• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[ Grudzień 1970, Aleja Horyzontalna, Londyn] Pierwsze Ataki | Brenna x Cynthia

[ Grudzień 1970, Aleja Horyzontalna, Londyn] Pierwsze Ataki | Brenna x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#1
23.08.2023, 21:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.09.2023, 18:46 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

Było szaro, na niebie snuły się ospale ciężkie, ciemne chmury. Pokrywająca Londyn pierzyna śniegu była brudna i zmieniała się w błoto, bo temperatura chociaż niska, była nieco powyżej zera. Ludzie zdawali nie zauważać tego, co działo się dookoła, zapatrzeni w zbliżające się Święta. Wielkie Rody organizowały bale oraz aukcje charytatywne, wszystko dekorowano lampkami, a na Pokątnej roiło się od Czarodziejów, którzy poszukiwali idealnych prezentów. Nikt nie zwrócił uwagi na obecność Brygady w jednym z domów przy Alei Horyzontalnej. Nikt nie zauważył, że na schodach siedziała łkająca kobieta z siedmioletnim chłopcem, przesłuchiwana przez jednego z pracowników Ministerstwa. Komuś nie było dane doczekać Wigilijnej Kolacji.
Cynthia wysunęła dłonie z kieszeni karmelowego, ciepłego płaszcza. Miała na nich jasne rękawiczki, na głowie natomiast czapkę. Pomimo chłodu, musiała być nieskazitelnie elegancka w pracy i nawet jeśli tkwiła teoretycznie w żałobie, nie miała wcale nastroju na czerń. Kontrastowała zbyt mocno z jej bladością w dniach takich jak ten. Dotarła na miejsce chwilę wcześniej za pomocą kominka, mając ze sobą torbę niezbędnych rzeczy oraz tkwiącą pod pachą teczkę ze wstępnym raportem, który im dostarczono. Zarówno Panna Black, jak i Lestrange byli zajęci, więc wysłali ją. Gdyby nie fakt, że Flintówna bardzo pracowała nad kontrolą własnych emocji oraz dopracowywaniem masek, trudno byłoby ukryć entuzjazm z tym wszystkim związany. Niezbyt często opuszczała Prosektorium, była to prawdziwa szansa na sukces, który mógł dobrze wpłynąć na prężnie rozwijaną przez nią karierę. Musiała wykorzystać czas, który dostała po nieszczęśliwej śmierci Edwarda, unikając straszliwego losu jego żony. Była więc pełna zapału i wiary w siebie. Przesunęła spojrzeniem po twarzach zebranych, odszukując przyjaciółkę. Kąciki ust drgnęły jej ku górze na widok ślicznej, znajomej twarzy i od razu znalazła się przy Pannie Longbottom — przyszłości biura Aurorów, szczerze w to wierzyła.
- Raport dotarł dopiero dziesięć minut temu, wybacz, że czekałaś. Dobrze Cię widzieć, Brenno. - zaczęła, wyjaśniając drobne spojrzenie. Jeśli chodzi o pracę oraz punktualność, była przesadną perfekcjonistką, zakrawało to wręcz o nerwicę natręctw. Poprawiła torbę na ramieniu, a potem otworzyła teczkę z raportem. - Ofiara to mężczyzna w średnim wieku, podejrzewacie napaść ze skutkiem śmiertelnym z udziałem... - przekręciła głowę na bok, jakby zastanawiała się nad kolejnymi słowami, a potem podniosła błękitne spojrzenie na dziewczynę. - Popleczników tego Czarnoksiężnika, o którym wszyscy ostatnio mówią? Prorok o nim pisał, groził eliminowaniem tak zwanych "zdrajców krwi". Ta rodzina była powiązana z mugolami, prawda? Mężczyzna był Czarodziejem. - zamknęła raport, chwilę patrząc jeszcze na widniejące w nim nazwisko. Pisano wiele razy o tym całym Voldemorcie w gazetach, nie sądziła jednak, że jego monologi skłonią do ataku i zasieją chaos. Trudno było jej jednak uwierzyć, że zebrałby na tyle odważnych i silnych czarodziejów, aby pozbywać się niewygodnych dla niego członków magicznego społeczeństwa - ze skutkiem natychmiastowym i śmiertelnym. Ruchem głowy odgarnęła z twarzy jasne pasma włosów, które uciekły z luźnego koka nad karkiem. Zsunęła rękawiczki z dłoni, upychając je złożone na pół do kieszeni, aby z bocznej kieszeni torby wyjąć komplet jednorazowych, których używali do sekcji. - Chodźmy do niego Brenno.- poprosiła, nie chcąc dłużej czekać. Oczywiście, było to tragiczne i smutne, jakieś dziecko straciło ojca, ale jasnowłosa nie mogła doczekać się tej próby, którą rzucił jej los lub może raczej poplecznik samozwańczego Lorda? W myślach przewertowała zawartość torebki, upewniając się raz jeszcze, czy wszystko zabrała.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
23.08.2023, 22:08  ✶  
Nadciągały święta.
Yule, kiedyś ulubiony sabat Brenny, oznaczający rodzinne spotkania i prezenty. Czas jasności i pojednania. A także czas zabawy, bo w tym okresie roku faktycznie mnóstwo było przyjęć i bali. Brenna nawet niekiedy na nich gościła – choć z roku na rok coraz mniej, tak że w tym pojawiła się tylko na jednym, organizowanym przez jej rodzinę.
To był jeden świat.
Ten drugi, do którego Brenna należała równie mocno, a może nawet mocniej, to ciemne noce na Nokturnie, brudny śnieg w bocznych uliczkach i mieszkania, w których znajdowano trupy, płaczące kobiety i dzieci tracące rodziców. Voldemort pojawił się niedawno, a jednak najwyraźniej od razu postanowił zacząć działać, pokazać, że to nie żarty. Dotarła na miejsce wraz z czterema innymi Brygadzistami, bo początkowo wyglądało to na sprawę dla nich… chociaż kiedy zaczęli rozglądać się po mieszkaniu, rzucili zaklęcia śledzące, a żona ofiary powiedziała parę rzeczy, wiele wskazywało, że sprawę dostanie jednak Biuro Aurorów. Brenna właśnie z ponurym, dość zaciętym, nie pasującym do niej wyrazem twarzy oglądała drzwi, wyważone chyba zaklęciem, kiedy pojawiła się Cynthia. I gdy się do niej odwróciła, jej mina zmieniła się: może nie na radosną, ale przywitała ją bladym uśmiechem.
- Cześć, boginko księżycowa. Szkoda, że widzimy się w takich okolicznościach – przywitała się. Nie spodziewała się właśnie jej, ale wolała pracować z nią niż Lycoris czy Rookwoodem. Zawsze miała do obojga Flintów ogromną słabość, która przetrwała Hogwart i towarzyszyła Brennie nawet teraz, gdy po cichu zaczynała się zastanawiać, czy przypadkiem nie znajdą się po dwóch stronach barykady. I wierzyła, że Cynthia ze swoim perfekcjonizmem jest przyszłością biura koronera – równie mocno jak w nią samą wierzyła sama Cynthia, tyle że zapewne z nich dwóch to Brenna miała rację. Bo Longbottom nigdy nawet nie starała się o przeniesienie do Biura Aurorów. Nie dlatego, że nie dałaby rady – choćby była głupia, zapewne przeciągnięto by ją przed egzaminy tylko po to, by mieć tam na wyłączność jej widmowidzenie. Ale z bardzo wielu innych powodów.
– Tak. Początkowo zgłoszono to jako awanturę sąsiedzką, ale wygląda na to, że maczali w tym palce czarnoksiężnicy. Wszystko jest przesiąknięte wonią czarnej magii. Nie zginął od kedavry, tyle możemy powiedzieć od razu. Nie chcemy ruszać ciała, póki ktoś od was go nie obejrzy… bo może coś będzie podpowiedzią – wyjaśniła. W pracy mówiła raczej rzeczowo, trochę ograniczając swoją paplaninę. To było obowiązki służbowe, a poza tym na schodach płakał osierocony chłopiec i dźwięki jego łkania rozrywały Brennie serce na strzępy.
W pewnym sensie obie słuchały umarłych. Cynthia patrzyła na ich ciała, Brenna oglądała ich wspomnienia. Wiedziała, że gdy Flintówna wyjdzie, przyjdzie jej siąść w kręgu i patrzeć, jak ten mężczyzna umiera. Ale Brenna wciąż nie umiała – i chyba nigdy nie miała się tego nauczyć – podchodzić do takich rzeczy rutynowo.
Na kolejne słowa Cynthii kiwnęła głową i ruszyła przodem w głąb mieszkania.
– Keith, patolog na miejscu, zrobisz nam miejsce? – poprosiła, bo pomieszczenie nie było duże. Rudowłosy Keith, który robił zdjęcia do dokumentacji, zerknął na nie – na Cynthię trochę dłużej niż na Brennę – i cofnął się, pozwalając im przejść.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#3
28.08.2023, 22:13  ✶  
Miała nadzieję, że śmierć Edwarda — jakże tragiczna, zapewni jej spokój w te święta, a ojciec daruje sobie szukania nowego kandydata na jej męża, skupiając się na Castielu, który był przecież ważniejszy. Cynthia musiała przeżyć żałobę, najlepiej taką kilkuletnią, gdzie mogłaby jednocześnie skupić się na karierze i utopić w niej smutki, pnąc się ku górze na szczeblach awansu. Byłoby tak rozkosznie. Yule było pełne balów, wystawnych przyjęć i prezentów, jednak dla niej już dawno straciło magię. Odkąd umarła mama, ich święta były po prostu sztywne i formalne, pokazowe. Ojciec się starał, ale nigdy nie umiał sprawić, aby atmosfera była domowa, szczególnie gdy dyskutował z jej bliźniakiem o przejęciu rodzinnych interesów.
Brenna zawsze była słońcem, jakąś iskrą nadziei dla świata. Nie znała drugiego człowieka, który mówiłby tyle, miałby tyle energii i był tak we wszystko zaangażowany. Zawsze można było na nią liczyć, poświęcała się dla innych kosztem siebie i to było coś, co blondynkę najbardziej niepokoiło, bo przecież prędzej lub później, zważywszy na czasy, które nadchodziły — ktoś ją skrzywdzi i wykorzysta. Nie chciała, aby cierpiała. Była tak nieprzyzwoicie dobrym człowiekiem, że los powinien obdarzać ją tylko dobrymi rzeczami.
Longbottom w akcji była zupełnie inna, traciła dziewczęcy urok, nawet jeśli dała komuś swój uśmiech. Uparta, skupiona, konsekwentna. Mieli dużo pracy, cały ich departament. Ataki popleczników Voldemorta, których nazywano Śmierciożercami, były coraz częstsze i bardziej zuchwałe, chociaż trudno było nazwać ich metody kreatywnymi. Raczej prostackie, oczywiste. Przytaknęła, a potem omiotła wzrokiem wnętrze.
- To prawda. Teraz Yule będzie się źle kojarzyło tej rodzinie, gdy są tak blisko po utracie ojca oraz męża. - westchnęła, przenosząc błękitne spojrzenie na przyjaciółkę. Łagodne i dość czułe, na niewiele osób spoglądała w tak opiekuńczy sposób. Brenna, Fergus, Victoria. Czasem Louvain, ale ich relacja była zawiła i skomplikowana, zwłaszcza po ostatnich ekscesach i jego zaręczynach, niemniej jednak wciąż pomagała mu w kwestiach zdrowotnych, a także w pewien sposób, była jego najlepszą przyjaciółką, z którą dzielił sekrety. Castiela nie trzeba było w ogóle wyliczać, był przecież oczywistym wyborem.
W przeciwieństwie do dziewczyny ona nigdy nie zastanawiała się nad stronami. Nie zamierzała wybierać, angażować sie — dopóki jej to bezpośrednio nie dotyczyło. Miała swoją pracę, William oraz Lycoris mieli jej mnóstwo do przekazania. Owszem, chciała zostać głową biura koronera, ale na to potrzeba tak wiele czasu, którego mogło jej zabraknąć. Gdziekolwiek Longbottomówna się nie wybierała zawodowo, zawsze będzie sercem danego odłamu Ministerstwa, siłą oraz inspiracją. Tacy ludzie byli potrzebni, a było ich coraz mniej.
- Zaludnione osiedle, godzina wciąż młoda, ruch duży i tak po prostu wpadli? Rodzina była w domu? Pewnie nie, skoro przeżyli. - nie mogła pojąć braku ostrożności w ich działaniach, skoro już decydowali się na pozbawienie kogoś życia. Zupełnie, jakby pstrykali w nos brygadzistów oraz aurorów, panosząc się i rozsyłając wiadomość "Hej, tu jesteśmy i niczego się nie boimy". Poprawiła rękawiczki, kręcąc delikatnie głową. Nie było co płakać i rozwodzić się nad śmiercią, cofnięcie jej nie było teoretycznie możliwe, a nawet jeśli, to tylko na krótką chwilę, martwe ciało pozostawało martwym i ulegało rozkładowi. Chyba że posiadało się dar wampiryzmu — lub też przekleństwo, ale to opowieść na zupełnie inny wieczór.
Ciszę wypełniało łkanie, wszyscy byli bladzi i niezadowoleni, zirytowani. Miała znacznie trudniej niż Cynthia. Ona widziała tylko martwą kupę mięsa, oczy pozbawione duszy i wyrazu, skorupę, nic ludzkiego, ale Brenna.. Widziała, być może nawet czuła ostatnie momenty w życiu danego człowieka. Flintówna nigdy nie rozumiała do końca, jak działa widomowidzenie, ale wydawało się jej przydatną umiejętnością, być może nawet zwiększającą potencjał nekromancji.
Podziękowała skinieniem głowy mężczyźnie i zsunęła z ramion torbę, kładąc ją na ziemi. Razem z raportem. Wyjęła samopiszące pióro, pusty pergamin, a potem także małe szkło powiększające i kilka patyczków z wacikiem, nasączonych eliksirami. Zbliżyła się do mężczyzny, obeszła kilka razy, podając wzrost, przybliżoną masę ciała i podstawowe informacje, aby pióro przygotowało notatkę. Kucnęła, dotknęła jego szyi oraz nadgarstka, poświęciła mu różdżką w martwe oczy.
- Zmarł około dwóch godzin temu, serce zatrzymało się nagle. Ma delikatny obrzęk gardła, ale to raczej zapalenie i choroba, niż przyczyna. - mówiła spokojnie, służbowo, zaglądając mu teraz do ust. Miał trochę poprzegryzany język i wewnętrzne strony policzków. Cyna zajrzała również do jego nosa, a potem zaczęła uciskać w kilku miejscach brzuch, dotykając widocznych bruzd patyczkami. Na oko dało się stwierdzić, które siniaki były pośmiertne, a które powstały we wcześniej, ale eliksir potwierdzał to oraz pozwalał określić siłę, której użyto do wywołania obrażenia. Zerknęła mu na kar, dostrzegając krew. - Ma rozciętą z tyłu głowę, musiał w coś uderzyć. Delikatny wstrząs mózgu, ale nie na tyle silny, aby go zabić. Raczej miał zawroty głowy i nudności. Ma brudne paznokcie, jakby stawiał opór.. Jego różdżka ma porysowaną rączkę? Wygląda, jakby ściskał zbyt mocno.
Spojrzała na przyjaciółkę, machając znieruchomiałą dłonią i rozluźniając jej palce, a potem wskazując jej na paznokcie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
28.08.2023, 22:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.08.2023, 22:48 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna nie umiała zdecydować, czy po śmierci Edwarda powinna o Cynthię się martwić, czy wręcz przeciwnie. Utrata narzeczonego, nawet takiego z woli rodziny, zdawała się jej czymś trudnym. Ale Edward nigdy nie pasował do Cynthii i kiedy Brenna usłyszała o planowanym ślubie, mimo że wiedziała o szczęśliwym oblubieńcu bardzo niewiele, zakrztusiła się tym, co właśnie piła, zastanawiając, co do głowy strzeliło Flintowi. Zdecydowanie nie wyczuwała też zachwytu rychłym małżeństwem ze strony przyjaciółki.
W ich świecie niewiele osób miało luksus wyjścia za mąż z miłości. Wiedziała to nawet Brenna, która wychowała się w rodzinie podchodzącej do spraw inaczej, i gdzie z trójki rodzeństwa jej ojca aż dwójka poślubiła osoby półkrwi. Ale wiedziała też, że Cynthia mogłaby mieć niemal każdego mężczyznę, wszak miała inteligencję, odpowiednie nazwisko, była piękna, a przy tym naprawdę doskonale odnajdywała się w towarzystwie. Dlaczego więc Edward?
Brenna nie chciała pytać za wiele, bo miała przeczucie, że to temat, który Cynthia niekoniecznie chce poruszać. Zerkała jednak na nią trochę uważniej niż zwykle. Bo tak, martwiła się o nią i chętnie by pomogła – i wcześniej w wyplątaniu się z małżeństwa z Edwardem, nawet gdyby miało to oznaczać konieczność szukania na niego haków, i teraz, jeżeli czułaby się jednak tą śmiercią przygnębiona (choć pewnie nie była). Taka była jej natura, choć i wykorzystanie oraz zranienie nie było w przypadku Brenny takie łatwe. Bo – mimo wszystko – nie była naiwna, a wzajemności oczekiwała zaledwie od garstki osób. I tylko ta garstka mogłaby naprawdę ją zranić.
Kiwnęła jedynie głową, z cichym westchnieniem. O tak. Yule przez długie lata nie będzie już dla tej dwójki szczęśliwym świętem.
– Żona ofiary zamarudziła u swojej siostry. Na całe szczęście – mruknęła. – Jeżeli miałabym strzelać, chcieli pokazać, że nikt nie jest bezpieczny. Poza tym na pewno wcześniej obserwowali okolicę. Trafili dokładnie na moment wymiany patroli. Oficjalnie jedna grupa zaczyna, a druga startuje, ale ostatnie pięć minut dla pierwszej grupy to często wypisanie się i przekazanie informacji, a dla drugiej pierwsze pięć to wysłuchanie ewentualnych instrukcji. To stworzyło chwilową lukę. Wszystko trwało parę minut. Teleportowali się spod mieszkania w momencie, w którym dotarli tu Brygadziści.
Brenna wiedziała, że nie mogą być wszędzie, a jednak była zła. Zła, że nie zdążyli. Zła, że nie zdołali uratować tego mężczyzny. Zła, że sama się tutaj nie pojawiła i zła, że żyli na świecie, w którym tacy ludzie jak ten mężczyzna byli narażeni na niebezpieczeństwo. Bardzo starannie skrywała jednak tę złość pod maską spokoju. Zwykle była szczera, niekiedy aż nazbyt otwarta, ulegała impulsom i nie lubiła udawać, ale pod tym względem umiała grać równie dobrze jak Cynthia: to co ciemne zamykać głęboko w sobie, by nie pokazywać tego innym.
Obserwowała Cynthię uważnie, początkowo bez słowa, nie chcąc przerywać przyjaciółce w pracy. Nawet ona wiedziała, kiedy się zamknąć, a to był taki moment. Wyciągnęła z jednej z licznych kieszeni swojego płaszcza notatnik, bo choć wiedziała, że wszystko trafi do raportu, wolała mieć i własne notatki. Między innymi dlatego nie wezwano tu od razu aurorów – obrażenia nie wskazywały na avadę.
– Nie było różdżki. Prawdopodobnie ją zabrali – powiedziała, kiedy Cynthia skończyła relację i spojrzała na nią znad notatnika. Ciemne oczy Brenny były bardzo poważne. – Nie użyli avady. Widzę ku temu trzy możliwe przyczyny. Jeszcze nie nauczyli się jej rzucać, chcieli, by wiedział, że umrze… albo zależało im na wyciągnięciu z niego jakiejś informacji – stwierdziła, wciąż z tym fałszywym spokojem. Myślała o tej ostatniej walce, którą tu stoczono. Zdawało się jej, że ściany i ciało już o niej szepcą, choć jeszcze nie pojmowała tych szeptów: zrozumie je dopiero, gdy siądzie w kręgu widmowidza, kiedy wszystkie czynności zostaną zakończone, a ona zostanie tu sama, z jednym zaufanym Brygadzistą co najwyżej.
– Czy widzisz coś, co mogłoby potwierdzić albo obalić którąś z tych wersji? – zapytała, bo ustalenie tego było jedną z najważniejszych rzeczy, a zeznania samej Brenny… to zwykle był trop, ale nie pewny dowód przecież.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#5
31.08.2023, 22:00  ✶  
To był dar od losu, ta jego śmierć. Musiałaby w innym wypadku przenieść się na stałe do Stanów, porzucić swoją karierę oraz przyjaciół. A co gorsza, Edward był bardzo zboczony i gadał o dzieciach, więc najpewniej, umarłby prędzej czy później, być może w mniej sprzyjających dla Cynthii i bardziej podejrzliwych okolicznościach. Sama zadała sobie pytanie, co strzeliło ojcu do głowy w momencie, jak jej to oznajmił i ich ze sobą zapoznał. Absolutna katastrofa życiowa, nawet jeśli dla biznesów Flinta była okazją nie do odrzucenia. Nie sądziła, że uda się jej wziąć ślub z kimś, kogo nawet polubi ot tak, bo w miłość ciężko było jej uwierzyć. Problem polegał na tym, że blondynka wolała naukę oraz karierę, niż dzieci i haftowanie. Podobnie jak Brenna, wyprzedzała trochę czasy, w którym przyszło im żyć. Dostosowała się, bo musiała. Wcale nie lubiła nudnych przyjęć i ludzi, którzy rozmawiali albo o polityce, albo o pogodzie.
Wiedziała, że cokolwiek by się nie wydarzyło, ma Brennę za swoimi plecami. I działało to w dwie strony, bo dziewczyna zawsze by jej pomogła i nie pozwoliła, aby coś się byłej Gryfonce stało, nawet jeśli zakrawałoby to o metody zakazane. Posłała wiec jej delikatny uśmiech, czując kolejną falę ulgi, że ją widzi i wciąż mogą współpracować, a nie, że musi przymierzać białą sukienkę gdzieś w magicznej części Nowego Yorku.
Gdy umierał członek najbliższej rodziny — zwłaszcza rodzic w przypadku dość młodego dziecka, cała radość i entuzjazm na pewien czas zdawały się znikać.
Słuchała Longbottomówny z uwagą, przyglądając się raz jej, raz trupowi, którego cały czas sprawdzała w różnych miejscach, okazjonalnie szepcząc cos do samopiszącego pióra, aby to zanotowało.
- Szczęście w nieszczęściu, bo może mogłaby mu pomóc. Niepokojące jest jednak, że Śmierciożercy wiedzą, jak pracuje wasz departament. Jeśli obserwowali okolicę, wybierając te kilka minut przerwy... Ciemnieją te chmury nad naszymi głowami. Nic dziwnego, że tak wzrosła liczba chętnych na rzucenie na domostwa zaklęć uniemożliwiających zlokalizowanie, a przynajmniej sugerowała tak ruda spod jedynki, gdy jej przyniosłam papiery rano. - westchnęła z odrobiną niezadowolenia. Miała problem z odczuwaniem strachu, był jedną z emocji, którą wyparła, ale bardzo nie lubiła, gdy ktoś zakłócał jej spokój, a co gorsza harmonogram działań. Trudno było zachować kamienną twarz, odpowiednią maskę, gdy traciło się kontrole.
Nie mogły wyjść jej z głowy słowa brygadzistki o tym, że musieli widzieć. Czy to samo przez siebie nie sugerowało, że mogli mieć kogoś znajomego w Ministerstwie? Jedyne, czego tam brakowało, to paranoicznych podejrzeń, jeden na drugiego.
Brenna zawsze miała chyba problem z pogodzeniem się z myślą, że nie będzie mogła uratować całego świata. Nawet gdyby teleportowała się z miejsca na miejsce, nie dało się. Każdą stratę i każdą porażkę zdawała się dość mocno przeżywać, zawsze była pomocna i pełna empatii, zupełnie jakby wzięła wszystko to, co miała Cynthia i jeszcze kilka innych osób, przeobrażając się w kulkę świata i nadziei. Nie było to zdrowe. Była dzielna, nie pokazywała tego światu, ale znały się od dzieciaka i wystarczyło przypomnieć sobie, jak dobrą i pomocną dziewczynką była Brenna. Nie dało się z tego wyrosnąć. Cyna jednak nie pytała, nie sugerowała, że może czegoś się domyślać, bo gdyby Longbottomówna chciała o tym porozmawiać, pewnie by to zrobiła.
- Sprytnie. - skwitowała słowa na temat magicznego patyka ofiary, który dałby wiele wskazówek pracownikom Ministerstwa. Ruchem głowy zgarnęła włosy na plecy, przyglądając się twarzy mężczyzny. Nie miała siniaków, zaciął się jedynie przy goleniu przed kilkoma dniami, dość głęboko. Szyja tez nie była sina. Wysłuchała jej, mruknęła cos pod nosem i bezceremonialnie rozebrała nieco nieboszczyka, odsłaniając brzuch. Pochyliła się nad nim, raz jeszcze przesuwając palcem i wciskając go w odpowiednie miejsce. Był twardy, jama brzuszna była wypełniona płynem, a żołądek rozdęty. - Znęcali się nad nim, jego brzuch jest wypełniony płynami — być może z pęcherza, żołądka, a może jelit. Ewentualnie krwią, ale musiałabym go otworzyć. Są na tyle twarde, że gdyby nie stan skóry, podejrzewałabym to czarnomagiczne zaklęcie, które gotuje krew. - zastukała w nadęty bębenek, a potem spojrzała na Brennę. - Wydaje mi się, że mógł coś wiedzieć lub też o kimś wiedzieć, gdyby mieli go po prostu zabić, nie miałby takiego wyrazu twarzy i uszkodzeń tylko wewnętrznych, nie licząc tej głowy i zdartych paznokci.
Dodała jeszcze wstępnie, a potem złapała za koszulę i zapięła ją na kilka guzików, nie chcąc, aby uznali jej działania za jakieś bezczeszczenie. Raz jeszcze spojrzała na palce, a potem nachyliła się nad jego twarzą odrobinę, zamykając mu oczy. - Jeśli chcesz wiedzieć więcej, musi mieć sekcję zwłok. Może był świadkiem czegoś, czego nie powinien? Może mówił coś żonie? - wstała, zsuwając z dłoni rękawiczki, które potem zwinęła w kulkę i wrzuciła do kieszeni torby, stwierdzając, że wyrzuci później. Złapała za papier wypełniony przez samopiszące pióro, przesuwając po nim spojrzeniem z zainteresowaniem. - Kto, jak kto, ale Ty moja Droga, rozwikłasz tą zagadkę.- dodała pewnie, dopisując coś piórem pochwyconym w powietrzu.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
01.09.2023, 00:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2023, 09:56 przez Brenna Longbottom.)  
- Tak. To bardzo niepokojące – przyznała Brenna, oszczędzając sobie wyjątkowo dalszych komentarzy, bo przecież obie myślały na ten temat to samo, a nie wypadało o tym dyskutować nad ciałem ofiary. W dodatku kiedy tuż za plecami Brenny kręcili się inni przedstawiciele Departamentu, którym taka rozmowa niekoniecznie mogła się spodobać - w Ministerstwie łatwo wypierano takie sugestie, liczyła się w końcu lojalność, wiele osób w BUM za nic nie uwierzyłoby, że "to jeden z nas". Mieli zdrajcę. Może kreta, który dał się uwieść ideom Voldemorta i sam nosił maskę. Może głupca, który powiedział parę zdań za dużo po pijanemu. Może kogoś, kogo zastraszono albo zmuszono do podzielenia się informacjami.
Efekt był jednak jeden. Śmierć.
Rzeczywiście, Brennie ciężko było się z tym pogodzić. Wiedziała niby, że nic nie mogła zrobić w tym wypadku, ale jednak to „a może” krążyło jej po głowie. Nie zamierzała jednak pozwolić, aby wyrzuty sumienia czy strach przed tym, że doprowadzi do czyjejś śmierci, ją sparaliżowały. Żyli w czasach, w których po prostu musieli działać. I to wszystko. Brenna też nie zgodziłaby się, że zabrała całą empatię, jaką miała w sobie Cynthia. Jej samej zdawało się raczej, że Flintówna próbowała odciąć się od świata i emocji – by ułatwić sobie pracę, dorównanie oczekiwaniom ojca, i być może, nie przeżywać podobnie czegoś takiego, jak po stracie matki.
Nie do końca jednak to potrafiła, bo było widać, że bardzo wiele zrobiłaby i dla swojego brata, i dla Victorii.
– Tego się obawiałam – powiedziała cicho, kiedy Cynthia podsumowała obrażenia. Nie umarł lekką śmiercią… i być może na liście śmierciożerców pojawiła się właśnie kolejna ofiara. – Jedyne pocieszenie jest takie, że nie mieli dużo czasu.
Ale i tak wszystko skręcało się jej w środku, gdy myślała o tym, przez co przeszedł ten mężczyzna. I o tym, że jego rodzina nie może usłyszeć tego pocieszenia: nie cierpiał. I że w dodatku Brenna nie mogła nawet obiecać, że ich dorwą.
– Sekcja na pewno będzie konieczna. Śledztwo pewnie trafi do Biura Aurorów, bo wszystko co mówisz potwierdza, że byli zamieszani w to śmierciożercy – wymruczała, spoglądając na ciało. Co nie oznaczało, że Brenna po prostu odpuści. Nie zamierzała mataczyć w śledztwie, rzecz jasna, ale wszystko, czego się tu dowie – a zamierzała zaraz zasiąść w kręgu świec i przekonać się, o kogo pytali śmierciożercy – trafi także do Zakonu Feniksa. Na pewno dotrą do tej osoby pierwsi, Brenna zamierzała o to zadbać. – Z pewnością spróbuję – obiecała, posyłając Cynthii nieco zmęczony uśmiech. Nie dlatego, że była wyczerpana fizycznie, bo nie była. To było raczej zmęczenie psychiczne, wywołane tą sprawą, ale też nie pracowałaby tu, gdzie pracowała, gdyby nie czuła się na siłach, aby to znieść. – Dziękuję, bardzo nam pomogłaś. Muszą tu jeszcze pojawić się aurorzy, ale myślę, że powinien trafić do was jeszcze dzisiaj – stwierdziła Brenna, oglądając się na pomieszczenie, gdzie jeden z Brygadzistów dyskutował właśnie z kimś, kto pełnił funkcję zbliżoną do prokuratora. – Mam nadzieję, że uda się nam niedługo spotkać bez żadnych trupów w pobliżu – dodała.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#7
02.09.2023, 23:31  ✶  
Nie wypadało w ogóle o tym dyskutować, zwłaszcza że w Ministerstwie zdawało się, że nawet ściany w ostatnim czasie miały uszy. Bo skąd by wiedzieli o takich rzeczach? Nie podobało się jej najbardziej to, że dramaty i podziały zaczynały wpełzać do miejsca jej pracy, które było przecież jej oazą, ucieczką od rzeczywistości, gdzie była dobrze urodzoną panną na wydaniu i oczekiwano od niej haftowania. Dopóki nie złapano kogoś na gorącym uczynku, można było gdybać w nieskończoność o kretach, śmierciożercach za biurkiem lub zastraszaniu. Westchnęła ciężko raz jeszcze, a błękitne tęczówki przesunęły spojrzeniem po wnętrzu normalnego, Londyńskiego domu, którego właścicielom zrujnowano życie. Tylko dlaczego?
Cynthia była dużo gorszym człowiekiem, niż Brenna, ale jednak dzięki temu, było jej trochę łatwiej. Mając upośledzoną empatię, można było skupić się na swoich celach i rozwoju, zamiast próbować ratować każdego. Do Longbottomówny to jednak zupełnie nie pasowało. Zignorowanie przez nią kogoś w potrzebie było tak prawdopodobne, jak dołączenie do Voldemorta. Kobieta miała rację z oceną blondynką, bo faktycznie wciąż były osoby, dla których była ludzka i dobra, chociaż okazywała to coraz mniej widocznie, zwłaszcza odkąd poszli z Castielem w nieco innych kierunkach. Jej brat w przeciwieństwie do niej, miał zupełnie gdzieś obowiązki wynikające z bycia dziedzicem.
- To prawda, mogli dłużej się nad nim znęcać, jeśli znali zaklęcia, które zadają obrażenia organom wewnętrznym, jednak nie zabijają od razu ofiary. To skomplikowane czary, uczyli nas rozpoznawania ich śladów na zajęciach w Nowym Orleanie. - wyjaśniła jej półszeptem, wpatrując się cały czas w twarz zamordowanego mężczyzny. Program nauczania w Stanach był nieco inny niż tutaj. Tam nie bali się tak czarnej magii czy nekromancji, wiedźm się bano, ale darzono szacunkiem. W Nowym Orleanie znaleźć można było prawdziwe specjalistki, zarówno od dwóch wymienionych wyżej, jak i od voodoo. Dopiero po chwili z uwagą i troską zerknęła na Brenne, bo na dobrą sprawę, to ktoś z jej wrażliwością nie powinien pracować przy sprawach morderstw. Nie chciała, aby ta robota ją wykończyła psychicznie, nie wspominając już o ryzyku zawodowym związanym z obrażeniami fizycznymi, jak i samą śmiercią, zwłaszcza teraz, gdy o poplecznikach Czarnoksiężnika było coraz głośniej, a atmosfera gęstniała.
- Zajmę się nim, jak do nas trafi i podeślę Ci raport, zanim dam go Atreusowi lub komuś innemu. - obiecała cicho po tym, jak wstała. Tylko ona mogła to usłyszeć. Czy Cynthia się bała konsekwencji lub komentarzy? Nie. Zbyt dobrze radziła sobie ze swoimi maskami, drobnymi kłamstwami i kokieterią, aby ktokolwiek ją o coś podejrzewał lub robił jej uwagi. Ups, przecież blondynka mogła się pomylić, była tylko niewinną panną, a Brenna na pewno dostarczy pismo, komu trzeba. Posłany przez dziewczynę uśmiech był niepokojący, zmęczony. Flintówna ściągnęła brwi w zaniepokojeniu, lustrując ją wzrokiem.
- Przygotuje Ci trochę ziół, pomogą. Nic silnego, ale poczujesz się lepiej. -oznajmiła jej tonem, który świadczył o pełnym zdecydowaniu i o tym, że nie zniósłby dyskusji. Przygotowała czasem takie mieszanki Tori lub Castielowi, Brennie też mogła. Zioła były coraz mniej doceniane, stłamszone skomplikowanymi eliksirami, a przecież same w sobie, odpowiednio połączone, działały cuda. Mina jej nieco złagodniała, kiwnęła głową. - Ja też. Może wyciągniemy gdzieś Victorie i pójdziemy we trzy? - zapytała cicho, uznając, że taki babski wieczór doskonale by im zrobił. Każda odpoczęłaby od Ministerstwa i coraz bardziej mrocznych spraw magicznego świata. Cyna, przechodząc po swoją torbę, delikatnie musnęła jej dłoń palcami, jakby chciała dodać jej otuchy, bo tylko tyle mogła zrobić. Zgarnęła swoje rzeczy, spakowała pióro, a potem dała Longbottomównie wstępny raport do podpisania. - Jak trafi do nas dziś, najpóźniej rano dostaniesz papiery.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
03.09.2023, 12:53  ✶  
Podejście Ministerstwa do czarnej magii oraz nekromancji niekiedy przypominało Brennie podejście dziecka, które wierzy, że jeżeli zamknie oczy i niczego nie zobaczy, nie stanie się nic złego. Nie, nie podobało się jej otaczanie wiedźm szacunkiem ani uczenie pewnych praktyk. Ale miała dziwne wrażenie, że gdyby Grindewald swoją działalność rozpoczął w Anglii, nie w USA i Europie, to pewnie osiągnąłby lepsze rezultaty. Tak, bał się Dumbledore’a, ale tutaj nawet nie wolno było próbować walczyć z maledictusami chociażby. Nie wspominając o tym, że już krzywo patrzono na kogoś, kto potrafił rozpoznać ślady pewnych zaklęć, nawet jeżeli ich nie stosował…
– Dziękuję – powiedziała odnośnie raportu. Nie, nie miała zamiaru zapewniać, że nie trzeba, że to śledztwo aurorskie, bo żyli w czasach, w których Brenna wolała trzymać rękę na pulsie… A każde informacje dostarczone Zakonowi Feniksa, były na wagę złota. – Za zioła też, chociaż bez obaw, naprawdę nic mi nie dolega – stwierdziła, uśmiechając się do Cynthii. Może i przejmowała się innymi, ale to nie oznaczało, że nie potrafiła poradzić sobie z takimi sprawami. Owszem, pierwotnie wcale nie planowała się w nie mieszać – ale widmo wojny i wreszcie jej początek wiele zmieniły, a ot przypadek losu sprawił, że jako widmowidz… była przydatna. Brenna musiała więc po prostu do tego przywyknąć.
Ale przywyknięcie w jej przypadku nie oznaczało obojętności.
– Pewnie, zawsze chętnie. W restauracji na Pokątnej mają specjalne menu pod Yule, a na Horyzontalnej ma być jarmark, może coś będzie wam pasowało – stwierdziła, również cicho, kiwając przy tym głową. Czasem dobrze było na moment oderwać się od szarej rzeczywistości i ponurości pracy – a Brenna miała wrażenie, że Cynthia i Victoria robiły to obecnie dużo rzadziej od niej samej. Bo pracoholizm pracoholizmem, ale i tak potrafiła wyciągnąć kuzynkę do mugolskiej księgarni, czy iść pobiegać jako wilk w Kniei.
Pożegnała Cynthię, później porozumiała z Apollem i wreszcie – jeszcze nim zdążyli przybyć aurorzy, wezwani po potwierdzeniu, że w grę wchodziła czarna magia – spędziła trzy minuty w pomieszczeniu sama, w dymie świec.
A to, co w nim zobaczyła, skłoniło ją później do szybkiego kontaktu z Jane Potter, mniej więcej w tej samej chwili, w której ciało trafiło „na stół” do Cynthii…
Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2018), Cynthia Flint (2719)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa