• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[03/1972] Crumpets – Desmond & Oleander

[03/1972] Crumpets – Desmond & Oleander
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#1
12.08.2023, 00:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.08.2023, 00:47 przez Desmond Malfoy.)  
Mieszkanie Desmonda Malfoya
Desmond Malfoy & Oleander Crouch

Była sobota, dochodziła szósta. Przez zasunięte zasłony nie prześwitywały żadne promienie słoneczne, ale wzdłuż krawędzi ich materiału widać było bladą poświatę burego ambientu mokrego, pochmurnego poranka. Mżyło.

Dzisiaj zdecydował się niemal kompletnie zrezygnować ze swojej rutyny - od godziny siedział na fotelu naprzeciwko kanapy i cierpliwie czekał, starając się kontrolować nieprzemijającą irytację, której nie mógł ukoić nawet widok błogiego spokoju na twarzy śpiącego Oleandra, ani łagodny szum jego miarowego oddechu, który w tej sekundzie właśnie się urwał.
Odruchowo spiął mięśnie, zaciskając palce na trzymanej w lewej dłoni szklance, jakby w oczekiwaniu.

Wiedział, że Oleander mógł poczuć na sobie jego wzrok. Nie odwrócił go jednak, nawet nie mrugnął; czuł, że miał prawo do tego, aby na niego patrzeć, gdy spał, i teraz, gdy się budził. Spojrzenie jego zmęczonych, podkrążonych oczu było dziwnie mętne - znowu był pijany albo w ogóle nie przestał taki być przez całą noc. Na pierwszy rzut oka ciężko było określić stopień jego upojenia; nie było wiadomo, czego można się po nim spodziewać.

Po dłuższej chwili ciężkiego milczenia polał sobie jeszcze jedną kolejkę.
– Przepraszam – przywitał przyjaciela znudzonym tonem. – Zrobiłem śniadanie.
Zrobił też znacznie więcej: z dywanu zniknęło szkło i zniknęły plamy wina, pod ławą nie było już miski pełnej wymiocin a na jej blacie stała wyłącznie jedna, do połowy pusta butelka whisky. W całym pokoju unosił się niewątpliwie magiczny zapach bergamotki i jedwabiu, który wybitnie kontrastował się z tym, w jak ponurej, przygnębiającej sytuacji się znaleźli.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#2
12.08.2023, 00:47  ✶  
Sen nie przychodził.
Zamknięte powieki nie wyłapywały ani krztyny światła. Do uszu dotarła wpierw odkręcona woda, a dopiero później kroki, ruchy. Przewrócił się na drugi bok, z myślą, że powinien był wstać, że nie chce spać w splamionej własną krwią marynarce.
Był na to zbyt zmęczony. Nie chciało mu się ruszyć. Rozleniwione kończyny nie słuchały, umysł błądził po meandrach wspomnień dzisiejszego wieczora. Przystawał przy intensywniejszych, rozkładał je na czynniki pierwsze. Uczucie niedostatku wzmagało łaknienie, przysparzało o suchość w gardle. Niespełnione pragnienia rozpływały się w ciemnym pokoju jak wyraz ciemnych oczu pod naporem spojrzenia tych lodowato niebieskich.

Obudził się w środku nocy, łapczywie wciągając powietrze w płuca, z nieprzyjemnym dreszczem niepokoju na plecach. Serce biło mu, rozszalałe, jakby właśnie przebiegł maraton. Nie mógł sobie przypomnieć, co takiego nawiedziło go we śnie, acz nie chciał do tego wracać. Lepkość potu osadzona na skórze wsiąkała we wczorajszy materiał. Kręcone włosy miał wygniecione. Dopiero wtedy zdecydował się na pójście do łazienki. Nie wiedział która była godzina, nie był pewien co Desmond robi - czy śpi? Był na to zbyt rozproszony. Liczyło się tylko zmycie z siebie uczucie nieokiełznanej paniki, która przyszła niespodziewanie i nagle, wyciągając go z objęć Morfeusza.

Drugi raz obudził się dopiero nad ranem, o wiele spokojniej. Wpadające przez szpary zasłony promienie wilgotnego, deszczowego dnia dotarło do zasłoniętych powiekami oczu, zanim te były w stanie dostrzec całość pokoju.
Odetchnął mrukliwie słysząc znajomy głos, wciąż pogrążony w przyjemnym półśnie. Kanapa była zbyt twarda, aby przynosić na myśl miękkość pościeli, w której mógłby dzielić poranne fantazje. Drugi oddech wypuścił z siebie szczyptę rozczarowania.

– Za co mnie przepraszasz – mruknął, dopiero teraz otwierając oczy i dostrzegając, że Desmond siedzi na fotelu. Zamrugał parę razy i przetarł oczy.
Pomieszczenie miało o wiele świeższy zapach niż poprzedniego wieczora. Ostry zapach whisky zmieszał się z poranną rześkością, Oleander zmarszczył nos. Nie czuł odrazy, a jedynie nie spodziewał się takiej intensywności alkoholu.
Był ostatnią osobą do oceniania picia o poranku. Gdyby mógł zaczynałby większość dni od martini (a mógł, więc zaczynał).

Nie miał na sobie spodni, które rzucił przed zaśnięciem na oparcie kanapy. Niespecjalnie mu to przeszkadzało, podniósł się do siadu, przeciągając się. Całkowicie niewzruszony tym, że blondyn mógłby go obserwować. Przecież nie było w tym nic złego; tego chciał, jego spojrzenia na sobie.

Postanowił zachowywać się tak, jakby nic się między nimi nie wydarzyło. Wyciągnął dłoń w jego stronę, aby podał mu szklankę z trunkiem, ewentualnie butelkę. Nie był pewien czy właśnie to Malfoy miał na myśli przez śniadanie, ale jego dziewiętnastoletni żołądek nie przypomniał sobie jeszcze o istnieniu innych pokarmów.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#3
12.08.2023, 00:48  ✶  
Alkohol wypił duszkiem i nawet się nie skrzywił. Po tym, ile razy rzygał w nocy, właściwie w ogóle nie czuł już swojego przełyku. Za to miał wrażenie, że nie był w stanie myśleć bez odrętwienia wywołanego upojeniem, więc jak już poczuł je raz, to nie potrafił z niego zrezygnować. Za każdym razem, gdy trochę przetrzeźwiał, jego umysł zaczynał ganiać w kółko, jak pies za swoim ogonem, mieląc bez końca te same dezorientujące pomysły.

Od kiedy Oleander był przytomny, uprzejmie utrzymywał spojrzenie na jego oczach, choć pod powiekami wciąż miał wypalony zarys jego rozluźnionej, śpiącej sylwetki i tego, jak nieświadomie poruszał przez sen biodrami.
– Nie drażnij mnie – odparł dopiero po chwili ciszy, jakby najpierw musiał się zastanowić.

Podał mu szklankę z whisky, zapobiegawczo obracając ją tak, aby chłopak mógł skorzystać z jej czystego brzegu.
Później ostrożnie wstał i ociężałym krokiem obszedł ławę, aby podnieść spodnie porzucone na brzegu kanapy. Mimo, że były brudne i pogniecione, to rozprostował ich nogawki, strzepnął je i złożył w równą kostkę tuż obok nagiego uda Oleandra; widać było, że nie mógł się powstrzymać.

Odruchowo zerknął na jego zmęczoną twarz, ale szybko uciął spojrzenie, przenosząc je na ścianę, na obraz.
Wyglądał na szczerze zaskoczonego, kiedy patrzył na wykrzywiony w trwodze pysk lisa rozrywanego szczękami smukłego ogara. Jakby dopiero teraz doszło do niego, jak trafną paralelą była ta scena do tego, co działo się tutaj w nocy.
– W jadalni. Crumpets – mamrotał w przestrzeń.

Bolało, aż piekło.
– Pójdziesz sam czy mam ci. Pomóc. – Brzmiało bardziej, jak groźba, niż cokolwiek innego.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#4
12.08.2023, 00:48  ✶  
W ciemnych oczach zamigotały iskierki przekory, przez co tęczówki pojaśniały nieznacznie. Sięgające do pomieszczenia przez szpary szare promienie londyńskiego dnia igrały na twarzy, nagich udach i ścianach salonu. Onyksowy półcień nadawał sylwetce Croucha zmęczonego rozleniwienia.

Powierzchowność sielankowego poranka ze śniadaniem gotowym na stole kuchennym wydawała się równie krucha, co pozorne opanowanie poprzedniego wieczora. Dryfowała po falujących emocjach ukrytych w głębi.

- Drażnić cię? Z samego rana? Pokładasz we mnie zbyt dużo wiary - zaszczycił go figlarnym uśmiechem, tak oderwanym od realiów sytuacji, że odcień ust chłopaka mógłby malować się krzykliwą barwą na tle romantycznego pejzażu.

Próbował łapać spojrzenie Desmonda, ale na daremno. Nie był jeszcze pewien czy go to zirytowało, czy może rozbawiło. Obraza z zeszłego wieczora pulsowała w sercu, ale wraz z nią przedziwna nadzieja. Może powinien po prostu wyciągnąć z tej relacji tak dużo przyjemności, jak tylko mógł i dać jej płynąć?
Nie. Chyba nie byłby w stanie tak o tym myśleć.

Przełknął ślinę, odruchowo, a potem zwilżył gardło alkoholem. Tym razem skrzywił się odrobinę, bo mimo że nie dosięgnął wczoraj swojego limitu wlewania w gardło trunku, to i tak jego ciało nie było w najlepszej kondycji do przyjmowania piekącej ostrości procentów.

Nie ubrał spodni. Były brudne, zajmie się nimi potem.
Dopił to co było w szklance w kolejnym, już znacznie bardziej zdecydowanym ruchu i wstał z kanapy. Emocje, alkohol i fizyczna intensywność, do ktorych nie był przyzwyczajony w takiej ilości musiały zamącić mu w głowie za bardzo. Musiał przymknąć oczy, pochylając głowę do przodu, aby nie opaść z powrotem na kanapę. Mroczki przed oczyma były czymś nowym. Czyżby faktycznie przesadził?

Poczuł jak opuszczają go siły. Zupełnie nagle, niespodziewanie.

- Nie możemy zjeść w salonie? Czy ty już jadłeś? - dopytał. Był w stanie postawić szklankę na stoliku, zbliżając się przy tym do rozmówcy. Dopiero wtedy zauważył zaskoczenie w jego spojrzeniu. Przejechał po sobie wzrokiem, oczywiście zakładając, że to z nim samym musi byc cos nie tak, ale nie znajdując źródła tego, co wywołało emocje wyrysowaną na twarzy blondyna, podążył za jego wzrokiem.

-Miałeś mi pokazać swoje obrazy.- dodał, wpatrując się w myśliwską scenkę uwięzioną w przejawie weny, ubraną w ramę i zawieszoną nad kanapą.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#5
12.08.2023, 00:49  ✶  
Gdy przesuwał spojrzeniem po "Lutowym Łowie", jego oczy wreszcie natrafiły na szarość i fiolet mieszające się w jego tle. Im dłużej patrzył w rozmazane cienie, tym dosadniej przypominały mu one o sińcu rozlanym na twarzy Oleandra. Oderwał wzrok od płótna i spojrzał na przyjaciela - czuł mdłe, chorobliwe ciepło wstydu, kiedy myślał o tym, że sam mu to uczynił. Własnoręcznie.

Pogodny uśmiech Oleandra wydał mu się tak oderwany od rzeczywistości, że przez myśl przemknęło mu pytanie, czy aby nie za bardzo bolała go głowa na żarty, ale zatrzymał je dla siebie, bo zauważył niepokojącą wiotkość w reszcie jego ruchów, którą zainteresował się natychmiast - wszakże stanął obok niego właśnie dlatego, że spodziewał się, że zakręci mu się w głowie.
Spokojnie podstawił mu pod ramię przygotowaną zawczasu rękę, tak aby mógł się na niej oprzeć.
– Nie – mruknął, odpowiadając na jedno lub więcej pytań. – Obrazy. Mogą poczekać crumpets wystygną.
Później wziął go pod ramię i delikatnie, ale stanowczo, wyprowadził z pomieszczenia.


Wystarczyło tylko kilkanaście ciężkich kroków, żeby znaleźli się w jadalni. Pomieszczenie okazało się zaskakująco, niemal rażąco jasne - zasłony były zupełnie rozsunięte. Poza tym uwagę przyciągało jedynie to, jak skromnie zastawiony był stół: stał na nim wyłącznie talerz z wypiekami, dwie sosjerki, dzbanek czystej wody i dwa nakrycia wraz ze szklankami.
Nietypowy, być może niepokojący, szczegół stanowiło to, że oba nakrycia rozłożone były wzdłuż tej samej strony blatu. Tak, aby jedzący nie musieli patrzeć sobie w oczy.

Odetchnął ciężko, postawił butelkę whisky między talerzykami. W tym świetle wyglądał na jeszcze bardziej zmaltretowanego, ale twardo trzymał się na nogach.
– Siadasz czy mam cię. Posadzić – mruknął w przestrzeń, ostrożnie puszczając rękę chłopaka.
Nie zamierzał czekać na odpowiedź, niezwłocznie odsunął dla niego krzesło a później sam usiadł. Odruchowo, machinalnie, złapał za widelczyk. Przesuwał oczami po jego połyskujących zębach, zastanawiając się, ile Oleander tak naprawdę może pamiętać.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#6
12.08.2023, 18:01  ✶  
Lubił dotyk; lubił być dotykany - mocno, delikatnie, z troską, ozięble, w ferworze pożądania, nienawistnie. Własne emocje były tak mocne, że do poczucia tych cudzych, potrzebował silnego bodźca, który mógł wprowadzić do życia odrobinę pikanterii, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu. Pod naciskiem palców, dłoni, skóry jego ciało zdawało się spełniać swój obowiązek, było używane, namacalne, tak bardzo w centrum uwagi tego, który dotykał. Im mocniej, tym lepiej. Ściskanie za nadgarstki, stawy, mocne i wyraźne dawanie znaku, że chce się go utrzymać w jednym miejscu, tylko dla siebie, poprowadzić gdzieś ze sobą – niezależnie od celu. Ekscytowała go niewiadoma, adrenalina płynąca z biologicznej reakcji ciała na zagrożenie. Uświadomił sobie poprzedniego wieczora, że właśnie to mogłoby go wprawić w największą ekstazę, do tego stopnia, że wszystkie poprzednie przeżycia zbladły, stały się niewystarczające. Mimo, że uścisk Desmonda brał się tylko i wyłącznie z praktyczności i nie miał w sobie siły wczorajszego uderzenia, to zaledwie muśnięcie przypominało uczucie rozlewającego się bólu i ciepła.

Powstrzymał westchnięcie, znaleźli się w jadalni.

Jasność szarości sprawiła, że zabolały go oczy, więc przymrużył je na chwilę, co zwolniło jego reakcję na zastawiony skromnie stół. Postanowił nie skomentować wyboru jedzenia i tego, że było go prawdopodobnie dość mało, a przede wszystkim, że nie porażało różnorodnością, tak jak dzień za oknami swoją jasnością. Cóż, może to i lepiej - nie zrobi mu się niedobrze i będzie mógł kontynuować przyjemne omanienie, jakim otuli go smak mocnego alkoholu.

– Usiądę – odparł lakonicznie, a uśmiech, wcześniej dość błogi, zmienił się w grymas samozadowolenia, gdy przysunął odsunięte przez Desmonda krzesło z powrotem do stołu. Okrążył go w miarę najkrótszą i najprostszą drogą i usiadł na przeciwko gospodarza. Chciał na niego patrzeć, nie powinna mu być zabierana ta możliwość. Zwłaszcza, gdy był tak zmęczony i mógł nie panować nad nałożoną maską wiecznego zblazowania. Sięgnął przez stół po talerz, jaki był dla niego przygotowany i przeciągnął go po drewnie, pozwalając ramionom się spiąć, a klatce piersiowej oprzeć się o blat, naprzeć na niego, do tego stopnia, że gdy się wyprostował na skórze została czerwona linia. Nie chciał ubierać golfa, byłoby mu w nim za gorąco, choć teraz odrobinę żałował, bo chłód posadzki w jadalni i brak sennego ciepła, zaczęły mu doskwierać.

– Smacznego – pożyczył mu, niby nigdy nic i sam sięgnął po crumpets, oblewając swoją porcję bardzo dużą ilością syropu klonowego, wręcz topiąc pieczywo w kleistości sosu.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#7
13.08.2023, 17:35  ✶  
Gdy usłyszał szuranie krzesła, raptownie oderwał wzrok od widelczyka i, zmarszczywszy brwi, utkwił zimne spojrzenie w twarzy Oleandra. Obserwował jego ruchy z dziwną czujnością, ale też jakby z wyrzutem. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że jawnie starał się odebrać mu resztki komfortu i nie potrafił pojąć w jakim celu. Może usiadł tak dlatego, bo nie chciał rozmawiać? Chociaż to byłoby do niego niepodobne.
– Jestem. Zmęczony – powiedział, bez drgnięcia powieki przyglądając się temu, jak przyjaciel rozciąga się nad stołem. Nie mógł jednak nie zwrócić uwagi na zbędność tej prezentacji, więc niekomfortowo jasnym stało się dla niego, że Oleander próbował wymusić na nim coś zgoła innego, niż zwykłą ciszę. – Jeśli brakuje ci uwagi to takimi. Podchodami jej. Nie zdobędziesz.

Westchnął i skupił się na stojącym przed nim talerzu, w centrum którego ułożony był stosik smętnych crumpets. Oleander nawet nie mógł sobie wyobrazić, jak trudno gotowało mu się pod wpływem takiej ilości alkoholu - z całej partii ciasta udało mu się wybrać ledwo pięć sztuk, które nie były ani przypalone, ani rozmoczone i dalej trzymały się w całości. Nałożył sobie dwie z nich, pozostałe zostawiając Oleandrowi.
– Dziękuję smacznego – odparł odruchowo i do obu szklanek polał suto whisky.

Do konsumpcji crumpets podszedł zaskakująco nietradycyjnie, masło rozlewając po najdalszej części talerza, tak aby nie mogło bez jego świadomej akcji dotknąć nawet krawędzi żadnego wypieku. Maczał w nim później symetrycznie odkrawane kawałki. Widać było po jego twarzy, że męczy go ta wymagająca bezsensowniej precyzji praktyka, ale nie potrafił z niej zrezygnować. Zbyt źle się na to czuł.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#8
13.08.2023, 17:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.08.2023, 18:10 przez Oleander Crouch.)  
Westchnął głęboko słysząc kolejne wypowiedzi Desmonda. Nie był głodny, a chłodna logika i niechęć przemawiająca przez przyjaciela, tylko sprawiały, że żołądek ściskał mu się jeszcze bardziej. Spojrzał spod byka na crumpets, a potem na samego Malfoya, jakby z wyrzutem, którego tym razem nie wyraził słownie. Przynajmniej na razie. Wyglądał jak nadąsany dzieciak, któremu mama odmówiła zamówienia kolejnego ciastka w kawiarni. Ładna buzia była o krok od wygięcia się w niezadowolonym grymasie.

– To po co pijesz alkohol – wyrzucił z siebie z podobną pretensją, która rysowała się na jego twarzy. Czuł, że złość powoli grzęzła mu w gardle, a emocje zmieniały się jak w kalejdoskopie, zaczynało go to drażnić, w nieprzyjemny sposób stresować – I po co tu siedzisz. Śpij jak jesteś zmęczony. Albo się nie męcz. Co innego masz do roboty – burknął pod nosem.

Sięgnął po jednego z crumpets widelcem. Nie pokroił go tylko podniósł w całości, aby ugryźć. Mimo to, postępował z jedzeniem wystarczająco uważnie, aby słodki syrop klonowy skapywał tylko i wyłącznie na talerz.

– Nie chcę twojej uwagi. Znaczy, chcę. Ale nie w taki sposób. Jedzenia też właściwie nie chcę, nie jestem głodny. – udało mu się zjeść jednego z crumpets, ale na tym poprzestał. Nie potrafił się zmusić, aby sięgnąć po drugiego. Nie potrafił ułożyć myśli w logiczny sposób, wyciągnąć z emocji sensu. Zaczynała go boleć klatka piersiowa.

– Chcę pójść do domu. Powinienem był pójść wieczorem. – W gruncie rzeczy, wcale nie chciał. Potrzebował zmusić Desmonda do wylania z siebie tego, co kłębiło mu się w głowie. Nie mógł znieść tego napięcia. Prawdopodobnie powinien był powiedzieć wprost czego wymagał, ale miał zbyt duży mętlik w głowie, a zdrowe mechanizmy i umiejetność klarownej komunikacji o emocjach nie były tymi, które posiadał.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
Cień Prokrusta
the stronger becomes
master of the weaker
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
187 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Ubrany elegancko, od linijki, głównie w beże, brązy i błękity. Pachnie subtelnymi, cytrusowymi perfumami. Rzadko pokazuje emocje, mówi szybkim, oschłym monotonem. Porusza się spokojnie, dumnie i sztywno.

Desmond Malfoy
#9
17.08.2023, 00:54  ✶  
"To po co pijesz alkohol"? Spojrzał na chłopaka podkrążonymi oczami, dusząc w sobie złość. Przecież on doskonale wiedział, po co Desmond pił. Nie potrafił mu tego wyjaśnić, sam sobie nie potrafił tego wyjaśnić, ale potrafił to poczuć a przecież Oleander był specjalistą w kwestii odczuwania emocji.
- Nie mogę spać po czymś takim nie mogę na trzeźwo. Patrzeć na ciebie. Czego nie rozumiesz - wymamrotał między kęsami  bez chwili namysłu.

Zamarł w bezruchu, kiedy Oleander otwarcie przyznał, że chce jego uwagi. Pokazał tym, że nie zamierzał wycofywać się z niczego, co mówił w nocy, że absolutnie nie zamierzał puszczać w niepamięć tego, co wtedy zaszło. Właściwie właśnie tego po nim oczekiwał, na to właśnie się przygotował, ale nawet mimo to ścisnęło go w piersi od tak dotkliwej, rozbisurmanionej szczerości. Nie było już odwrotu.

Drgnął mu kącik ust, to było za dużo. Jego myśli zwróciły się ku bardziej bezpieczemu tematowi, od którego nie mógł się już oderwać. Przeżuł powoli kęs wypieku, następnie odezwał się:
– O. Nie smakują ci – stwierdził lub zapytał suchym monotonem.
Mimo jego zmęczonego, znudzonego wyrazu twarzy, Oleander widział, że był szczerze dotknięty.
- Dlatego tyle sosu polałeś powinienem się domyślić. -  Odłożył sztućce na talerz, który później od siebie odsunął.

Nawet do ugotowania prostego śniadania nie był już zdolny, chociaż wcale nie stało się nic, co usprawiedliwiało doprowadzenie się do tak beznadziejnego stanu, w jakim teraz był - nikt się nie żenił, nikt nie umarł, jedyne co, to przyjaciel go zdradził. Ojciec byłby zawiedziony. Jeszcze tylko brakowało, żeby się rozpłakał.
Osuszył szklankę whisky kilkoma chwiejnymi łykami i podniósł głowę, żeby się nie porzygać.
Diva
I felt my heart crack -
slowly like a pomegranate,
spilling its seeds.
wiek
19
sława
IV
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Muzyk; kompozytor, pianista
Burza czarno-srebrnych loków, blade lico, gwiazdozbiory piegów. Oleander jest młodym mężczyzną o 183 centymetrach wzrostu i nienagannej posturze. Jego oczy zmieniają kolor w zależności od nastroju, dnia, pogody, miesiąca - lawiruje pomiędzy odcieniami z pomocą metamorfomagii. Dłonie ma smukłe, palce długie. Nosi biżuterię i kolczyki, ale zazwyczaj tylko wieczorami bądź na występy. Gustuje w perłach, złocie i szafirach. Na pierwszy rzut oka uśmiechnięty, pełny życia i pasji młody człowiek, który nie stroni od tłumów i rozgłosu.

Oleander Crouch
#10
17.08.2023, 04:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2023, 05:02 przez Oleander Crouch.)  
Może i był specjalistą w odczuwaniu emocji, ale nigdy wczesniej nie znajdował się w sytuacji, w ktorej zostałby odrzucony. Czuł się z tym okropnie i najchętniej zapomniałby o całym wydarzeniu, ale nie dało się, to było już przesądzone. Zrobił to, co zrobił. Powiedział to, co powiedział. Chociaż tego nie znosił, musiał wziąć konsekwencję podjętych akcji na barki. Dla siebie i dla Desmonda, bo był dla niego najważniejszy. Nawet jak mówił mu te wszystkie okropne rzeczy, nawet jak wszystkie te, mniej lub bardziej, zdecydowane słowa wbijały się w serce Croucha sprawiajac, że zaciskało mu się gardło.

– Wszystkiego. Nie siedzę ci w głowie. Przeprosiłeś mnie, a teraz mówisz coś implikującego, że nawet patrzeć na mnie nie możesz? Wiesz jakie to jest dla mnie okropne? Pomyślałeś chociaż przez chwilę o mnie? Ja o tobie dużo myślę. Chce żebyś sie dobrze czuł, myślisz, że sprawia mi przyjemność patrzenie jak spijasz się przed południem? I to nawet nie w ramach zabawy, a jakiegoś przykrego rytuału. – Skrzywił się, pokazując tym swoje niezadowolenie i zbolałość sytuacją. Chciał, aby Desmond poczuł jak bardzo rani go takim zachowaniem. Fakt, zależało mu na nim, ale nie mógł być w relacji z kimś, kto go odpycha; musiał być chciany, pożądany, wyczekiwany.

Bardzo mocno i ostentacyjnie rzucił widelec na talerz, parskając pod nosem i spoglądając w bok, gdy przyjaciel zaczął wywód o przygotowanym śniadaniu.

– Naprawdę na tym teraz chcesz się skupiać? Na pierdolonych kawałkach upieczonego ciasta? – zirytowało go to, bo powodem nie jedzenia, nie był wcale fakt źle przygotowanego śniadania, a to, że miał ścisnięty żoładek z emocji. Crumpets mu smakowały, lubił je, zwłaszcza z dużą ilością syropu klonowego.
– Tyle razy widziałeś jak jem, wszystko bym polał syropem klonowym. Lubię dużą ilość wszystkiego. Pieniędzy. Alkoholu. Przyjemności. Syropu klonowego – powiedział podniesionym teatralnie głosem, choć nie krzyczał. Jego wypowiedź miała ton pretensji, jakby Desmond powinien był wiedzieć w jaki sposób jego najlepszy przyjaciel konsumuje swoje posiłki. Bo przecież powinien był.

– Po co przygotowywałeś mi śniadanie, skoro tak bardzo nie możesz na mnie patrzeć? Czemu mnie przepraszasz, skoro, tak jak mówiłeś wczoraj, jestem degeneratem? Degeneratów się chyba nie przeprasza. Chyba zasługuje chociaż na klarowną wersję tego, co o mnie teraz myślisz? – skrzyżował ramiona na piersi i opadł na oparcie krzesła. Było mu okropnie zimno i samo to wzmagało mocną irytację. Na odsłoniętej skórze pojawiła się gęsia skórka. Chciał wstać od stołu, opuścić te przykrą scenę. Nie lubił odczuwać przykrych emocji, nie lubił być rozczarowany ani zły... Nie w ten sposób.

Spojrzał na Desmonda zbolałym wzrokiem, jednocześnie marszcząc brwi. Chciał wyglądać butnie, ale prezentował się bardziej jak kopnięty szczeniak. Złość wykrzywiała jego zazwyczaj nieskalaną zmarszczkami buzię, konstelacje piegów ułożyły się w nieznane wzory.


“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desmond Malfoy (1740), Oleander Crouch (2564)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa