• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[21.05.72] Dziwnie, dziwniej, najdziwniej

[21.05.72] Dziwnie, dziwniej, najdziwniej
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
02.10.2023, 19:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.10.2023, 20:19 przez Florence Bulstrode.)  
To nie był dobry dzień. Florence bardzo nie lubiła, gdy coś dezorganizowało harmonogram jej pracy, a dziś do takiej dezorganizacji doszło. „Drobny” wypadek w Dolinie Godryka okazał się na tyle poważny, że Magiczne Pogotowie nie było w stanie zapanować nad sytuacją, przeniesienie rannych nie wchodziło w grę, i ostatecznie Bulstrode zamiast uzupełniać papiery i pełnić dyżur w szpitalu, trafiła tutaj. Nie wspominając już o tym, że czekał ją też nieprzewidziany spacer w szybkim tempie – bo wprawdzie na miejsce podrzuciła ich osoba z teleportacją łączną, ale z powrotem już ich nie zabrała, zgarniając poskładanych jako takich rannych.
To oznaczało, że Florence i asystujący jej dzisiaj Leo musieli przejść się przez Dolinę Godryka. W transmutowanych na prędko ubraniach, by nie zwracać uwagi mugoli szpitalnymi szatami – a ubrania transmutowane miały to do siebie, że czar trzeba było poprawiać i że nie wyglądały idealnie tak, jak Florence sobie życzyła. Spódnica była żółta, tak jak szata, a o ile Florence mogła tolerować to paskudne połączenie kolorystyczne na ubraniu uzdrowiciela, o tyle już na „zwykłych” ubraniach… ani trochę. Poza tym Dolina od Beltane napawała ją pewnym... niepokojem.
Dlatego Bulstrode była zirytowana.
Jej irytacja nie objawiała się w jakiś szczególnie wyraźny sposób i nie była łatwa do wyłapania. Florence rzadko wybuchała gniewem, a w szpitalu przez większość czasu utrzymywała albo spokojny wyraz twarzy, albo uśmiechała się uprzejmie – i nierzadko odrobinę złośliwie. W tej chwili była widoczna głównie pod postacią zmarszczki na czole.
– Musisz powtórzyć informacje na temat klątw, przenoszących się na przedmiotach. W poniedziałek przepytam cię z materiału – oświadczyła. Trudno było orzec, czy nagła dyspozycja miała coś wspólnego z tą irytacją właśnie, czy i tak zostałaby wydana. Nie odwróciła się nawet, dalej wędrując ku położonemu nieco na uboczu domowi, gdzie znajdował się publiczny punkt Fiuu. Dół jej spódnicy zaczynał powoli zatracać kształty, znów przemieniając się w uzdrowicielską szatę.
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#2
06.10.2023, 12:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.10.2023, 12:34 przez Leo O'Dwyer.)  
To był świetny dzień! Zdarzył się jakiś wypadek, jakaś kraksa, oczywiście nie życzyłem nikomu źle, ale mogłem ruszyć swój koci zad ze szpitala i zrobić coś innego. Na przykład praca w plenerze i to w Dolinie Godryka, gdzie nie miałem okazji za często bywać, głównie ograniczając się do Londynu i jego bliskich okolic, a teraz rozglądałem się wokół ciekawy, pomagając oczywiście panience Bulstrode w naszych obowiązkach. Jakby nie patrzeć, to szefowa, więc trzeba było zachować fason, profesjonalizm. Chodziły pogłoski, że była niezłą kosą i że sto osiemdziesąt procent studentów oblewało właśnie przez nią albo łamało się psychicznie po pracy z nią. Ja nie zamierzałem się złamać. Ja byłem giętkim czarodziejem, a jej paskudny humor był dla mnie swego rodzaju wyzwaniem. Poza tym nie wiem, co oni się tak jej czepiali. Była po prostu cicha i wymagająca. W profesjonalny sposób.
- Gdybym wiedział, to zabrałbym ze sobą rower - zaśmiałem się, idąc z Florence ramię w ramię. Właściwie ciekawe, czy byli na ty. Pewnie podobna propozycja nie wchodziła w rachubę i to per zrób to na wczoraj było jedynie jednostronne. Cóż, szliśmy w takim trochę milczeniu i próbowałem zagadać z tym rowerem, bo potrafiłem, bo mnie tata nauczył.
I nie mogłem też wyjść z podziwu, że mogliśmy tak fajnie transmutować swoje kitle. Wyglądałem naprawdę elegancko. Podobały mi się te żółte akcenty. Kojarzyły mi się z Hufflepuffem, do którego przynależałem. Cała ta szata uzdrowicielska to jak dla Puchona uszyta, więc nosiłem ją z dumą jak dawniej nasze uczniowskie herby.
Ale chwila... Chwila-chwila-chwila. Panna Florence się odezwała w sposób taki, że chyba już wolałem żeby milczała. Nie przepadałem za wkuwaniem na pamięć jakichś nudnych frazesów, szczególnie o czarnomagicznych paskudztwach, klątwach jakichś. Miałem plany na weekend, imprezy, szlajanie się i może ugotowanie bigosu?
- A nie wystarczy wiedzieć, że klątwy się z przedmiotów przenoszą i tyle? Już wolałbym się ospą zajmować... Wszystkie ospy już znam i te ospy to potrafię wymienić po gwałtownym przebudzeniu w nocy, tak jak mi rozkazano - odparłem, stając na sekundę na baczność, salutując i się uśmiechając, bo teoria moja własna głosiła, że mój uśmiech stopi najtwardszy i najchłodniejszy lód w sercu. Klątw nie ściągał, ale wkrótce może to zmienię, może nad tym popracuję. A ten rozkaz, jak się nie myliłem, to też od Florence pochodził. Piękna z niej kobieta była, cicha - dobrze to i źle, ale też taka zamknięta w sobie. Może powinienem ją zaprosić na herbatkę po powrocie? Mogłem zabrać dziś dodatkowe opakowanie ciastek. Może poprzednie już zjadła i dlatego było jej niefajnie? Może dlatego rzucanie klątw jej było w głowie?
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
06.10.2023, 17:00  ✶  
Florence nie używała imion stażystów - zazwyczaj mówiła do nich "ty", niekiedy dodając "panie X" i "panno Y", mniej więcej tak jak nauczyciele w Hogwarcie. Zapewne gdyby Leo spróbował nazwać ją Florence, zmierzyłaby go chłodnym spojrzeniem i wspomniała, że nie przypomina sobie, aby byli przyjaciółmi. Jak dotąd tylko do jednej stażystki zwracała się po imieniu i to nie w szpitalu, a sytuacja, jaka wynikła, była nieco... specyficzna.
Nie była zasadniczo ich szefową, bo przecież nie zarządzała oddziałem (chociaż gdyby ktoś ją spytał, powiedziałaby, że "jeszcze" nie zarządzała oddziałem, miała zamiar do tego dążyć, bo jej zdaniem wiele spraw w szpitalu należałoby ułożyć inaczej). Ale już w pewnym sensie przełożoną - owszem, skoro udzielała wykładów i opiekowała się nimi podczas praktyk.
- Jeżeli twoim życzeniem byłoby jechanie tu rowerem aż z Londynu i z powrotem, następnym razem proszę się nie krępować, panie O'Dwyer - powiedziała krótko, kiedy poinformował, że zabrałby ze sobą rower. Wątpiła, by specjalista od teleportacji łącznej zechciał taki zabrać ze sobą, nie wspominając już o tym, że teraz byłoby ciężko wciągnąć rower ze sobą do kominka...
Kolejne słowa Leo sprawiły, że doczekał się tego, że rzuciła mu spojrzenie.
- Mam wrażenie, że któreś z nas musi mieć błędne informacje - stwierdziła spokojnie. - Sądziłam, że niejaki Helios O’Dwyer jest stażystą na oddziale urazów pozaklęciowych i leczenia klątw. Czy może zaszła tu pomyłka i jednak ubiegał się pan o miejsce na wydziale chorób zakaźnych, a tutaj zabłąkał przypadkiem?
Oczywiście, wiedziała, że nie ma mowy o żadnej pomyłce, bo przecież znała jego papiery - znała wszystkie papiery każdego stażysty i uzdrowiciela na jej oddziale. Może akurat z Leo nie miała tak wielu kontaktów, jak z Fernah czy Cameronem, ale jego oceny z Hogwartu mogłaby wyrecytować z pamięci. I doskonale wiedziała, jakie podania złożył w zakresie specjalizacji...
- Czy może jednak to pan zapomniał o tak istotnej sprawie, jak oddział, na którym pracuje...? Jeśli tak, sugeruję eliksir wspomagający pamięć. Przyda się zwłaszcza, że nie, zdecydowanie nie wystarczy wiedzieć, że "klątwy mogą przenosić się na przedmiotach" - dodała, a potem nie czekając na odpowiedź odwróciła się i skierowała dalej, ku budynkowi, z którego jak miała nadzieję, zaraz wyruszą do Londynu...
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#4
06.10.2023, 20:03  ✶  
- Moglibyśmy tym rowerem jechać razem. Pedałowalibyśmy na zmianę - zaproponowałem, bo taka właśnie była moja pierwotna myśl z tym rowerem. Przecież nie zostawiłbym Panny Bulstrode samej na drodze, machając jej na do widzenia ogonem. Byśmy tak podróżowali tym rowerem i podziwiali okolicę, i byśmy zatrzymywali się we wioskach, leczyli ludzi, wszyscy by nas kochali, a potem byśmy wrócili do szpitala i zostali bohaterami. Czy coś. Albo po prostu świetnie się bawili bez zbawiania świata. Tak też można.
Cóż, ostatecznie wzruszyłem ramionami, bo jakaś rozmowa się dzięki temu rowerowi nawiązała, więc też zaraz temat przeszedł na klątwy i ospy. Musiałem przyznać, że się zbiłem z pantałyku, bo coś mi nie grało w tej układance. Aż się zatrzymałem, przekazując całą swoją energię do mózgu, do nadmiernego myślenia o tym, dlaczego uczyłem się cały wieczór o ospach... i chyba już znałem odpowiedź na to pytanie.
Na twarzy wykwitł mi nieco niegrzeczny uśmiech, ale Florence przecież nie musiała wiedzieć o wszystkim, co się wtedy działo, czyż nie? Chyba że by się zainteresowała, to ja wtedy opowiem wszystko z najdrobniejszymi szczegółami, a wtedy serio będzie nam się opłacało iść z buta do samego Londynu, gdyż historia ta sięgała dalej niż księżyc. Tak myślę.
- Ach, bo to jednak nie rozkaz był... Założyłem się o tę ospę, ale teraz widzi pani, że ma pani dzielnego adepta, co to poszerza wiedzę nadprogramowo - zauważyłem dumny, po czym się zmieszałem, bo w takim wypadku nie miałem wymówki na naukę klątw. A właściwie tych przedmiotów coś tam klątw.
Przyspieszyłem kroku, bo przez to wszystko zostałem trochę w tyle. Nawet podbiegłem ten kawałek. Florence tak pędziła jak strzała, jak gdyby chciała się jak najszybciej stąd ulotnić, a przecież to była miła odmiana w pracy. Przewietrzenie mózgów! Okazja do przemyślenia spraw, odnalezienia nowych pomysłów.
- Czasami błądzę po oddziałach, ale... z tymi klątwami to taka historia... Może mogę dostać więcej czasu? Weekendami pomagam rodzicom, a jeszcze zamierzam gotować bigos. Lubi pani bigos? Mogę pani przynieść w poniedziałek - zaproponowałem byleby wyciągnąć od panny Bulstrode chociażby kilka dni więcej. Uśmiechnąłem się grzecznie. - Tylko kilka dni, a wyuczę się ich wszystkich i będę je wył do księżyca, ale nie w pełnię, bo w pełnię to ja nie mam siły do życia - odparłem, obiecałem, usprawiedliwiałem się i zacząłem sobie podskakiwać w trakcie drogi, bo już w głowie miałem dźwięki z weekendowej pracy u rodziców. Prowadzili bar. Będzie dużo ludzi i będzie muzyka.

!pęknięcia
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#5
06.10.2023, 20:03  ✶  

Koszmar Harper


Biegł w waszym kierunku. Tak szybko, że ciężko wam było zareagować. Mężczyzna pozbawiony głowy szarżował w was całą swoją mocą, a kiedy zetknął się z wami... okazał się niematerialny. Pozostawił po sobie dziwne uczucie chłodu, które nie opuściło was do końca dnia, ale nie zrobił wam krzywdy. Wbiegł pomiędzy drzewa i nie mogliście go już odnaleźć.

To było tylko wrażenie, ale nie opuszczało was na krok - zdawało wam się, że czegoś lub kogoś szukał.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#6
06.10.2023, 21:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2023, 08:48 przez Florence Bulstrode.)  
- Nie wydaje mi się, panie O’Dwyer – odparła Florence chłodno. Przez głowę przeszła jej myśl, że być może chłopak sfałszował wyniki OWUTemów, które pozwoliły mu dostać się do Akademii Munga. Ewentualnie był całkiem utalentowany do magii, ale cierpiał na jakieś zaburzenia, o których powinien porozmawiać z magipsychiatrą.
– Rozumiem, że w chwili, w której przyjdzie do diagnozy pacjenta obłożonego klątwą, usłyszy „przepraszam, nie jestem pewien, co panu dolega, w weekend musiałem pomagać rodzicom?” – zapytała na jego pytanie. Bulstrode, wbrew pozorom, nie irytowała się łatwo, więc i teraz poziom jej złości nie wzrósł – była ot delikatnie zirytowana całym tym dniem. Stażyści, którzy niezbyt nadawali się do Akademii i nigdy nie powinni trafić do Munga, czasem się zdarzali, więc zachowanie Leo przynajmniej na razie nie było w stanie wyprowadzić jej z równowagi. – W poniedziałek z samego rana. Jeśli to za mało czasu, być może pora rozważyć, czy nie zacząć pomagać rodzicom zawodowo. Albo zostać kucharzem, skoro planuje pan gotować bigos.
Czymkolwiek się zajmowali, bo Florence rzecz jasna nie miała pojęcia, jaki był ich zawód. Prywatne życie innych uzdrowicieli czy żaków z Akademii zupełnie jej nie interesowało, jak długo nie byli jej bliskimi przyjaciółmi, nie prosili o pomoc w naprawdę paskudnej sytuacji albo nie rzutowało na ich pracę w Mungu… ale w tym ostatnim przypadku też zasadniczo obchodziły Florence raczej efekty niż przyczyny. Gdyby dowiedziała się, że Leo zamierza stać za barem, po prostu uprzejmie doradziłaby mu zostanie kelnerem na pełen etat.
I wtedy…
Mężczyzna pojawił się znikąd.
Florence nie krzyknęła, bo nie należała do osób, które w takich sytuacjach krzyczą, ale widok bezgłowego człowieka wstrząsnął nią do głębi. Odruchowo spróbowała sięgnąć po różdżkę – zbyt późno jednak, nie była wojowniczką i jej czas reakcji na pewno nie zbliżał się do przeciętnego Brygadzisty – jednocześnie odsuwając się z drogi tego… mężczyzny? Potwora? Nie zdołała jednak zareagować dość szybko i odruchowo zacisnęła powieki, spodziewając się uderzenia, upadku, bólu, może nawet śmierci, bo ktoś bez głowy nie miał prawa żyć…
…poczuła jednak tylko zimno, kiedy widmo przeniknęło najpierw przez nią, a potem przez Leo.
Florence odwróciła się, z szelestem żółtej, paskudnej spódnicy. Przycisnęła lewą rękę do klatki piersiowej, w której szaleńczo tłukło się teraz serce, palce prawej kurczowo zacisnęła na różdżce. Chociaż nie próbowała jej nawet podnosić, bo jakie zaklęcia mogłaby teraz rzucić? Patrzyła, jak bezgłowy mężczyzna odbiega, by zniknąć między zaroślami. W całym ciele czuła chłód, jakby przeniknął przez nią jakiś duch… ale on nie wyglądał jak widma z Hogwartu…
Nic nie powiedziała. Zwróciła tylko spojrzenie na młodzieńca, chcąc przekonać się, czy on też to widział – czy może była to tylko przedziwna wizja, przyniesiona przez Trzecie Oko…
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#7
07.10.2023, 16:33  ✶  
Och, zaburzeń to pewnie by się cały koszyk we mnie odnalazł, ale uważałem, że dzięki temu byłem bardziej pełniejszym człowiekiem, czarodziejem i kotem. Czasami nawet mi się te zaburzenia przesuwały po organizmie i pląsałem przez to niespokojny, nie potrafiąc znaleźć w sobie i wokół odrobiny miejsca, bo musiałem przeć dalej, szukać dusz niepokojonych albo przygody, albo przyjemnego kąta do spania, bo jeśli nie było przyjemne, to jak niby tam spać, więc niekiedy dużo czasu spędzałem na tym by w końcu przytulić twarz do łapek i odpłynąć do krainy beztroskiego chrapciania.
- Hmm... To faktycznie niezbyt dobry pomysł odkładać go w czasie, jednakowoż znam kogoś kto wie o tych klątwach wszystko, a też wiem gdzie szukać informacji na ich temat, więc nie powinno być tak źle jak to też pani przedstawia - zauważyłem z uśmiechem na twarzy. Poza tym jeszcze byłem stażystą, więc poważne sprawy jeszcze się mnie nie imały, a jak będą się miały imać, to wtedy wezmę wszystko na klatę. Zresztą, teraz też byłem gotów wziąć nawet z ograniczoną wiedzą, bo nie potrafiłem przejść bez reakcji obok smutnych i chorych osób. Może właśnie dlatego trafiło na mnie z podróżami z panią Bulstrode, bo inni nagle znaleźli milion spraw do załatwienia o tej porze. Albo chore ciotki w Bringham, którymi musieli się zająć.
- A kucharzem to ja mogę zostać, ale jak mi pani oceni pozytywnie ten bigos - odparłem niezrażony. Każdy pomysł był dobry by nieść światło i dobro. Mogłem gotować bigos dla Florence już do końca życia. Byłbym jej osobistym cateringiem. Na zamówienie. Tylko pytanie, czy sprostałbym jej wszystkim wymaganiom. Jakimś wirtuozem w kuchni to ja nie byłem, ale kto wie...? Może gdzieś w głębi mnie był ktoś, kto mógł mnie zaskoczyć z tym talentem?
Cóż, przerwałem te rozważania, bo ktoś zaczął biec w naszym kierunku. W pierwszym odruchu pewnie rzuciłbym się, żeby mu pomóc, ale zamiast tego stałem jak wryty, zaskoczony, bo biegł do nas bez głowy. Tak zupełnie bez głowy. Nie miał jej. Biegł prosto na nas, więc wyciągnąłem dłonie by go złapać, bo pewnie nie miał pojęcia, że na nas właśnie wbiega, ale jakie było moje zdziwienie, kiedy przez nas przeniknął. Wpierw przez Florence, a potem przeze mnie. Wtedy właśnie zadrżałem, czując to zimno. Takie przeszywające na wskroś, ale wydawało mi się, że oprócz tego to nic się we mnie nie zmieniło.
Odetchnąłem powoli i obróciłem się by zobaczyć, czy to nie był tylko omam, ale mężczyzna biegł dalej. Chyba kogoś szukał, tak mi się zdawało, ale brak głowy zapewne mu to uniemożliwiał.
- Halo! Zaczekaj! Pomogę ci! - krzyknąłem i zacząłem biec w jego kierunku. Nieistotne, czy to duch, czy kto wie co... Czułem usilną potrzebę żeby mu pomóc, czego nie mogłem zignorować. Nie mogłem pozwolić by tak się włóczył po Dolinie, błądził, straszył innych. Zapewne musiał zrealizować swój cel by opuścić formę ducha. Albo co. Nie znałem za bardzo się na tym, więc biegłem za duchem, póki nie zniknął między drzewami. Wtedy kompletnie straciłem go z oczu i nie mogłem namierzyć. - Proszę pana! Mogę panu pomóc! Haaalooo!
Nawet się nie zawahałem. Wszedłem pomiędzy drzewa, rozglądając się wokół. Otaczała mnie jednakże typowa dla okolicy cisza. I kto by się przejmował, moja różdżka spoczywała gdzieś w odmętach mojej kieszeni, jak gdyby wcale nie mogła się tu przydać.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#8
07.10.2023, 16:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2023, 17:00 przez Florence Bulstrode.)  
– Problem polega na tym, że uzdrowiciel nie ma szukać informacji w takich przypadkach. Ma je posiadać – odparła Florence surowo. – I w takim wypadku, obawiam się, nie czeka cię jednak kariera kucharza, panie O’Dwyer, więc proponuję przyłożyć się do nauki.
Już pomijając to, że na pewno nie przyjęłaby żadnej potrawy przyniesionej jej przez stażystę, to na samą myśl o bigosie ogarniały ją mdłości. Florence nie jadała mięsa – zarówno z zasady, jak i upodobania. Bigos nie tylko nie zdawał się kobiecie zdrowy, ale był też czymś, czego po prostu nigdy by nie tknęła, bo zapewne zaraz zwymiotowałaby zawartość swego żołądka.
Florence, wbrew chodzących o niej opinią, była bardzo skłonna do pomocy. Rzuciłaby się ku komuś rannemu nawet, gdyby nad jej głową latały zaklęcia. Ale była też jednostką myślącą i uzdrowicielką. I jako magomedyczka wiedziała doskonale, że nie ma mowy o tym, aby pomóc komuś, kto stracił głowę. Kto – prawdopodobnie – był widmem albo…
…albo czymś innym.
W końcu nie bez powodu wydano dziś przed południem zakaz wstępu do Kniei, o którym wspomniał jej ordynator, zanim ich tutaj zabrano.
Nie pomyślała więc nawet o tym, aby rzucić się w pogoń. Nim jednak zdążyła zareagować na to, że towarzyszący jej młodzieniec wyraźnie widział to samo, co ona, nie była więc to po prostu wizja… on już ruszył w pogoń. Za przedziwnym duchem. Za kimś, kto (tak sądziła Florence, myląc się pod tym względem) prawdopodobnie zginął podczas Beltane gdzieś w tej okolicy. Ku lasowi – do którego nie wolno im było wchodzić i w którym grasowało coś strasznego. Coś, przez co wzywano ledwo co uzdrowicieli do obejrzenia postarzałego dziecka, i postarzałej kobiety, co jak szeptano w Mungu doprowadziło przynajmniej do trzech zgonów…
Bulstrode nie ruszyła biegiem za Leo. I tak by go nie dogoniła. Poza tym nie po to była czarodziejką, aby biegać po wertepach. Zamiast tego wyciągnęła różdżkę, i machnęła nią, wyczarowując magiczne więzy, mające skrępować mu nogi. Tak, wiedziała, że chłopak prawdopodobnie runie jak długi na ziemię, ale liczyło się to, by go powstrzymać.
Akurat gdy miał zbliżyć się do granicy drzewo, liny oplotły jego kostki.
– Panie O’Dwyer – zawołała. Nie wrzeszczała, ale podniosła nieco głos i w jej ton wkradły się ostrzejsze nuty. – Gdyby był pan w stanie pomóc komuś, kogo pozbawiono głowy, byłby pan doprawdy ewenementem na skalę światową! Proszę teraz rozproszyć to zaklęcie, trening się tu przyda i natychmiast do mnie wracać. Idziemy do punktu Fiuu. Nie widzi pan tych plakatów? Wydano zakaz wchodzenia do Kniei.


Rzut Z 1d100 - 34
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 98
Sukces!
Kot z tendencją do głupoty
kici kici miau
będę ciebie brał
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ma wzrost 174. Gibki, żwawy, skory do zabawy. Oczy jasnobrązowe, ale włosy ciemniejsze. Jest wysportowany, bo dużo biega i się wspina. Mięśnie ma, ale nie jest jakimś Pudzianowskim. Zyskał je ze swojego aktywnego trybu życia, a nie przez ciągłe ćwiczenia. Z reguły ciepły albo cwany uśmieszek ma na pyszczku. W WERSJI KOCIEJ: rudo umaszczony kot domowy, nieprzeżarty. Ma kompletnie inne zwyczaje niż Garfield.

Leo O'Dwyer
#9
07.10.2023, 18:04  ✶  
Żem się tego nie spodziewał! Jakież było moje zdziwienie, kiedy nagle, gwałtownie, tak niespodziewanie, natychmiast i brutalnie boleśnie wylądowałem na ziemii. Aż mi dech w piersi na moment zaparło, ale nie na długo, bo zaraz miałem okazję też zorientować się w sytuacji i uświadomić sobie, co spowodowało moje zderzenie z ziemią - Pani Florence! A właściwie liny przez nią wyczarowane. Opłatały moje nogi tak, że teraz byłem jak ta gąsienica. Nawet wierzgnąłem kilka razy i pożałowałem, że nie mam jeszcze związanych rąk, bo byłoby jeszcze zabawniej.
Ale dobra, przestałem, bo Florence była na mnie zła. Bardzo zła. I jakoś nie zauważyłem tych tabliczek, tych plakatów. One wcześniej tam były?
- Ups! - odkrzyknąłem aby na jej słowa, zastanawiając się nad jej punktem widzenia. Wcale nie uważałem by nie można było pomóc komuś, kto nie ma głowy, szczególnie że ewidentnie kogoś szukał. Czułem to całym sobą. - Nie miała pani wrażenia, że on kogoś, czegoś szukał?! - zapytałem, wpatrując się w tamtą stronę, w którą pobiegł zjawo-duch. Leżałem dosyć niewygodnie na tej ziemi, jeszcze mi się jakaś kępa trawy w śledzionę wbijała, więc postanowiłem wymacać w końcu różdżkę w swojej kieszeni. W końcu jednak mogła się przydać.
Żałowałem, że nie udało mi się tego mężczyzny dogonić, ale może faktycznie wchodzenie tam nie miało sensu, bo mogłem nam napytać więcej biedy niż to warte. Poza tym pani Florence podniosła głos w taki sposób, że już nie zamierzałem z nią dyskutować. Wolałem już kiedy była cicha i ponuro spokojna.
Rzuciłem zaklęcie na rozproszenie więzów. Jeśli się udało, zamierzałem wstać, otrzepać się z trawy i innych kamyków, po czym wrócić do przełożonej, zapewne patrząc kontrolnie w knieje, czy nic z nich nie wybiega. Czy to te potwory, czy może znowuż ten duch. Można było mu z pewnością pomóc, ale nie wiedzieliśmy jak, bo nam zwiał. Tam. Też miał pomysł z wbieganiem w las.

Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 69
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 12
Akcja nieudana
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#10
07.10.2023, 19:47  ✶  
Florence odetchnęła z ulgą, kiedy udało się jej zamienić Heliosa w gąsienicę… no prawie, bo rąk mu nie krępowała. Wprawdzie przeszło kobiecie przez głowę, że klinika mogłaby skorzystać na pozbyciu się takiego stażysty, ale niestety – pozwolenie młodemu chłopakowi, nieważne jak… specyficznemu na wbiegnięcie do Kniei za przedziwnym widmem, nie było czymś, na co mogła pozwolić.
– Miałam – przyznała, bo to wrażenie pozostało z nią po pierwszym kontakcie. Nie zdała sobie z niego wcześniej w pełni sprawy, po części ponieważ skupiła się na powstrzymaniu Leo przed pognaniem za istotą, ale kiedy to powiedział… zdało się to nagle oczywiste.
W teorii mogłoby się wydawać, że tym czymś była głowa, ale…
Florence miała wrażenie, że chodzi raczej o „kogoś”.
– Ale on nie wyglądał na zwykłego ducha, a takie istoty mogą być niebezpieczne. W jaki sposób zamierzałbyś mu pomóc? Nie wspominając o tym, że on ani nie mógł cię usłyszeć, ani zobaczyć – uświadomiła go Bulstrode. Nie miał głowy, a to oznaczało także brak oczu i uszu. O ile to naprawdę był duch, bo nie zachowywał się jak żaden z tych, które znała z Hogwartu.
Wciąż zaciskała palce na różdżce, trzymając ją lekko uniesioną. Florence nie była wojowniczką i miałaby opory w zaatakowaniu kogoś nawet, gdyby ta osoba jej zagrażała. Ale w tej chwili Dolina i Knieja zdawały się kobiecie podwójnie niebezpieczne. Tajemnicze widmo, plakaty informujące o zakazie wchodzenia do lasu… to wszystko nasuwało podejrzenia, że dzieje się coś… złego.
– Wracamy. Proszę trzymać różdżkę w pogotowiu – zarządziła, rzucając ostatnie spojrzenie w stronę zarośli. Zastanawiała się, czy to, co zobaczyła, było czymś, co powinna zgłosić – albo chociaż wspomnieć o tym braciom?
Poczekała aż Leo do niej dołączy, a potem obróciła się i dość szybkim jak na siebie tempem skierowała prosto w stronę domu, gdzie znajdował się punkt Fiuu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (1814), Leo O'Dwyer (2032), Pan Losu (77)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa