01.08.2023, 21:36 ✶
Niewielu arystokratów wiedziało jednak, jak właściwie się zachować. Wielu z nich niesionych było pychą, zachłannością i ciągłą potrzebą stawiania siebie wyżej od innych, co wplecione w wydarzenie towarzyskie, Cynthii wydawało się obrzydliwe. Bez klasy, pozbawione elegancji. Bycie przedstawicielem szlachetnej dwudziestki ósemki wymagało czegoś więcej, niż pieniędzy i dobrej twarzy, wszak byli stawiani jako wzory przez gorzej urodzonych. Zgodziłaby się jednak ze stwierdzeniem mężczyzny, że luksus pozwalał na więcej oraz z tym że żadne z nich nie chciałoby zaznać biedy lub wydziedziczenia. Musieli więc grać, odpowiednio dostosowywać się do sceny, na której przyszło im występować.
Dziwnie byłoby tkwić z nim przy ziołowym naparze w milczeniu. Polityki nie lubiła, a pogodę za oknem każdy widział, zresztą, czy poruszenie tematu zjawisk atmosferycznych nie było największym z możliwych przejawów znudzenia? Ojcu zależało na kontraktach z Yaxleyami, czegokolwiek dotyczyły ich wspólne interesy, a więc czuła się zobowiązana, aby się postarać. Bez naciskania, bez robienia zbędnych uwag lub narzucania czegokolwiek, ot, niezobowiązująca "troska" i wskazówki, jak mógłby trochę sobie pomóc. Nie zamierzała robić niczego, czego sam nie będzie sobie życzył, wszak się nie znali.
- Nie tylko ich tajemniczość, ale i otwartość na wykorzystywane metody na rozwiązanie zagadek sprawia, że są dużo przyjemniejsi do współpracy, niż pacjenci w Mungu.
Dodała jeszcze dla uzupełnienia, a smukłe ramiona drgnęły nieco, jakby podkreślając prostotę i oczywistość jej słów. Ruchem głowy zgarnęła pasma do tyłu, zerkając na swoją filiżankę, którą mocniej zacisnęła w palcach, pozwalając sobie upić kolejnego łyka. Zawsze preferowała gorące napoje. Nekromancja była uzupełnieniem, niechcianą przez społeczeństwo dziedziną magii, która jako jedyna miała szansę przezwyciężyć widmo śmierci. Ludzie pragnęli tego, nieśmiertelności, a jednocześnie niewiele było rzeczy, które równie mocno ich przerażały.
Jego twarz przypominała kamień, posąg o neutralnym wyglądzie i błysku bystrych, jasnych oczu. Nie umiała określić emocji, nie była w stanie dotrzeć do jego myśli, próbować nawet to zinterpretować, więc po prostu czekała, milcząc, co jakiś czas podnosząc swoje spojrzenie wprost w oczy Nicholasa, uparcie szukając tam wskazówek. Jakby z przyzwyczajenia, zamiłowania do obserwacji ludzi, co poniekąd było jej hobby i pozwalało jej lepiej odnajdywać się w rolach i w społeczeństwie, kryjąc prawdę za taflą lodu.
- Doskonale Pana rozumiem. - postępowała w ten sam sposób, ku niezadowoleniu ojca. Poważnie traktowała swoje obowiązki, rozwój. Miała szansę zająć wysokie stanowisko, prowadzić swobodne badania pod osłoną nocy i nie wzbudzać niczyich podejrzeń, jak mogłaby się dla tej wizji nie przykładać, nie brać nadgodzin i nie traktować każdej, najłatwiejszej nawet sesji, jak wyzwania? Przez ułamek sekundy mógł dostrzec posłany w jego stronę uśmiech, zupełnie jedna inny, niż zwykle, pozbawiony słodyczy i niewinności. Neutralny, a raczej naturalny.
Rozumiała jego ostrożność, za darmo niczego nie było w tych czasach, ale tu mógł się miło zaskoczyć. Cynthia nie miała niczego, co mogłaby od niego potrzebować, nie znali się, nie łączyli ich znajomi — była wszak młodsza. Był po prostu szanowanym Czarodziejem, synem przyjaciela jej ojca. A ona była dobrze wychowana, odrobina ziół nie stanowiła dla niej żadnego problemu, a mogło przynieść to korzyści obydwu rodzinom. Czy mógł jej zaufać? O tym mógł zdecydować tylko czas i kolejne spotkanie, które będzie opierało się na rozmowie innej, niż o pracy.
- Niczego, Panie Yaxley. - odpowiedziała w końcu, odnajdując jego oczy, aby móc bezpośrednio w nie spojrzeć. Jej jasne tęczówki nie wskazywały na to, że miałaby kłamać. Bo czemu? Czarodzieje o ich statusie czasem powinni wyciągać ku sobie dłonie, nie oczekując niczego i nie mając powodu. - Jestem pewna, że pomogą. Nie rozwiążą może problemu, o ile jakiś zdrowotny poza przemęczeniem Pan posiada, ale spełnią swoją funkcję. W tej kwestii może mi Pan zaufać. Leży to w interesie obydwu naszych rodzin.
Zakończyła jeszcze, dojadając jeszcze rozpoczętego wcześniej rogalika, którego popiła herbatą. Przesunęła wzrokiem po swoim biurku, gdy odstawiała filiżankę na spodek. - Niech mi Pan powie, co w samopoczuciu Panu przeszkadza, co chciałby Pan zmienić, a ja przygotuję odpowiednie zestawy. - zasugerowała jeszcze, aby wskazał jej najpoważniejsze objawy lub nawet nagminne zmęczenie, aby na ich eliminacji mogła się skupić.
Dziwnie byłoby tkwić z nim przy ziołowym naparze w milczeniu. Polityki nie lubiła, a pogodę za oknem każdy widział, zresztą, czy poruszenie tematu zjawisk atmosferycznych nie było największym z możliwych przejawów znudzenia? Ojcu zależało na kontraktach z Yaxleyami, czegokolwiek dotyczyły ich wspólne interesy, a więc czuła się zobowiązana, aby się postarać. Bez naciskania, bez robienia zbędnych uwag lub narzucania czegokolwiek, ot, niezobowiązująca "troska" i wskazówki, jak mógłby trochę sobie pomóc. Nie zamierzała robić niczego, czego sam nie będzie sobie życzył, wszak się nie znali.
- Nie tylko ich tajemniczość, ale i otwartość na wykorzystywane metody na rozwiązanie zagadek sprawia, że są dużo przyjemniejsi do współpracy, niż pacjenci w Mungu.
Dodała jeszcze dla uzupełnienia, a smukłe ramiona drgnęły nieco, jakby podkreślając prostotę i oczywistość jej słów. Ruchem głowy zgarnęła pasma do tyłu, zerkając na swoją filiżankę, którą mocniej zacisnęła w palcach, pozwalając sobie upić kolejnego łyka. Zawsze preferowała gorące napoje. Nekromancja była uzupełnieniem, niechcianą przez społeczeństwo dziedziną magii, która jako jedyna miała szansę przezwyciężyć widmo śmierci. Ludzie pragnęli tego, nieśmiertelności, a jednocześnie niewiele było rzeczy, które równie mocno ich przerażały.
Jego twarz przypominała kamień, posąg o neutralnym wyglądzie i błysku bystrych, jasnych oczu. Nie umiała określić emocji, nie była w stanie dotrzeć do jego myśli, próbować nawet to zinterpretować, więc po prostu czekała, milcząc, co jakiś czas podnosząc swoje spojrzenie wprost w oczy Nicholasa, uparcie szukając tam wskazówek. Jakby z przyzwyczajenia, zamiłowania do obserwacji ludzi, co poniekąd było jej hobby i pozwalało jej lepiej odnajdywać się w rolach i w społeczeństwie, kryjąc prawdę za taflą lodu.
- Doskonale Pana rozumiem. - postępowała w ten sam sposób, ku niezadowoleniu ojca. Poważnie traktowała swoje obowiązki, rozwój. Miała szansę zająć wysokie stanowisko, prowadzić swobodne badania pod osłoną nocy i nie wzbudzać niczyich podejrzeń, jak mogłaby się dla tej wizji nie przykładać, nie brać nadgodzin i nie traktować każdej, najłatwiejszej nawet sesji, jak wyzwania? Przez ułamek sekundy mógł dostrzec posłany w jego stronę uśmiech, zupełnie jedna inny, niż zwykle, pozbawiony słodyczy i niewinności. Neutralny, a raczej naturalny.
Rozumiała jego ostrożność, za darmo niczego nie było w tych czasach, ale tu mógł się miło zaskoczyć. Cynthia nie miała niczego, co mogłaby od niego potrzebować, nie znali się, nie łączyli ich znajomi — była wszak młodsza. Był po prostu szanowanym Czarodziejem, synem przyjaciela jej ojca. A ona była dobrze wychowana, odrobina ziół nie stanowiła dla niej żadnego problemu, a mogło przynieść to korzyści obydwu rodzinom. Czy mógł jej zaufać? O tym mógł zdecydować tylko czas i kolejne spotkanie, które będzie opierało się na rozmowie innej, niż o pracy.
- Niczego, Panie Yaxley. - odpowiedziała w końcu, odnajdując jego oczy, aby móc bezpośrednio w nie spojrzeć. Jej jasne tęczówki nie wskazywały na to, że miałaby kłamać. Bo czemu? Czarodzieje o ich statusie czasem powinni wyciągać ku sobie dłonie, nie oczekując niczego i nie mając powodu. - Jestem pewna, że pomogą. Nie rozwiążą może problemu, o ile jakiś zdrowotny poza przemęczeniem Pan posiada, ale spełnią swoją funkcję. W tej kwestii może mi Pan zaufać. Leży to w interesie obydwu naszych rodzin.
Zakończyła jeszcze, dojadając jeszcze rozpoczętego wcześniej rogalika, którego popiła herbatą. Przesunęła wzrokiem po swoim biurku, gdy odstawiała filiżankę na spodek. - Niech mi Pan powie, co w samopoczuciu Panu przeszkadza, co chciałby Pan zmienić, a ja przygotuję odpowiednie zestawy. - zasugerowała jeszcze, aby wskazał jej najpoważniejsze objawy lub nawet nagminne zmęczenie, aby na ich eliminacji mogła się skupić.