Nobby Leach powinien gryźć piach
zima 1966
– Avelina & Guinevere –
Szukała odrobiny wytchnienia. Raz na jakiś czas wybierała się wraz z całą rodziną do Anglii odwiedzić dziadków i resztę rodziny. Zostawali wtedy na dłużej, na miesiąc nawet, żeby każdego odwiedzić, nadrobić czas rozłąki. Porozmawiać, dowiedzieć się co w Wielkiej Brytanii piszczy tak w kulturze, jak polityce. Słowem – by załatwić wszystkie te sprawy, jakie załatwiało się, kiedy przyjeżdżało się w odwiedziny do rodziny, która mieszka w innym kraju, a wręcz na innym kontynencie. Guinevere miała już trochę dosyć tych wszystkich spotkań i rozmów. Nie miała tutaj zbyt wielu swoich własnych znajomych, ale nie była też osobą, która będzie siedzieć jak myszka pod miotłą (czy raczej w jej przypadku jak kot polujący na myszy… albo jak sokół pilnujący, czy szkodniki się nie zalęgły), nie czuła się onieśmielona przez obcy kraj… może dlatego, że nie był wcale taki obcy. Guinevere była pół-Egipcjanką pół-Angielką, nazwisko miała do bólu wręcz angielskie, a chociaż musiała mocno wyróżniać się z tłumu ze względu na egzotyczną urodę – to jednak na wyspach nie była pierwszy raz. Odwiedzała je od dziecka.
W ulgą przyjęła, że nikt jej tego wieczoru nie zatrzymał i wymknięcie się od dziadków okazało się być prostsze, niż sądziła, że będzie. Nie była już młodziutką panną, mogła (i robiła to!) sama o sobie decydować, ale na takich rodzinnych wyjazdach… różnie to w końcu bywało. Ale się udało. Udała się tam, gdzie wiedziała, że będą ludzie – na ulicę Pokątną, niemalże centrum angielskiego świata czarodziejów. Było zimno, dla niej nieco zbyt zimno – nie była przyzwyczajona do takich temperatur, ale w zimie, w okresie świątecznym, nie mogło być inaczej. Opatulona w płaszcz niemalże od stóp do głowy wpadła do Dziurawego Kotła. Wiedziała, że ta knajpa cieszy się renomą i uznaniem, a ona bardzo pragnęła się teraz ogrzać. I może znajdzie jakiegoś kompana do rozmowy… może nawet jakiegoś rówieśnika, a nie kolejną ciotkę i wujka w wieku jej rodziców i starszych.
Odwiesiła płaszcz na wieszak i nieco trzęsąc się podeszła do baru, prosząc o coś na rozgrzanie się, znaczy z alkoholem. Na początek mogło być kremowe piwo, nie mieli tego w Egipcie, ale później chciała coś mocniejszego. Póki co rozsiadła się przy barze i rozejrzała się z ciekawością po Dziurawym Kotle. Był ładnie przystrojony, na Yule, to musiała przyznać.