Nikt nie spodziewał się, jak tragicznie zakończy się święto Beltame. Xenophilius miał się na nim pojawić ze swoją narzeczoną, lecz zmienili plany. Właściwie, to ona zasugerowała mu spędzić ten czas we dwoje. W miłości odnaleźli się jeszcze w szkole. Nie potrzebowali dodatkowych wróżb. Również to święto mogli spędzić w jego rodzinnych terenach. Jego dom znajdował się daleko od Londynu. Daleko od Doliny Godryka. Kiedy do jego uszu doszła wieść, co wydarzyło, zaniemówił. W Dolinie Godryka miał tam kogoś mu bliskiego. Koleżankę od eliksirów. Chciał mieć pewność, że nic jej nie jest. Kiedy ogłoszono nabór na wolontariat, bez zastanowienia zebrał swoje zioła lecznicze i udał się na miotle do Doliny Godryka. Latając na tyle wysoko, aby mugolskie oczy nie mogły go dostrzec. Teleportacja była jego słabą stroną, kominek nie chciał działać na tamte rejony. Została mu miotła, bądź tradycyjny środek transportu. Na miotle powinien dolecieć szybciej, jeżeli nie złapie po drodze jakiegoś ptasiego stopa.
Gdy tylko zjawił się na miejscu, od razu skierował do odpowiedniego namiotu, stając przed czarownicą, która przyjmowała zapisy na wolontariat. O ile z budowy wydawał się być męski, to jednak zaznaczył, że nie pomoże w poszukiwaniach fizycznie w terenie, ale może oferować inną pomoc. Nawet medykom przekazał zioła lecznicze, które mogłyby się przydać jako dodatkowy zapas.
Będąc jeszcze w namiocie, rozejrzał się dostrzegając nieprzyjemny widok ilości rannych osób. To było szokujące. Próbował wzrokowo odnaleźć znajomą osobę. Czy może osób? Oby nikt mu bliski, kto przebywał w tej Dolinie, nie ucierpiał.