Pojedynki były emocjonujące. Bellamy nie chciał się do tego przyznać, bo uważał je za dość prymitywny sposób rozgrywania sporów, jednak nie mógł zaprzeczyć, że nie wzbudzały one odrobiny emocji. Nie chciał więc przeoczyć tego wydarzenia. Zresztą dobrze było od czasu do czasu wyjść z domu i przekonać się, co ciekawego działo się wśród śmietanki towarzyskiej. Poza tym rzadko się zdarza, żeby w pojedynku brała udział osoba, którą faktycznie się znało. Bell otaczał się bowiem dość wąską grupą znajomych, którzy raczej należeli do spokojniejszego grona. Czasami jednak w jego środowisku pojawiały się osoby, które lubiły namieszać i wychylić się przed szereg. Philip, jak widać, był jedną z takich osób. Nie mógł więc przeoczyć jego zwycięstwa… oraz porażki. Miał jednak nadzieję, że uda mu się wyjść zwycięsko.
Na wydarzenie przywdział jeden ze swoich lepszych garniturów w kolorze ciemnego burgundu. Czerwień przebijała się jedynie wtedy, gdy stawał w dobrze naświetlonym miejscu, więc przez większość czasu idealnie wpasowywał się w panującą dookoła czerń. Trochę go nudziło, że takie wydarzenia charakteryzują się tak dużą formalnością, zwłaszcza że same były dość niepoważne. Jakby nie można było po prostu pójść do ślepej uliczki i obić sobie twarze. To by stanowiło prawdziwy pokaz siły. Teraz jednak musieli się rozkoszować umiejętnym wywijaniem różdżkami.
Ostatnimi czasy zaczęło mu się również wydawać, że potrafi utrzymywać Isabellę w ryzach i kobieta nie pojawia się już tak często i niespodziewanie, jak do tej pory miało to miejsce. Nie lubił tracić kontroli, zwłaszcza że doskonale wiedział, do czego Isabella była zdolna, jeśli już udawało jej się wydostać na zewnątrz.
Zapowiadało się jednak spokojnie, a przynajmniej względnie spokojnie.
Na miejscu oczywiście zastał sporą grupę zainteresowanych widowiskiem osób. Domyślił się, głównie po ubiorze, że spora część gapiów to sama śmietanka towarzyska, przy której nie czuł się zbyt komfortowo. Nie wiedział, co prawda, jak wiele osób będzie w stanie go rozpoznać, ale nie interesowało go to aż tak bardzo. Jedyne co chciał teraz zrobić, to odnaleźć Philipa i dołączyć do szerokiej, na pewno, listy osób, które życzyły mu powodzenia. Nie było to trudnym zadaniem. Notta znalazł bowiem tuż przy wysokim mężczyźnie, który mu towarzyszył. Powoli się do nich zbliżył.
– Sprawiasz wrażenie, jakby ten pojedynek był dla ciebie jedynie formalnością – rzucił w kierunku Philipa, gdy już znalazł się obok niego i jego towarzysza.