• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [19.05.72, wykopaliska, Walia] Wróżba złego

[19.05.72, wykopaliska, Walia] Wróżba złego
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#11
20.09.2023, 22:15  ✶  
– Ale chyba nie o tym, jak dawać się im opętać? Bo on się dał i rąbnął mnie zaklęciem. Wolałabym, żebyś nie rąbnęła mnie zaklęciem – zamarudziła Nell, ale podeszła bliżej i wyciągnęła z kieszeni dwie fiolki, ustawiła je na blacie, a potem sięgnęła po różdżkę, tak na wszelki wypadek. Cathal z kolei postanowił nie wcinać się w tę dyskusję – w grupie było dość kobiet, aby mimo swego uporu już jakiś czas temu zrozumiał, że czasem milczenie jest złotem – ale obszedł stół i stanął tuż przy kobiecie. Gotów w razie potrzeby odciągnąć ją od zwojów.
Tym razem Guinevere była przygotowana.
Nie oznaczało to, że uczucie okazało się przyjemne – ale wiedziała już, czego się spodziewać. Litery tańczyły przed jej oczyma, a ona sama miała znów wrażenie, jakby coś próbowało zastukać do umysłu. Obrazy wpychały się do głowy, lecz ciężko było je zatrzymać. Świat wirował, tak jak wirowały litery po pergaminie, ale układały się w kolejne słowa… Pierwsze odczytała, kolejne – mogłaby przysiąc – ktoś szepnął prosto do jej ucha.
To ostrzeżenie dla ciebie i dla was, byście nie podzielili naszego losu.
Strzeżcie się filarów, pozostawionych przez naszych przodków, bo kto sięgnie po ich tajemnice i moc, zapłaci cenę.
Śmierć i po was przyjdzie o zmierzchu.

Przez chwilę Guinevere widziała kamienny filar na wrzosowiskach, pokryty bluszczem. Znajdowały się wokół wioski – może to czar, jakim obłożono pergamin podsunął jej ten widok, może talent jasnowidza pokazywał przyszłość, a może ot przypomniała sobie o tym, bo musiała jeden z nich widzieć? W głowie wirowało jej coraz bardziej i bardzo, w uszach huczało (bicie jej serca, szum przed omdleniem, a może huk walących się budynków i korytarzy…?), aż w końcu Shafiq szarpnął ją, przemocą zmuszając, aby odwróciła się tyłem od pergaminów, ku niemu. Z ust Nell wydobył się tymczasem cichy okrzyk, bo pergaminy zajęły się ogniem. Płomień buchnął w górę i choć Bagshot była uzdrowicielką, nawet nie pomyślała o próbie ratowania tych papierów – musiała skupić się na ocaleniu stołu oraz tego wszystkiego, co na nim leżało. Machnęła różdżką, z jej końca trysnęła woda, a płomienie zasyczały i znikły, pozostawiając w powietrzu zapach spalenizny.
Ostatnie zapiski Cassandry Blackwood – tak się nazywała, Guinevere była tego pewna – jej testament, jej wróżba i jej przestroga – zamieniły się w kupkę wilgotnych popiołów.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#12
21.09.2023, 18:32  ✶  

Guinevere uśmiechnęła się pod nosem na słowa Nell, co można było co najwyżej wyczytać w tonie jej głosu, skoro stała tyłem.

- Właśnie dokładnie na tym – zadziwiające było jak zupełnie różne podejście do nauki mieli w różnych szkołach magii. Zderzenie z tym jak nauczają w Hogwarcie młoda Ginny zaliczyła już lata temu, kiedy przyjechała z rodziną do Anglii i akurat miała okazję podyskutować trochę z Minerwą McGonagall. Dzisiaj już się nie dziwiła, dzisiaj wiedziała lepiej. W Hogwarcie byli bardzo ograniczeni, to pewnie przez tych ministrów z kijami w tyłkach – bali się animagii, bali się duchów i możliwości kontaktu z nimi, i bali się nekromancji. Ogólnie bali się mnóstwa rzeczy, a w takiej Afryce jakoś wszystko działało i miało się dobrze. Ale to nie był czas na konfrontacje sposobów nauczania i posiadanej wiedzy przez wychowanków z Hogwartu i z Uagadou. - Znam teorię, nie praktykuję, spokojnie – nie każdy miał do tego talent, tak jak nie każdy miał talent do animagii czy wróżenia.

Ginevra odetchnęła i spojrzała w zwoje, bardzo szybko westchnęła, bo schemat się powtórzył i litery znowu zaczęły tańczyć nie tylko na starym pergaminie, ale i przed oczami, mimowolnie uniosła dłoń do głowy, jakby to miało powstrzymać jej ból. Rzecz jasna: nie mogło. Kręciło jej się w głowie… ale może jednak to świat się kręcił wokół. Pewnie nawet pobladła, co musiało być tym bardziej widoczne na jej opalonej skórze. Tym razem nie stawiała oporu, kiedy już pierwszy odruch minął i można było na ułamek sekundy pomyśleć logicznej. Jej oczy otworzyły się szerzej – czy to w zdziwieniu na to, że usłyszała szept w uchu, czy bardziej na słowa. Przysięgłaby, że nie tylko zostały jej wypowiedziane prosto do ucha, ale że były mówione konkretnie do niej!

Znowu widziała wrzosowisko, kamienny filar pokryty bluszczem – coś absolutnie innego od tego, co znała z Afryki, ale tez nie tak całkiem obcego.

– T-to ostrzeżenie dla… – próbowała powtórzyć, ale wtedy obraz zaczął wirować jeszcze bardziej, do tego stopnia, ze Ginny musiała po prostu zamknąć oczy. Nie pomogło. Ciemność też wirowała. A później słyszała ten hałas. Walenie. To-dom-dom-dom-dom tak prawdziwe, jakby to koło niej coś się waliło, a nie mogło nic, nie było tutaj trwałych budowli. Albo to był szum? Jak zgiełk wielkiego miasta. Później… a może wcześniej… musiało być później… było szarpnięcie. McGonagall zachłysnęła się urywanie powietrzem i spojrzała w parę jasnych oczu, zamiast w pergaminy, których już nie miała na widoku. Nell krzyknęła, a Ginevra zdawała się nie zwracać na to uwagi, łapiąc słowa i bodźce, jakie naciskały jej na głowę jeszcze chwilę temu. Nie zgubić ani słowa. Powtórzyć, póki nie będzie za późno.

Za późno.

– To ostrzeżenie dla ciebie i dla was, byście nie podzielili naszego losu – wyrzuciła z siebie w końcu, czując na plecach gorąco ognia, ale zaraz ono zniknęło… Był za to gryzący zapach dymu – tak znany ze wszelkich seansów spirytystycznych i wróżenia. – S-strzeżcie się filarów pozostawionych przez naszych przodków – powtórzyła, skupiając się na Cathalu, żeby nie zdekoncentrować się po tych wszystkich bodźcach i jak nagłe to wszystko było. – Kto sięgnie po ich tajemnice i moc, zapłaci cenę. Śmierć i po was przyjdzie o zmierzchu.

Ciemnowłosa czuła gęsią skórkę, przeszedł ją dreszcz. To wrażenie, które miała patrząc na pergaminy – teraz tylko się spotęgowało. Tak jakby Cassandra Blackwood naprawdę do niej mówiła.

– Cassandra Blackwood. Mówi wam to coś? – zapytała w końcu, kiedy zapadła cisza.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#13
21.09.2023, 20:40  ✶  
W Hogwarcie pełno było duchów i Nell nawet nie miała nic przeciwko nim. Ale już duchy zostawiające jakieś dziwne ostrzeżenia i być może szukające okazji do opętania… To było coś innego, zwłaszcza po Beltane, gdy groźba opętania stała się jakoś bardziej namacalna w jej oczach.
Nie komentowała jednak, bo McGongall spojrzała na pergamin…
Ostatnia wróżba Cassandry Blackwood, której nie usłuchał Augustus, a którą pozostawiła dla tych, którzy przyjdą tu kiedyś, przestała istnieć. Guinevere jednak zdążyła ją odczytać… a może usłyszeć? Bolała ją wciąż głowa, ale nie czuła już, że coś próbuje wcisnąć się do jej umysłu. Cień Cassandry, ożywiony jakimiś zaklęciami, których ta użyła do zabezpieczenia pergaminu, znikł. Cathal nieco mocniej zacisnął palce na ramieniu Ginny, mrużąc jasne oczy. Śmierć nadejdzie o zmierzchu, filary.
Nawet taki niedowiarek jak on, nie mógł ignorować takiej wróżby.
– Postaramy się więc nie przebywać w wiosce o zmierzchu – powiedział jednak, wciąż bardzo spokojny, przypatrując się kobiecie z niemal nieruchomą twarzą. Może miał w sobie coś z Augustusa Blackwooda, bo wzmianka o filarach i zgubie wcale nie zniechęciła go do dalszych prac. Wręcz przeciwnie, pomyślał, że musi przyjrzeć się tym filarom jeszcze uważniej.
Ale może nie o zachodzie słońca.
– Weź się rusz i posadź ją na krześle – zażądała Nell ze zniecierpliwieniem, a Shafiq dość posłusznie podstawić Guinevere krzesło i nawet się przesunął. Bagshot tymczasem wyciągnęła z kieszeni czekoladę, odłamała kawałek i wyciągnęła w stronę drugiej kobiety. – No już, jedz – poleciła, a Ginny, sama będąc uzdrowicielką, mogła łatwo odgadnąć, że to nie po prostu czekoladka na pocieszenie, a jedna z tych, które wręczano, kiedy ktoś stracił energię i potrzebował jej drobnego zastrzyku. Nell tymczasem ujęła podbródek Guinevere, zajrzała jej w oczy, zaświeciła różdżką, a potem wymamrotała kilka zaklęć i wreszcie sięgnęła, by podać fiolkę wzmacniającego eliksiru, którą wcześniej zostawiła na blacie.
Dopiero potem odsunęła się i wyprostowała.
– To jak? Umrzemy o zmierzchu
– Nie planujemy – stwierdził Cathal ze spokojem. Podpierał się o stół, stojąc z rękoma splecionymi na klatce piersiowej i obserwując całą procedurę leczniczą. Choć patrzył na nie, w istocie jednak jego myśli błądziły daleko stąd. Przetwarzał wszystko, co kiedykolwiek przeczytał, zobaczył i usłyszał… i nie znajdował w tym podobnej historii. Pokręcił jasnowłosą głową, jakby próbował pozbyć się nadmiaru myśli, zakotwiczyć tu i teraz. – Nie znaleźliśmy niczego o żadnej Cassandrze. W podziemiach były tylko posągi mężczyzn, jedno nieruchome, zniszczone malowidło… i jedno puste. Może była żoną albo córką Augustusa?
– I jedyną osobą w tej wiosce z olejem w głowie, najwyraźniej, skoro to ten gość sprowadził zgubę, a ona próbowała przed nią przestrzegać. Weź sobie to do serca, Cal, dobrze? Jak się czujesz, Ginny?
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#14
23.09.2023, 00:21  ✶  

Ciężko było jej ustać. Miała wrażenie, że ten ból głowy w końcu ją położy, a jednak mimo to – stała dzielnie, pomimo tego, że dosłownie przed chwilą spłonęły cenne zapiski Cassandry. Jej memento. Jej testament – wyszeptany wprost do uszka Guinevere. Jedno musiała przystać – przynajmniej nic już nie obijało się o ściany umysłu, nie drapało w drzwi, niemalże żądając, by wpuścić do środka. Mocny uścisk na jej ramieniu nieco ją otrzeźwił. Ale tylko nieco. Otworzyła oczy, choć z ledwością. Żyła. Oddychała. Nic nie wskazywało na to, żeby miała zaraz umrzeć.

– Ile… Ile mamy czasu? – zapytała niepewnie i dość słabo, bo sama pamiętała, że był przecież wieczór. A akurat jej nie trzeba było przekonywać, że to, co zobaczyła i usłyszała, to prawda. Zresztą… wioska została zmieciona z powierzchni ziemi. Jak ograniczonym trzeba by być, żeby temu nie ufać?

Uwiesiła się nieco na ramieniu Shafiqa, ale chyba mu to nadmiernie nie wadziło. A jeśli owszem, to trudno, nie zamierzała sobie tym zawracać głowy. Z wdzięcznością opadła na podstawione jej krzesło. Wzięła do ręki kawałek czekolady i bez ociągania wcisnęła sobie do buzi. Tak, też była medykiem, i nie zamierzała się tutaj o to wykłócać, bo doskonale wiedziała, że czekolada jej nie zaszkodzi, a może akurat pomóc. Nie opierała się dotykowi Nell, posłusznie dała podnieść głowę, poświecić w oczy… chociaż zmrużyła je od razu, jakby zaraz miała dostać światłowstrętu. Ból głowy, światłowstręt… Zapowiadała się potężna migrena. Bez zbędnych komentarzy wypiła podsunięty jej eliksir.

– Dzięki – wymamrotała po czym westchnęła i dłonią pomasowała prawą skroń. – Miałam wrażenie, jakby pokazywała mi obrazy i szeptała do mojego ucha. Ta cała Cassandra. Musiało być z niej niezłe ziółko. I te cholerne wrzosowiska o zmierzchu. Bo to wrzosowiska, nie? Takie malutkie fioletowe kwiatki na długich łodygach gęsto porośnięte. Przypominają trochę… taki… żyrandol – zakończyła koślawo, przekrzywiając głowę na bok, ewidentnie w zamyśleniu. A nie łatwo było myśleć, kiedy pulsowała ci głowa… tylko że jakoś jakby nieco mniej? – Takie ostrzeżenia nie biorą się z niczego, Cathal – powtórzyła za Nell i była całym sercem za tym, by nie kusić losu i nie grzebać nadmiernie przy tych pieprzonych filarach. A na pewno nie przebywać tu w okolicy zmierzchu. – Głowa mi pęka – odparła blondynce i przymknęła oczy. – Światło jest za głośne.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#15
23.09.2023, 15:19  ✶  
– Już zmierzcha, ale bez obaw. Obóz jest w miejscu, którego pierwotna katastrofa nie dotknęła – zapewnił Cathal, pomagając jej usiąść. To, że się na nim opierała, nie przeszkadzało mu ani trochę, bo Shafiq po pierwsze, nie był człowiekiem przewrażliwionym na tym punkcie, po drugie, widział przecież w jakim była stanie. Nawet ustawił się w taki sposób, by podtrzymać ją w razie potrzeby, gdyby spadała z krzesła. Już kiedyś ustalili, że nie był angielskim dżentelmenem, rzadko miał ochotę przestrzegać dobrych manier, ale jego duża nie była tak przeżarta spaczeniem, aby wyzbył się pewnych podstawowych, ludzkich odruchów. Na pewno nie wobec osób, które znał.
– Ta, to wrzosy. Ciągną się na zachód stąd, i tam stoi jeden z tych filarów – mruknęła Nell, zabierając pustą fiolkę. Ona, w przeciwieństwie do Shafiqa, niepokoju albo kryć nie chciała, albo ukryć go nie potrafiła. Jej drobna buzia była ściągnięta w wyrazie zmartwienia, czy o Guinevere, czy też przepowiednią, którą właśnie usłyszeli. – Cal…
– Naprawdę, nie mam zamiaru doprowadzać do nieprawdopodobnej katastrofy – stwierdził Cathal, a w jego głosie zabrzmiała nawet odrobina irytacji. – Może i niezbyt polegam na wróżbiarstwie, ale ta kobieta włożyła wiele starań w to, aby zostawić po sobie wiadomość. I nie, nie zrezygnuję z badań nad filarami, ale postaramy się przeszukać wszystkie papiery i rozejrzeć po wiosce w poszukiwaniu jakichś jej śladów. Być może Jamil zdoła przywołać jej ducha.
Nie myślał w tej chwili o tym, że Augustus Blackwood prawdopodobnie także nie zamierzał doprowadzić do nieprawdopodobnej katastrofy. Że być może Cassandra zobaczyła nie tylko ten pierwszy upadek, ale także kolejny. Nie, takie myśli nie powstały w głowie Shafiqa, ale też na szczęście obu kobiet i całej ekipy, nie był aż tak zadufany w sobie, jak Augustus. Był skłonny to ostrzeżenie przynajmniej wziąć pod uwagę – i poszukać głębiej.
– Tak czy inaczej, Ginny powinna trafić do łóżka. Przyniosę ci herbatę ziołową. I nie daj się przez sen opętać żadnej Cassandrze, dobrze? – oświadczyła Nell, cofając się. – Pójdę przygotować ziółka. Odprowadź ją, Cal. Jak dasz jej upaść po drodze, urwę ci głowę.
– Musiałabyś doskoczyć – odparował Cathal, z odrobiną rozbawienia w głosie. – Upewnij się, że nikt nie został w wiosce i przekaż każdemu, kogo spotkasz, że mają dziś się tam nie zbliżać. Jutro porozmawiam z ekipą i przekażę, że o zmierzchu może być tam niebezpiecznie. Ale ani słowa o tej przepowiedni, jasne? Jamilowi i Lecie pewnie o tym wspomnimy, nie chcę ogólnej paniki.
Musiał jakoś uzasadnić nakaz opuszczania prac wcześniej i nie zbliżania się do wioski o zmroku, ale „mogą zadziałać specyficzne zaklęcia” brzmiało lepiej niż „kilkaset lat czemu czarownica przewidziała nam zagładę i przekazała tę informację przez Ginny”.
– Chodź – powiedział, wyciągając ku Guinevere rękę, gotów pomóc jej dojść do namiotu, który zajmowała.
Róża Pustyni
Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.
wiek
32
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
uzdrowicielka w grupie archeologicznej, wróżbitka
Ginevra rzuca się w oczy. To szczupła i dość wysoka kobieta, sięgająca 177 cm. Ma owalną twarz, opaloną skórę i jasnobrązowe oczy; włosy długie do pasa, ciemnobrązowe, proste i grube. Ubiera się raczej schludnie niż byle jak. Jej usta często zdobi psotliwy uśmieszek. Mówi z akcentem, słychać, że nie jest z Anglii. Otacza ją mgiełka orientalnych perfum - klasycznej egipskiej mieszanki cytrusów, jaśminu i słodkiego ananasa.

Guinevere McGonagall
#16
24.09.2023, 22:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2023, 22:53 przez Guinevere McGonagall.)  

Całe szczęście, że nie rozbili się w tym samym miejscu, bo Guinevere byłaby pierwsza do tego, żeby ich wszystkich stąd przegonić. Słowa Cathala trochę ją jednak uspokoiły. Co zaś się tyczyło angielskiego dżentelmeństwa lub jego brakuj – jak już ustalili, ona niezbyt sobie tym głowę zawracała, bo uważała, że Anglicy to w ogóle mają kija w rzyci i nie potrafią się wyluzować, zaś Shafiq zdecydowanie takim sztywniakiem nie był i jej to odpowiadało.

– Tak to widziałam właśnie. Wrzosy i filar i te kobietę… Pójdę tam jutro, zobaczę czy to to samo miejsce – powiedziała, zamknąwszy oczy, by światło jej nie drażniło nadmiernie. Skupiła się nawet i zmieniła oczy w kocie i otworzyła je – sprawdzając czy w ten sposób będzie jej trochę lżej patrzeć. Dlatego teraz zamiast jasnobrązowych oczu Ginny, patrzyły na nich żółte, kocie oczy o pionowych źrenicach. Czasami inne odbieranie światła pomagało – nie zaszkodziło spróbować.

– Może zbierzmy tę kupkę co się spaliły. Może Jamil będzie w stanie je wykorzystać, żeby się z nią połączyć? – również – spróbować i tu by nie zaszkodziło. Najwyżej okaże się to bezużyteczne, to wtedy rozsypią te kawałki, ale może akurat…? – Nie dam się opętać, spokojnie. Mój umysł nie jest otwarty na duchy, tak jak Jamila. Żadne ze mnie medium – uspokoiła Nell i nawet uśmiechnęła się lekko. A nawet uniosła jeden kącik ust ku górze słysząc przepychankę Nell i Cala. Mogłaby ich słuchać całymi dniami, muzyka dla uszu, zawsze ją to niesamowicie bawiło. – Jasne. Co mówić innym w razie czego? – dopytała, bo wolała, żeby ustalili jedną wspólną wersję, żeby się coś zaraz nie rozjechało w zeznaniach. Również nie była za tym, by ludzi „straszyć” przepowiednią, głównie dlatego, że duża cześć ludzi nie wierzyła we wróżbiarstwo z jakiegoś powodu. Ale to, że nie wierzyli nie znaczyło, ze te rzeczy się nie działy, dlatego lepiej było ich chronić przed nimi samymi.

Chwyciła Cathala za dłoń i podniosła się z krzesła. Zaraz złapała równowagę i była gotowa na wyjście z namiotu, żeby ją odprowadził do tego jej. Tak sobie poczeka spokojnie na Nell i jej herbatkę.

– Cal? Ile jest tych filarów? – zapytała po drodze, nadal nie zmieniwszy oczu na ludzkie.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#17
25.09.2023, 07:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.09.2023, 17:49 przez Cathal Shafiq.)  
- Nie sama - zaprotestowała Nell szybko, a potem zerknęła na Cathala. - I nie mów, że mam paranoję! Nie chodzi nawet o opętanie, ale może ta Cassandra chciała ją tam ściągnąć.
- Wszyscy wiemy, że masz paranoję - powiedział Cathal ze spokojem, a gdy Nell, wyraźnie zla jak osa, już otwierała usta, by coś powiedzieć, uniósł rękę. - Ale tym razem masz rację. Skoro Ginerwa tak zareagowała na zapiski Cassandry, nie możemy wykluczyć, że tamta ukryła coś jeszcze. Wątpię, by tak było, bo na wrzosowisku już by to odkryto, ale nie będziemy niepotrzebnie ryzykować.
Po tych słowach poslał kobiecie wymowne spojrzenie. Nic niby nie mówił, ale przesłanie zdawało się jasne.
Nawet nie próbuj iść tam w pojedynkę.
- Powiemy, że w wiosce jest zaklęcie, które może uaktywnić się o zmierzchu. Jeśli ktoś uważa, że taki zakaz nie jest dla niego wystarczający i postanowi go złamać, to nie ma tu dla niego miejsca - skwitowała kolejne pytanie. Shafiq nie miał natury dowódcy, w obozie na pewno nie panował wojskowy reżim, ale był straszliwie uparty i w niektórych sytuacjach nie wahał się wykopać członka ekipy w ciągu paru sekund.
Pomógł jej wstać i razem z nią ruszył w stronę wyjścia z namiotu. Był na tyle pogrążony we własnych myślach, że na jej pytanie odpowiedział już na zewnątrz.
Niebo malowało się granatem i czerwienią.
Zmierzch, tak podobny do tego z jej wizji.
- Sześć. Ale jak sądzę jeden z nich musiał zostać zniszczony. W takich układach jest ich zwykle siedem albo dwanaście.
Ruszyli razem przez obóz, o tej porze powoli pustoszejący - bo niektórzy leżeli już w namiotach, inni aportowali się do Londynu.
Gdzieś z oddali, znad wrzosowisk, w ich stronę wiał wiatr...

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (3349), Guinevere McGonagall (3049)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa