Cytat:W piwnicy przygotowana była sala na przyjęcie rannych przyjaciół — rozstawione kozetki oraz parawany. W kącie po prawej stronie było niewielkie biurko, przy którym stało krzesło i zaraz obok miękki fotel. Olbrzymi stół stał na lewo od biurka, a na stoliku obok ułożone były zestawy narzędzi chirurgicznych na tackach. Regały pełne były zgromadzonych przez niego eliksirów (m.in. eliksiry Uzupełniające Krew i Gotowości od Poppina, ona sama miała duży zapas eliksiru Wiggenowego oraz Regenerującego). Chociaż piwnica była trochę duszna, miała jedynie dwa małe okienka, była dobrze doświetlona i nawet transmutowano jeden z elementów ściennych w kominek, aby niczego tu nie zabrakło. W skrzyniach były bandaże oraz usztywnienia, wszystko to, co uzdrowiciel mógł potrzebować — niezależnie od otrzymanych obrażeń.
Kiedy dotarł razem ze Stanleyem do bezpiecznego miejsca i stamtąd już mogli razem zwinąć się do piwniczki, którą przygotowała Cynthia, spodziewał się chyba wszystkiego, ale nie... tego? Nawet ten jebany płaczek tutaj był, trzeba go było odjebać zawczasu. I... i co w zasadzie? Wyczuwał niemalże śmierć w tym narodzie. No kurwa... co za młotki, ciołki i matołki.
- Kurwa... - Mruknął, znowu w swojej masce i w swojej jakże wdzięcznej pelerynie, która za ostatni szyk mody na pewno nie ujdzie. Dzięki bogu - nie podążał szczególnie za modą. Chyba że tą rockową, ale coś mu podpowiadało, że to by się nie przyjęło w tym gronie nadętych buziek i kijów w dupskach.
Pomógł usiąść Stanleyowi na fotelu, rzucając tylko treściwe "spierdalaj" do osoby, która właśnie na nim siedziała. I kurwiarz spróbowałby tylko nie wstać. Tylko by spróbował... ale wstał.
- Niech mu ktoś naprawi tę nogę. Kto kurwa umie leczyć? - Był tutaj spóźniony, razem ze Stanleyem, bardzo wkurwiony, nawet jak na siebie... I głodny. A ci ludzie tutaj w większości wydawali się zmizerniali i potrzebującymi pomocy. Wielcy wojownicy, tak. Zajebisty plan. Sauriel nadal nie wiedział, czemu miał dowodzić, ale w zasadzie to nie była jego sprawa. Był osobą, której pokazywało się palcem, kogo trzeba odjebać z czarnej listy Czarnego Pana... albo prywatnej listy Robercika. Robercika, którego niestety z nami tutaj nie było. I tak, dla Sauriela - niestety. Mógł się go obawiać (jako jednej z bardzo nielicznych osób), ale go szanował i lubił. Czarnowłosy rozejrzał się po wnętrzu i odszukał wzrokiem półkę z eliksirami. Hm... czy jakby wlał Stanleyowi jakiś przypadkowy eliksi... albo wodę i wmówił mu, że to uśmierzy ból?
Mężczyzna przesunął się przez pomieszczenie i wyciągnął różdżkę... a nie, to nie ta. To jakiegoś randoma z Beltane, co się zesrał na odrobinę widoku brutalności.
- Potrzebuje ktoś magicznego patyka? - Zapytał, machając nim w powietrzu. Jak ktoś potrzebował, bo nie miał swojego patyczka, to mógł go pożyczyć. Ale tylko pożyczyć. Bo to była teraz cenna pamiątka. Zaraz obok kart z nagimi panienkami, które wyciągnął z Beltane. Je też wyciągnął i rzucił na stolik. Bo co będzie niby tu robił, liczył palce? Chestera nie było to chociaż sobie pograją z chłopakami. I... dziewczynami. A na koniec wyciągnął swoją różdżkę i przesunął nią w powietrzu, żeby doprowadzić do większego porządku swoją szatę. I wyjął jakiegoś zagubionego listka z włosów, bo nikt nie wyglądał odpowiednio dostojnie z listkiem. We włosach. Była jakaś taka piosenka... ale to chyba z kwiatami we włosach..?
P.S. jako że wątek zbiorowy to bezkolejkowo, niech nikt na nikogo nie czeka
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.