• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[16.04.1972, mieszkanie Stanleya] Nigdy więcej ogórków z rynku | Stanley & Sauriel

[16.04.1972, mieszkanie Stanleya] Nigdy więcej ogórków z rynku | Stanley & Sauriel
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
23.07.2023, 22:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:35 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I
16 kwietnia 1972, mieszkanie Stanleya
Stanley Andrew Borgin & Sauriel Rookwood
"Nigdy więcej ogórków z rynku" - część I ogórkowej trylogii

Skoro zmiany zachodziły na całym świecie, musiały zajść i w życiu prywatnym - tak przynajmniej sądził Stanley. Podirytowany sytuacją na rynku ogórków postanowił przedsięwziąć odpowiednie kroki aby mieć pewność, że w tym roku nie zabraknie mu tej zielonej rozkoszy w przeróżnej formie. Nie miał wyboru. Musiał zabrać się za to co kazała mu zrobić matka dobre 15 lat temu - zabrać się za ogrodnictwo. Ale jak miał to w ogóle zrobić? Tego jeszcze nie wiedział ale miał zamiar skorzystać z pomocy jednego z atlasów Anne, które zostały mu w spadku po jej śmierci. Nie omieszkał również załatwić sobie pomocnika tudzież partnera w biznesie.

Za w czasu poinformował swojego przyjaciela o sprytnym i przebiegłym planie, na który, ku własnemu zaskoczeniu, Sauriel się zgodził. Czy jego pomysł był szalony? Tak. Czy mógł się nie udać? Jak najbardziej. Czy się tym przejmował? Wcale. Nie czekając na Rookwooda, przedsięwziął pierwsze kroki - odnalazł księgę roślin działkowych gdzie był idealny opis uprawy niemalże wszystkiego od podstaw, czyli coś czego potrzebowali. Przygotował kilkanaście doniczek i dwa 25cio litrowe worki z ziemią, kilka małych łopatek czy pazurek do ziemi. Wszystkie te rzeczy ustawił na stole po środku salonu. Nie omieszkał również ubrać odpowiedniego ubrania ochronnego w postaci fartucha swojej rodzicielki, który zdążył utracić swój blask kiedy był nieużywany.

Kiedy usłyszał dzwonek do drzwi, ruszył czym prędzej aby je otworzyć. To musiał być Sauriel, ponieważ nie spodziewał się nikogo innego. Z uśmiechem na ustach otworzył mu drzwi w brązowym fartuchu przyozdobionym przeróżnymi kwiatami. Wartym wspomnienia był fakt, że ów fartuch był dużo za mały za Borgina - Witaj, wchodź. Nie mamy czasu do stracenia - zachęcił go dłonią, wręcz pośpieszył aby ten wszedł do środka, po czym zamknął za nim drzwi - Mam wszystko przygotowane... A przynajmniej wszystko to co udało mi się wyczytać ze świętej księgi ogrodnictwa... - dodał po chwili wkraczając do salonu w swojej pełnej krasie - Co, robi wrażenie nie? - zapytał przecierając ręce w zadowoleniu na swoje czyny, a następnie obszedł cały stół nad którym następnie nachylił się jak na naradzie wojennej. To będzie długa droga przed nami...

- Ale najpierw zacznijmy od małej sesji pytań i odpowiedzi - zaproponował, nie czekając na żadną odpowiedź od strony swojego przyjaciela - Pewnie zastanawiasz się czy jestem pojebany i czy mnie do reszty popierdoliło? Tak ale to już wiemy od jakichś kilkunastu lat - przypomniał gdyby Sauriel miał okazję o tym zapomnieć, chociaż sam o tym wspomniał w swoim liście - Po drugie... Zapytasz dlaczego to robimy? Już Ci odpowiadam. Postanowiłem, że nigdy więcej nie będziemy zależni od dostępności ogórków na rynku. Wyhodujemy sobie własne ogórki. Nie będziemy się prosić tej całej machiny dostawców o to aby uprawiali dla nas swoje rośliny - przejechał dłonią nad doniczkami jakby starał się zobrazować coś Rookwoodowi - I teraz pewnie myślisz sobie w głowie... Stanley Ty nie masz zielonego pojęcia jak się uprawia jakieś rośliny i koleżanki odrabiały Ci zadania domowe z tego przedmiotu. Nie wspominając, że egzaminy zdałeś dzięki Danielle. I tak! - rozłożył ręce w eurece - Masz rację. Całkowitą rację. I tutaj pojawiasz się Ty. Cały na biało i udzielasz mi swojej pomocnej dłoni w rozwiązaniu mojego problemu. Musisz spojrzeć do księgi i powiedzieć mi, które z nich to są ogórki bo nie mam zielonego pojęcia. Wyczytałem, że trzeba ziemi i doniczek. Jakiejś wody... Z tym sobie poradziłem. Teraz pora abyś Ty się wykazał - stwierdził, podchodząc do krukona z książką w dłoniach, którą mu następnie wręczył. Liczył, że Sauriel będzie w stanie mu powiedzieć czego poszukiwali, wszak Stanley jako typowy mieszczuch nie znał się w ogóle na przyrodzie.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#2
24.07.2023, 11:08  ✶  
[Obrazek: co-kurwa.gif]

Mulciberowie po prostu nie byli normalni. Żaden z nich. I jak widać też nie daleko pada jabłko od jabłoni, bo Stanley okazał się bardziej popierdolony od swojego rodziciela. I okej, w porządku, może nie był pokiełbaszony w TE stronę... tę bardziej niezdrową, bo Robert, na ten przykład, lubił patrzeć, jak Sauriel dryluje z krwi petentów. Ale jakoś nad tym czarnowłosy potrafił wzruszyć ramionami. No a OGÓRKI? Kurwa - OGÓRKI? Co próbuję przez to powiedzieć to to, że Robert Sauriela dziwił i chociaż Sauriel się Robercika bał do pewnego stopnia i go szanował (do pełnego już stopnia) to przynajmniej mniej więcej wiedział, czego się spodziewać. A czego się spodziewać po Stanleyu - to już była prawdziwa czarna magia. Nie taka udawana, że oo piu piu nekromancja siubu dubu. Nie! Sauriel wydupił oczy na ten list, który dostał i nawet nie wiedział, co ma odpisać. Przez moment myślał, że jaja sobie z niego robi. Ale nie, to nie o jaja chodziło, to od kur, a tu chodzi o ogórki. Plus chodzi o Stanleya. Osobę, która zawsze miała nierówno pod sufitem. Saurle się zastanawiał, czy kiedyś mama go nie upuściła podczas wyjmowania z kołyski i już mu tak zostało no... trochę nie ten tego po prostu.

Za to zadziwianie, nienormalność i jednocześnie jakąś porażającą normalność w popierdolonym życiu, Czarny Kot pomiot Robercika uwielbiał. Nawet jeśli wkurwiał się na dziwne wiadomości - takie jak ta ogórkowa.

- Że co kurwa? - Zamiast przywitania można było i tak, a Sauriel był dostatecznie ciągle zdziwiony, mimo upływu dni, żeby tak zareagować. I wszedł do mieszkania. Prawie tak samo, jak na załączonym wyżej ruchomym zdjęciu. Tylko kurtki ortalionki mu brakowało. Bo jak to już się nosił Kocur - przyszedł w skórze, podartych spodniach i zdecydowanie za ciężkich buciorach. No i można by go prosić o to, żeby się uczesał. Generalnie, jak to większość już czarodziei miała mniemanie - ostatnia rodzina, do której by go przyporządkowali, to czystokrwiści Rookwoodowie. Każda jednak rodzina musiała mieć czarną owcę. Rookwoodowie mieli aż dwie, wliczając w to uciekiniera Charlesa. - No stary... jestem z ciebie dumny! - Sauriel klepnął Stanleya w plecy, trochę bez wyczucia. Oczywiście słychać było klasyczny dla niego cynizm w głosie. Zanim jednak wrócił do swoich pytań, czy go do reszty popierdoliło, jego fumfel od najbardziej spierdolonych akcji w jego życiu pochylił się jak generał nad swoją mapą, gotów posyłać lud do boju. Pytanie tylko, czy z takimi mózgami do ogrodnictwa nie będą to boje przegrane.

- Tak. Znaczy nie. Nie zastanawiam bo znam odpowiedź. A i tak kurwa NIE ROZUMIEM. - Wyciągnął ręce, żeby pokazać ten stół. Te... artefakty, świętą księgę! - Moja matka byłaby za to z ciebie jeszcze bardziej dumna niż ja. - Ale mimo klasycznego dla Sauriela krytycyzmu, cynizmu i marudzenia to jego czarne oczy aż się śmiały. I półgębkiem się uśmiechał, obchodząc stół i oglądając, co on tutaj nazbierał... - Na chuj ci tyle łopatek? Ty wiesz, że nie potrzeba osobnej łopatki do każdej doniczki, nie? - Podniósł jedną z nich, żeby obejrzeć w ręce, po czym uniósł brew - i spojrzenie jednocześnie na przyjaciela.

A potem po prostu wybuchnął śmiechem. A śmiejący się Sauriel, w dodatku tak mocno, to było naprawdę rzadkie zjawisko. Jak zagrożony gatunek zwierzęcia na wyginięciu.

- O chuj... no dawaj, pokaż co tam masz. - Odłożył łopatkę i zachęcająco machnął dłonią, podchodząc do Stanleya, żeby spojrzeć na książkę. - Ty... ale wiesz, że ja jestem też noga z przyrody, nie? - Dopytał, tak dla pewności! Miał niejasne wrażenie, że jednak Stanleyowi się o tym zapomniało. - O kurwa... już rozumiem... - Dobra, myślał, że Stanley sobie jaja robi, że nie wie, które to są ogórki... - Cu...cukinia? Co to kurwa jest cukinia? - Zapytał zdumiony, wsiąkając w lekturę. Sauriela akurat nie trudno było czymś zaciekawić. Wystarczyło podsunąć mu książkę o temacie, którego do tej pory nie znał. - Pa, to... to są ogórki. - Wydedukował w końcu, otwierając książkę na odpowiedniej stronie, po dłuższej chwili narady, czytania i przyglądania się. I dogłębnej analizie do tego, rzecz jasna.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
24.07.2023, 21:28  ✶  

Od razu wiedział, że Sauriel jest tą osobą - wybrańcem, który doceni próbę pokonania ogórkowych baronów w tym przeklętym świecie. Nie spodziewał się jednak, że uzyska taką aprobatę na swoje czyny. I o ile uważał, że na tytuł generała nie zasługiwał, ponieważ brakowało mu trochę doświadczenia, tak na kapitana jak najbardziej - co Rookwood mógłby skwitować słowami "kurwa, teraz już wiem dlaczego jest Pan kapitanem" i wcale by się o to nie obraził. To była nierówna walka. Ich była dwójka, a rolników-zdzierżców setki, jeżeli nie tysiące. Stanley chciał spróbować najpierw uczciwej walki zanim przywdzieją Śmierciożercze szaty w których z uśmiechem na ustach poszliby karać cruciatusami wszystkich tych, którzy oszukują uczciwych wytwórców przetworów.

- No to widzisz. Nasze matki miałyby coś wspólnego. Moja też byłaby ze mnie dumna gdyby dowiedziała się, że po 20 latach wziąłem sobie jej słowa do serca. No ale cóż... Szkoda, że dopiero półtora roku po jej śmierci - zauważył z obojętnością w głosie. Bo o ile w październiku 1970 roku, śmierć Anne robiła na nim przeogromne wrażenie, tak z upływem czasu i zejściem na złą stronę, kwestia utraty rodzicielki nie robiła na nim żadnej impresji - Jak to na chuj mi tyle łopatek? - zapytał go ze zdziwieniem, chcąc od razu wskazać mu na kwietniowe wydanie miesięcznika "Działkowiec" z którego wyczytał takie nowiny - Nie? No cóż. Będzie na zapas. Mogłem źle zinterpretować słowa... "Zanim zabierzesz się za sadzenie przygotuj doniczkę i łopatkę"... - wyjaśnił odczytując cytat ze strony czternastej tej przepięknej lektury. Gdyby wiedział wcześniej, że nie potrzebują tyle sprzętu to nie spędziłby całego poranka w piwnicy, przeszukując każdy jej zakamarek w poszukiwaniu tych przeklętych narzędzi. Teraz przynajmniej mieli 16 doniczek i 16 łopatek... Przynajmniej było do pary i gdyby jakimś cudem zgubili jedną czy dwie, nie byłoby problemu, ponieważ zostałoby im jeszcze czternaście innych.

Borgin tylko oczekiwał na zachętę, chociaż i bez niej by podszedł. Przekazał do rąk własnych Sauriela księgę, której brzydził się dobre 10 lat temu - Ty chociaż byłeś na tych zajęciach. Ja byłem zajęty rozmawianiem z dziewczynami - zauważył i przy okazji przypomniał przyjacielowi, który ewidentnie o tym zapomniał - A nawet jeżeli Ciebie nie było na tych zajęciach to zawsze miałeś pociąg do jakichś dziwnych lektur jak ta właśnie - wskazał dłonią na trzymaną przez niego lekturę. Nie było tutaj miejsca na żadne żarty. To była sprawa życia i śmierci. To było ich być albo nie być. W końcu walczyli o lepsze jutro i w tym momencie nie rozchodziło się już nawet o walkę z mugolakami... a o wojnę o wolne ogórki.

- Cuki... Co? Obrażasz mnie kurwa? - zapytał, chcąc się upewnić, że tak nie było. Co to w ogóle miało znaczyć? To jakiś język z zakamarków Nokturnu czy jakiś skrótowiec od debila? Tego niestety Stanley nie wiedział - Ty... Ale po co oni dwa razy dają ogórki do tej książki? Cofnij te kilka stron do tego cuki... coś tam... - zachęcił go, cofając kilkanaście stron aby mogli ponownie spojrzeć na "to coś" - Co to za jakiś nieśmieszny żart? Dlaczego autor robi sobie z nas żarty w tej książce? To musi być jakieś trefne wydanie. Nie ma możliwości aby opisał dwa razy tą samą roślinę... - podparł się pod boku, wypuszczając ciężko powietrzę ze złości na zaistniałą sytuację. Ktoś albo coś chciało przeszkodzić im w drodze do sławy i luksusu. Komuś musiało bardzo zależeć aby ich duet nie osiągnął tej długo wyczekiwanej ogórkowej nirvany - Zaraz napiszę list do ekspertki w tej dziedzinie. Dowiemy się co autor miał na myśli... - oznajmił krukonowi, a następnie sprawnym krokiem udał się do kuchni po pióro z kałamarzem oraz coś do pisania.

Kiedy wrócił, nie czekając ani chwili dłużej przysiadł aby napisać krótki i treściwy list z trapiącym ich problemem do Danielle. Odsunął kilka doniczek na bok i wziął się do roboty. To była sprawa niecierpiąca zwłoki.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#4
25.07.2023, 21:52  ✶  

O w chuj, totalnie nie doceniał tej próby i totalnie miał gdzieś przemysł ogórkowy, ogórkowych potentatów i całą ogórkową i działkową ekonomię czarodziejską! Ale nie zamierzał też wytrącać Stanleya z błędu. Natomiast było to tak szalenie abstrakcyjne, tak dziwne i tak odjechane, że nie byłby sobą, gdyby się nie zgodził. I przede wszystkim - hej, no kto będzie podejrzewał, że dwójka starych chłopów pocących się nad ogórkami w bardzo dałnowaty sposób (bo nie wierzył, żeby wyszło im SUPER PROFFESIONAL) jest Śmierciożercami? No nikt! Gorzej, jeśli Mulciber (tak, miał inne nazwisko, ale dla Sauriela zawsze pozostanie Mulciberkiem forevah) wpadnie na pomysł pokroju swojego ojca. Na przykład, no nie wiem... że wymordowanie wszystkich działkowców z ogórkami to profit. Albo zniszczenie plantacji. O, zniszczenie plantacji! Podłożenie ognia, że niby wypadek... tak. Tak by pomyślał Robert. A czemu? Bo Sauriel też tak pomyślał! Przez lata współpracy już zdążyli, mimo wzajemnego nielubienia się, docenić jedno: zgadzali się, że najbardziej proste sposoby są najlepsze. Nie było co wydziwiać! No ale - ogórki? Tutaj prostych rozwiązań mogło nie być...

- Lepiej późno niż później..? - No cóż... Z Sauriela był aktualnie empata jak z koziej dupy trąbka - to akurat się bardzo mocno zmieniło od czasu Hogwartu w jego osobie. No szkoda, mamusia mu zmarła. To możemy wrócić do ogóreczków, które dopiero miały się narodzić? - Ty jesteś po prostu kretynem. - Powiedział śmiertelnie poważnie, patrząc na Stanleya z niedowierzaniem. I wziął od niego tę gazetę. - Pokaż mi to. - Jak mógł źle zinterpretować... odszukał domniemany tekst i skrzywił się, podnosząc wzrok na fumfla i jednocześnie brwi. Położył palec na jego czole i lekko go pchnął. - Tyy... ruszaj tym czasem, no ruszaj! Przecież nie masz go od parady... - Cóż, te łopatki... ale co trzeba przyznać to to, że naprawdę pod wrażeniem samego przygotowania to był, oj był! Nie na co dzień widzi się tak pięknie przygotowane stanowisko pracy. Ale to chyba też miał po ojcu, co? Perfekcjonizm? - Jakby nie było dokładnie przygotowane to byś zszedł z tego świata, nie? - Przeciwieństwa się przyciągały, tak? Nic dziwnego, że tak dobrze się dogadywali we dwójkę! No i razem przynajmniej mieli chociaż 1 inteligencji. Ułamek do ułamka...

- Uhum... byłeś. To chociaż trzeba było znaleźć jakąś, która ci ogóraska naprostuje. - I Sauriel wcale nie miał na myśli ogórka jako warzywo w tym momencie. - Dobra, już dobra. Dej mnie chwila. - Sauriel postanowił klapnąć sobie na krześle przy stole, bo wyglądało na to, że to nie będzie tak hop-siup. I wyglądało na to, że tym razem to nie on będzie ten, co obraca łopatki, tylko Stanley. Bo ewidentnie przy sterach musiał tym razem zasiąść ktoś, kto... może i też nie ogarnia, ale na pewno ogarnia bardziej od Stanleya. Niby zero plus zero ciągle dawało zero... ale powiedziałabym, że Stanley miał takie zero na szynach, jeśli o przyrodę chodzi.

- Cukinia kurwa, nie obrażam! - Zirytował się, uderzając dłonią w książkę. W rysunek cukinii konkretnie, prawie wsadzając otworzoną na odpowiedniej stronie książkę w twarz pytającego. - Widzisz?! - Było nieprawdopodobne, żeby ogórek występował pod dwiema nazwami... więc to chyba była po prostu ogórkowa rodzina? Wystarczyło przeczytać! Ale ponieważ to nie był temat ich zainteresowania to faktycznie - Sauriel już pokartkował dalej... iiii zaraz wrócił, zgodnie z prośbą. - Mówiłeś, że twoja matka robiła dobre przetwory! I to korzystała Z TEJ książki. - Mimo to Sauriel zaznaczył sobie palcem, gdzie byli i otworzył ostatnią stronę, szukając przypisów, potem pierwszą, bo zorientował się, że w takiej książce to raczej na pierwszy stronach są autorzy, edytorzy i w ogóle... - No nie, autentyczna. - To jedno potraifł akurat powiedzieć, że to nie było żadne pisemko wyjęte z niedzielnego wydania "Ogródkowego Poradnika" czy innego absurdu. Otworzył znowu tam, gdzie byli, patrząc na tę cukinię... i poszedł dalej, uśmiechając się półgębkiem. List. Stanley będzie pisał LIST o cukinii. Pokręcił głową i po prostu wrócił do szukania ogórków. Co nie było bardzo skomplikowane.

- Dobra... mam. - Oświadczył przyjacielowi, kiedy ten mazał ten list i zaraz pewnie pobiegnie po sowę, żeby go wysłać. - Idź to poślij, ja poczytam. - I tak też zrobił. A kiedy tak czytał... o bogowie. Gdyby Sauriel mógł bledną, tak by się stało. Poszarzałby. Pozieleniał! Wydupiał na to oczy i tym oczom nie wierzył! Zadrżał niemalże na ogrom przedsięwzięcia, jaki był przed nimi, spocił się prawie! Tylko pocić się nie mógł, więc... sami rozumiecie.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
26.07.2023, 21:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2023, 21:33 przez Stanley Andrew Borgin.)  

Stanley ze swoim nazwiskiem mógł tylko trafić z deszczu pod rynnę. Bo o ile był Borginem, tak gdyby ojciec nie poszedł po mleko i ożeniłby się z jego matką, zostałby Mulciberem - tak źle i tak nie dobrze. Los jednak chciał aby pozostał przy nazwisku panieńskim swojej matki, co wcale, a wcale nie ułatwiało nic w jego życiu. I może Borginowie ustępowali Rookwoodom w kwestii zszarganej opinii, tak na pewno znajdowali się na ścisłym podium rodzin, które nie miały najlepszej reputacji. Po tylu latach spędzonych z rodziną od strony Anne, nauczył się tylko dwóch rzeczy - pociągu do utraty głów i nienawiści do Crawleyów. W swoim życiu już stracił dwa razy głowę - raz dla nekromancji, a drugi raz dla Stelli. Nie wiedział jednak, że utrata głowy czy już nawet głów będzie trapiła go aż do śmierci.

W tym momencie swojego życia też miał ambiwalentne podejście do jakiejś większej empatii, która opuściła go wraz ze śmiercią matki. Wtedy miał w sobie jeszcze jakieś pokłady "dobrego serca" - te umarły wraz z dołączeniem do zwolenników Czarnego Pana i pierwszych morderstw związanych z działaniem w tej grupie. Hehehe... Uśmiechnął się na niecodzienny komplement Sauriela. Zdawał sobie sprawę, że nikt nie docenia go aż tak bardzo jak jego ulubiony krukon - Proszę. Częstuj się - oddał bez żadnego protestu swój miesięcznik. Tylko nie pognij... Chciał dodać ale się powstrzymał, widząc to zdziwienie na twarzy Rookwooda. Nie rozumiał jego reakcji, wszak każdy mógł się pomylić z interpretacją takiego trudnego polecenia. Ciekawe jakby śpiewał gdyby to on nie znał się kompletnie na ogrodnictwie - Mógłbym dostać lekkiego skrętu kiszek, a później pewnie bym się panoszył po lewej i prawy aby to uporządkować - przyznał, pozwalając sobie na kolejne zawadiacki uśmiech. Nie dało się ukryć, że jednak miał coś w sobie z Robercika. Obydwoje kochali perfekcjonizm z tą różnicą, że Stanley jeszcze nie układał książek w maniakalnym ładzie - ta umiejętność musiała się objawiać z wiekiem u potomków Mulciberów.

Powiedzieć, że żart się dzisiaj trzymał Sauriela to jak nie powiedzieć nic. Aż się prosiło aby powiedzieć do niego - "wyśmienity żart milordzie" aby sekundę później wpaść w donośny rechot. Tak się niestety nie stało, a Borgin skwitował to cięższym wypuszczeniem powietrza oraz przeczącym pokręceniem głową - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - odparł kiedy drugi z mężczyzn poprosił o chwilę. Nie miał za bardzo wyboru, więc co miał zrobić? Odmówić? Wtedy spojrzałby się na niego jak na debila aby po chwili usiąść na tym krześle. Musieli zresztą współpracować, a nie drzeć koty w tym momencie. W kwestii pszyrki Stanleya to wszystko było złe - tory były złe, podwozie też było złe. Ten pociąg - zwany naukami przyrodniczymi - wykoleił się już dawno temu.

- Co się denerwujesz. Upewniałem się tylko - odparł nerwusowi. Co miał dokładnie widzieć w tym obrazku? Widział to co było tam pokazane - ogórki w przeróżnej formie - Widzę... - odpowiedział zgodnie z prawdą. Widział... Tylko, że to co chciał, a nie to co mu pokazywał Sauriel - No tak, sam przecież próbowałeś. Robiła najlepsze przetwory... Ale między mną, a moją matką to jest różnica jakichś 400 lat wiedzy o roślinach - zauważył. Stanley był kapuścianym głąbem w tej kwestii, a Anne była zawodowym wytwórcom mikstur - miała tą całą zieleninę w małym palcu. Z ciekawością ale zarazem uznaniem, obserwował jak Rookwood sprawnie porusza się po świętej księdze - Hmm... - zamyślił się na krótką chwilę kiedy potwierdził autentyczność tej książki, a później zabrał się za swoją część. Krukon, jak to krukon, będzie czytał, a Ślizgon wykorzysta swoje znajomości.

Kolejnych słów przyjaciela już nie słyszał - był zbyt zajęty pisaniem listu. Gdyby jego kompan obstawił na loterii, że Stanley po napisaniu listu pobiegnie po sowę aby od razu ten list wysłać, wygrałby. Zostałby pieprzonym milionerem i do końca życia nie musiałby już nic robić. Borgin podpisał się, a następnie zerwał od stołu jakby był na jakichś zawodach sportowych i ruszył czym prędzej do swojej sowy - No Kelpiea. Masz robotę. Leć to dostarczyć i wracaj z odpowiedzią raz, dwa. Nie mamy czasu do stracenia - przekazał instrukcje swojej podopiecznej, którą następnie wypuścił przez okno na podwórko, a następnie zastygł na kilka sekund, wpatrując się w ulicę na dole.

Pokręcił głową, po czym ciężko westchnął i powrócił do stolika - Na czym stanęliśmy? Powinna niedługo wrócić z odpowiedzią - podszedł od boku do książki i się jej przyjrzał - Coś ciekawego tutaj jest? Czy mam jakiegoś kolejnego atlasu poszukać? - zapytał, odwracając się po chwili do wielkiej biblioteczki, która była wypełniona po brzegi książkami. Na ułamek sekundy zatrzymał swój wzrok na Atlasie Grzybów ale szybko powrócił pełnią swojej uwagi do Sauriela.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#6
27.07.2023, 19:26  ✶  

Tak to jakoś było, że synkowie mieli słabość do swoich mamusi. Matka Stanleya i Sauriela były do siebie niedorzecznie podobne pod pewnymi względami. Przynajmniej ta wampira jeszcze żyła. I ze strachem teraz przychodziło jej patrzeć na własnego syna, który stał się za bardzo podobny do ojca, agresywny i nieprzewidywalny. Żeby wręcz nie kusić się o stwierdzenie, że robił się z niego przykład osobowości dyssocjalnej. A robił. Im więcje lat przemijało tym bardziej. Mogli teraz wspominać czasy, w których było w nim światło, radość, fiołki i kurewskie zmartwienia. Dzisiaj? Pozostały tylko głupie zmartwienia brakiem ogórków. W zasadzie... czy było na co narzekać? Powierzchownie - nie. Sauriel teraz zatonie w ogórkach, a na drugi dzień będzie stał przy zasłonie i zastanawiał się, czy to ten dzień, żeby skończyć już wszystkie problemy, jakie posiadał. Był na to tylko jeden skuteczny sposób.

- Zaraz. - Opuścił magazyn i zamknął go, marszcząc brwi, kiedy bardzo istotny element tej układanki do niego dotarł. - Co
u ciebie robi miesięcznik ogrodniczy?
- Obrócił gazetę i spojrzał na datę wydania. Co, kupił nowy?! Właściwie czemu się dziwił, gość zainwestował x galeonów w całe stado łopatek. Kurwa STADO ŁOPATEK. Ale miał szczęście, że nie wspomniał na głos o nie pogięciu, bo by pogiął. Tak troszkę. Z czystej, kociej złośliwości, patrząc mu prosto w oczy. Robertowi czasem robił podobnie. Na przykład - zrzucał mu książkę, albo przestawiał jedną na półce, żeby patrzeć z przyjemnością, jak ten od tego siwieje. Że jednak był grzecznym chłopcem, to potem pomagał poprawić. - Nie wkurwiaj się, ale pod tym względem jesteś jak twój stary. - Mruknął, znowu spoglądając na żołnierzy na stole. - Czy któraś z tych doniczek to doniczka alfa? Bo ją najbardziej lubisz? - Taki przywódca doniczkowego stada? Czy coś?

Nie chciał demotywować zapalonego kolegi, że 400 lat mu nie wystarczy, żeby dogonić jego matkę, dlatego tylko pokręcił głową z istnym niesmakiem. Co za nieuk! No gdyby tyle się w cyce nie gapił to może wiedziałby więcej. A to jego nazywali leniwym i nieukiem! A tu proszę bardzo! No dobra, mogło mieć z tym coś wspólnego, że jednak Stanley zdał normalnie egzamin i miał porządną pracę, a Sauriel... Sauriel... tak. Sauriel po prostu tak.

- Ay... nie jest dobrze. - Przejechał dłonią po twarzy, położył Nową Biblię Ogórasków na stół i splótł ręce na klatce piersiowej, stając nad donicami. - Masz... mini ogórki? Ogórki w jajeczkach? No to, z czego się ogórki robi? - Mówił, że wszystko załatwił, więc chyba... miał? - Słuchaj, bo ogórki się wykluwają z nasion. To takie roślinne jajeczka. Ale... - Pochylił się znowu nad książką. - Można kupić już takie... listki ogórkowe. Wtedy nie trzeba ich wykluwać z nasion, bo wysiadywanie ich nie jest takie proste. To by się nam bardziej przydało. Wtedy możemy prosto PYK. Do doniczki... ale czekaj, ty jesteś niezły w transmutacji, nie? Może pomachasz swoją pałką - i mówię tutaj o twojej różdżce a nie penisie - i sprawisz, że one wyrosną sobie trochę szybciej? Że się wyklują? - Czy Stanley w ogóle rozumiał, co on do niego mówił? Bo próbował mu właśnie wytłumaczyć proces sadzenia ogórków. No przynajmniej on tak ten proces zrozumiał. Nie to, żeby rozumiał, jak powstają jajka i jak się je wysiaduje, bo tego też nie wiedział. Ale chyba Stanley na ten temat wiedział też tyle co on, soł... nie ma znaczenia.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#7
29.07.2023, 19:52  ✶  

Co miał robić ten miesięcznik ogrodniczy? Na pewno nie odpoczywać! Był tutaj aby przyłożyć swoją cegiełkę do tej ciężkiej pracy, jaką musieli wykonać - Nie wiem... Pomaga nam dojść do tego jak powinniśmy to zrobić poprawnie? - wzruszył ramionami, podając jeden argument dlaczego akurat znajdował się tutaj ten dziennikarski okaz. Gdyby Sauriel postanowił go pogiąć to by przegiął... I tym samym by sobie pograbił i tylko kawałek by mu został aby przesadził - Hehehe... - zaśmiał się pod nosem na to porównanie - Kolejny dowód na to, że Robert nie mógłby się mnie wyprzeć... Nawet jak bardzo by tego chciał - uśmiechnął się pod nosem, a po chwili rozejrzał się po doniczkach, starając się odpowiedzieć na zadane mu pytanie - Słuchaj.. To tylko doniczki. Jakbyś zapytał Anne to pewnie powiedziałaby Ci historię każdej z nich. One mają nam się przysłużyć tylko gdzieś do maja. Później można się ich pozbyć - stwierdził zgodnie z prawdą. Doniczki były tylko pionkami w tych szachach ogrodników...

Gdyby Rookwood wypowiedział te słowa na głos to Borgin by się z nimi zgodził, ponieważ to był fakt. Za dużo czasu spędzał na rozmawianiu i podrywaniu koleżanek w czasach szkoły. Z drugiej strony, dzięki kilku komplementom czy miłym słówkom, udało mu się ukończyć Hogwart z dosyć przyzwoitymi wynikami - takimi, które pozwalały mu się uganiać za przestępcami zamiast dziewczynami... co chyba należało rozumieć jako regres jego postępów, niż jakikolwiek progres.

Nie takiego raportu spodziewał się od swojego przyjaciela. Co to miało znaczyć "nie jest dobrze"? Pozę przyjął świetną co by nie mówić - zupełnie jak jakiś minister czy inny mądry na mównicy - Mini ogórki? - powtórzył po nim aby upewnić się, że dobrze usłyszał. Czym były mini ogórki? - No ogórki się robi z ziemi... - odparł pewnie jakby był o tym święcie przekonany. Stanley był przekonany, że jeszcze kilka takich trudnych pytań, a będzie zmuszony wysłać kolejną sowę z prośbą o pomoc czy interpretację słów - Ogórki się wysiaduje? A to one nie rosną same sobie z gruntu? Że wiesz... Wsadzasz, podlewasz coś tam i zbierasz? - spojrzał na Sauriela z widocznym zdziwieniem na twarzy - No najgorszy jakoś nie ale ekspertem też bym się nie nazwał - przyznał, oceniając swoje umiejętności, a moment później ruszył w kierunku kuchni - Poczekaj... Zaraz coś znajdę - rzucił znikając w kuchni. Borgin pamiętał, że jego matka miała tutaj dużą skrzynię wszelkiej maści nasion i innych dziwnych rzeczy o których przydatności nie miał pojęcia. Teraz przyszła pora aby wykorzystać tę część spadku.

Nie minęła minuta, może dwie, a Stanley powrócił z pomieszczenia z dwoma szklankami oraz karafką rudowego napoju, który nie wyglądał na kompot, a coś z dużą zawartością alkoholu - To nie to czego szukałem ale też się przyda - powiedział, odstawiając swoje znalezisko na stół po czym odwrócił się na pięcie i po raz kolejny wrócił do kuchni. Tym razem miał swój cel - przynieść tę cholerną skrzynkę.

Sauriel będący w salonie mógł usłyszeć ciężkie sapnięcie, po którym nastąpił huk - rzucenie czegoś dużego na blat w kuchni - Kurw... Ciężkie gówno... Coś ty tu pochowała? Trupa? - rozległo się zza ściany, a później już tylko było słychać powolne człapanie połączone z ciężkim oddechem. Kilka, bądź kilkanaście sekund później pojawił się Borgin wraz z wielką drewnianą, wzmocnioną metalem skrzynką, która była wypełniona po brzegi jakimiś woreczkami jutowymi i pomniejszymi pojemnikami - Mam to czego szukałem... - przyznał, odstawiając kufer na stół - To trzeba przeszukać. Może znajdziemy coś co będzie przydatne. Nie zaglądałem tu... - podrapał się po brodzie w zastanowieniu - W sumie nigdy... Więc tym bardziej warto zobaczyć co tutaj mamy. Jak nie będzie żadnych ogórczych jajek... Czy tam jajek ogórków, czy tego czego potrzebujemy... To wtedy spróbujemy bardziej drastycznych metod. Jakiejś transmutacji, wiesz o co chodzi - sięgnął po szkło z rudą i kiwnął do przyjaciela - Napijesz się? Tak na sucho robić to się nie da - oznajmił ukazując mu karafkę w całej swojej krasie aby tym samym zachęcić go do małego toastu... W głębi duszy chciał aby tylko nie zakończyło to się jedną, wielką libacją... W końcu mieli ogórki do posadzenia.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#8
31.07.2023, 08:57  ✶  

Co jeszcze ich matki miały wspólnego..? Imię. Dobrze, że doniczek nie miały wspólnych. Chociaż - kto je tam wie? Świat czystokrwistych był mały, więc może te dwie kobiety kiedyś się skumały, razem sobie... grzebały w ziemi? Dokładnie tak, jak teraz zamierzali ich synowie? Saurielowi powinno być przykro i powinien Stanleyowi współczuć. Że miało miejsce takie wydarzenie, że Stanley wpadł w te paskudne sidła, że Robert nie mógł pozwolić synowi żyć, tylko musiał "zrobić z nim coś użytecznego". Użytecznego według własnej opinii. Nie miał pojęcia, jak dokładnie ta relacja wyglądała i nie dopytywał. Jednak nie było mu przykro. Jasne, szkoda mu było chłopa, szczególnie wcześniej, ale teraz lifes goes on. Było nawet coś nieznośnie dobrego w tym, że można dzielić te same truda i znoje i przede wszystkim, że nie trzeba mieć między sobą sekretów. I że brud zamieniało się w absurd i żart.

- No rosną sobie same z gruntu, ziemia je wysiaduje, ale wiesz... trzeba o to dbać... ale z tym sobie poradzisz, co? Chyba? - Jeśli chodzi o regularność to tak, Sauriel nie miał wątpliwości, że Stanley by sobie poradził śpiewająco! Tylko może bez śpiewania. Czy Stanley ładnie śpiewał? Sauriel nie był pewien. I nie był pewien, czy chciał to usłyszeć. Miesięcznik trafił, nieuszkodzony, niepogięty (żeby sobie nie przesadzić) na miejsce, w którym był wcześniej. Czyli do rąk własnych Stanleya. Bo Sauriel nie wiedział, gdzie oprócz tego był wcześniej. Może to był match made in heaven i ta gazeta była już przypisana czułym dłoniom Mulcibera? W każdym razie - probleem był w tym, że to nie wymagało PO PROSTU regularności, tylko kontrolowania, czy nie mokre, czy nie za suche, czy nie kurwaczemutegotylebyło. - Wdług książki to są... nasiona! - Spojrzał nochalem w książkę, żeby sobie przypomnieć to magiczne słowo, jakiego tutaj używali. - I piszą, że trzeba przynajmniej godzinę dziennie na nie patrzeć, bo inaczej nasiona mogą się odkopać i uciec jak zaczną się wylęgać. - Nie, tego już nie napisali. Ale Sauriel po prostu nie mógł się powstrzymać! Biedny Stanley. Nie dość, że go przyjaciółka wrabia od jakichś cukigórków, to jeszcze przyjaciel zabiera mu godzinę z jego cennego czasu w ciągu doby...

- Noo, taka forma nasion mi się podoba! - Sauriel obnażył kły w uśmiechu i gestem dłoni pokazał, że on zaprasza i że jest to bardzo mile widziana wizyta! Co z tego, że to on był aktualnie w gościach. Nie ma znaczenia! Rudą zawsze witał z otwartymi ramionami, bo tak należało, takie były zasady. - Myślisz, że Rudą można podlewać ogórki? - Zagaił, kiedy jego przyjaciel postawił butelkę i szklaneczki, a Sauriel się od razu doń dobrał. Rozlał na dwie szklanki, machnął różdżką, żeby trochę ją schłodzić i mmm... no po prostu raj w gardzieli! Wszystkie prawidła znaków na niebie i ziemi wskazywały, że sadzenie warzyw w stanie nietrzeźwości nie było dobrym pomysłem, ale czarnowłosy uważał, że wręcz przeciwnie - to im otworzy umysł, uruchomi trzecie oko. Na pewno nic nie pójdzie źle... no dobra, taki naiwny nie był. Po prostu się nie przejmował, czy coś pójdzie źle, czy nie. Traktował to jako zabawę. Chociaż Stanley traktował to chyba poważniej... zupełnie jak tamte dziewczyny z ich roku, do których próbował zarywać. Sauriel jakoś nigdy nie potrafił tego zrozumieć. Dla niego kobietki, które próbowały go poderwać, były wrzodem na dupie. A Stanley? Jego nie trzeba było namawiać! Pewnie gdyby oboje zarywali do laseczek to znajomość nie byłaby aż taka dobra. Walczyliby jak prawdziwe samce alfa o samicę i już nie byliby tak apes together strong.

Wzniósł toast razem z przyjacielem, wstając do tej skrzynki i przede wszystkim wziął te nasiona ogórków, żeby na nie spojrzeć. Kurwa, jakie to było małe... sadzenie tego to przecież była jakaś ciężka alchemia, a nie ogrodnictwo...

- Dobra... słuchaj... - Wypił całą szklankę whisky, odstawił ją, odetchnął, poprawił koszulę i przesunął księgę po stole. - Bo z tym trzeba tak... - I pochylając się zaczął tłumaczyć cały proces sadzenia, który... no nie był wcale skomplikowany, ale nastroje tutaj były w końcu iście bojowe i wojenne, więc brzmiało to zdecydowanie bardziej poważnie i rozwinięcie, niż powinno być w rzeczywistości... - Więc robimy tak. Ty odliczasz ogórcze jajka. Ustawiasz je na środeczku. A ja potem je wsadzam głębiej, żeby ziemia je wysiedziała.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#9
31.07.2023, 23:03  ✶  

Kolejnym wspólnym punktem ich matek był fakt, że obie mały synów-geniuszy. Tak przynajmniej odbierał ich Stanley. W końcu takich trzech jak ich dwóch to nie było ani jednego... Oczywiście pod względem bycia tłukiem w niemal wszystko. Pomyśleć tylko, gdzie ta dwójka mogłaby zajść gdyby dała z siebie więcej niż 30 procent zaangażowania.

- To akurat moja specjalność - zapewnił go. Nie musiał mu chyba przypominać, że jego codziennością było wypełnianie dziesiątek jak nie setek dokumentów. Rzeczy, które tak naprawdę były zbędne, a dodawały tylko dodatkowej roboty ogromu istniejącej już biurokracji. Miał całe szczęście, że oddał ten miesięcznik w nienaruszonym stanie bo inaczej Stanley musiałby mu zrobić... całe nic. Borgin się nawet nie oszukiwał. Nie miał z nim szans na pięści czy w siłowaniu na rękę. Sauriel z drugiej strony nie był też piękną blondynką na której mógłby użyć swojej charyzmy. No, a o czarnej magii nie wspominając - wystarczająco osób już zginęło w tym domu od tej tajnej sztuki - Dobra... Powoli zaczynam łączyć kropki - przyznał, kiwając głowa na zrozumienie. Nie do końca był pewien czy rozumiał czy po prostu robił dobrą minę do złej gry. Cieszył się jednak, że chociaż jeden z nich pojął umiejętność czytania ogrodniczych ksiąg w stopniu co najmniej podstawowym - Dobrze, że o tym wspominasz. Bez tego jeszcze by nam się nie powiodło - przetarł ręce na ich dydaktyczny sukces jakby co najmniej byli teraz na jednych z pierwszych zajęć z zielarstwa w Hogwarcie - Będę wypełniać raporty przy nich. Żaden mi nie ucieknie - zapewnił Rookwooda odkrzykując mu z kuchni.

Zaśmiał się na reakcje przyjaciela. Dokładnie tak jak to pamiętałem Prawdę mówiąc, Stanley oczekiwał właśnie takiej reakcji - zgody, aprobaty na mały poczęstunek tymże pięknym trunkiem - No jeżeli będą pełnoletnie to chyba można... Tak przynajmniej wynika z prawa - zauważył, znikając ponownie za rogiem. Teraz czekała go walka z prawdziwym demonem - skrzynią z zielarskim A do Z, czyli zemstą matki zza grobu. Jedyny plusem tej sytuacji był nieduży dystans jaki musiał pokonać aby ją przenieść i nagroda w postaci zimniutkiej szklanki rudej.

Stan nietrzeźwości mógł pomóc im tylko w dwóch rzeczach... Albo trzech. Po pierwsze mógł pozwolić dojrzeć rzeczy, których nie daliby rady dostrzec bez wyostrzonych zmysłów. Po drugie mógł pomóc im pogodzić się z porażką, która czyhała na nich za każdym rogiem niczym sąsiad ogrodnik (który oczywiście rzucał im grabie pod nogi). A po trzecie była to droga do naprucia się do odcinki. Stanley wiedział jednak, że ten kto nie ryzykuje, ten nie je własnych ogóreczków.

Poradę odnośnie podrywania kobitek, koleżanek, szmul czy manesek dostał od własnej matki. Anne powtarzała mu niczym amen w pacierzu, że powinien zakręcić się obok jakiejś fajnej dziewczyny i związać się jakoś poważniej. A kim miał być młody Borgin aby odmówić tego własnej rodzicielce? Tymbardziej jak odmówił jej nauki zielarstwa w szkole? Problem był tylko jeden - w tamtych czasach wszystkie koleżanki były fajne. Nic więc dziwnego, że latał za nimi niczym Reksio za szynkom. Gdyby matka Sauriela dała mu podobną poradę to na pewno by się jakoś podzielili... Czy to według roczników, domów czy dni tygodnia. Nie współpracowali przecież od dzisiaj... Te wszystkie akcje na woleja na boisku nie brały się przecież znikąd... Skądś powstało powiedzenie "laga na Sauriela"!

- I za to się z Tobą dzisiaj napije - wzniósł toast nad skrzynką, upił solidny łyk, a następnie uniósł brwi widząc jak bardzo Rookwoodowi musiało się chcieć pić. Szkoda, że Ty tak wody nie pijesz... Pokręcił głową z niedowierzaniem, a następnie zamienił się w słuch - Uczciwie - odparł, odstawiając szklankę z trunkiem, którą zmienił na pojemnik z jajami. Chwilę później dało się jednak usłyszeć trzepot sowich skrzydeł, a na parapecie pojawiła się sowa - Jest i Kelpiea! - wykrzyczał z radości rzucając wszytko aby zerwać się do listu, który ze sobą przyniosła.

- Zobaczmy... Co my tu mamy... - powiedział, głaszcząc swoją sowę po głowie, a moment później odebrał od niej odpowiedź od Danielle. Nie czekając ani sekundy dłużej, przystąpił do lektury - Hmmm... - zamyślił się pochłaniając kolejne litery z pergaminu - Ogórki smakują po stokroć lepiej... - czytał pod nosem - O! Jest coś! Cukinia to jedna z odmian ogórków, chociaż nie nadaje się do tego aby jeść ją na surowo... Nazywają to cukigórkiem... Ale głupie. Nie sądzisz? - zapytał przyjaciela, spoglądając na niego - Jak nie da się tego jeść na surowo to nie będziemy sadzić tej odmiany - zarządził niczym prawdziwy kapitan ten łajby, a następnie przeniósł wzrok ponownie na list - Bakłażan to też ogórek... Tylko fioletowy... Nazywa się... Jak?! - przybliżył kartkę niemal pod sam nos - Ogóżan? - zdziwił się - Myślisz, że to od ogrów? Wiesz... Takie wielkie ogórki... Tylko czemu fioletowe... Ciekawe - przyznał, powracając do stolika. Odłożył list na miesięcznik ogrodniczy, pociągnął solidny łyk ze swojej szklanki i rozejrzał się wokół - Które z tych pudełek czy woreczków to te ogórki? Nie chcemy żadneych cukigórkow na pewno... A te ogróżany mnie nie przekonują... Nie chce bronić ich przed ogrami - przyznał, oczekując wsparcia od Sauriela.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Czarny Kot
Let me check my
-Giveashitometer-.
Nope, nothing.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, dobrze zbudowany, z mięśniami rysującymi się pod niezdrowo białą skórą z fioletowymi żyłami. Czarne, krótsze włosy roztrzepane w nieładzie, z opadającymi na oczy kosmykami. Czarne oczy - jak sama noc. Śmiertelna bladość skóry wpadająca w szarość, fioletowe żyły. Czarna skóra, czarne spodnie, czarna dusza, czarne życie.

Sauriel Rookwood
#10
01.08.2023, 14:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.08.2023, 14:22 przez Sauriel Rookwood.)  

Chyba żeby dać z siebie więcej to musieliby skończyć tam, gdzie naprawdę chcieli, bez więzienia, jakie im zgotowano. Wszystko dzięki im wspaniałym tatusiom. Sauriel nie pytał Stanleya, czy chciałby być jak swój papcio. To było jedno z takich pytań, które wprawiały w jakiś taki dziwnie poważny nastrój... chociaż akurat z tym Mulciberem, z którym konie mógłby kraść, pewnie byłyby tylko jakieś podśmiechujki. Na przykład z tego, czy sobie wyobraża własnego starego podrywającego loszki na dzielnicy. No, może? W końcu jakoś ten Stanley powstać musiał? Ale zaraz, Robert miał żonę, to to... to nie była chyba matka Stanleya? Sauriel nie pozwolił sobie teraz nad kminieniem tego trudnego zagadnienia prywatnego życia swojego przełożonego. Były ważniejsze sprawy, na których musiał mózg skupić. To jest - całe jego 30%. Chociaż akurat ogórki to był tak trudny temat, że nawet włączył piąty bieg. Czyli wskoczył na 40%.

- Twoja specjalność? - Zmarszczył nos, brwi i ewidentnie było widać, że jednak skupia się bardziej na ogórkach niż na czymkolwiek innym, a dwa procesy na raz nie miały prawa w jego głowie chwilowo istnieć. - Znaczy ze pracujesz w szklarni i gapisz się na ogórki? To stąd ta chęć sadzenia swoich, tak? - Okej, okej! Sauriel wiedział, że Stanley w szklarni nie pracował, ale teraz przyszło mu do głowy: no może gość dorabiał na wakacjach? Kto tego cholernika wie? Ale w końcu zamarł na krótki moment patrząc na Stanleya. I naprawdę, NAPRAWDĘ chciał zachować kamienną twarz, no ale po prostu nie potrafił! Banan mu sam rósł na mordzie, kiedy przyjaciel powiedział o tych raportach i, oh god, już widział, jak on na serio siedzi godzinami i pilnuje, żeby czasem ogórki nie uciekły. Ogórki. Kurwa, OGÓRKI. Jak ROŚLINA mogłaby uciec? Zwłaszcza ziarenko? No przecież to by musiało być już ostatecznie pojebane! Sauriel jednak nadal ze sobą dzielnie walczył, próbując ściągnąć zaciesz z własnego ryja.

- Stanley, jesteś kurwa obrzydliwy. Nie zmieniaj się. - Niestety był w stanie uwierzyć, że pan Borgin wchodził do knajpy, dosiadał się do jakiejś młodej, fajnej dupy i prosił o możliwość sprawdzenia jej pełnoletności. I niekoniecznie musiało tu chodzić o dokumenciki.

Sauriel sobie z powrotem klapnął, zadowolony z życia, czując przyjemnie drapiącą whiskey w gardle. Wspaniały smak na przełamanie jeszcze bardziej wspaniałego smaku, jakim była krew. Albo pierożki. No co kto lubi. Dobrze, że stół był wysoki, bo by buciory na niego wywalił.

- Że jak? - Cukigórek? Aż spojrzał jeszcze raz do książki. - Ale tu nie ma nic takiego. - I teraz weź przetłumacz Krukonowi, że jak czegoś nie ma w książce to nie znaczy, że może nie istnieć! No proszę bardzo, śmiało! Który na tyle odważny?! Może jeszcze warto dodać: TAKIEMU Krukonowi, który skręcał w precla szybciej niż zły pies dobiegał do bramki po ogrodnika. - Do kogo ty ten list posłałeś? To jakiś debil, a nie spec od ogórków. No patrz, NIE MA! Nic o ograch! - Pokazał Stanleyowi... ale nie poddał się i zaczął szukać dalej. Poszedł sprawdzić przede wszystkim indeks, no bo może po prostu naprawdę pominął... - Ale to ma sens. Ogry są wielkie, potrzebują wielkich ogórków. I mają inne te, no... kubki smakowe niż czarodzieje, nie? - Na moment oderwał się od książki, żeby podzielić się tą rozkminą. - Może ta książka jest podstarzała? - Mruknął sam do siebie i sprawdził datę. No książka już zabytkowa, ciąglee się nauka posuwała do przodu, więc może po prostu jakieś nowe nazwy i wyniki badań ogórczanych się pojawiły..? - Eeech... dobra kurwa, stary wstaje. - Jak powiedział, tak zrobił. - Te. Bierzemy je i ten... słuchaj... robisz dołeczek 1,5cm. Nie większy, nie mniejszy. i wsadzasz tam DWA nasionka. Tak, dwa. I ja potem zasypuje... chujowe te łopatki kupiłeś, czemu nie mają miarki? Skąd my mamy wiedzieć, ile to 1,5cm? - Podniósł jedną łopatkę  i obrócił ją w rękach z niesmakiem.



[Obrazek: klt4M5W.gif]
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Sauriel Rookwood (4580), Stanley Andrew Borgin (4997)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa