- I? Co dalej? - Tak, ucieczka brzmiała świetnie. Zawsze brzmiała. Sauriel o niej fantazjował od lat. Ale ona nie była niemożliwa dlatego, że nie miał pieniędzy. Wierzył w siebie, że by gdzieś się dorobił, jakoś by się urządził, pewnie znowu w gangu, czy chociażby grając za te marne grosze w jakiś knajpach. Bez znaczenia. Możliwości były - w końcu Potterowie się nim już zajmowali, żeby nie wyglądał jak wyciągnięty z grobu nosferatu. Ponieważ o tym fantazjował to zdążył nawyliczać mnóstwo za i przeciw. Wiedzieć, że to złe, tak wszystkich porzucić, to jedno. Czuć? Drugie. Sauriel nie chciał, żeby ludziom, na których mu zależało, stała się krzywda, bo byli jego ostatnimi łącznikami z czymś... lepszym i gorszym jednocześnie. Z tamtą żałosną wersją jego samego, która była... ugh. Dobrze, że jej już nie było w każdym razie. Życie od razu podniosło swój komfort. - Mroczny znak pali żywym ogniem, gdy jestem wzywany. Czarny Pan nie ma skrupółów, będzie wyżynał osoby, z którymi się zadawałem, albo torturował je. Ty też chciałabyś uciec? Schować się? Z kim? Z osobą jak ja? - Która miała już nie udawać, bo jednak potrzeba ciepła i domowego ogniska przestała się ograniczać do tego, żeby po prostu było miło. Miało być coś więcej. I tego "więcej" brakowało. Niemal można było się cieszyć, że już nie było między nimi tak nerwowo, ale nie.
- Dobrze wiedzieć. Nie chciałbym ci gotować jak babcia. - Zażartował ponuro, uśmiechając się pod nosem. Jasne, wiedział o co chodzi. To znaczy - w sumie to nie wiedział, ale chyba chodziło jej o to, że po prostu jeszcze nie był na stopniu pojebania jej babki. To pewnie miało być pocieszenie i w zasadzie jakieś tam było. Pocieszenie potwierdzające, że lepiej skończyć to teraz, zanim totalnie mu odpierdoli. Zanim będzie jeszcze gorzej, bo gorzej będzie prędzej czy później. Nie wierzył w wielkie odkupienie, już nie. Tak naprawdę nawet kiedy myślał o pozbyciu się Josepha, Eryka, nawet przeszło mu przez myśl wydanie całej organizacji, to żeby dla większego dobra? Zrobiłby to dla siebie. I o tym też myślał. Jakby to wyglądało. Czy to byłoby możliwe. Ale... wydawało mu się, że nie jest w stanie tego udźwignąć, bo nadal miał za dużo słabości. W tym świecie miłość, przyjaźń, to braterstwo, w której wierzył - to były słabości, które z dziecinną łatwością mogły zostać wykorzystane przeciwko tobie.
- To dobrze. - Nie podobało mu się to, że do dziennikarzy poszła, ale jak tak na to patrzeć, jak mu to przedstawiła... to dobrze. To faktycznie dobrze.
Dopił kawę i dopalił papierosa.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.