli Sauriela.
- Jasne. Dzięki, Brenn – i miała nadzieję, że Longbottom wiedziała to samo o niej: że gdyby potrzebowała pomocy, to zawsze może się do niej zgłosić.
- Oczywiście. Nawet powinnaś – domyśliła się o kogo chodziło. I bez wahania potwierdziła, by to właśnie zrobiła… Ba, sama wolałaby być ostrzeżona, może wtedy trzy razy zastanowiłaby się, czy NA PEWNO musi iść na ten Nokturn. Chociaż wiedziona ciekawością pewnie i tak by tu trafiła – tylko nie w takim pośpiechu. I może tak by nie panikowała już w trakcie. - Miałam nadzieję, że chłód to jedyne co z tego wyniesiemy, ale gdzieś podskórnie czułam, że to byłoby zbyt proste – no tak, domyśliła się, że musiała wiedzieć od Mavelle. Domyśliła się, że być może spotkało ją coś podobnego… Chociaż według tego, co Brenna mówiła, to nie wyglądało w jej przypadku tak samo. Pewnie chwilę Brennie zajęło połączenie kropek. - Narzeczony wampir ma pewien plus, wiesz? Przynajmniej się nie wzdryga jak go przypadkiem dotknę – mruknęła zrezygnowana. - Stwierdził nawet, że mam normalną temperaturę – cicho nawet parsknęła, bo w obliczu tego całego syfu – widzieć w tym wszystkim jakikolwiek plus to było całkiem zabawne. - Ale masz rację… Skoro dzisiaj zareagowałam tak, to co będzie jutro? Rzeczywiście… Chyba lepiej gdybyśmy nie byli sami – i lepiej gdyby ktoś w ich otoczeniu wiedział, co się właściwie dzieje. Chyba będzie musiała powiedzieć ojcu. - Bo skoro to nie tylko ja… - skoro Mavelle i ona… To Patrick i Atreus też? Lepiej żeby ktoś im powiedział, lepiej żeby byli gotowi.