• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
Listopad 1970, Stany Zjednoczone | Wszystkie odcienie szarości | Martin & Cynthia

Listopad 1970, Stany Zjednoczone | Wszystkie odcienie szarości | Martin & Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#21
01.07.2023, 22:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2023, 22:41 przez Cynthia Flint.)  
Podobno taki był plan — aby opuściła Londyn i przeniosła się do Stanów, aby Edward był kontynuować swoją pracę, czymkolwiek ona była. Flintównie oczywiście myśl ta i plan bardzo wadziły, bo nijak miała ochotę na porzucanie swojego prosektorium, gdzie dopiero rozpoczęła staż. Trupy wciąż miały tak wiele tajemnic do odkrycia, Lycoris, jak i William mogli ją tak wiele nauczyć. Małżeństwo nie było warte takiego poświęcenia, zwłaszcza z człowiekiem, z którym nie łączyło absolutnie nic i nie było cienia szansy, aby więź się rozwinęła. Przytaknęła więc głową bez słowa na wypowiadane przez Martina słowa, faktycznie, dostrzegając w jego mirażu pewnej dozy szczęścia w nieszczęściu; bo ostatecznie nie mogła wiedzieć, czego pragnął i czy może w głębi serca chciał, aby z Kordelią coś go połączyło.
Nie było mu łatwo.

Była delikatna i dokładna, każdy dotyk jej palców przepełniony był szacunkiem, pozbawionym jakiegokolwiek negatywnego odczucia. Blizny były na swój dziwaczny sposób fascynujące, jednak Cynthia była zbyt dobrą aktorką, aby cokolwiek po sobie pokazać. Nie bez powodu nazywano ją Królową Lodu. Jego reakcja mówiła jej wiele, nie drążyła jednak tematu, dostrzegając dyskomfort, który w nim wywołała. Sentymentalne blizny były tymi najgorszymi do poradzenia sobie, głównie przez to, co potrafiły zrobić z umysłem oraz pamięcią człowieka, jak powolnie je zatruwać, wywoływać fale wyrzutów lub myśli zupełnie nieadekwatnych do sytuacji, w której znajdował się właściciel. Wywoływały je przecież tak maleńkie, drobne skojarzenia.
Jasne tęczówki blondynki, która zaprzeczyła delikatnym ruchem głowy, odnalazły drogę do oczu Croucha, pozwalając sobie zostać tam nieco dłużej. - Miałam być, byłam, trochę jestem, ale jednak nie jestem... To skomplikowane. - wyjaśniła ze spokojem, instynktownie ściszając głos, chyba przez to, że siedzieli w niewielkiej odległości od siebie. Bo owszem, miała ukończone studia oraz kursy w tym kierunku, całą wiedzę dotyczącą uzdrawiania, podreperowaną eliksirowarstwem, do którego talent miała po matce. - Zajmuje się tymi, którzy nie mają już głosu. Staram się rozwikłać zagadki ich śmierci w prosektorium w Londynie. - dodała jeszcze, udzielając mu tym samym odpowiedzi na pytanie dotyczące zawodu. Ludzie zwykle źle na to reagowali, bo jak to? Panna z dobrego domu, tak delikatna i pozornie łagodna, jak Cynthia, każdego dnia miała obcować z widmem śmierci, zamiast haftowania oraz skupiania się na zakładaniu rodziny? Nie było to zajęcie wzbudzające podziw, ale zostawiające na tyle nieprzyjemny dreszcz na karku, że głośno nikt tego nie komentował.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#22
02.07.2023, 21:51  ✶  

Martin sam nie był pewien, jakie dokładnie elementy przeszłości chciał zachować w bliznach na twarzy. Rozpacz? Żałobę? A może sukces wyrwania się z absolutnej bierności i płynięcia przez życie jak liść opadnięty na powierzchnię?

Przenikliwe spojrzenie Cynthi robiło na nim wrażenie. Nie tworząc najmniejszej niezręczności potrafiła wpatrywać się w drugiego człowieka. Zupełnie, jakby nie patrzyła na żywą osobę, a... No właśnie, trupa.

— Gdyby los miał mnie w większej nienawiści, być może do naszego spotkania doszłoby w innych okolicznościach.

Martin nigdy wiele nie myślał o tym, czym chciałby zajmować się w przyszłości. Majętność rodziny nie wymuszała na nim troszczyć się o zdobywanie jakiegokolwiek zawodu, a posada tłumacza była tylko sprytnym wykorzystaniem przez matkę jego zainteresowań. Ale gdyby miał się na nowo zastanowić nad tym, praca w prosektorium z pewnością stanowiłaby interesujące zadanie. Odkrywanie człowieka i jego przeszłości. Wręcz ostatnich chwil życia. Spoglądanie w twarz zastygłą w swym ostatnim wyrazie. Wyłapatanie ostatecznej ekspresji.

Czyli Edward miał nawet pośmiertną okazję na wzbudzenie krzty ciekawości w swoim kierunku u panny Flint, a i to mu nie wyszło.

— Czy taka praca odrywa od życia? Odbiera mu barwy?

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#23
04.07.2023, 22:04  ✶  
Blizny nie były trudne do usunięcia w magicznym świecie, zwykle zostawały, bo przypominały o jakieś przygodzie, historii lub o kimś, kogo już nie było. Czasem też ludzie zostawiali sobie blizny po samookaleczeniach, które nie raz widziała u zwłok tkwiących w kostnicach. To było przypomnienie, jak byli słabi i w jaki sposób radzili sobie z bólem oraz niepowodzeniami, przelewając to, co paliło wewnętrznie do zewnątrz. Głupi sposób, zupełnie tego nie rozumiała. To, co nosił Martin, wydawało się częścią czegoś bardziej skomplikowanego i nawet jeśli rozbudzało ciekawość Cynthii, nie zamierzała pytać. Były czasem pytania, których nie powinno się zadawać, zwłaszcza nowo poznanych ludzi.
Kontakt wzrokowy wydawał się jej kluczem. Rozumny wyraz oczu odróżniał żywych od martwych, wolnych od spętanych zaklęciem. Wszystko sprowadzało się do źrenic oraz tęczówek. Zresztą, prowadzili dość bliską i o dziwo zakrawającą w pewien sposób o intymność konwersację, nic więc dziwnego, że nie uciekała spojrzeniem od jego oczu.
- Los bywa przewrotny oraz kapryśny, nie jestem jednak przekonana co do tego, że kogokolwiek nienawidzi. Pewna wiedźma z Nowego Orleanu opowiadała mi kiedyś o karmie.
Odpowiedziała mu tonem zupełnie niezmienionym, pozornie łagodnym, ale i z pewną dozą chłodu oraz dystansu. Ruch głowy sprawił, że jasne pasma, które uciekły z upięcia, znów próbowały zaatakować jej buzię, więc uniosła dłoń i wprawionym już gestem, zgarnęła je za ucho.
Miała wrażenie, że będąc kobietą w rodzie względnie szanowanym, przede wszystkim magicznym i takim, gdzie prędzej lub później dobiorą jej partnera według ich widzimisię, praca była jedyną formą prawdziwej niezależności. Owszem, mogli coś jej sugerować lub czegoś oczekiwać, ale to ona była odpowiedzialna za proces swojej nauki w czasach Hogwartu, a później skupienie na studiach oraz stażu. Dobra posada była czymś, co człowiek musiał praktycznie osiągnąć samemu, podpierając się na własnej wiedzy. Zdarzało się, że koneksję załatwiały sprawę, ale na dłuższą metę osoba bez pojęcia i tak zostałaby zwolniona, zwłaszcza w zawodach skomplikowanych lub publicznych.
Miała wrażenie, że mężczyzna kontemplował nad jej słowami, pogrążając się na chwilę w zamyśleniu, które dla Flintówny pozostawało jednak nieodgadnione. Zgodziłaby się jednak, że Edward nawet jako trup nie miał w sobie niczego interesującego.
Zadane przez niego pytanie sprawiło, że niechciane mruknięcie zastanowienia uciekło jej spomiędzy warg, jakby ją zaskoczył. Był chyba pierwszą osobą, która na takowe wpadła, a przecież tyle było w nim sensu. Jasne tęczówki dziewczyny przesunęły się z twarz Martina na dłonie właścicielki, gdzie poprawiła koronkowe rękawiczki. - Myślę, że tak. Gdy przebywasz ze śmiercią, czujesz śmierć... Wszystko, co dotyczy życia, odbierasz zupełnie inaczej. Nie jest do popularne lub cieszące się szacunkiem zajęcie, ale ma w sobie coś uzależniającego.
Wyjaśniła nieco ciszej, jakby w obawie, że ktokolwiek ją usłyszy poza Martinem i podmuchem wiatru, co było na szczęście niemożliwe.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#24
09.07.2023, 01:48  ✶  

Wzrok Martina niewiele różnił się od spojrzenia martwych. Matowy błękit, pozbawiony blasku życia. Ewidentnie stąpał po ziemi jedną nogą będąc w innym świecie.

— Gdybym wierzył w karmę, umierałbym z niecierpliwości na te wszystkie dobra, które miałyby mnie spotkać.

Miał wiedzę w tym temacie. Utopijna koncepcja, aczkolwiek nie miałby nic przeciwko, gdyby okazała się prawdą. Bezwzględna sprawiedliwość zostawiała jednak pytanie dotyczące wyznaczników moralności i kto je ustanawia. Czy kradzież jedzenia przez głodującego biedaka dodaje, czy ujmuje karmę? Ile żon może mieć mężczyzna? Ile mężów może mieć kobieta? A może, czy kobieta może mieć żonę lub mężczyzna męża? Ogrom pytań nigdy by się nie kończył, ale to dokładnie takimi rozwleczonymi w nieskończoność rozważaniami Martin uwielbiał się zajmować.

Nawet pół żywy dostrzegł jakieś drgnięcie w postaci Cynthii. Spuściła wzrok.

— To jak stanie na granicy światów.

Chyba rozumiał, co miała na myśli. Ludzie otaczali go cały czas. Poruszali się, mówili, myśleli. Ciężko pojąć, jak z każdego z nich uleci życie w pewnym momencie i pozostaną po nich bezduszne ciała.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#25
09.07.2023, 22:21  ✶  
Przyglądała mu się chwilę w milczeniu, nie bardzo jednak łącząc błękit jego oczu z martwymi ludźmi, nawet jeśli tęczówki pozbawione tej charakterystycznej iskry życia. Przypominały jej mętną, zimną wodę — gdzieś na środku oceanu. Widywała taką podczas rejsów ze swoim ojcem, gdy była młodsza, bo teraz już bardzo rzadko korzystała z tej formy transportu. Jej uwaga skupiona była jednak nie na jego spojrzeniu, a wypowiedzianych przez niego słowach. Ściągnęła na krótką chwilę brwi w zamyśleniu, poruszając palcami, jednak nic w ich zasięgu nie nadawało się do stuknięcia.
- Wydaje mi się Martinie, że karma nie działa wtedy, gdy jej oczekujemy, a wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy. Jej istnienie nie zostało jednak udowodnione, więc równie dobrze może być wytworem fantazji ludzi, którzy szukali nadziei na lepsze jutro w odrobinie zmienionej formie.
Odpowiedziała w końcu, pozwalając sobie na delikatny ruch ramion. Nie bardzo wiedziała, co o istnieniu tych sił sądzić, bo przecież była kobietą mocno stąpającą po ziemi, dzieckiem nauki. Jak mogłaby oczekiwać załatwienia spraw lub raczej wyrównania rachunków przez siłę, której działanie było dyktowane przypadkiem? Z drugiej strony, prościej było chyba wierzyć w karmę niż w Bogów, bo wydawała się bardziej sprawiedliwie i rzeczowa, niż oni. Cynthia nigdy nie była kobietą religijną, kierując się raczej własnym kręgosłupem moralnym niż takim, którego normy narzucało społeczeństwo.
- Śmierć jest blisko, czujesz ją na karku, ale nie jesteś w stanie złapać czarnej szaty w palce. To jedyna pewna rzecz, która na nas czeka, niezależnie od urodzenia i majętności i chyba dlatego, ludzie tak się jej boją, tak unikają rozmów o tym, czego uniknąć lub zmienić się nie da. - przytaknęła na jego słowa czymś więcej, niż kiwnięciem głową. Z początku owszem, praca przy zwłokach zostawiała jej na karku nieprzyjemny dreszcz, czasem oglądała się za siebie, mając wrażenie, że ktoś tam stoi, ale teraz? Nie wyobrażała sobie zmiany w karierze, nawet jeśli miała odpowiednie wykształcenie, aby wybrać bardziej napawającą optymizmem ścieżkę. Rozległ się dźwięk jakiegoś dzwonu, a blondynka spojrzała na Martina pytająco, nie bardzo wiedząc, co oznacza w tutejszych zwyczajach.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#26
13.07.2023, 19:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2023, 12:34 przez Martin Crouch.)  

Rozważał pierwszą jej część wypowiedzi przez chwilę. O nieuchronności śmierci już się namyślał wiele razy. Ale nad próbą jej złapania?

— Miałaś kiedyś kontakt z kimś, kto dopiero co um-... — przerwał na dźwięk dzwonu. Zwrócił wzrok w stronę domu, ale dostrzegł spojrzenie Cynthii. — Będą go chować.

Wstał ociężale i poczekał na towarzyszkę, by wrócić do środka. Tam musieli się rozstać, gdyż reszta rodziny szybko wypchnęła ją na przód procesji. Trumna Edwarda została zamknięta do dźwięków szlochu i melodii granej na fletach. Pochód otwierała dziewczynka o kruczoczarnych włosach i brązowych oczach — typowy fenotyp rodziny Sue. Na ramieniu trzymała orła. Za nią unosiła się trumna, wokół której szli grajkowie. Następni byli rodzice i rodzeństwo Edwarda oraz Cynthia z ojcem i bratem. Potem cała reszta.

Przemarsz zakończył się na rodzinnym cmentarzu. Był to krótko przystrzyżony trawnik z typowymi amerykańskimi nagrobkami. Martin miał wrażenie, że o czymś zapomniał. Na jednym krańcu cmentarza stał kamienny ołtarz. Za nim, okryta czarnymi welonami, siedziała jakaś postać. Gdy pochód zbliżył się do niej, a trumna spoczęła na ołtarzu, wstała. Cynthia mogła po raz pierwszy zobaczyć głowę rodziny — Mary Sue. Kobieta miała ponad 100 lat. Zmarszczki na jej bladym ciele były delikatne, niczym koronka. Platynowe włosy upięte były w fantazyjną fryzurę. Każdy jej ruch był pełen gracji. Cynthia szybko mogła dość do wniosku, że kobiecie w żyłach płynęła krew wili. I to w wysokim stężeniu. W oczy rzucał się też kontrast jej wyglądu do całej reszty zebranych. Jedynie osoby niezrodzone w rodzinie miały inny kolor włosów niż kruczoczarny. Mary tak bardzo nie przypominała swoich potomków. Oprócz jednego. Spojrzenia. Niemal wszyscy, bez względu na wiek, mieli spojrzenie tryskające życiem. Martin z pewnością był tu wyjątkiem.

Trumna otworzyła się. Mary Sue odebrała orła od dziewczynki i wypowiedziała głośno kilka słów w nieznanym Cynthii języku. Martin przypomniał sobie. Spuścił tylko wzrok. Zapomniał ostrzec Cynthię o kolejnym dziwnym zwyczaju rodzinnym. Orzeł wzbił się w powietrze i zatoczył koło nad zebranymi. Wylądował na Edwardzie i bezceremonialnie wbił dziób w jego pierś. Z tłumu dało się słyszeć kilka zduszonych okrzyków. Większość nie zdawała się być poruszona. Orzeł zjadł coś z piersi Edwarda — być może było to serce — i odleciał. Babka Sue zanurzyła palec w ranie. Wsadziła go do ust.

— Z krwi mojej pochodzisz i do krwi mojej wrócisz — powiedziała niezbyt głośno, ale stojąca blisko Cynthia usłyszała ją.

Trumna zamknęła się. Muzyka znów zaczęła grać. Pochód, tym razem bez dziewczynki i orła, ruszył w stronę odpowiedniego nagrobka. Tam spoczęła trumna. Tak jak w tradycji brytyjskich czarodziejów, ostatnie łoże Edwarda zostało pochłonięte w podziemia sprytnym zaklęciem. Na kamieniu rozbłysło jego imię oraz data urodzenia i śmierci. Tłum zaczął się rozchodzić. Zostali tylko grajkowie i najbliższa rodzina. Ojciec i brat Cynthii nie do końca wiedzieli, gdzie iść i chyba czekali na ruch córki.

Martin spacerował wokół nagrobków.


Link
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#27
18.07.2023, 22:14  ✶  
Wypowiedziane przez Martina słowa zaintrygowały ją na tyle, że uderzenia dzwonu wydały się jej paskudnie irytujące. Jakby Edward celowo chciał przeszkodzić komuś w czymś kolejny raz, chociaż już dawno przecież był martwy. Co miał na myśli? Czy miała okazję dotykać ciepłego truchła, wykonywać pierwsze czynności w sesji? Czy może chodziło o widok umierającego człowieka, który potem został duchem i mogła z nim porozmawiać? Przez krótką chwilę jej błękitne oczy skupione były na oczach Martina z tak dużą intensywnością, że wcale niepotrzebne były słowa, aby zauważyć, o co jej chodziło. Niechętnie jednak wstała, dopełnić swoich obowiązków niedoszłej żony, czując przygniatający ciężar i niechęć do tkwiącego na palcu pierścionka, który ta nieszczęsna kobieta kazała jej sobie zostawić, niby jako dowód wiecznej miłości jej syna. Miłości.. Co Edward niby wiedział o miłości? Był przecież głupim desperatem, przed którym Merlin i los ją uchronił, za co była wdzięczna.
Robiła to, co jej kazano, dostosowując maskę do otoczenia, starając się wydobyć z siebie, chociaż odrobinę smutku i nieistniejącej tęsknoty. Całe szczęście, większość swojego życia spędziła na doskonaleniu swoich umiejętności aktorskich, towarzyskich oraz w małym stopniu kokieteryjnych, co spowodowało, że wpasowała się w żałobny tłum, w którym z jakiegoś niezrozumiałego dla niej powodu tkwiła na przodzie. Formalnie nie byli związani, nie łączyły ich więzy krwi, a jednak chyba na pokaz, niczym lalkę na pokaz, kazano jej iść przed wszystkimi. Cóż za tragicznie niekomfortowa sytuacja. Znosiła to dzielnie, odliczając czas do końca ceremonii, aby móc dopytać Martina, o co mu chodziło, bo jedynie to chodziło dziewczynie po głowie.
Przyglądała się całemu obrzędowi, pięknej starowince i dziwnemu orłu, który zdawał się wyżreć coś z piersi czarodzieja. Oblizanie palca ubrudzonej przegniła posoką wydawało się Cynthii obrzydliwe, bo ile czasu dryfował podgryzany przez ryby, a potem tkwił w tym pudle? Przez blade lico nie przemknęło jednak skrzywienie, na próżno szukać było zniesmaczenia lub emocji innej, niż udawane przygnębienie. Słyszała za to, że jej ojciec mruknął pod nosem niezbyt przychylny komentarz. Zwyczaj pogrzebowy był kolejną, bardziej interesującą ją kwestia, niż sam nieboszczyk. Gdy na nagrobku wyrył się napis, posypały się kondolencje, uwieńczone lamentem i słowami otuchy, na które kiwała głową, czasem mrucząc coś przygaszonym szeptem. Przez natłok bodźców, zapach perfum i szloch, zupełnie straciła poczucie czasu.
Spojrzała na ojca oraz brata pytająco, nie bardzo widząc, co zrobić, ale na ratunek przyszła jej jakaś ciotka czy Merlin wie kto, która porwała Pana Flinta ze sobą, chcąc widocznie zapytać o dalsze interesy, jeśli nie będzie tego przeklętego małżeństwa. Castiel tymczasem wdał się w dyskusje z jakimś chłopakiem, co Cyna uznała za doskonałą okazję do dołączenia do spacerującego po cmentarzu Martina — jedynej osoby z tej rodziny, która cokolwiek sobą reprezentowała. Trzymając splecione dłonie na przedzie czarnej sukienki, czując chłodny podmuch wiatru, który wdzierał się pod warstwę materiału dzięki odsłoniętemu karkowi, zgrabnym i pewnym krokiem znalazła się obok mężczyzny, obracając twarz w jego stronę. Jej błękitne spojrzenie kolejny raz dzisiejszego wieczora zlustrowało jego lico, zupełnie nie skupiając się na widniejących tam bliznach, jakby uznała je za stałą część jego wizerunku.
- Zaskoczyła mnie ceremonia. - zaczęła z zaskakującą nutą szczerości w subtelnym szepcie, bo nie chciała, aby kręcący się w okolicy członkowie rodziny wiedzieli, jak postrzegała drapieżnego ptaka i ten nieszczęsny palec — czy ta starowinka zdawała sobie sprawę, jak ryzykowała własnym zdrowiem przez to, w jakim stanie było ciało jej wnuka lub siostrzeńca, lub kogokolwiek innego? Nieprzyjemny zacisk pojawił się na wysokości jej żołądka, ale zaraz przekierowała uwagę na dręczące ją myśli, odzyskując pełną kontrolę. - Co miałeś na myśli na balkonie? - dopytała jeszcze, nie mając zamiaru, aby poruszony temat został zagrzebany na tym cmentarzu, jak wszystkie te trumny.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#28
23.07.2023, 12:50  ✶  

Rzucał krótkie spojrzenia na mijane nagrobki. Cmentarz nie był zbyt duży. W rodzie Sue rodziło się dopiero piąte pokolenie, z czego sam, jako pokolenie trzecie, był zaledwie kilka lat starszy od członków tego czwartego. Ale nie o tym teraz myślał, a o nagrobku, którego tu nie było. I którego nigdy nie będzie.

I być może o tym, czy jego własny grób stanąłby tutaj, gdyby życie potoczyło się inaczej tamtego dnia...

Nie zauważył pojawienia się Cynthii. Zdziwiło go, że zdecydowała się powrócić do jego towarzystwa. Wiedział, jak bardzo jest szorstki i nieprzyjemny. Ale może taki klimat preferowała, niż dramatyczne ciotki.

— Wybacz, że nie uprzedziłem. Zapomniałem o orle.

Nie zdarzyło się to pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Sue, wychowanym w swojej specyficznej tradycji, zazwyczaj umykało poinformowanie gości o swoich niektórych zwyczajach. Chociaż czasem robili to ze złośliwości lub chęci spłatania figla.

Wpatrywał się chwilę w Cynthię, próbując sobie przypomnieć, o czym wtedy mówili.

— Wydaje mi się, że chciałem spytać, czy byłaś przy kimś, kto umierał. Niekoniecznie w zawodowym kontekście... Oczywiście nie musisz odpowiadać, to chyba dość osobiste pytanie — dodał po chwili.

Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#29
30.07.2023, 00:44  ✶  
Pomimo okropnego widoku związanego z lizaniem krwi dawno przegniłego członka rodziny, ceremonia była dość ciekawa. Blondynka zawsze lubiła uczyć się nowych rzeczy, a jako koroner, powinna przecież być obeznana w metodach i tradycjach związanych z pochówkiem oraz przygotowywaniem do niego ciała. Być może — poza nietypową konwersacją z równie nietypowym Martinem — samo widowisko chowania Edwarda w piach, mogłaby uznać za najciekawsze wydarzenie dzisiejszego dnia. Wzięła głębszy oddech, jakby coś ciężkiego spadło z jej ramion, chociaż jej strapiona i smutna mina, odpowiednia do okoliczności, wcale nie wskazywała na tak duże zadowolenie.
Czy nazwałaby go szorstkim lub nieprzyjemnym? Nie. Nie miała jednak też prawa ani też odwagi wyszukiwać żadnych innych epitetów, gdyż znali się zbyt krótko. Okoliczności i tematyka spotkania sprawiały jednak, że na pewno zostanie jej w pamięci. Uciekła więc od ciotek, zostawiając je na głowie Castiela i mogła wrócić do tego, co było interesujące, poza udawaniem zrozpaczonej, niedoszłej wdowy ze złamanym sercem. Merlinowi dziękować, że tego ślubu nie wzięli.
- Nie szkodzi, miałam niespodziankę.
Nie była sympatykiem niespodzianek, zwłaszcza urodzinowych lub towarzyskich, ale takie tego typu — mogła znieść, głównie dlatego, że nie kręciły się dookoła niej samej, czego nie lubiła. Owszem, błyszczała, gdy czegoś potrzebowała, gdy po prostu musiała, lecz zwykle jednak preferowała stanie z boku, co miało dobry wpływ na jej dostosowywanie wizerunku. Błękitne tęczówki skryte za czarną woalką, którą kilka sekund później subtelnie odgarnęła na bok, wpatrywały się w tkwiącego wśród nagrobków mężczyznę. Jego słowa sprawiły, że ściągnęła brwi, a kilka twarzy przemknęło jej przed oczyma. Ledwo dostrzegalny ruch ramion mógł sugerować, że pytanie nie było dla niej obraźliwie, nie traktowała go w żaden sposób jako informację prywatną. - Śmierć jest czymś naturalnym, nie uznałabym tego za coś osobistego. Dotyka przecież każdego, nie ma nic pewniejszego w naszym życiu, niż ona na jego krańcu, niezależnie od czasu i miejsca. - odparła ze spokojem, nieco ciszej, aby nikt nie miał okazji przysłuchiwać się ich rozmowie. Jeszcze tylko komentarzy wyperfumowanych staruszek brakowało. - Tak, byłam. A Ty?
Odbiła piłeczkę, zainteresowana tym, dokąd to pytanie zmierzało, głównie przez jego nietuzinkowość. Zerknęła na chwilę w stronę ojca oraz brata, upewniając się, że wciąż pozostawali na cmentarzu, bo Cyna nie miała pojęcia, czy to już koniec, czy żałobnicy mieli wrócić do stołów i alkoholu, wspominając nudne życie Edwarda.
Tłumacz
These scars don’t lie,
I’m living in an empty time
Falling through space,
I’m living in an empty place.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ubrany na czarno. Z bliznami na twarzy. Puste spojrzenie. 180cm.

Martin Crouch
#30
01.08.2023, 15:55  ✶  

— Śmierć nie jest osobista, ale przeżywanie odebrania przez nią kogoś bliskiego być może — odpowiedział precyzując, co miał na myśli. Chciał poruszyć teraz głęboki i personalny temat, a nie potrafił wyczuć, na ile Cynthia będzie gotowa by się otworzyć. Siebie oceniał na dość zamkniętego. Nie chciał się podzielić prawdziwą historią swojej twarzy.

Skinął głową.

— Nie miałem takiej okazji. Najbliżej było mi... z Kordelią, ale... Była już zimna, gdy ją znalazłem... — Zamilkł na chwilę. Zaskoczyło go, z jaką trudnością wspominał o tym. — Zastanawia mnie, jak wygląda ten moment. Czy to w ogóle jest moment... Gdy życie ustaje bezpowrotnie.

Swoimi słowami zostawił jej możliwość podzielenia się doświadczeniem lub kontynuacją obracania się w sferze filozofii i domysłów. Zupełnie nie chciał naciskać, ale był szczerze zainteresowany jej przeżyciem.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (7289), Martin Crouch (3773)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa